Kryzys w KO na własne życzenie. Ruszyła lawina, której Tusk może nie zatrzymać
Koalicja Obywatelska znalazła się w potężnym kryzysie wizerunkowym. Emocje wywołane szpitalną aferą będą zapewne widoczne już w letnich badaniach opinii publicznej. Co powinien zrobić teraz Donald Tusk?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego sprawa byłego radnego KO Dawida Kacprzyka budzi tak duże społeczne emocje.
- Jakie są pierwsze oznaki wizerunkowego kryzysu KO.
- Dlaczego polityczny kontekst i wcześniejsze badania są złą wiadomością dla KO.
Przed Koalicją Obywatelską najprawdopodobniej największy kryzys wizerunkowy tego roku. Informacje Patryka Słowika z portalu Zero.pl zelektryzowały całą Polskę. Nadużycia młodego działacza partii Dawida Kacprzyka, który nieprzyzwoicie szybko osiągnął milionowe zarobki bez lekarskiej specjalizacji, okazały się jedynie wstępem do dalszych doniesień. W środę opublikowano kolejne informacje, które stawiają warszawską KO w bardzo złym świetle. W Szpitalu Południowym w stolicy polityczne VIP-y korzystały z usług SOR-u bez kolejki, a na zabiegi oczekiwali w osobnej, sterylnej poczekalni.
Złamano obietnicę dotrzymania standardów etycznych
Rosnące deficyty w ochronie zdrowia i regularne doniesienia o wydłużających się kolejkach czy też zamykanych porodówkach są piętą achillesową rządu. I choć w III RP ochrona zdrowia dla każdego rządu była raczej obciążeniem niż szansą na odcięcie politycznych kuponów, to dla Koalicji 15 października sytuacja w ochronie zdrowia staje się coraz bardziej paląca.
Skandal wokół Kacprzyka i specjalnego traktowania politycznych VIP-ów może rezonowałby nieco mniej, gdyby w ochronie zdrowia rząd miał namacalne i narracyjne sukcesy. Nie ma jednak ani jednego, ani drugiego, co powoduje podpalenie społecznego gniewu.
Na portalu X wiralem stały się nagrania i zdjęcia, na których 28-letni obecnie Dawid Kacprzyk pozuje z planszą „Aleja Milionerów” przyozdobioną logiem Prawa i Sprawiedliwości. Kacprzyk wraz z działaczami krytykował ówczesny rząd za wzbogacanie się działaczy w państwowych instytucjach. Dziś odium oburzenia się odwróciło. Sam Kacprzyk nie był i nie jest prominentną postacią obozu władzy, ale jego czyny trafiają wprost na konto rządu na czele z premierem Donaldem Tuskiem.
„Nam wolno mniej”
KO wraz z koalicjantami obiecywało w 2023 roku zaniechanie praktyk, które były jednym z powodów, dla których PiS po ośmiu latach oddał władzę. „Nam wolno mniej” – mieli wielokrotnie słyszeć za kulisami politycy partii, przed którymi otwierały się szanse na nowe stanowiska. Zarazem Tusk nie zrobił wystarczająco wiele, aby temu zapobiec i społeczna złość w rezultacie ogniskuje się przede wszystkim na nim. Nie zaś na młodym działaczu, którego w partii już nie ma.
Skandal wokół Kacprzyka stanowi najbardziej nośny medialnie, choć nie pierwszy epizod związany z nadużyciami polityków KO w ochronie zdrowia. Kilka tygodni temu z senackiego klubu KO odejść musiał senator Tomasz Lenz. Były już polityk partii miał załatwić swojemu synowi przyspieszony termin zabiegu w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim. Sprawa początkowo była bagatelizowana przez Tuska i aktyw partyjny. Rosła jednak presja internetowa, a bierność KO wobec przewin własnych polityków była wodą na młyn dla opozycji.
Sprawę ostatecznie rozwiązano politycznie, jednak jak widać, było to naklejenie plastra na ropiejącą ranę. Sprawy Lenza i Kacprzyka mają wspólny mianownik. Dla gabinetu Donalda Tuska to tykające bomby przed politycznymi wakacjami. Szczególnie że szef KO nie pociągnął do politycznej odpowiedzialności nikogo z polityków pierwszego rzędu. Z kolei w kwestii systemowego przeciwdziałania nadużyciom nieuczciwych lekarzy w ochronie zdrowia dopiero podjęto pierwsze kroki.
Ochrona zdrowia jest kluczowym tematem
W piątkowy poranek sejm przyjął projekt ustawy, który wiąże zarobki lekarzy z numerami PESEL lub PWZ. Oznacza to, że dane o zarobkach lekarzy zbierane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przestaną być anonimowe. Wydaje się jednak, że przy bieżących nastrojach społecznych to dopiero początek. Rząd ma wkrótce zająć się limitami zarobków lekarzy. Otwarte pozostaje pytanie, jak duża będzie wola polityczna do zajęcia się tematem, którego unikał każdy rząd III RP.
Sprawa jest alarmująca dla rządu, bo dotyczy kluczowego dla Polaków obszaru życia społecznego, czyli ochrony zdrowia. Podkreśla to ekspert ds. marketingu politycznego dr Sergiusz Trzeciak, autor książki „Drzewo kampanii wyborczej 2.0, czyli jak wygrać wybory”.
– Warto podkreślić, że we wszystkich badaniach opinii publicznej kwestia ochrony zdrowia niezmiennie plasuje się w czołówce najważniejszych dla obywateli tematów i zawsze budzi potężne emocje. Stąd tak ogromne zainteresowanie zarobkami tego – jak określiły go media – „młodego lekarza milionera”. Sprawa ma jednak znacznie więcej wymiarów: nie tylko nie przepracował on zadeklarowanych godzin, ale w ogóle nie powinien pełnić funkcji koordynatora SOR-u ze względu na brak ukończonej specjalizacji. Cały ten proceder odbywał się zatem nielegalnie – podkreśla ekspert.
Pierwsze odpryski wizerunkowego kryzysu
Na tym etapie trudno o precyzyjne badania pokazujące społeczny odbiór afery szpitalnej. Pewnym tropem mogą być zautomatyzowane pomiary analityków z Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura. Według tych pomiarów wzmianki o saloniku VIP w Szpitalu Południowym osiągnęły ponad 100-milionowy zasięg ze zdecydowanym sentymentem negatywnym. Czy to sporo?
W liczbach nominalnych tak. Czy jednak oznacza to coś więcej niż duże zainteresowanie tematem w mediach społecznościowych? Niekoniecznie. Zwrócił na to uwagę Marcin Duma, były szef agencji badawczej IBRiS, który zauważył, że ubiegłoroczna afera KPO wygenerowała trzykrotnie większe zasięgi. Mimo tego, od porażki Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich Koalicja Obywatelska wydźwignęła się z politycznego kryzysu i ustabilizowała swoje poparcie. Utrzymała również prowadzenie w sondażach.
Upolityczniony system ochrony zdrowia
Nie znaczy to, że teraz też tak będzie. W ocenie dr. Sergiusza Trzeciaka afera szpitalna ma potencjał na dłuższą obecność w przestrzeni publicznej.
– Dla Platformy Obywatelskiej to niezwykle poważny kryzys. Jeśli partia nie wyjaśni tej sprawy do samego końca, będą pojawiać się kolejne pytania, chociażby te o systemowy nadzór nad szpitalami. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wyciągnął wprawdzie konsekwencje i odwołał dyrekcję, jednak placówka ta podlegała bezpośrednio jemu, co sprawia, że afera uderza w niego rykoszetem. W dłuższej perspektywie nie da się zamknąć tego tematu zdawkowym stwierdzeniem, że był to zaledwie radny, który nie jest już członkiem PO. Obywatele doskonale widzą, że nad tym człowiekiem rozpostarty był wyraźny polityczny parasol ochronny – uważa dr Trzeciak.
Dodaje, że afera wywołuje wzmożone dyskusje społeczne o upolitycznieniu systemu ochrony zdrowia.
– Ludzie zaczynają dostrzegać mechanizmy systemowe i coraz głośniej dyskutują o upolitycznieniu ochrony zdrowia. Zauważają, że w zarządach szpitali nierzadko zasiadają politycy, dla których jest to sposób na dodatkowy zarobek. Przy okazji również załatwiają tam własne interesy i dają zarobić zaprzyjaźnionym osobom. Prowokuje to szeroką debatę nad sposobem funkcjonowania państwa, która silnie rezonuje z powszechnym poczuciem niesprawiedliwości. Polacy płacą wysokie składki na NFZ, budżet na ochronę zdrowia regularnie rośnie, a pieniędzy w systemie wciąż brakuje. Zaczyna się więc publiczne dochodzenie: kto do tego doprowadził, kto stworzył tak patologiczny system i dlaczego władza na to pozwala? – zauważa politolog.
Obciążenie wizerunkowe i sondażowe
To zresztą nie są jedyne powody do niepokoju dla koalicji rządowej. Formacja Tuska ma ich kilka.
Pierwszy jest taki, że afera szpitalna jest bardzo prosta do zrozumienia i opowiedzenia w dwie minuty przy rodzinnym stole. Drugi polega na tym, że afera dotyka aspektu budzącego duże emocje wśród Polaków. Każdy zna kogoś, kto na nieskomplikowany zabieg musi czekać miesiącami, choć w ramach drogiej wizyty prywatnej mógłby zrealizować go od ręki.
Rozdźwięk między własnymi doświadczeniami obywateli a politycznymi przywilejami ma potencjał do wygenerowania silnej, bardzo niekorzystnej dla rządu emocji, która może trwale oburzyć jego dotychczasowy elektorat. Jest także trzeci, być może najistotniejszy dla rządu sygnał alarmowy.
Zadyszka KO w sondażach
Chodzi o badania opinii publicznej. Przyjrzyjmy się dwóm miarom.
Standardowe sondaże pokazują delikatne spadki poparcia dla KO. W kwietniu i maju uśrednione poparcie dla KO wyniosło 33,5 proc. W czerwcu nieco wyhamowało do uśrednionego poziomu 32,2 proc. Różnica może nie jest wielka, ale w szczegółach wygląda to dla KO mniej obiecująco. Szczególnie widać to w badaniach rządowego CBOS-u.
Jeszcze w kwietniu Koalicja Obywatelska cieszyła się poparciem rzędu 32 proc. Miesiąc później był to poziom 30,8 proc., a w czerwcu – już 28,5 proc. Czy to lekka zadyszka, czy widoczna demobilizacja elektoratu? Jedna poszlaka gra na niekorzyść partii Donalda Tuska. W ciągu ostatnich kilku miesięcy nad KO ciążyły wizerunkowe kryzysy mocno widoczne w sieci jak afera kłodzka czy omawiana już sprawa Lenza. KO wybrała strategię przeczekania obu spraw. Dopiero po pewnym czasie Donald Tusk zdecydował o usunięciu Lenza ze struktur klubowych. Stało się to już po wypłynięciu sprawy do mediów społecznościowych.
Z drugiej strony, dane z gospodarki były dla rządu raczej pozytywne. Wyjątkiem jest kwestia rosnącego deficytu budżetowego, który jednak niekoniecznie musi zaprzątać głowę koalicyjnego elektoratu.
Mocniejsza jednak wydaje się poszlaka pierwsza. Tym bardziej że pewne sygnały powoli rosnącego niezadowolenia widać np. w badaniach dotyczących oceny pracy rządu realizowanych przez CBOS.
Oceny pracy rządu spadają
Na początku roku działalność rządu pozytywnie oceniało 37 proc. badanych. Tegoroczny szczyt osiągnęło w kwietniu – 40 proc. Jednak już miesiąc później, w maju, odsetek osób pozytywnie oceniających rząd spadł do 35 proc. Jednocześnie rząd jest źle oceniany przez 51 proc. badanych – więcej o 4 punkty procentowe niż w kwietniu.
Należy jednak pamiętać, że to wciąż lepsze wyniki niż te notowane tuż po wyborach prezydenckich. Rok temu w czerwcu politykę rządu źle oceniało rekordowe 59 proc., a pozytywnie – zaledwie 32 proc. Być może jednak notowania były pokłosiem nieudanych wyborów prezydenckich, które wzmacniane były świeżymi emocjami kampanijnymi. Wtedy rząd i KO były rzeczywiście w kryzysie, z którego udało się wyjść.
Jak będzie teraz? Niewykluczone, że emocje wywołane szpitalną aferą będą widoczne już w letnich badaniach opinii publicznej. Piłka – jakkolwiek trudna – wciąż jest po stronie KO, która musi przedstawić przekonującą odpowiedź na kroczącą frustrację własnego elektoratu. Bez niej koalicja może być już tylko o krok od trwałej demobilizacji segmentu wyborców, który trzy lata temu dał jej zwycięstwo.
Główne wnioski
- Ujawnione nadużycia finansowe Dawida Kacprzyka oraz saloniku VIP w Szpitalu Południowym wywołały głęboki kryzys wizerunkowy Koalicji Obywatelskiej. Ochrona zdrowia niezmiennie plasuje się w czołówce najważniejszych dla obywateli tematów i zawsze budzi potężne emocje. Kontrast między codziennymi problemami pacjentów a przywilejami polityków wywołuje silny gniew społeczny, który uderza bezpośrednio w premiera Donalda Tuska oraz pośrednio również prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.
- Sprawa ta ma potencjał na długą obecność w przestrzeni publicznej, ponieważ obywatele dostrzegają w niej patologiczne mechanizmy systemowe. Taki stan rzeczy silnie rezonuje z powszechnym poczuciem niesprawiedliwości u Polaków, którzy płacą wysokie składki na NFZ, podczas gdy w systemie wciąż brakuje pieniędzy.
- Krocząca frustracja wyborców była widoczna w badaniach jeszcze przed ujawnieniem afery. Sondaże CBOS wskazują na systematyczny zjazd poparcia dla Koalicji Obywatelskiej z poziomu 32 procent w kwietniu do 28,5 procent w czerwcu. Brak stanowczych i głębokich rozliczeń ze strony liderów ugrupowania stwarza realne ryzyko trwałej demobilizacji elektoratu, który dał zwycięstwo obecnej koalicji.