Król Paryża i epokowe osiągnięcie. Luis Enrique buduje nową dynastię?
Luis Enrique już przeszedł do historii futbolu, bo triumfował z Paris Saint-Germain w finale Ligi Mistrzów drugi raz z rzędu. Zdobywając w tym sezonie dwa trofea, szkoleniowiec potwierdził swoją klasę. To człowiek, który dla wyniku potrafił poświęcić największe nazwiska, rewolucjonizując styl gry i tożsamość paryskiego klubu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jaki sposób Luis Enrique przeszedł do historii PSG.
- Dlaczego Luis Enrique, zachęcający piłkarzy do tytanicznej pracy na boisku, mógł być dla nich wzorem determinacji.
- W jaki sposób piłkarz z Gruzji został bohaterem PSG w tej edycji Ligi Mistrzów.
Gdy w 6. minucie finału na Puskás Aréna często wyśmiewany Kai Havertz (drugi gol w finale Ligi Mistrzów i drugi strzelony PSG na tym etapie rywalizacji) dał prowadzenie Arsenalowi, wielu spodziewało się, że „Kanonierzy” zamkną ten mecz. I rzeczywiście w pierwszej połowie gracze PSG odbijali się od londyńskiego muru. Jednak po zmianie stron Paryżanie zdecydowanie przeważali, co przekładało się na kolejne sytuacje. Jedna z nich przyniosła rzut karny po faulu Cristhiana Mosquery na Chwiczy Kwaracchelii.
W 65. minucie jedenastkę na gola zamienił Ousmane Dembélé. Obrona Arsenalu już nie była tak szczelna jak w pierwszej części spotkania. Jednak w 90. minutach kolejne gole nie padły. Nie doczekaliśmy się ich także w dogrywce. W serii rzutów karnych górą było PSG. Arsenal musiał pogodzić się z porażką po tym, jak piłkę nad poprzeczką przeniósł Gabriel Magalhães. Jak na ironię, to jeden z bohaterów sezonu w drużynie Mikela Artety. Środkowy obrońca w ostatnich miesiącach odgrywał istotną rolę przy stałych fragmentach, które były potężną bronią w arsenale Londyńczyków. A pudło Gabriela oznacza, że Luis Enrique po raz trzeci triumfuje w finale Champions League. 11 lat temu z FC Barceloną, a w tym i poprzednim roku z Paryżanami.
Kiedy zaczął się splendor?
Droga Hiszpana na szczyt była wyboista. Znany brytyjski publicysta Jonathan Wilson swego czasu przypominał z przekąsem, że do 2014 r. Luis Enrique mógł pochwalić się zaledwie awansem z Barceloną B do Segunda Division... Dopiero gdy objął pierwszą drużynę Blaugrany, zyskał renomę. To on był ostatnim trenerem, który w 2015 r. sięgnął po Ligę Mistrzów z Barcą, dysponując wówczas rewelacyjnym tercetem MSN (Messi, Suárez, Neymar).
Co ważne, Enrique nie był dogmatykiem z obsesją na punkcie tiki-taki [wymiana krótkich, szybkich i precyzyjnych podań – red.]. Gerard Piqué wspominał swego czasu, że za kadencji Asturyjczyka mecze Barcelony przestały przypominać rywalizację piłkarzy ręcznych. Skończyła się jałowa gra po obwodzie. Narodził się piekielnie skuteczny futbol bezpośredni, wykorzystujący kontrataki i długie podania.
Bez litości dla Mbappé
Przez lata uważano jednak, że Enrique mógł być na ustach ekspertów, gdy miał do dyspozycji gwiazdozbiór. Pobyt Hiszpana w Paryżu zadał kłam tej konstatacji.
– Najlepiej o Luisie Enrique świadczy fakt, że potrafił odstawiać Kyliana Mbappé na boczny tor, gdy był trenerem w PSG, a Francuz absolutnie nie rządził w tamtym zespole. Znamienne, że po odejściu Mbappé z Parku Książąt w Paryżu rozpoczęło się pasmo sukcesów. Wcześniej problem PSG polegał na tym, że ego gwiazd miało destrukcyjny wpływ na tę drużynę. Paryżanie mieli swego czasu niesamowite trio (Kylian Mbappé, Neymar, Leo Messi). Tyle że ta trójka nie broniła, co odbijało się na grze całej drużyny. Teraz struktura nie jest zaburzona, wszyscy wracają do obrony. Wydaje mi się, że Luis Enrique potrafi fenomenalnie postawić te gwiazdy do pionu – ocenia Paweł Grabowski, ekspert angielskiej i francuskiej piłki, związany z portalem Meczyki.pl.
Tyrada bez efektu
Swego czasu Luis Enrique wręcz zrugał Kyliana Mbappé, wygłaszając w jego obecności tyradę przed meczem z FC Barceloną.
– Czytałem, że lubisz Michaela Jordana. Jordan trzymał kolegów za cojones i bronił jak drań. Musisz dać przykład przede wszystkim jako człowiek i piłkarz, by naciskać Pau Cubarsíego [obrońcę FC Barcelony – przyp. red.] i tak samo ich bramkarza Ter Stegena. Przez cały mecz będziesz wywierał presję na nich, by szybko pozbywali się piłki. A później będziesz natychmiast wracał! Dlaczego? Ponieważ masz być liderem. Oczywiście, jesteś fenomenem. Światowej klasy piłkarzem. Nie zamierzam tego podważać, ale mam to gdzieś... Prawdziwym liderem jesteś wtedy, gdy będąc pieczołowicie pilnowanym przez rywali, nie możesz pomóc nam swoimi golami i dlatego pomagasz nam we wszystkim w defensywie.
Wtedy biegasz tak i instruujesz innych: „Chłopaki, linia defensywna zostaje tutaj (Enrique pokazuje na pole karne rywali – przyp. red.). Biorę ze sobą dwóch kolegów, ponieważ jeśli będę naciskał sam, to nie wystarczy”. Wiem, że w ataku jesteś genialny, ale w dniu, gdy nie atakujesz dobrze, musisz być najlepszym piłkarzem w historii w obronie. To jest lider. To jest Michael Jordan. Tak? To jasne dla ciebie? Jeśli wywiążesz się z tych zadań i zmobilizujesz kolegów z drużyny, będziemy maszyną do pressingu – perorował Hiszpan.
Mimo stanowczego tonu szkoleniowca PSG Mbappé nie wziął sobie tych uwag do serca. Po transferze do Realu Madryt również nie jest zbyt aktywny w pressingu. A wówczas, gdy także Neymar nie miał na to ochoty (Messi odszedł z Paryża przed przyjściem Hiszpana), Luis Enrique najprawdopodobniej doszedł do wniosku, że radykalna przebudowa drużyny może być optymalnym rozwiązaniem w drodze po chwałę. Paradoksalnie nie musiał zbytnio oponować, gdy klub rozstawał się z Brazylijczykiem w sierpniu 2013 roku. Było to miesiąc po zatrudnieniu hiszpańskiego trenera.
Miłośnik ekstremalnych wyzwań
Owa bezwzględność w wymaganiach, widoczna szczególnie dobitnie w relacjach Asturyjczyka z Mbappé, nie powinna nikogo dziwić, biorąc pod uwagę prywatne życie trenera. Choć Luis Enrique zakończył karierę piłkarską w 2004 r., to pozostał entuzjastą maksymalnego wysiłku fizycznego. Przebiegł maratony w Nowym Jorku, Amsterdamie i Florencji (ten ostatni w imponującym czasie 2:58:08). Zapuszczał się do jaskiń, uprawiał wspinaczkę wysokogórską, ukończył morderczy wyścig kolarski Quebrantahuesos (205 km przez Pireneje), a także ekstremalny Ironman we Frankfurcie oraz Marathon des Sables – 255 km przez pustynię z 10-kilogramowym plecakiem. Skoro sam nakłada na siebie takie reżimy, logiczne jest, że tego samego – totalnego poświęcenia i wybiegania – oczekuje od swoich piłkarzy.
Bywał przy tym niezwykle ekscentryczny. Pracując w Celcie Vigo, prowadził treningi w okularach przeciwsłonecznych, stojąc na specjalnie wybudowanej na boisku ambonie, skąd obserwował zajęcia. Zasłaniał plac nieprzezroczystymi płachtami przed szpiegami, potrafił zabrać drużynę na paintball, a jego pasją były wyprawy rowerowe last minute. Z mediami zawsze bawił się w kotka i myszkę. Jako selekcjoner Hiszpanii podczas ostatniego mundialu zakpił z tradycyjnych mediów, rozmawiając z kibicami bezpośrednio na Twitchu. Jego streamy biły tam rekordy popularności (ponad 100 tys. widzów pierwszej transmisji). Enrique chciał w ten sposób skrócić dystans i utrzymać przyjazną relację z fanami.
– On jest trenerem, który zawsze mówi to, co myśli. Lubi konfrontacje z dziennikarzami i na przestrzeni lat nie unikał napięć. Ale potem, kiedy przyszły trofea, PSG zaczęło iść w dobrą stronę, to wszystko wygasło. Oczywiście nadal jest krnąbrny, ale to się ludziom podoba. W PSG, mam wrażenie, zarazili się tym charakterem Luisa Enrique. To jest trener, któremu trudno wejść na głowę – mówi Paweł Grabowski.
Doświadczył traumy
Za wizerunkiem bezkompromisowego szkoleniowca i człowieka o ciętym języku kryje się historia ogromnej osobistej tragedii. Luis Enrique doświadczył bólu, którego obawia się każdy rodzic. W 2015 roku, po zdobyciu Ligi Mistrzów z FC Barceloną, świętował sukces na murawie razem ze swoją kilkuletnią córką Xaną. Później dziewczynka zachorowała na kostniakomięsaka – rzadki i bardzo agresywny nowotwór kości.
W czasie walki córki z chorobą Enrique wycofał się z życia zawodowego i zrezygnował z prowadzenia reprezentacji Hiszpanii, chcąc poświęcić rodzinie pełną uwagę i odsunąć się od medialnego szumu. Przez wiele miesięcy koncentrował się wyłącznie na najbliższych oraz leczeniu Xany. Dziewczynka zmarła w sierpniu 2019 roku w wieku dziewięciu lat. Po jej odejściu trener publicznie podziękował lekarzom i personelowi medycznemu za wsparcie oraz opiekę. W poruszającym wpisie podkreślał, że choć córki nie ma już obok niego, wierzy, że kiedyś znów się spotkają.
Tamte doświadczenia całkowicie zmieniły jego spojrzenie na życie. Gdy podczas pandemii COVID-19 pytano go o strach i trudności związane z lockdownem, odpowiadał, że po tym, co przeszedł jako ojciec, pandemia wydaje mu się czymś znacznie mniej dramatycznym. Pamięć o Xanie pozostaje dla niego niezwykle ważna. Enrique wielokrotnie wspominał córkę publicznie, również po ostatnich sukcesach trenerskich z Paris Saint-Germain. Nawet w chwilach największych triumfów sportowych emocje związane z jej stratą wciąż są w nim bardzo obecne.
Romantyczny projekt?
Choć Paris Saint-Germain znajduje się w rękach katarskiego funduszu państwowego Qatar Sports Investments (QSI) i wyraźnie zrezygnowało z dawnej polityki kupowania najgłośniejszych nazwisk światowego futbolu, budowa nowego, odmłodzonego projektu i tak pochłonęła gigantyczne fundusze. Paryżanie w ostatnich latach udowodnili, że zmiana polityka transferowej wcale nie oznacza zaciskania pasa. Oto jak prezentują się wydatki na kluczowych graczy obecnej kadry:
- Nuno Mendes (38 mln euro): Boczny obrońca przeniósł się na Parc des Princes ze Sportingu Lizbona za kwotę niespełna 40 mln euro.
- Willian Pacho (40 mln euro): Rewelacyjny stoper, który wcześniej stanowił o sile defensywy Eintrachtu Frankfurt, kosztował paryski klub równe 40 mln euro.
- Vitinha (41,5 mln euro): Aby sprowadzić z FC Porto reżysera gry i absolutnego lidera środka pola, trzeba było przelać na konto portugalskiego klubu 41,5 mln euro.
- Bradley Barcola (45 mln euro): Dynamiczny wychowanek Olympique Lyon, znany ze swoich widowiskowych dryblingów i odważnych rajdów, kosztował 45 mln euro.
- Désiré Doué i Ousmane Dembélé (po 50 mln euro): Kwota pół setki milionów euro pojawiła się w dokumentach transferowych dwukrotnie. Tyle samo, ile Barcelona zainkasowała za sprzedaż Ousmane'a Dembélé, Paryżanie zapłacili za sprowadzenie innego technicznego wirtuoza – Désiré Doué.
- João Neves (59,92 mln euro): Młody pomocnik, który status wielkiego talentu zyskał w barwach Benfiki Lizbona, kosztował klub ze stolicy Francji blisko 60 mln euro.
- Gonçalo Ramos (65 mln euro): Choć PSG preferuje płynność taktyczną, apozycyjność i często korzysta z wariantu z „fałszywą dziewiątką" – przez co Portugalczyk bywa jedynie rezerwowym – Benfica otrzymała za tego snajpera aż 65 mln euro.
- Achraf Hakimi (68 mln euro): Ofensywnie grający prawy defensor (który niegdyś nie znalazł uznania w Realu Madryt, a w barwach PSG zdążył już m.in. otworzyć wynik finałowego meczu LM z Interem na Allianz Arenie przed rokiem) kosztował 68 mln euro.
- Chwicza Kwaracchelia (70 mln euro): Gruziński skrzydłowy, którego genialne występy we Włoszech zyskały mu w Neapolu przydomek „Kwaradona” (nawiązujący do legendarnego Diego Maradony), również trafił do stolicy Francji. Ta transakcja zamknęła się w kwocie 70 mln euro.
Swego czasu PSG musiało odpierać zarzuty o sportswashing, bycie zabawką w rękach bliskowschodniego państwa, które nie jest modelową demokracją i oburzyło światową opinię publiczną łamaniem praw człowieka i praw pracowniczych. Jednak wizerunek tego klubu zmienił się pozytywnie. Paryżanie nie są już kojarzeni z arogancją, toksycznymi emocjami, zmanierowanymi gwiazdami, które nie potrafią się dogadać. Obecny projekt, w którym widzimy graczy o innej osobowości, nierzadko tytanów pracy, zasługuje na słowa uznania ekspertów. Rękę na pulsie trzyma w tym przypadku, rzecz jasna, Luis Enrique.
Gruziński bohater
Najlepszym strzelcem Paris Saint-Germain w tej edycji Ligi Mistrzów był Chwicza Kwaracchelia, autor 10 goli. Jednak, co istotne w projekcie Enrique, nie imponował wyłącznie łatwością w zdobywaniu bramek.
– Gruzin zawsze zostawiał na boisku całe serce. To, jak wracał do obrony, uczestniczył w presssingu, było godne podziwu. Po raz kolejny ważne role w tej drużynie odgrywali także młodzi piłkarze, jak Désiré Doué, Bradley Barcola czy Senny Mayulu – akcentuje Paweł Grabowski.
Także w tym finale Gruzin nie tylko wywalczył rzut karny, który dał wyrównanie Paryżanom, ale też w innej akcji trafił w słupek. I był ważnym ogniwem w drużynie Luisa Enrique po raz kolejny.
Jak kameleon
Luis Enrique w tej edycji Champions League, mierząc siły z potentatami europejskiej piłki, miał różne pomysły na przechytrzenie uznanych rywali. Nie trzymał się kurczowo jednej koncepcji. Przeciwnie, wyróżniał się godną pochwały uniwersalnością.
– Wróćmy jeszcze chociażby do meczów półfinałowych. Najpierw w Paryżu byliśmy świadkami piłkarskiego szaleństwa, wielkiego show. PSG pokonało Bayern 5:4, oferując kibicom radosny futbol. W rewanżu, gdy drużyna Luisa Enrique na początku spotkania objęła prowadzenie, Hiszpan uznał, że należy zachować większą ostrożność. I to przyniosło znakomity efekt, ponieważ końcowy wynik tamtej rywalizacji (1:1 – przyp. red.) zapewnił zespołowi z Parku Książąt awans do finału. Wtedy PSG zawdzięczało wiele Willianowi Pacho, środkowemu obrońcy, który był opoką w defensywie – przypomina Paweł Grabowski.
Główne wnioski
- Luis Enrique wygrał finał Ligi Mistrzów drugi rok z rzędu. Mimo że w jego drużynie nie ma już takich gwiazd jak Leo Messi, Neymar czy Kylian Mbappé, okazało się, że triumf jest możliwy w odmłodzonym składzie.
- Spore wymagania Luisa Enrique wobec zawodników, wynikają także z jego własnego podejścia do pracy i wysiłku. Po zakończeniu kariery piłkarskiej w 2004 roku nie porzucił sportowych wyzwań. Startował w maratonach w Nowym Jorku, Amsterdamie i Florencji, osiągając w tym ostatnim znakomity wynik 2:58:08. Brał udział w wymagających wyprawach górskich, wspinaczce, ukończył legendarny wyścig kolarski Quebrantahuesos w Pirenejach, a także ekstremalne zawody Ironman we Frankfurcie i Marathon des Sables – ponad 250 kilometrów biegu przez pustynię z plecakiem na plecach. Takie doświadczenia sprawiają, że od swoich piłkarzy oczekuje pełnego zaangażowania, dyscypliny i gotowości do poświęceń, ponieważ sam od lat kieruje się tymi zasadami..
- Choć Chwicza Kwaracchelia należał do najskuteczniejszych zawodników PSG w tej edycji Ligi Mistrzów, jego wkład w sukces zespołu wykraczał daleko poza zdobywanie bramek. Gruzin był jednym z symboli filozofii Luisa Enrique – nieustannie pracował dla drużyny, agresywnie pressował rywali i z pełnym zaangażowaniem wracał do defensywy. Dzięki ogromnej intensywności oraz gotowości do poświęceń stanowił wzór nowoczesnego skrzydłowego, który równie mocno wpływa na grę bez piłki, jak i pod bramką przeciwnika. W finale to on wywalczył rzut karny, był też blisko zdobycia gola. Jednak trafił w słupek.