Student stosunków międzynarodowych w świecie technologii. „Sukces to tylko jeden celny strzał w morzu porażek” (WYWIAD)
W Kampusie XYZ rusza „Kod kariery”. Przybliżamy w nim sylwetki studentów, którzy szukają własnej drogi zawodowej. W pierwszym odcinku Kamil Jałowiec podpowiada, jak połączyć akademicką teorię z brutalną praktyką startupów i dlaczego czasem warto wybrać „studiowanie dla niepoznaki”, by zyskać czas na budowanie własnej wartości.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego student stosunków międzynarodowych uważa studia humanistyczne za lepszą bazę dla inżyniera niż informatykę.
- Na czym polega fenomen programu WISE Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i jak mentoring pomaga „nauczyć się myśleć pozytywnie”.
- Jak zbudować odporność na porażki w świecie startupów.
Nasz rozmówca
Kamil Jałowiec
Pracuje jako GTM Engineer w Sunbay.io, student Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Pasjonat automatyzacji, poliglotyzmu i filozofii. Jego marzeniem jest, by technologia realnie służyła zwykłym ludziom w codziennym życiu.
Veronika Barankevych, Ambasadorka Kampusu XYZ: Zacznijmy od podstaw. Co studiujesz i na którym jesteś roku?
Kamil Jałowiec: Studiuję stosunki międzynarodowe na UEK-u, ale moim głównym punktem odniesienia jest program WISE (Wydziałowa Indywidualna Ścieżka Edukacyjna). To elitarna,
indywidualna ścieżka typu honours i to z nią czuję się najbardziej związany – to tam najbardziej się rozwijam i to ona mnie definiuje. Obecnie jestem na trzecim roku studiów.
Stosunki międzynarodowe były Twoim planem od zawsze, czy to raczej kwestia przypadku?
Zawsze chciałem i dalej bym chciał studiować historię. To jest moje marzenie. Ale musiałem wybrać coś, co uznałem wtedy za bardziej przyszłościowe. Bardzo chciałem wybrać UEK, ponieważ wiedziałem, że na tej uczelni nie jest ciężko i panuje tam bardzo dobra atmosfera do działalności studenckiej. Wiedziałem też, że studia inne niż historia mogą mi się średnio spodobać. Więc wybrałem coś, co jest blisko historii, a następnie poszedłem tam z konkretnym nastawieniem: będę sobie studiował, ale jednocześnie będę robił bardzo dużo rzeczy obok. I to te dodatkowe projekty mają mnie „wypchnąć” zawodowo, a samo studiowanie jest trochę dla niepoznaki. Chciałem studiować coś szerokiego, co będę lubił – a jako że interesuję się historią i polityką, to stosunki międzynarodowe były całkiem spoko. Ta interdyscyplinarność, mieszanka ekonomii, geografii, polityki, historii i filozofii, bardzo mi odpowiadała. Chociaż szczerze: gdybym dzisiaj miał wybierać ponownie, to nie wiem, czy zdecydowałbym się na ten sam kierunek.
Pracując jako inżynier w startupie, widzę, że umiejętności techniczne sprowadzają się dzisiaj do tego, by umieć wykorzystać swoją kreatywność w znajdowaniu nowych rozwiązań.
Wspomniałeś o programie WISE. Jak się tam dostałeś i czy polecasz taką ścieżkę innym studentom?
Mega polecam. Rozmawiałem o tym ostatnio z kolegą – gdyby nie WISE, to chyba obaj rzucilibyśmy studia. To jest elitarne grono, przyjmują około 20 osób rocznie. To są mega ambitni, fajni ludzie, którzy robią mnóstwo ciekawych rzeczy. To, co najbardziej lubię w WISE, to fakt, że w towarzystwie WISE-owców mogę poczuć się najgłupszy w grupie. I to jest moje ulubione uczucie – być w towarzystwie ludzi z tak ogromną wiedzą, że czuję się przy nich najmniejszy. To jest po prostu wspaniałe. I to mi właśnie zapewnia WISE. Dodatkowo to wejście do community, które buduje się od ponad dziesięciu lat. Są na tyle wpływową grupą, że sprowadzili Aleksandra Kwaśniewskiego na swoje sympozjum. Do tego oferty staży i zupełnie inna relacja z profesorem – partnerska, oparta na dyskursie, a nie na hierarchii uczeń-nauczyciel. To jedna z moich najlepszych decyzji na studiach.
Słyszałam, że w ramach WISE wybiera się własnego mentora. Jak to wygląda w praktyce?
Dokładnie tak, dostajesz opiekę tutora. Wybierasz go sam z ogromnej listy, na której jest około 50 świetnych osób. Ten mentor zajmuje się tylko tobą, myśli o tym, jak ci pomóc i gdzie masz słabości. Taka relacja jeden na jeden niesamowicie pomaga w samorozwoju. Uważam, że tutoring na WISE ogromnie mi pomógł i chciałbym tu podziękować mojej tutorce, Katarzynie Kosoń-Haborek, bo to ona nauczyła mnie myśleć pozytywnie.
Warto wiedzieć
Studiujesz? Czytaj XYZ bez opłat
Oprócz WISE mocno angażujesz się w koła naukowe oraz Parlament Studencki. Po co to robisz i co daje Ci ta aktywność?
Robię to, bo uwielbiam działać i lubię widzieć, jak rzeczy się zmieniają. Jestem fanem realnego działania. Koło naukowe jest super, bo poznajesz ludzi, którzy robią świetne rzeczy. Nasze koło - GIGE - zajmuje się geopolityką. To jest genialne, że możecie razem „porolplejować”: ktoś udaje łotewskiego dyplomatę, ktoś inny reprezentuje Federację Rosyjską. Czy to nie jest cudowne?
W Parlamencie działałem w grupie projektowej Mentorzy oraz przy meczu charytatywnym. Co jest moim największym „flexem” życiowym? Fakt, że w wyborach zdobyłem chyba 80% głosów - to był dla mnie rekord skoczni (śmiech). Bardzo mnie ucieszyło to zaufanie. Projekt Mentorzy UEK był dla mnie misją moralną - widziałem wielu świetnych prowadzących, którzy są niedocenieni, i chciałem ich w ten sposób docenić.
Dużo bardziej opłaca się uczyć 20 minut dziennie przez 7 dni w tygodniu niż raz w tygodniu przez 8 godzin.
Dziś działasz w startupach technologicznych. Z dzisiejszej perspektywy nie uważałbyś za lepsze wybranie informatyki zamiast kierunków humanistycznych?
Uważam, że to byłoby zabójstwo. Sytuacja wygląda tak, że najmocniejsze wykształcenie można zyskać właśnie na filozofii czy ogólnie na kierunkach humanistycznych: historii czy politologii. One najlepiej kształtują twoje myślenie jako człowieka. Pracując jako inżynier w startupie, widzę, że umiejętności techniczne sprowadzają się dzisiaj do tego, by umieć wykorzystać swoją kreatywność w znajdowaniu nowych rozwiązań. Większość studiów technicznych, na które mógłbym pójść, wydała mi się zacofana. Zabrałyby mi mnóstwo czasu, nie pozwalając rozwinąć się tak, jak zrobiłem to samodzielnie.
Prowadziłeś marketing dla farmy alpak, miałeś plany na własną aplikację. Skąd te pomysły i jak udawało Ci się to łączyć ze studiami?
Łączyłem to, bo – tak jak mówiłem – świadomie wybrałem studia, na których nie jest aż tak ciężko. Projektów w moim życiu pojawiło się bardzo dużo. Większość musiałem ostatecznie „spalić” i wyrzucić do kosza, ale żadnego nie żałuję. Każdy z nich doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Najlepszy sposób uczenia się to popełnianie błędów. Czasem zapchałem grafik za bardzo i nie dawałem rady, ale trzeba po prostu próbować. Często da się dogadać z profesorami, jeśli widzą, że robisz coś ambitnego poza uczelnią.
W świecie startupów rzeczywistość zmienia się błyskawicznie. Jak radzisz sobie z tym, że niektóre z Twoich projektów nie wypaliły?
Wszyscy jesteśmy pod wpływem tiktokowej kultury sukcesu, gdzie siedemnastolatkowie zarabiają miliony. Ale prawda jest taka, że twój sukces to zazwyczaj jeden celny strzał w morzu porażek, przez które przeszedłeś. Odporność na to wyrabia się tylko w jeden sposób: trzeba tych porażek po prostu doświadczyć. Wstajesz, spalasz jeden projekt, drugi i z każdym następnym boli trochę mniej. Wracasz do punktu wyjścia, ale jesteś mądrzejszy.
Obecnie pracujesz w Sunbay.io. Jak tam trafiłeś i na czym polega Twoja rola?
Trafiłem tam w zasadzie przez porażki. Mój przyjaciel robił startup, pomagałem mu, ale ostatecznie wszystko się wywaliło – brakowało kapitału i doświadczenia. Ale popracowaliśmy razem. Kiedy kończyłem staż polskiej firmie z sektora MŚP – który, nawiasem mówiąc, zdobyłem dzięki działalności w kole naukowym – napisałem do tego kolegi, że szukam nowej pracy. On dał mi numer do gościa, którego poznał na evencie. Pogadaliśmy i po dwóch dniach byłem zatrudniony. Widzisz: kontakt wyrobiony przy nieudanym projekcie doprowadził mnie do świetnego miejsca pracy. W Sunbay automatyzujemy pracę z fakturami. Jako GTM Engineer (Go-to-Market) łączę marketing z RevOps – automatyzuję nasze wejście na rynek i zajmuję się analityką danych. W startupach nie patrzy się na studia. Dobrą firmę pozna się po tym, że do niej CV się nie wysyła. Rozmawiasz o problemie i mówisz, jak go rozwiązać.
Masz za sobą Erasmusa w Niemczech. Wiele osób rezygnuje z wyjazdu, bojąc się bariery językowej lub rozłąki w związku. Warto było wyjechać?
To była najlepsza decyzja edukacyjna w moim życiu. Bałem się niesamowicie – wyjazdu samemu, zostawienia relacji. Ale polecam: jechać, jechać i jeszcze raz jechać! Odnośnie do związków: jeśli kogoś kochasz i planujecie przyszłość, to czy sześć miesięcy rozłąki jest realnym
problemem? Na jakich podstawach taki związek jest oparty? Bez sensu jest rezygnować z marzeń czy ambicji z tego powodu.
Niemieckiego nauczyłeś się w zaledwie osiem miesięcy przed wyjazdem. Masz jakiś sprawdzony sposób na naukę języka?
Regularność. Dużo bardziej opłaca się uczyć 20 minut dziennie przez 7 dni w tygodniu niż raz w tygodniu przez 8 godzin. Proces uczenia się jest mocno powiązany ze snem. I najważniejszy jest mental – to, czy będziesz się bać mówić. A mental wyrabiasz sobie, oczywiście, odnosząc porażki (śmiech).
Co dzisiejszy Kamil powiedziałby Kamilowi na pierwszym roku studiów?
Wolałbym mu nic nie mówić. On wiedział, co robić. Na pewno dało się pewne rzeczy zrobić lepiej, ale mi się nie spieszy. Wszystko doszło do punktu, w którym czuję się naprawdę szczęśliwy. Powiedziałbym mu tylko: „Chill”. Wyszło mega fajnie.
Nasz cykl
Kod kariery - praktyczna mapa tego, jak budować zawodowe życie poza gotowym schematem
Seria inspirujących rozmów ze studentami, absolwentami oraz osobami związanymi ze społecznością akademicką. Pokazujemy prawdziwe historie, nieoczywiste wybory i różnorodne ścieżki rozwoju zawodowego, które wykraczają poza utarte schematy. Każdy wywiad to dawka praktycznych doświadczeń, wskazówek i inspiracji, pomagających studentom w Polsce świadomie budować własną karierę i odkrywać nowe możliwości na rynku pracy.