Czechom wysychają kufle. Spożycie piwa spadło do historycznego minimum
Produkcja piwa w Czechach zmniejszyła się w zeszłym roku o 4,3 proc., a eksport – aż o 8,2 proc. Konsumpcja na głowę mieszkańca skurczyła się o 3,2 proc., do najniższego poziomu w dziejach.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego czeski rynek piwa od lat się kurczy i którego segmentu dotyczy ten trend: rynkowych gigantów czy minibrowarów.
- Czy przeciętny Novák wciąż pije więcej złocistego napoju niż statystyczny Müller lub Kowalski.
- Jakie segmenty rynku browarniczego mogą być wciąż nadzieją dla piwowarów.
Czeskie browary uwarzyły w 2025 r. zaledwie 19,96 mln hektolitrów piwa. To o 894 tys. hl mniej niż rok wcześniej i – jeśli nie liczyć postpandemicznego 2021 r. – najsłabszy wynik od 11 lat.
Skala produkcji zmniejszyła się rok do roku o 4,3 proc., ale eksport piwa spadł jeszcze bardziej. Skurczył się aż o 8,2 proc. Inna sprawa, że 2024 r. był pod tym względem rekordowy. Czesi wysyłają zazwyczaj za granicę 25-29 proc. uwarzonego przez siebie piwa.
Statystyczny Czech vs przeciętny Polak i Niemiec
– Nasze kluczowe rynki eksportowe, takie jak Słowacja czy Niemcy, piją mniej niż wcześniej. To istotnie wpływa na skalę łącznej sprzedaży zagranicznej – mówi Tomáš Slunečko, dyrektor wykonawczy Czeskiego Stowarzyszenia Browarów i Słodowni (ČSPS), cytowany w komunikacie tej organizacji.
Na dwa wspomniane rynki trafia 42-47 proc. całego eksportu czeskiego piwa. Na trzecim miejscu jest Polska, która kupuje 7-9,5 proc. czeskiego piwa sprzedawanego za granicę.
To, że sąsiedzi Czech piją coraz mniej złocistego napoju, to jedno. Drugie to fakt, że wyraźnie spada także jego krajowe spożycie. W minionym roku przeciętny mieszkaniec Pragi, Benešova czy wsi Nové Dvory wypił „tylko” 121 litrów piwa. To o 10 dużych kufli mniej niż rok wcześniej i aż o 85 mniej niż w rekordowym 2005 r. Mimo to statystyczny Novák wciąż pozostaje numerem jeden na świecie pod względem zamiłowania do złocistego trunku. Dopiero za nim plasują się przeciętni Müller, Kowalski czy Popescu.
Piwowarscy giganci vs browary rzemieślnicze
Spadkową tendencję jako pierwsi zauważyli giganci czeskiego browarnictwa, tacy jak np. Plzeňský Prazdroj, właściciel marek Pilsner Urquell i Kozel.
– W ostatnich latach sprzedaż piwa w Czechach wyraźnie spada. Nie inaczej było także w ubiegłym roku, kiedy sprzedaliśmy go o 2 proc. mniej niż w 2024 r. Był to dla nas najsłabszy rok pod tym względem od czasu pandemii – mówi cytowany przez „e15” Jan Krafka, dyrektor handlowy browaru Plzeňský Prazdroj.
Dziennik zauważa jednak, że po rynkowych tuzach przyszła też pora na wytwórców piwa kraftowego. Browary rzemieślnicze, czyli te produkujące do 10 tys. hl rocznie, uwarzyły w minionym roku niespełna 383 tys. hl piwa. To o około 2 proc. mniej niż w 2024 r. „Boom na minibrowary się skończył” – ocenia „e15”.
Tę konstatację potwierdza zresztą Michal Voldřich, szef Czesko-Morawskiego Związku Minibrowarów (ČMSMP), choć woli mówić o „stabilizacji rynku”. Obecnie po południowej stronie Sudetów działa około 520 browarów rzemieślniczych. Ich liczba się nie zmienia. W zeszłym roku otwarto bowiem 26 nowych, ale 23 się zamknęły, a trzy „urosły” i przeszły do wyższej kategorii.
Zdaniem prezesa ČMSMP jednym z powodów status quo jest trudna sytuacja w gastronomii. Około 85 proc. produkcji browarów rzemieślniczych trafia właśnie do restauracji i pubów. A Czesi z roku na rok coraz rzadziej raczą się piwem w lokalach gastronomicznych. Na ten segment rynku przypadało w 2025 r. tylko 28 proc. ogólnego spożycia – gorzej było tylko w okresie pandemii.
Piwa bezalkoholowe i lekkie vs „ležák”
Czescy piwowarzy pocieszają się tym, że zeszłoroczne spadki mogły być – przynajmniej po części – skutkiem gorszej pogody. Właśnie na chłodniejszą i deszczową wiosnę oraz lato wskazuje Jan Krafka. Także Radek Tulis, rzecznik średniej wielkości browaru Bernard, za spadek sprzedaży w 2025 r. wini przede wszystkim pogodę.
Sytuację ratuje nieco rosnąca sprzedaż piwa bezalkoholowego – po czesku nealko. W minionym roku jego produkcja zwiększyła się o około 4 proc. i sięgnęła 1,68 mln hl. Obecnie co dziesiąty kufel wychylany w Czechach to właśnie tego typu piwo „dla kierowców i sportowców”.
– 20 lat temu stanowiło ono zaledwie 1 proc. naszej sprzedaży w Czechach. W ubiegłym roku było to już 11 proc. – mówi dyrektor handlowy browaru Plzeňský Prazdroj.
Podobnie jest również w znanym browarze Staropramen w praskim Smíchově. Bezalkoholowe piwa oraz mieszanki piwne od lat stanowią coraz większą część jego oferty. Z roku na rok przybywa również minibrowarów, które zajmują się tego typu produkcją. W tej chwili nealko oraz różne warianty smakowe piwa wytwarza się w około 15 proc. czeskich browarów kraftowych.
Co ciekawe, równocześnie ci Czesi, którzy pozostają wierni tradycyjnemu piwu „z procentami”, wolą jego gatunki zawierające więcej ekstraktu. Zazwyczaj wiąże się to również z wyższą zawartością alkoholu.
Piwo typu lager, czyli o ekstrakcie 11-12 st. Plato, nazywane w Czechach „ležák”, ma zazwyczaj 4-5,5 proc. alkoholu. Natomiast piwo lżejsze, 7-10 st. Plato, czyli „výčepní”, charakteryzuje się zawartością alkoholu 3-4 proc. To, że właśnie „ležák” staje się coraz popularniejszym gatunkiem, widać od co najmniej kilkunastu lat.
Główne wnioski
- Czeski rynek piwa się kurczy. Spada nie tylko produkcja i eksport, ale również konsumpcja na mieszkańca. Ta tendencja ma wprawdzie charakter długoterminowy, ale w zeszłym roku wyraźnie się pogłębiła.
- Zmienia się struktura rynku i konsumpcji. Z roku na rok coraz wyraźniej rośnie udział piw bezalkoholowych i premium. Spada natomiast spożycie w lokalach gastronomicznych, które wcześniej było w Czechach nie tylko zwyczajem, ale wręcz tradycją.
- Zakończyły się wzrosty na rynku minibrowarów – zaczęła się faza stabilizacji. Dotychczasowy boom na piwo rzemieślnicze to już historia. Liczba małych browarów przestała rosnąć, a łączna produkcja zaczęła nawet spadać. Powodem jest uzależnienie tego segmentu od gastronomii.