Szef UOKiK ostro o ważnej ustawie: „Nie doceniliśmy wpływu sektora finansowego” (WYWIAD)
W Sopocie trwa Europejski Kongres Finansowy, ale bez udziału najostrzejszego recenzenta branży. Tomasz Chróstny w szczerej rozmowie z XYZ tłumaczy, dlaczego stracił kontrolę nad kluczową ustawą. Punktuje zuchwałość banków, których lobbing może być skuteczniejszy niż ochrona interesów obywateli.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jakich obszarach przepisy ustawy były najsilniej atakowane przez lobbing instytucji finansowych i banków.
- Jak prezes Tomasz Chróstny ocenia obecne relacje UOKiK z rządem, Komisją Nadzoru Finansowego oraz samą Komisją Europejską w kontekście opóźnień legislacyjnych.
- Z jakich powodów upadł projekt stworzenia rządowego bezpiecznego wzorca umowy o kredyt hipoteczny ze stałą stopą procentową.
Piotr Sobolewski, XYZ: Dlaczego straciliście tę ustawę?
Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK): To premier decyduje, komu przekazuje upoważnienie do przygotowania danego projektu ustawy. Ma w tym zakresie swobodę, przyjmujemy tę decyzję. Teraz projektem ustawy o kredycie konsumenckim zajmie się Ministerstwo Finansów. Jego trudnym zadaniem będzie zrealizować cele wynikające z dyrektywy w warunkach wysokich oczekiwań po stronie rynku.
Warto wiedzieć
Tomasz Chróstny
Kieruje UOKiK od stycznia 2019 r. Wcześniej przez pół roku był wiceprezesem urzędu i pełnił funkcję dyrektora departamentu analiz gospodarczych w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Jego kadencja w urzędzie kończy się w 2028 r.
UOKiK nie docenił wpływu instytucji finansowych
Co nie zadziałało?
To bardzo trudny projekt, który diametralnie zmienia reguły gry. Zwiększa ochronę konsumentów na rynku, który w ciągu pięciu lat urósł z 95 mld zł do ponad 200 mld zł i jest ważnym obszarem działalności banków i firm pożyczkowych.
W toku prac nad projektem odbyliśmy dziesiątki spotkań i mierzyliśmy się z wieloma sprzecznymi interesami. Z pewnością nie doceniliśmy wpływów instytucji finansowych. Wiele z nich dążyło do zmiany przepisów na korzystniejsze dla sektora, nie raz kosztem konsumentów, na co nie chcieliśmy się zgodzić. Mam na myśli w szczególności zmiany w zakresie sankcji kredytu darmowego (SKD), badania zdolności kredytowej, zasad reklamy czy dostępu do informacji kredytowej.
Do tego – zdaje się – dochodziły sprzeczne interesy w samym rządzie?
Oczywiście, choćby dotyczące miarkowania i zakresu SKD. Pod wpływem postulatów KNF, Ministerstwa Finansów i banków zaproponowaliśmy model miarkowania sankcji, co z kolei spotkało się ze sprzeciwem Ministerstwa Sprawiedliwości i Rzecznika Finansowego, którzy uznali, że to rozwiązanie doprowadzi do większego obciążenia sądów. Dlatego tę kwestię chcieliśmy rozstrzygnąć decyzją Stałego Komitetu Rady Ministrów. Widzieliśmy, że to jedyna droga, by uzgodnić tę kwestię.
Podobnie było z kwestią przekazywania informacji o wierzytelnościach, którą także chcieliśmy potwierdzić na komitecie stałym. Właśnie po to, by ewentualna zmiana była zaakceptowana przez rząd. To częsta praktyka przy braku konsensusu w procesie legislacyjnym.
Z naszej strony zabrakło również pozamykania pewnych frontów na poziomie oczekiwań na wcześniejszych etapach.
Urząd był gotów do ustępstw w kilku kwestiach
Czyli powiedzenia branży: „i tak nic nie ugracie”?
Obszerne konsultacje społeczne i dotychczas zrealizowane zmiany dowodzą, że byliśmy gotowi uwzględniać merytoryczne argumenty. Zabrakło w zespole Urzędu prowadzącym ten projekt odpowiedniego kontaktu z partnerami rządowymi, którzy zgłaszali techniczne lub niewielkie uwagi. Przykładowo, choćby kwestia eliminacji limitu finansowania do 100 tys. euro [próg ochrony konsumentów na podstawie ustawy – red.]. Na to rozwiązanie dostaliśmy zielone światło już na etapie zespołu programowania prac rządu, zostało ono wówczas omówione i potwierdzone. Po uwagach RCL byliśmy gotowi wycofać się z jego w wersji wysyłanej na stały komitet. Zdaję sobie dziś jednak sprawę, że mogliśmy to zrobić wcześniej.
Podobnie było z argumentacją Rzecznika Finansowego dotyczącą możliwości korzystania z instytucji pozarządowych przy oddłużaniu konsumentów. Dostaliśmy te uwagi dość późno, dlatego tę zmianę również chcieliśmy uwzględnić w wersji wysyłanej na komitet stały. Także w sprawie raportowania informacji o wierzytelnościach byliśmy gotowi do zmian, tak, by ten obowiązek występował w stosunku do BIG bądź rezygnacji z szerszej regulacji tego obszaru.
Co jednak istotne, od początku prowadzenia przez Urząd tego projektu ustawy doświadczaliśmy silnej gry interesów sektora finansowego, który – także stanowiskami przychylnych sobie instytucji – próbował wpływać na korzystny dla siebie kształt przygotowywanych przepisów. Teraz zmierzy się z tym Ministerstwo Finansów. Będziemy przyglądać się tym pracom, mamy nadzieję przedstawić opinię dla zmienionego projektu. Wierzymy, że wciąż można to zrobić w przewidzianym czasie.
Część sektora chciała wybić zęby sankcji kredytu darmowego
To spytam wprost – Polska lobbingiem stoi?
To ciekawe pytanie. Na pewno warto dostrzec to, jak pewne tezy były forsowane zarówno w konsultacjach, jak i w przestrzeni medialnej. Bez wątpienia sektor finansowy to niezwykle ważny dla gospodarki obszar rynku. Trzeba jednak pamiętać, że stabilność sektora nie może być osiągana kosztem jego uczestników. W tak ważnych procesach legislacyjnych pamiętać należy, że odpowiedzialność po stronie takich instytucji buduje się określonymi ramami funkcjonowania. I dla zysku przedsiębiorców nie można poświęcić praw i interesów konsumentów. Bezkarnością nie zbudujemy odpowiedzialności.
Mówi pan o sankcji kredytu darmowego?
Naturalnie. Część sektora chce wykorzystać ten projekt, by zlikwidować sankcję kredytu darmowego bądź też wybić jej zęby, by zapewniać pozorność odpowiedzialności instytucji finansowych za błędy w umowie czy nieprawidłowości w oferowaniu produktów finansowych. To najważniejszy element ustawy, o który wywalczą instytucje finansowe.
Proszę zwrócić uwagę: przez 20 lat SKD nie była problemem. Dopiero w sytuacji, gdy banki nie sprostały wyzwaniu, jakim było polubowne rozwiązanie kwestii kredytów frankowych, na gruncie lekceważenia konsumentów rozwinęły się kancelarie odszkodowawcze.
Dlatego dziś temat SKD banki traktują jako największe dla siebie zagrożenie. Jest ono też wyzwaniem dla sądownictwa. Argumentami odnoszącymi się do efektywności sądów i prawa do sądu, zagrożeniem dla stabilności sektora bankowego czy nawet odpornością gospodarki próbuje się doprowadzić do tego, by odpowiedzialność nie miała swojej ceny, także na poziomie indywidualnych spraw konsumenckich.
„Duże pieniądze sektora mają wpływ na stanowiska uczestników procesu legislacyjnego”
Inne przykłady tego wpływu? Analizując ustawę, można było zobaczyć np. identyczne uwagi kilku organizacji odnośnie zmian na rynku biur informacji gospodarczej.
To także dość jaskrawy przykład pokazujący, jak się próbuje forsować w Polsce korzystne dla siebie przepisy prawa. Niestety, pokazuje to, że duże pieniądze sektora finansowego mogą mieć kolosalny wpływ na stanowiska prezentowane przez uczestników procesu legislacyjnego.
Proszę zauważyć, że jedna z instytucji, pomimo naszej oficjalnej prośby, nie przekazała nam uwag na początkowym etapie prac nad ustawą, gdy dokonywaliśmy wyboru kluczowych opcji narodowych. Agresywnie zarzuciła nam pozorność realizowanych konsultacji publicznych. A te – jak pan sam zauważył – były przedłużane przytaczaniem tych samych argumentów przez różne środowiska, instytucje i organizacje. Widzieliśmy ten proces, choć niekoniecznie wszystkie resorty go widziały.
A może w ustawie o kredycie konsumenckim po prostu łatwiej przeforsować zmiany, bo przeciętny obywatel i tak nie rozumie istoty tego projektu? Gdy banki lobbują za zmianami w podatku bankowym, co w przypadku sukcesu byłoby nagłośnione, to jednak nie są w stanie przekonać resortu do zmian.
Nie ulegliśmy lobbingowi. Przewidywaliśmy pewne rozwiązania, by zachować proporcjonalność czy racjonalność stosowania sankcji, ale nie po to, by wybić jej zęby albo ją likwidować. To nie my śmieszkowaliśmy, nazywając proponowane miarkowanie „sankcją kredytu darowanego” albo „pół-darowanego”. To wśród banków i instytucji otoczenia rynku finansowego zdarzały się takie żarty. Na żadnym etapie procesu legislacyjnego nie pojawiła się jednak racjonalna propozycja alternatywy dla tej sankcji, która spełniałaby wymogi orzecznictwa TSUE. Chodzi nie tylko o kwestię proporcjonalności, ale też o jego skuteczność czy indywidualny i odstraszający charakter.
Banki i firmy pożyczkowe dążą do tego, by ten kawałek rynku rósł, ale bez konsekwencji za błędy czy nieprawidłowości, choć ich skutki finansowe ponosi konsument. Zatem ostateczny kształt ustawy to tak naprawdę pytanie o granice odpowiedzialności. Mówimy o sektorze, który na przestrzeni dekad nie ponosił w Polsce indywidualnych konsekwencji za nieprawidłowości. Kto poniósł odpowiedzialność za opcje walutowe, polisolokaty, dystrybucję ryzykownych obligacji korporacyjnych czy kredytów walutowych? Czy ktokolwiek na poziomie zarządów, które akceptowały te decyzje czy choćby plany sprzedażowe, poniósł konsekwencje? To wyzwala zuchwałość, która przyjmuje dziś pozory stabilności sektora i budowy odporności finansowej gospodarki.
„Antagonizowanie ze strony banków to próba ochrony własnych interesów”
Postępowania w sądach dotyczące choćby GetBacku się toczą. Przy temacie frankowym można natomiast łatwo podać argument, że to nieodosobniony przypadek, bo takie kredyty sprzedawał niemal cały sektor.
Dominowało przekonanie, że jak oni sprzedają i zarabiają, to i my musimy. Dziś tę dyskusję sprowadza się do tego, że złe kancelarie odszkodowawcze próbują podważyć stabilność i bezpieczeństwo sektora. To taka sama sytuacja, jak wtedy, gdy banki chciały przeciwstawiać kredytobiorców złotowych kredytobiorcom frankowym, mając nadzieję, że ci pierwsi będą atakowali drugich. Skończyło się na próbach podważania kredytów opartych na WIBOR. Takie antagonizowanie ze strony banków to próba obrony własnych interesów.
Chyba nie lubi pan banków?
Wręcz przeciwnie! Uważam, że to kluczowy sektor. Ma w Polsce ogromne perspektywy rozwoju, jest ważny dla naszej gospodarki. Niezwykle nowoczesny i dynamiczny, a także wygodny dla uczestników. Chciałbym, żeby sektor finansowy był odpowiedzialny i uczciwy, otwarty na rozwiązywanie problemów, a nie zamiatanie ich pod dywan. Na tym zależy nam w UOKiK. Nie zamierzamy ślepo bronić sektora, jak czynią to niektórzy, odmieniając „stabilność” i „odporność” przez wszystkie przypadki. Chcemy, aby ramy prawne wspierały budowanie odpowiedzialnego i nowoczesnego sektora finansowego w Polsce.
Niestety, w bankach wciąż panuje przekonanie, że ten biznes byłby wspaniały, gdyby nie ci nieszczęśni konsumenci.
„Kiedy nie wymagano odpowiedzialności, to koszty społeczne nadużyć były bardzo wysokie”
Bankom pali się grunt w związku z ostatnim orzeczeniem SKD? Mówimy o wyroku C-744/24, w którym TSUE krytycznie wypowiedział się o kredytowaniu prowizji.
Nierozwiązane polubownie kwestie frankowe pozwoliły urosnąć kancelariom odszkodowawczym. Przez lata jako kraj budowaliśmy społeczeństwo obywatelskie, chcieliśmy, by konsumenci byli wspierani przez NGO [organizacje pozarządowe – red.]. W obszarze konsumenckim nie udało nam się tego w pełni osiągnąć. Obszar ten został zatem zagospodarowany przez radców prawnych. Nie powinniśmy jednak przez to rezygnować z dalszego rozwoju mechanizmów, które będą wspierały odpowiedzialność i uczciwość umów przygotowywanych przez przedsiębiorców. Orzecznictwo TSUE wymaga, aby przy tego rodzaju przewinieniach skutki nie ograniczały się do sankcji administracyjnej, ale zapewniały realną poprawę sytuacji poszkodowanych konsumentów.
No dobrze, ale gospodarka potrzebuje banków, państwo też. To się nie liczy?
Oczywiście, że się liczy. Bez sektora finansowego trudno wyobrazić sobie współczesną gospodarkę. Trzeba przy tym pamiętać o doświadczeniach Polski czy innych krajów, np. Islandii czy Włoch. Gdy nie wymagano odpowiedzialności i pozwalano na zbyt dużo, to późniejsze koszty społeczne nadużyć i nieprawidłowości były bardzo wysokie. Społeczeństwo płaciło cenę za to, że pozwalano instytucjom finansowym na nadmierne ryzyko i nieuczciwe zachowania. Musimy budować uczciwe reguły gry i wymagać od banków odpowiedzialności. Same od siebie nie zawsze umieją tej odpowiedzialności wymagać.
UOKiK dołącza do apelu Rzecznika Finansowego
Boi się pan kierunku, w którym pójdzie projekt ustawy o kredycie konsumenckim?
Czekamy na zmodyfikowaną wersję. Mamy nadzieję, że jako instytucja odpowiedzialna za ochronę zbiorowych interesów konsumentów będziemy mogli wyrazić opinię na temat kształtu projektu ustawy, a ta opinia zostanie rzetelnie wzięta pod uwagę.
I wtedy UOKiK będzie krytycznym arbitrem?
Jesteśmy racjonalnym i doświadczonym uczestnikiem procesu legislacyjnego. Mamy świadomość tego, że należy uwzględniać perspektywę rynku, przy czym w dalszym ciągu nadrzędnym celem implementowanej dyrektywy jest wzmocnienie ochrony konsumentów.
1 czerwca na naszych łamach Rzecznik Finansowy zachęcał, by banki już na etapie reklamacji dogadywały się z klientami, np. gdy ci domagają się zwrotu odsetek za prowizję finansowaną kredytem. Co na to UOKiK?
Zawsze dialog i rozwiązania polubowne są lepsze niż konfrontacja, to udowodniły również sprawy frankowe. Z naszej perspektywy istotne jest to, by banki jak najszybciej wdrożyły mechanizmy w stosunku do oferowanych kredytów. W przypadku kredytów już spłacanych ścieżka reklamacyjna jest najlepszym rozwiązaniem problemu. Przyłączamy się do tego apelu.
„Banki mają świadomość, jakie mogą być skutki orzeczenia w sprawie finansowania prowizji”
A może lepiej siedzieć cicho i o tym nie mówić?
Miałem okazję rozmawiać o tym wyroku z sektorem. Banki mają dużą świadomość, jakie mogą być potencjalne skutki tego orzeczenia. Analizuje to też część instytucji publicznych, np. KNF. Sami również rozważamy skutki tego orzeczenia. Kluczowe jest zbadanie wszystkich aspektów.
Sektor lub KNF powinny wyjść z jakąś propozycją rozliczeń przy istniejącym portfelu ?
Nie mam wątpliwości, że w zakresie SKD to orzeczenie będzie ważnym elementem dyskusji legislacyjnej na temat kształtu projektowej ustawy.
Czyli Ministerstwo Finansów może rozstrzygnąć temat w projekcie, który właśnie przejęło?
Nie wiem, czy tak będzie, ale jestem pewien, że banki i firmy pożyczkowe będą o to zabiegać. Takie zmiany w ustawie mogłyby zmniejszyć skutki tego orzeczenia kosztem interesu konsumentów.
UOKiK liczy na zmienioną ustawę w następnych tygodniach
Czy musimy w ogóle wdrożyć tę dyrektywę na czas, czyli do 20 listopada?
Przede wszystkim ważna jest bieżąca współpraca z Komisją Europejską. Mam nadzieję, że zmienioną ustawę zobaczymy w najbliższych tygodniach. Podejrzewam, że część zmian zostanie uzgodniona jeszcze przed publicznym przedstawieniem projektu. Nasze ustalenia z Komisją zakładały przyjęcie ustawy do końca roku, jednak jeśli prace będą się zbytnio wydłużały, to Komisja może tracić cierpliwość.
Czyli wasze ustalenia z Komisją zakładały, że nie wyrobicie się do 20 listopada?
Byliśmy w stałym kontakcie z Komisją. W odpowiedzi na pismo KE z pytaniem o postęp prac przedstawiliśmy to, co wówczas udało się już zrobić, jak i harmonogram, z którego wynikało, że przepisy będą gotowe maksymalnie do końca tego roku. Dotrzymalibyśmy tego terminu.
W komentarzu na temat prac wskazujecie, że to nie tylko nasz problem, bo prace nadal toczą się w 20 krajach.
Oczywiście, że tak. To są bardzo trudne i złożone zmiany prawa. Co więcej, opóźnienia implementacji dotyczą także innych unijnych przepisów prawa, na przykład Ministerstwo Finansów ma siedem niewdrożonych na czas dyrektyw. My jako UOKiK nie mamy takich zaległości. Obecnie kontynuujemy prace nad zmianami w zakresie greenwashingu, przebiegają one bardzo sprawnie.
Z czego wynika to, że się nie wyrabiamy?
We wdrażaniu wielu aktów prawnych się wyrabiamy, zwłaszcza gdy zmiany nie są kontrowersyjne i nie spotykają się z tak dużym oporem interesariuszy jak ustawa o kredycie konsumenckim. Co więcej, przy jej okazji zobaczyliśmy dwa odmienne stanowiska. Z jednej strony ostrzegano nas przed nadregulacją, z drugiej występowała gotowość, by dokonać szerszych zmian rozwiązujących inne problemy, np. w zakresie ograniczenia monopolu BIK na rynku informacji kredytowej.
Rząd obawiał się skutków przyjęcia wzorca umowy o kredyt hipoteczny w procesie legislacyjnym
Jak się panu współpracuje z rządem? Poza współpracą przy tej ustawie, mamy choćby temat wzorca umowy o kredyt hipoteczny z okresowo stałą stopą procentową. Nie udało się panu przeforsować tych zmian na poziomie rządu i ostatecznie UOKiK je porzucił.
Rozwiązanie, które ma charakter normatywny, nie podlega ocenie Trybunału Sprawiedliwości UE. Dobrze przemyślana konstrukcja, skonsultowana z rynkiem, naszym zdaniem pozwalała stworzyć wzorzec, który byłby bezpieczny dla konsumentów i przedsiębiorców. Uznaliśmy, że zasadne jest, by państwo w tym uczestniczyło.
Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Sprawiedliwości obawiały się, że ewentualna ewolucja orzecznictwa TSUE obciąży skutkami finansowymi państwo za tego typu rozwiązanie prawne. Do końca wierzyliśmy, że tylko w ten sposób możemy pokryć ryzyka, których nie zabezpieczy samoregulacja sektora.
Nie wierzy pan w samoregulację?
W wielu sytuacjach dobre praktyki czy samoregulacja dają świetne efekty. Przykładowo, w zakresie oznakowania treści o charakterze komercyjnym w social mediach wypracowaliśmy wspólnie z branżą bardzo dobre wytyczne, które są standardem wpisywanym w umowy czołowych agencji marketingowych.
Są jednak granice samoregulacji. W przypadku wzorca umów wypracowanego w drodze samoregulacji pamiętajmy, że nieważne ilu profesorów podpisze się pod tym rozwiązaniem, to i tak każdy sędzia oceni później te umowy zgodnie z własnym doświadczeniem i aktualnym orzecznictwem. Jeśli okazałoby się, że umowa bardzo preferuje opcję jednej strony, na przykład wyraźnie zabezpieczając ryzyka przedsiębiorcy kosztem konsumenta, to tego typu asymetria praw przyjmuje praktyczny wymiar, który nazywamy abuzywnością.
Samoregulacja sektora nie może być asymetryczna
Czyli mówi pan tej inicjatywie „nie”?
Doceniam każdy mechanizm, który gwarantuje prawa i interesy konsumentów, poprawia bezpieczeństwo obrotu gospodarczego i stabilność zawieranych umów, zwłaszcza o kredyt hipoteczny. Tego typu inicjatywy warto wspierać. Samoregulacja może poprawić bezpieczeństwo zawierania tego typu umów. Warunek? Nie może być ukierunkowana na asymetryczne zabezpieczenie ryzyk tylko jednej strony, tj. banku. Jeśli tak by się stało, to będziemy mieli problem.
No dobrze, ale gdyby to rozwiązanie było rządowe, to zawsze można powiedzieć, że ewentualne zmiany dostosowujące wzorzec do nowych praktyk, czy nowych produktów na rynku, byłoby niezwykle trudne bez szerokiego poparcia rządu.
Dlatego już w momencie prac rozmawialiśmy z branżą, by nie dopuścić cross-sellingu [sprzedaży wiązanej – red.] oraz zapewnić stabilność i transparentność zapisów. Umowa o kredyt hipoteczny nie podlega diametralnym zmianom w czasie.
Natomiast wartością tego projektu była możliwość poddania go szerokim konsultacjom publicznym. To, czy później przyjąłby on formę ustawy czy rozporządzenia, które daje elastyczność i nie podlega wciąż ocenie TSUE, nie jest tu kluczowe. Powiem więcej: gdyby nawet po etapie konsultacji nie było chęci, by projekt kontynuować i wdrażać jako powszechnie obowiązujące prawo, to dysponowalibyśmy wzorem umowy, która przeszła przez szerokie konsultacje publiczne i społeczne. To pozwoliłoby na mitygację ryzyka dużo lepiej niż jakakolwiek samoregulacja.
„Banki nie chcą się zbyt mocno angażować w finansowanie innowacji i sektora MŚP”
Sporo w tej naszej rozmowie narzekania, bankowcy też sporo narzekają, choćby na postępowania dotyczące nieautoryzowanych transakcji, które prowadzicie. Ale rozumiem, że na koniec dnia wszystko dla sektora skończy się dobrze?
To już zależy od sektora, czy będzie dążył do uczciwości i transparentności. Myślę, że dziś sektor ma dużo większą świadomość tego, że po stronie konsumentów stoją też podmioty profesjonalne i silne instytucje publiczne.
Jednocześnie sektor narzeka na obciążenia regulacyjne czy podatkowe, ale wcale nie widać, żeby powodowało ono dużo słabsze wyniki finansowe. Sektor boryka się z nadpłynnością, to wygodna sytuacja. Dzisiaj dochody z obligacji skarbowych, depozytów w NBP, kredytów konsumenckich i hipotecznych są na tyle satysfakcjonujące, że finansowanie innowacji czy sektora MŚP to obszary, w które banki nie zawsze chcą się mocno angażować.
Słyszę raczej, że po prostu często nie mają popytu ze strony firm. To nieprawda?
Owszem, polski mały i średni przedsiębiorca jest znany z tego, że na tle swoich europejskich odpowiedników rzadziej ubiega się o kredyt w banku – Narodowy Bank Polski nazwał kiedyś taką postawę zniechęceniem kredytowym. Co jednak zniechęca MŚP? Bardzo możliwe, że wcześniejsze doświadczenie, brak partnerstwa w tej relacji i szerszego otwarcia ze strony sektora.
UOKiK nie jest ostatnim sprawiedliwym w sektorze
Wspomniał pan o silnych instytucjach publicznych, które stoją po stronie konsumentów. Rozumiem, że chodzi przede wszystkim o UOKiK? Jesteście jedynym prawdziwym obrońcą klientów?
Absolutnie nie. Nie mam wątpliwości, że np. Ministerstwo Sprawiedliwości dąży do tego, by sprawy sądowe były realizowane sprawniej, a Rzecznik Finansowy, dzięki dużo większemu budżetowi niż w przeszłości, angażuje się mocniej w pomoc klientom rynku finansowego. Warto to docenić.
Są obszary, gdzie współpraca z niektórymi instytucjami bardzo dobrze się układa, a są też takie, jak w przypadku KNF, gdzie interesy konsumentów i stabilność rynku finansowego wywołuje napięcia. Kiedy sektor jest najbardziej stabilny? Kiedy ma wysokie kapitały, a ma wysokie kapitały, gdy ma wysokie zyski. To powoduje różnice optyki i wrażliwości. Bardzo cenię KNF, kompetencje i zaangażowanie zespołu Komisji. Mam świadomość tego, że w ostatnich miesiącach nie brakowało spraw, w których zajmowaliśmy inne, niekiedy przeciwstawne, stanowiska. Tak bywa. Ważne, aby szanować się nawzajem i kontynuować współpracę, mamy wiele obszarów, w których przebiega ona wzorcowo.
Widzi pan cień nad swoimi relacjami z rządem? Został pan powołany jeszcze przez poprzednią ekipę, podobnie jak np. prezes NBP.
Mam głębokie poczucie misji i odpowiedzialności, a także niezależności i apolityczności. Dużo satysfakcji daje mi wpływ, jaki mamy na gospodarkę i praktyki przedsiębiorców. Chronimy najsłabszych uczestników rynku, dbając jednocześnie o eliminowanie nieuczciwych zachowań i mechanizmów gospodarczych. Prowadzimy bardzo ciekawe i skomplikowanie postępowania. Na przestrzeni lat widzimy, jak przedsiębiorcy zmieniają swoje praktyki. Są obszary rynku, które przez dekady były poza kręgiem naszych zainteresowań, np. rynek sztuki czy pracy. Widzimy, że te działania i interwencje zmieniają polską gospodarkę na lepsze.
Naturalnie chcielibyśmy cieszyć się dużo większą przychylnością rządu, zwłaszcza w zakresie poszerzenia dostępu do narzędzi czy informacji, oczekiwanych przez nas zmian prawnych przyspieszających egzekucję prawa czy wreszcie wyższy budżet, zwłaszcza w obszarze wynagrodzeń i inwestycji. Dobrze jednak wiemy, że w historii UOKiK były czasy, gdy była raz większa, a raz mniejsza przychylność rządu i wsparcie regulacyjne czy budżetowe. Z pokorą to akceptujemy i robimy swoje.
Główne wnioski
- Potężny lobbing sektora finansowego sparaliżował prace UOKiK nad ustawą o kredycie konsumenckim. Prezes Tomasz Chróstny przyznaje, że urzędnicy nie docenili determinacji banków, które wykorzystały podziały w rządzie do rozwodnienia ochrony konsumentów. W efekcie kontrolę nad wartym miliardy złotych rynkiem przejęło Ministerstwo Finansów. Resort ten stanie teraz przed tymi samymi naciskami ze strony instytucji finansowych i przychylnych im organizacji.
- Sankcja kredytu darmowego staje się nowym punktem zapalnym. Banki, zaniepokojone niekorzystnym wyrokiem TSUE dotyczącym kredytowania prowizji, dążą do całkowitego „wybicia zębów” tej regulacji. Argumentują to ryzykiem destabilizacji sektora i paraliżem sądów, co ma skłonić rząd do ograniczenia odpowiedzialności instytucji finansowych. UOKiK ostrzega jednak, że takie zmiany zapewnią bankom jedynie pozorną karalność za błędy w umowach.
- Instytucjonalny lęk przed odpowiedzialnością blokuje systemowe rozwiązania chroniące klientów. Fiasko prac nad państwowym wzorcem umowy hipotecznej pokazuje, że resorty finansów i sprawiedliwości boją się skutków prawnych przyszłych orzeczeń TSUE. Prezes UOKiK sceptycznie ocenia też wiarygodność samoregulacji sektora, punktując historyczną bezkarność zarządów za afery takie jak GetBack czy polisolokaty. Banki, dysponując ogromną nadpłynnością, wolą czerpać zyski z obligacji skarbowych niż realnie wspierać rozwój sektora MŚP.