SURVIVAL we Wrocławiu, czyli spróbujmy przetrwać dzięki sztuce
Wrocławski SURVIVAL od ponad dwóch dekad udowadnia, że najważniejszym dziełem sztuki bywa czasem... samo miejsce. Wrocławski przegląd nie tylko prezentuje współczesną sztukę, ale przede wszystkim co roku otwiera fragment miasta, który pozostawał poza codziennym doświadczeniem mieszkańców.
Z tego artykułu dowiesz się…
- czym jest artywizm
- - dlaczego SURVIVAL jest ważny dla turystów i mieszkańców Wrocławia
- - dlaczego dla tegorocznej edycji istotną postacią jest słynny Alois Alzheimer
To jeden z nielicznych festiwali w Polsce, którego program zaczyna się od mapy. Najpierw wybierana jest przestrzeń, dopiero później powstają prace. Sztuka nie zostaje więc wniesiona do neutralnej galerii, a rodzi się z historii konkretnego budynku.
Zapomnij o sztuce
Tegoroczna edycja prowadzi do dawnej Kliniki Psychiatrii i Chorób Nerwowych przy ulicy Bujwida. To miejsce wyjątkowe nie tylko ze względu na swoją neogotycką architekturę i atmosferę opuszczonego szpitala. Przez lata stanowiło jedno z najważniejszych centrów medycyny w tej części Europy. Właśnie tutaj pracował słynny Alois Alzheimer, który od 1912 roku kierował kliniką i katedrą psychiatrii, choć jego przełomowe badania nad chorobą noszącą dziś jego nazwisko nie były jeszcze wówczas szerzej doceniane.
Historia tego miejsca przypomina również o innych wybitnych lekarzach, takich jak Otfrid Foerster (neurochirurg, był lekarzem Lenina), ale także o ciemnych kartach medycyny XX wieku, kiedy nauka stawała się narzędziem przemocy. Nie jest więc przypadkiem, że kuratorzy proponują hasło „Palec w sercu”, prowadzące widzów przez relacje między wiedzą, emocjami, odpowiedzialnością i przemocą. To splątanie już wydaje się intrygujące.
To właśnie w takich chwilach najlepiej widać wyjątkowość SURVIVALU. Nie chodzi jedynie o organizowanie wystaw w opuszczonych budynkach. Takich projektów w Europie jest wiele. Wrocławski przegląd od lat konsekwentnie tworzy coś znacznie ciekawszego: alternatywną mapę miasta. Co roku odkrywamy kolejne miejsce, do którego zazwyczaj nie mielibyśmy dostępu. Opuszczone szpitale, dawne zakłady przemysłowe, koszary, magazyny czy gmachy administracyjne przestają być anonimowymi ruinami. Zyskują opowieść. Sztuka staje się narzędziem ponownego odczytania przestrzeni.

To niezwykle ważne także z perspektywy historii miasta. Wrocław jest przecież organizmem pełnym nieciągłości. Wojna, wymiana ludności, kolejne przebudowy sprawiły, że wiele miejsc funkcjonuje dziś bez pamięci o swojej przeszłości. SURVIVAL działa trochę jak archeolog miejski. Nie tyle odkopuje zabytki, ile wydobywa znaczenia. Pozwala mieszkańcom na nowo oswoić miejsca, które przez lata pozostawały zamknięte lub niezauważane.
W tym sensie sztuka realnie wpływa na miasto. Nie tylko estetycznie, ale również społecznie. Po zakończeniu festiwalu wiele osób wraca później w okolice odkrytych budynków już z innym spojrzeniem. Turyści zaczynają wpisywać je do własnych tras zwiedzania, mieszkańcy odzyskują fragment własnego miasta. To niezwykle subtelna, ale bardzo trwała forma oddziaływania. Zamiast kolejnego pomnika czy spektakularnej instalacji otrzymujemy zmianę sposobu patrzenia.
Trudne słowa: artywizm i in situ
Nieprzypadkowo SURVIVAL od dawna rozwija również rozbudowaną Scenę Społeczną. To już nie tylko wydarzenie dla środowiska sztuki współczesnej. W programie pojawiają się spacery, warsztaty, spotkania i działania skierowane do bardzo różnych grup odbiorców. Szczególnie cenne są inicjatywy takie jak Senior Art Walk, podczas których osoby starsze nie stają się biernymi odbiorcami kultury, lecz współtwórcami doświadczenia miasta. To doskonały przykład tego, co coraz częściej określa się mianem artywizmu, czyli połączenia praktyki artystycznej z zaangażowaniem społecznym. Sztuka nie kończy się na estetyce. Staje się narzędziem budowania relacji, przeciwdziałania wykluczeniu i tworzenia lokalnych wspólnot.
Artywizm nie polega bowiem na prostym ilustrowaniu problemów społecznych. Najciekawsze projekty zmieniają sposób uczestniczenia w mieście. Pozwalają spojrzeć na przestrzeń oczami innych, np. seniorów, osób z niepełnosprawnościami, migrantów czy mieszkańców konkretnych osiedli. Dzięki temu Wrocław staje się nie tylko scenografią dla sztuki, lecz jej współautorem.
Siłą SURVIVALU pozostaje także otwarty nabór. To właśnie dzięki niemu festiwal od lat nie zamyka się w kręgu tych samych nazwisk, ale pozostaje miejscem odkryć. W tym roku zespół kuratorski wybierał spośród ponad 900 zgłoszeń. Ostatecznie zaproszono do realizacji 33 projekty, w większości przygotowane specjalnie z myślą o przestrzeni dawnej kliniki. To sztuka in situ, co samo w sobie stanowi już ważny sygnał. SURVIVAL nie jest jedynie przeglądem gotowych prac, lecz laboratorium nowych realizacji site specific, powstających w dialogu z architekturą i historią miejsca.
Wśród artystek wyłonionych w otwartym naborze uwagę zwraca Kaja Tarłowska, której praktyka koncentruje się na rzeźbie i obiektach przestrzennych. Jej realizacje często balansują między organiczną formą a materialnym eksperymentem. Interesuje ją pamięć zapisana w materiałach oraz napięcie między kruchością i trwałością. W przestrzeni dawnego szpitala taka wrażliwość może wybrzmieć szczególnie mocno, bo architektura sama przecież staje się tu rodzajem ciała noszącego ślady minionych doświadczeń.
Innym ciekawym głosem jest Tea Tomaszewicz, artystka transmedialna, swobodnie poruszająca się między instalacją, wideo, performansem i nowymi mediami. Jej twórczość wymyka się jednoznacznym kategoriom, badając relacje między technologią, pamięcią i cielesnością. Takie przekraczanie granic między mediami doskonale koresponduje z tegorocznym motywem przewodnim SURVIVALU, który również rozgrywa się na styku nauki, emocji i doświadczenia.
Z kolei Ola Lewczyk buduje swoje prace z materiałów wyjątkowo silnie zakorzenionych w naturze, przede wszystkim z wosku pszczelego i gliny. To materiały żywe, podatne na temperaturę, czas i dotyk, niosące w sobie pamięć procesów biologicznych, ale i zapis działania artystycznego. Tu nawet odcisk palca ma znaczenie. W świecie zdominowanym przez syntetyczne tworzywa jej praktyka przypomina, że materia nie jest biernym budulcem, lecz współtwórcą dzieła i narracji. W dawnym szpitalu, gdzie przez dekady ludzkie ciało było przedmiotem badań i diagnoz, te organiczne materiały nabierają dodatkowego znaczenia. Przywracają bowiem doświadczeniu cielesności wymiar czułości i bliskości.
Na liście zaproszonych artystów znaleźli się także m.in. Emil Bucki, Aleksandra Demianiuk, Jagoda Dobecka, Kinga Gralak, Barbara Gryka, Sylwia Gorak, Małgorzata Gurowska & Joanna Ruszczyk, Magdalena Hueckel, Daniel Kotowski, Sergey Shabohin czy Helena Stiasny. A zespół kuratorski 24. SURVIVALu to: Michał Bieniek, Daniel Brożek, Małgorzata Miśniakiewicz i Ewa Pluta.
To właśnie takie zestawienie uznanych twórców z artystami dopiero budującymi swoją pozycję sprawia, że SURVIVAL pozostaje jednym z najważniejszych barometrów młodej polskiej sztuki. Festiwal nie tylko pokazuje aktualne zjawiska, ale często pozwala po raz pierwszy zobaczyć nazwiska, które kilka lat później zaczynają wyznaczać kierunki rozwoju rodzimej sceny artystycznej.
Spójna paralela
Równolegle otwierana jest także wystawa „Klinika wspólnych wyobrażeń”, która pozostanie w dawnym szpitalu znacznie dłużej niż sam festiwal. To ciekawy gest: zamiast potraktować historyczny budynek jako jednorazową scenografię dla sztuki, organizatorzy proponują dłuższą rozmowę o tym miejscu. Kuratorzy Magdalena Basak i Michał Bieniek zaprosili artystów, których twórczość od lat obraca się wokół doświadczenia wykluczenia, cielesności, niepełnosprawności i niedoskonałości ciała, pamięci i społecznych stereotypów.
Nieprzypadkowo pojawia się tu Joanna Pawlik. Jej prace od lat przypominają, że niepełnosprawność nie jest wyłącznie kategorią medyczną, lecz przede wszystkim społeczną. To otoczenie decyduje, kto zostaje uznany za „normalnego”, a kto za „innego”. W dawnym szpitalu psychiatrycznym jej realizacje wybrzmiewają wyjątkowo mocno. Historia tego miejsca staje się bowiem historią spojrzeń – diagnozujących, klasyfikujących, oceniających.
Karolina Balcer od kilku lat konsekwentnie buduje własny język artystyczny z tego, co miękkie, kruche i podatne na dotyk. Filc, tkaniny, haft, włókna czy tekstylne aplikacje nie są u niej jedynie wyborem estetycznym. To materiały, które z natury zachęcają do bliskości, oswajają przestrzeń i niosą pamięć ludzkich rąk. W wielu realizacjach świadomie przeciwstawia miękkość materiału twardości społecznych stereotypów. Delikatna materia okazuje się zaskakująco odporna – potrafi przechować historie, emocje i doświadczenia ludzi, których głosy przez lata pozostawały niewidoczne. Nieprzypadkowo więc taka twórczość trafia do dawnego szpitala psychiatrycznego. To miejsce przez dziesięciolecia podporządkowane było diagnozowaniu, klasyfikowaniu i oddzielaniu. Balcer proponuje odwrotny gest. Zamiast wyznaczać granice między „normą” a „innością”, próbuje je rozpuścić. Jej miękkie formy nie tylko kontrastują z surową architekturą kliniki, ale symbolicznie opatrują jej pamięć. Pokazują, że troska, empatia i wspólnota również mogą stać się materiałem sztuki.
Z kolei Anastasia Rydlevskaya wnosi do projektu perspektywę doświadczenia nie tylko migracji i wykorzenienia. Jej obecność sprawia, że opowieść o klinice przestaje dotyczyć wyłącznie historii psychiatrii, ale staje się próbą diagnozy stanu jednostki w sytuacjach, w których zostaje ona wyrwana z oczywistości stereotypu. Czasem to nowa rzeczywistość w rozumieniu zmiany kraju, a czasem – odszukiwanie swojego miejsca na binarnej skali. Rozszerza się na współczesne doświadczenie przemieszczania się ludzi, utraty domu, ale i konieczności nieustannego negocjowania własnej tożsamości.
A to tylko niektóre z artystek. Łącznie tworzy to wystawę, która nie próbuje rekonstruować historii dawnego szpitala. Znacznie bardziej interesuje ją pytanie o to, kto i dlaczego zyskuje prawo do definiowania normy. Kuratorzy świadomie odchodzą od prostych opowieści o medycynie czy psychiatrii. Interesuje ich wspólnota – ale taka, która nie buduje swojej tożsamości poprzez wykluczanie innych. To bardzo dobrze koresponduje z ideą SURVIVALU. Festiwal od lat nie tylko odzyskuje dla miasta opuszczone budynki, lecz także odzyskuje ludzi, których doświadczenia zbyt często pozostają poza głównym nurtem publicznej opowieści.
Wyjść z galerii
SURVIVAL od początku funkcjonuje poza klasycznym obiegiem muzealnym. I właśnie dlatego pozostaje jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych w Polsce. Nie buduje kolejnej świątyni sztuki. Raczej konsekwentnie przypomina, że galerią może stać się całe miasto. Każdy opuszczony budynek, każda zapomniana historia i każdy fragment wspólnej pamięci mogą być początkiem rozmowy o współczesności.
Paradoksalnie więc największym dziełem SURVIVALU nie są poszczególne instalacje, performanse czy obiekty. Jest nim sam Wrocław. Miasto, które co roku odkrywa kolejny fragment własnej tożsamości i uczy się patrzeć na siebie od nowa.
Główne wnioski
- Artywizm to połączenie praktyki artystycznej z zaangażowaniem społecznym. Sztuka staje się narzędziem budowania relacji, przeciwdziałania wykluczeniu i tworzenia lokalnych wspólnot.
- Takie inicjatywy jak SURVIVAL są istotne nie tylko dla świata sztuki i turystów, ale także mieszkańców. Pozwalają mapować zapomniane albo niewystarczająco rozpoznane miejsca na mapie miasta. Przypominają historie, ale są też jednym z punktów w rozmowach o urbanistyce i przestrzeni miejskiej.
- Siłą SURVIVALu pozostaje także otwarty nabór. To właśnie dzięki niemu festiwal od lat nie zamyka się w kręgu tych samych nazwisk, ale pozostaje miejscem odkryć. W tym roku zespół kuratorski wybierał spośród ponad 900 zgłoszeń. Ostatecznie zaproszono do realizacji 33 projekty, w większości przygotowane specjalnie z myślą o przestrzeni dawnej kliniki.