Sztuka zarządzania majątkiem
Jak stracić, by zyskać? Obalamy mity na temat inwestowania
W inwestycjach strata jest nieodłącznym elementem, nie zaś powodem do obaw. Ponadto rozsądek, prostota, dywersyfikacja i dyscyplina są często ważniejsze niż poszukiwanie spektakularnych okazji. O czym powinni pamiętać inwestorzy? A o jakich błędnych przekonaniach lepiej zapomnieć? Mówią nam o tym przedsiębiorcy i eksperci.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie błędy popełniają początkujący inwestorzy.
- Na czym polega „paradoks polskiego oszczędzania”.
- Czym jest stosowana w inwestycjach reguła KISS.
Choć inwestowanie bywa dziś przedstawiane jako stosunkowo prosty sposób na pomnażanie kapitału, w praktyce jest to obszar pełen uproszczeń i błędnych przekonań. Wiele z nich wynika z marketingu, emocji lub powierzchownego rozumienia rynku. Tymczasem to właśnie pozornie niewinne mity często prowadzą do kosztownych pomyłek. Eksperci zwracają uwagę, że warto je rozbroić – szczególnie dotyczy to początkujących inwestorów, którzy są na takie półprawdy szczególnie podatni.
Mit „okazji życia”
Maciej Kowalski, założyciel i pomysłodawca spółki akcyjnej Kombinat Konopny, a także inwestor, uważa, że jedną z najważniejszych rzeczy, na którą warto zwrócić uwagę, jest sposób, w jaki spółka zabiega o inwestora.
– Radziłbym zachować ostrożność wobec tych firm, które ponadstandardowo intensywnie próbują przekonać do siebie inwestorów – mówi Maciej Kowalski.
I porównuje inwestowanie do zakupu używanego samochodu. Jeśli sprzedawca naciska i przekonuje, że to „okazja życia”, powinna się nam od razu zapalić lampka ostrzegawcza. Zwykle lepszą okazją jest sytuacja, gdy ktoś ma samochód, sam z niego korzysta i niekoniecznie chce sprzedać, ale rozważa to przy dobrej ofercie.
– Często właśnie wtedy mamy do czynienia z lepszą okazją – dodaje nasz rozmówca.
Opowiada, że doświadczył kiedyś podobnej sytuacji, tyle że „od drugiej strony”.
– Sprzedałem swoją spółkę inwestorowi strategicznemu z Kanady. Spośród kilkuset podmiotów zdecydował się na nas. Gdy zapytałem, co przesądziło o wyborze, usłyszałem: „to, że nie chciałeś jej sprzedać”. Była to bardzo trafna i jednocześnie głęboka obserwacja. Rzeczywiście nie zależało mi na sprzedaży, bo wiedziałem, ile ta spółka jest warta – mówi Maciej Kowalski.
Dlatego, jego zdaniem, należy uważać na „zbyt dobrze wyglądające okazje”.
– W takich sytuacjach być może warto się rozejrzeć za innymi możliwościami – radzi założyciel spółki akcyjnej Kombinat Konopny.
Prof. Krzysztof Borowski, wicedyrektor Instytutu Ryzyka i Rynków Finansowych w Szkole Głównej Handlowej, dodaje, że „rozsądek, prostota, dywersyfikacja i dyscyplina są często ważniejsze niż poszukiwanie spektakularnych okazji”.
Częstym mitem związanym z inwestowaniem jest przekonanie, że zyski dają tylko decyzje związane z bardzo wysokim ryzykiem.
Prof. Krzysztof Borowski z SGH podkreśla, że „częstym mitem związanym z inwestowaniem jest przekonanie, że zyski dają tylko decyzje związane z bardzo wysokim ryzykiem”.
Mit ponadprzeciętnych zysków
– Jedna z najważniejszych rad dla początkującego inwestora brzmi: warto mieć odwagę, by inwestować, ale nie wolno mylić odwagi z brawurą. Rynek nagradza odwagę, ale tylko wtedy, gdy idzie ona w parze z rozsądkiem. Najczęstszym błędem osób zaczynających inwestowanie jest przekonanie, że można szybko i bez większego ryzyka osiągnąć ponadprzeciętne zyski – tłumaczy profesor.
Jego zdaniem, początkujący inwestor powinien przede wszystkim zrozumieć, że inwestowanie jest procesem, a nie pojedynczym zakładem.
– Warto zacząć od określenia horyzontu inwestycyjnego, akceptowanego poziomu ryzyka oraz kwoty, której czasowa utrata wartości nie zagrozi bezpieczeństwu finansowemu – radzi ekspert.
Komentarz partnera cyklu
Maraton, a nie sprint
Kolejnym błędem jest przekonanie o swojej nieomylności i umiejętności trafnego przewidywania ruchów rynku. Inwestorzy ulegają w tym przypadku złudzeniu kontroli, myśląc, że stała analiza, śledzenie wiadomości oraz własna intuicja doprowadzą do ponadprzeciętnych wyników. Jeśli pierwsze decyzje okażą się właściwe, zaczynają przypisywać sukces swoim umiejętnościom, a nie koniunkturze bądź pomyślnemu losowi. W przypadku wymyślenia określonej tezy szukają oni ponadto potwierdzenia własnych opinii, nie zwracając jednocześnie uwagi na inne sygnały ostrzegawcze. Kiedy rynki rosną, rośnie też ich pewność siebie, co prowadzi do podejmowania zbyt dużego ryzyka i kupowania aktywów na samym szczycie – mechanizm ten napędza strach przed przegapieniem okazji (FOMO). Gdy przychodzi nieuchronna korekta, pojawia się panika i realizacja strat w najgorszym możliwym momencie, co ostatecznie prowadzi do zaprzestania inwestowania. To klasyczna pętla emocjonalna.
Początkujący ulegają też złudzeniu liniowości, wierząc, że to, co mocno rosło wczoraj, będzie rosło dalej w tym samym tempie. Zapominają jednak o trzech kluczowych fundamentach: dywersyfikacji, czyli rozproszeniu ryzyka między różne, optymalnie nieskorelowane ze sobą klasy aktywów, zamiast stawiania wszystkiego na jedną kartę, rebalancingu, czyli regularnym zarządzaniem proporcjami aktywów w portfelu oraz horyzoncie czasowym, bo należy pamiętać, że inwestowanie to maraton, a nie sprint.
Mit inżynierii finansowej
Zdaniem Macieja Kowalskiego, mitem jest też nadmierna wiara w inżynierię finansową.
– Osobiście unikam wszelkich konstrukcji opartych na złożonych mechanizmach, których do końca nie rozumiem. Z doświadczenia wiem, że na inżynierii finansowej zarabiają inżynierzy finansowi, a nie inwestorzy mniejszościowi – przekonuje Maciej Kowalski.
Nasz rozmówca tłumaczy, że właśnie z tego powodu – gdy sam „wychodził” po kapitał do inwestorów nieprofesjonalnych – stawiał na maksymalną prostotę: żadnych rozbudowanych struktur i jasny, przejrzysty układ, w którym inwestor dokładnie wie, w co wchodzi.
– Jeśli struktura inwestycji zaczyna być na tyle skomplikowana, że przestajemy ją rozumieć, lepiej odpuścić. Nawet kosztem utraty potencjalnie dobrej okazji. W długiej perspektywie znacznie lepiej jest przegapić dobrą inwestycję niż zaangażować się w złą – mówi Maciej Kowalski.
Prof. Krzysztof Borowski podkreśla, że dobrą zasadą, zwłaszcza dla początkujących, jest prostota.
– Sprawdza się tu reguła KISS – „keep it simple, stupid”. Chodzi w niej o to, by nie komplikować strategii bardziej, niż jest to potrzebne. Inwestor powinien rozumieć, w co inwestuje, dlaczego to robi i w jakich warunkach będzie gotów zmienić decyzję. Zbyt skomplikowane instrumenty, nadmierna dźwignia finansowa czy częste „przeskakiwanie” między modnymi tematami zwykle bardziej zwiększają ryzyko niż szanse na sukces – tłumaczy profesor.
Mit braku ryzyka
Kornel Dybul, twórca i były prezes Pagra, przedsiębiorca z dużym doświadczeniem w budowaniu i prowadzeniu projektów związanych m.in. z OZE, tłumaczy, że jednym z największych mitów na rynku inwestycyjnym jest przekonanie, że istnieją gwarantowane stopy zwrotu. Z tego powodu początkujący inwestorzy nie analizują ryzyka, tylko koncentrują się na obiecywanym zysku.
– Tymczasem inwestowanie z definicji oznacza podejmowanie ryzyka. Jeżeli chcemy zarobić więcej niż na instrumentach bezpiecznych, takich jak lokata, musimy jednocześnie brać pod uwagę scenariusz, w którym inwestycja się nie powiedzie – podkreśla Kornel Dybul.
Tomasz Ciąpała, przedsiębiorca i inwestor, podkreśla jednak, że z ryzykiem nie należy przesadzać.
– Ja na przykład nie korzystam z dźwigni finansowej. Przy obecnej zmienności rynków nawet solidne i dobrze zarządzane spółki potrafią w krótkim czasie mocno tracić na wartości – tłumaczy Tomasz Ciąpała.
Jego zdaniem, w takich warunkach lewar znacząco zwiększa ryzyko szybkiej utraty kapitału. Ponadto działania dużych funduszy grających na spadki bywają nieprzewidywalne i mogą wywoływać gwałtowne ruchy cen, które trudno kontrolować.
Mit: Spekulowanie to inwestowanie
Maciej Kowalski podkreśla, że częstym błędem początkujących inwestorów jest spekulacja czy wręcz day trading. Tymczasem trudno to uznać za inwestowanie, to raczej gra oparta na krótkoterminowych ruchach i emocjach. W takich warunkach łatwo ulec impulsom np. opiniom z forów internetowych czy nagłym wzrostom czy spadkom. Tymczasem za większością tego typu ruchów rynku nie stoi żadna „tajemna wiedza”.
– Zakładanie, że „inni wiedzą więcej”, to częsty błąd. W praktyce zwykle nie wiedzą, a emocje inwestorów są po prostu wykorzystywane przez bardziej doświadczonych graczy – mówi Maciej Kowalski.
Nasz rozmówca przyznaje, że na początku swej drogi inwestora sam nie ustrzegł się tego typu błędów.
– Nieraz ulegałem emocjom, szczególnie tym pozytywnym przy wzrostach. To mi pokazało, jak łatwo wpaść w tę pułapkę – mówi Maciej Kowalski.
Dlatego kluczowa zasada brzmi: nie reaguj impulsywnie. Inwestowanie wymaga chłodnej głowy, dystansu i konsekwencji – nie refleksu i pogoni za każdym ruchem rynku.
Z trendem zwykle gra się łatwiej niż przeciwko niemu. Próby łapania dołków i szczytów są atrakcyjne intelektualnie, ale w praktyce bardzo trudne nawet dla doświadczonych inwestorów.
Zdaniem prof. Krzysztofa Borowskiego warto też pamiętać o starej zasadzie, że z trendem zwykle gra się łatwiej niż przeciwko niemu.
– Próby łapania dołków i szczytów są atrakcyjne intelektualnie, ale w praktyce bardzo trudne nawet dla doświadczonych inwestorów. Dlatego początkujący inwestor powinien bardziej koncentrować się na dyscyplinie, kontroli ryzyka i konsekwencji niż na przewidywaniu każdego zwrotu rynku – przekonuje profesor.
Mit modnej branży
Maciej Kowalski ostrzega też przed podążaniem za chwilowymi trendami. Taka strategia rzadko kończy się sukcesem dla przeciętnego inwestora.
– Jeśli spółka co chwilę zmienia kierunek, jednego dnia mówi o blockchainie, drugiego o konopiach, a trzeciego wchodzi w zbrojeniówkę, może być to oznaką braku spójnej strategii – ostrzega, założyciel i pomysłodawca spółki akcyjnej Kombinat Konopny.
Jego zdaniem, w praktyce mody rynkowe działają tak, że zarabiają na nich przede wszystkim ci, którzy je kreują i napędzają.
– Dlatego lepiej zwrócić uwagę na stabilne, tradycyjne biznesy, które może nie wyglądają spektakularnie, ale mają realne, trwałe fundamenty. Czasem lepiej być tam, gdzie nie ma tłumu, a nie tam, gdzie wszyscy już są – dodaje nasz rozmówca.
Komentarz partnera cyklu
Czas ważniejszy niż timing
Na starcie konieczne jest określenie dwóch parametrów: celu inwestycyjnego, który determinuje horyzont oraz tolerancji na zmienność: przy jakiej skali obsunięcia kapitału skłonność do sprzedaży staje się silniejsza niż racjonalna ocena sytuacji? Odpowiedzi na te pytania warunkują kolejne decyzje.
Portfel należy oceniać jako system, nie jako sumę pojedynczych zakładów. Niższa korelacja między klasami aktywów sprawia, że słabszy wynik jednej z nich nie przekłada się proporcjonalnie na wynik całości. W praktyce oznacza to mniejsze obsunięcie w czasie dekoniunktury i większe prawdopodobieństwo, że inwestor nie podejmie emocjonalnej decyzji w najgorszym momencie. Stąd wynika rola dywersyfikacji: dla początkującego inwestora jest ona przede wszystkim ogranicznikiem ryzyka błędu. Mniejsze pozycje w większej liczbie klas aktywów redukują konsekwencje pojedynczej pomyłki do akceptowalnego poziomu.
Na koniec: czas w rynku jest ważniejszy niż timing (wybranie momentu wejścia). Systematyczne inwestowanie przez uśrednianie ceny zakupu eliminuje konieczność prognozowania optymalnego momentu wejścia. Dużym kosztem początkujących jest samo opóźnienie decyzji o rozpoczęciu inwestycji.
Mit: nieważna wiedza i edukacja
Zdaniem Kornela Dybula, jedną z podstawowych rzeczy, od której powinno zaczynać się inwestowanie, jest edukacja.
– Wiem, że to nie jest popularne podejście, bo wiele osób szuka prostych, „pasywnych” rozwiązań, ale w praktyce bez zrozumienia podstaw trudno podejmować racjonalne decyzje. Wraz ze wzrostem wiedzy i świadomości finansowej można dopiero przechodzić do bardziej zaawansowanych czy agresywnych instrumentów. Sam koncept całkowicie pasywnego inwestowania w stylu „kupię i zapomnę, a potem sprzedam z dużym zyskiem” w większości przypadków po prostu się nie sprawdza – mówi Kornel Dybul.
Zdaniem Tomasza Ciąpały, współwłaściciela Lancerto i Próchnika, edukacja powinna dotyczyć nie tylko mechanizmów finansowych, ale i sektora, w który się inwestuje.
– Ja na przykład nie inwestuję w surowce, kryptowaluty czy sztukę. Mam zasadę, że zawsze muszę rozumieć branżę, w której dana spółka działa, oraz jej model biznesowy. Chcę wiedzieć, czy spółka jest wyceniona w danym momencie niżej czy wyżej od wartości godziwej (intrinsic value), a także sprawdzam, czy spółka generuje wolne przepływy gotówkowe i jak szybko jej biznes rośnie rok do roku. Warto zobaczyć wykresy z historycznymi wycenami, bo na rynku kapitałowym istotny jest sentyment i trend – podkreśla Tomasz Ciąpała.
Współwłaściciel Lancerto i Próchnika radzi też, by „wdzwaniać” się na spotkania z inwestorami, które spółki organizują dla akcjonariuszy.
– Większość poważnych spółek to robi co kwartał – tłumaczy Tomasz Ciąpała.
Mit: genialny pomysł inwestycyjny
Prof. Krzysztof Borowski zwraca uwagę, że nie należy przesadnie wierzyć w tzw. genialne pomysły inwestycyjne.
– Nawet najbardziej obiecująca strategia czy idea inwestycyjna nie powinna determinować całego portfela. Bardzo ważnym czynnikiem obniżającym ryzyko jest również dywersyfikacja. I to nie tylko pomiędzy różnymi spółkami, ale także pomiędzy klasami aktywów – przekonuje profesor.
To, jak ważna jest dywersyfikacja, podkreśla też Jakub Swadźba, prezes i współzałożyciel Diagnostyki. Także geograficzna.
Nie należy przesadnie wierzyć w tzw. genialne pomysły inwestycyjne. Nawet najbardziej obiecująca strategia nie powinna determinować całego portfela.
– Do niedawna trzymałem 100 proc. aktywów w Polsce, jednak sytuacja geopolityczna skłoniła mnie do zmiany podejścia. Wspólnicy zarekomendowali mi, by ulokować trochę pieniędzy w szwajcarskim banku. Po pół roku zarobiłem nieco mniej niż u mojej doradczyni w Polsce, ale przynajmniej nie straciłem, więc to już duży plus. Czy to byłyby moje jedyne pieniądze dostępne w przypadku konfliktu zbrojnego? Lepiej może się nie zastanawiać – mówił w rozmowie z XYZ.
Tomasz Ciąpała dodaje jednak, że nadmierna dywersyfikacja też może nie być korzystna.
– Zwykle w danym momencie mam maksymalnie od pięciu do 15 pozycji. Nie szukam nadmiernej dywersyfikacji, jeśli znam swoje inwestycje i wiem, czego się mogę spodziewać – mówi Tomasz Ciąpała.
Nie trzeba mieć zawsze racji
Nasi rozmówcy podkreślają, że inwestowanie jest bardziej sztuką niż rzemiosłem. Nie należy więc przesadnie… przywiązywać się do zasad i rad. Powód? Nie sprawdzają się one zawsze i u wszystkich.
– Ludzie lokują pieniądze w różne aktywa i mają różne horyzonty czasowe, więc trudno o uniwersalne rady – przekonuje Tomasz Ciąpała.
I dodaje nieco anegdotycznie:
– Z doradzaniem w inwestowaniu to jest delikatna sprawa. Często powtarzam żart, że mamy dwie główne grupy ludzi, które lubią doradzać. Pierwsza to osoby, które nie wiedzą, ale i tak chętnie doradzą. Druga grupa to osoby, które nie wiedzą, że nie wiedzą – mówi Tomasz Ciąpała.
Prof. Krzysztof Borowski dodaje, że inwestowanie nie polega na tym, żeby nigdy nie popełniać błędów.
– Na rynku finansowym nie trzeba mieć racji zawsze. Trzeba raczej unikać błędów, które mogą trwale uszczuplić kapitał – ocenia ekspert.
Główne wnioski
- Zdaniem ekspertów w procesie inwestycyjnym rozsądek, prostota, dywersyfikacja i dyscyplina są często ważniejsze niż poszukiwanie spektakularnych okazji.
- Częstym błędem inwestorów jest przekonanie o swojej nieomylności i umiejętności trafnego przewidywania ruchów rynku. Inwestorzy ulegają w tym przypadku złudzeniu kontroli, myśląc, że stała analiza, śledzenie wiadomości oraz własna intuicja doprowadzą do ponadprzeciętnych wyników.
- Według specjalistów systematyczne inwestowanie przez uśrednianie ceny zakupu eliminuje konieczność prognozowania optymalnego momentu wejścia.

