Zamach na media czy spełnienie wyborczej obietnicy? Protesty w Czechach
Czeski rząd tnie finansowanie dla publicznego radia i telewizji. Premier Andrej Babiš tłumaczy, że realizuje obietnicę wyborczą, ale dziennikarze i część opinii publicznej widzą w tym zamach na niezależność czeskich mediów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie zmiany w finansowaniu mediów publicznych proponuje czeski rząd Andreja Babiša.
- Jak reagują Czesi.
- Co na to eksperci czeskiego rynku medialnego.
Czechy zajmują 11. miejsce w najnowszym rankingu wolności prasy (RSF's World Press Freedom Index 2026) przygotowanym przez organizację Reporterzy bez Granic. To najlepszy wynik spośród państw naszego regionu: Polska znalazła się na 27. (awans z 31.), Słowacja na 37., a Węgry na 74. Czeskie media są lepiej oceniane niż niemieckie (miejsce 14.) czy austriackie (miejsce 19.).
W Czechach szacunkiem cieszą się dziennikarze zwłaszcza mediów publicznych, czyli Czeskiej Telewizji i Czeskiego Radia. Ma to także podłoże historyczne i symboliczne. O budynek Czeskiego Radia walczono podczas powstania praskiego w 1945 roku. Potem broniono go w sierpniu 1968 roku przed wojskami Układu Warszawskiego. Do dziś główne państwowe uroczystości upamiętniające wydarzenia z 1968 roku odbywają się właśnie przed budynkiem publicznego Czeskiego Radia przy ul. Vinohradskiej.
Według sondażu firmy STEM ze stycznia 2026 roku 56 proc. Czechów ma zaufanie do publicznego Czeskiego Radia, 48 proc. z naszych sąsiadów ufa zaś publicznej Czeskiej Telewizji. To tyle samo, co ONZ. Mniejszym zaufaniem cieszy się rząd (32 proc.), Unia Europejska (42 proc.), senat (40 proc.) i sejm (34 proc.).
24-godzinny strajk pracowników czeskich mediów publicznych
To dlatego Czechy żyją poniedziałkowym 24-godzinnym strajkiem dziennikarzy mediów publicznych, który objął wszystkie anteny, poza tymi skierowanymi do dzieci. Sam strajk miał charakter raczej symboliczny. Część dziennikarzy występowała w czarnych strojach, niektóre programy rozpoczęły się z kilkuminutowym opóźnieniem, telewizja emitowała informacje o powodach strajku.
Zgodnie z projektem przygotowanym przez rząd budżet publicznej Czeskiej Telewizji i publicznego Czeskiego Radia ma zostać zmniejszony o około 15 proc. Chodzi łącznie o 1,4 mld koron, czyli około 238 mln zł. Zmienić się ma też sposób finansowania. Rząd chce zrezygnować z abonamentu na rzecz pieniędzy z budżetu państwa. Obie instytucje zapowiadają, że cięcia finansowania będą skutkować ograniczeniem produkcji programów i zwolnieniami. Pracę mogłoby stracić od 450 do 700 pracowników. Obecnie w Czeskiej Telewizji i Czeskim Radiu w sumie zatrudnionych jest 4250 osób. Przedstawiciele mediów publicznych podnoszą argument, że zmiana sposobu ich finansowania osłabi ich niezależność.
Andrej Babiš odrzuca argument o zagrożeniach dla niezależności publicznych mediów w Czechach. Politycy rządzący zwracają uwagę, że podobny model mediów publicznych funkcjonuje w innych krajach Unii Europejskiej. Rządząca koalicja przekonuje, że zmniejszenie finansowania jest odpowiedzią na złożone w czasie kampanii wyborczej obietnice oszczędności.
Zdaniem eksperta
Reakcje rządu potwierdzają, że celem jest stopniowa marginalizacja mediów publicznych
Nie dyskutuje się o tym, jak zmienił się rynek mediów, jak bardzo zmieniły się oczekiwania odbiorców oraz samej roli mediów publicznych. O tym w ogóle się nie mówi. Jest tylko rządowa propozycja powiązania finansowania mediów publicznych z budżetu państwa. Problemem jest brak debaty na ten temat i brak argumentów ze strony rządu, bowiem pośrednio potwierdza to przypuszczenie, że jedynym celem tej zmiany jest ograniczenie finansowych zasobów mediów publicznych i ich stopniowa marginalizacja.
Według mnie szansa na zmianę propozycji rządu w wyniku strajku i demonstracji jest niewielka. Z drugiej strony sytuacja nie jest beznadziejna, sygnalizuje przynajmniej, że społeczeństwo i pracownicy mediów publicznych nie są obojętni na planowane zmiany. Pytanie, czy rząd się do nich ustosunkuje. Nie jestem optymistką w tej kwestii, ale nie można wykluczyć, że pojawi się jakieś kompromisowe rozwiązanie.
Co obiecał Czechom Andrej Babiš?
Prawdą jest, że w opublikowanym w styczniu 2026 roku, tuż po przejęciu władzy przez Andreja Babiša, programowej deklaracji rządu dokładnie napisano, że nowa władza „zniesie abonament na rzecz mediów publicznych, zmniejszając tym samym obciążenia obywateli i firm”. W dokumencie czytamy, że priorytetem rządu „pozostaje niezależność tych instytucji”.
Dziś nie mówi nic innego. Sęk w tym, że protestujący dziennikarze nie wierzą w te zapewnienia. Liderowi partii ANO, który należy do najbogatszych ludzi w Czechach, od lat nie jest po drodze mediami. W czasie kampanii wyborczej 2025 roku wielokrotnie atakował czeskich dziennikarzy, zwłaszcza tych z mediów publicznych.
Przed laty, kiedy czescy dziennikarze pisali o aferach związanych z Andrejem Babišem, ten po prostu… kupował krytykujące go media.
Zdaniem eksperta
Babiš powoli, ale systematycznie niszczy instytucje publiczne w kraju
Większość prywatnych mediów internetowych i telewizji nie jest zagrożeniem dla rządu Andreja Babiša, mają niską oglądalność lub są związani umową o nieagresji między oligarchą Babišem, którym jest premierem a innymi oligarchami, do których należą inne wielkie media w kraju.
Dlatego ataki Babiša i innych populistów są wymierzone w dotychczas niezależne media publiczne. Kluczowa jest kwestia finansowania tych mediów. Kto płaci, ten decyduje. Finansowanie tych mediów z budżetu państwa oznacza bezpośredni wpływ większości rządzącej na te media. Nie ma żadnych ekonomicznych przesłanek dla tej zmiany, jedynie polityczne.
Rząd nie zmieni swojego planu przejęcia mediów publicznych. Ma większość, która pozwoli mu przeforsować zmianę prawa w sejmie. Ale demonstracje i strajk są ważne. Społeczeństwo wyraża swoją dezaprobatę. Im bardziej protesty będą masowe, tym trudniej będzie Babišowi rządzić. Oligarcha Babiš, którego rząd powoli, ale systematycznie niszczy instytucje publiczne w kraju, nie lubi, gdy za granicą pisze się o masowych antyrządowych protestach.
Czesi wychodzą na ulicę w obronie mediów publicznych
W niedzielę w obronie niezależności mediów publicznych ulicami Pragi przeszła demonstracja. Przed siedzibą Czeskiej Telewizji protestowało kilka tysięcy osób. Demonstracje zorganizowała organizacja Milion chwil dla demokracji. Ta powstała w 2017 roku i od tego czasu regularnie wyprowadza na ulicę Czechów w protestach m.in. przeciwko Andrejowi Babišowi.
Podobny protest w obronie mediów publicznych odbył się w marcu, kiedy w Pradze protestowało 250 tys. osób. Wówczas tłum solidaryzował się z czeskim dziennikarzem Václavem Moravcem, który prowadził najpopularniejszy program publicystyczny w Czeskiej Telewizji.
Václav Moravec po 21 latach niespodziewanie zrezygnował z pracy. Swoją decyzję ogłosił na antenie. Stwierdził, że nie jest w stanie zagwarantować niezależności pracy redakcji.
Główne wnioski
- Rząd premiera Andreja Babiša planuje zlikwidowanie finansowania czeskich mediów publicznych z abonamentu. Czeska Telewizja i Czeskie Radio, według zaproponowanego projektu, byłaby finansowana z budżetu państwa. Czeski premier tłumaczy, że to spełnienie obietnic wyborczych, które złożył w kampanii.
- Część opinii publicznej propozycję premiera odbiera jako próbę przejęcia mediów publicznych, które sam Andrej Babiš i bliscy mu politycy wielokrotnie krytykowali. W obronie mediów publicznych odbywają się demonstracje – w ostatnią niedzielę w Pradze protestowało kilka tysięcy osób, trzy miesiące temu – 250 tys. W poniedziałek strajkowali dziennikarze czeskich mediów publicznych.
- Czescy eksperci, z którymi rozmawia XYZ przekonują, że decyzja premiera może być zagrożeniem dla wolności mediów w Czechach. W ich ocenie projekt ma zmarginalizować media publiczne niechętne premierowi.