Dezinformacja wygrywa. W kryzysie TikTok niemal dogania źródła rządowe
W sytuacji kryzysu 16 proc. Polaków w pierwszym odruchu sięgnie po TikToka czy Facebooka, a tylko 17 proc. – po oficjalne informacje w domenie rządowej lub na stronie Policji. Tak wynika z najnowszego raportu „Dezinformacja oczami Polaków”, przygotowanego przez Fundację Digital Poland przy wsparciu NASK oraz ekspertów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jakie fake newsy najczęściej wierzą Polacy.
- Skąd czerpiemy wiedzę o świecie.
- Jak często Polacy spotykają się ze zjawiskiem deepfake.
Dezinformacja ma w Polsce charakter masowy – wynika z raportu „Dezinformacja oczami Polaków. Edycja 2026”. To jeden z najważniejszych dokumentów na temat postrzegania dezinformacji w Polsce i kontynuacja badań z 2021 i 2024 r. Aż 91 proc. badanych potwierdziło co najmniej jedną z 30 fałszywych informacji przedstawionych w badaniu. Przed dwoma laty odsetek osób, które dały się zwieść dezinformacji, był taki sam.
Jak przebiegało badanie?
Tysiącu dorosłych respondentów, stanowiących reprezentatywną próbę Polaków w wieku 18-75 lat pod względem płci, wieku, wykształcenia i miejsca zamieszkania, przedstawiono 30 popularnych fake newsów. Dotyczyły one energetyki, zdrowia, nowych technologii, polityki i klimatu.
Najsilniej rezonują fake newsy z obszaru energetyki, gdzie średnia popularność fałszywych tez wynosi 39 proc. W badaniu sprzed dwóch lat było to 43 proc. Kolejne obszary to zdrowie – ze średnią popularnością na poziomie 35 proc., czyli taką samą jak w 2024 r., oraz polityka i klimat – po 33 proc. W 2024 r. było to odpowiednio 23 proc. i 22 proc. W przypadku nowych technologii wynik wyniósł 31 proc. wobec 29 proc. w 2024 r.
Zdaniem eksperta
Ekspert Demagoga: Politycy mogli przyczynić się do wzrostu wiary w tezy o „spisku klimatycznym”
Jednocześnie trudno mi odpowiedzieć na pytanie, skąd wziął się wzrost popularności drugiego najczęściej podzielanego przekonania, że katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu. Zwracam uwagę, że to kolejny wzrost – poprzedni odnotowano już w 2024 r. względem 2022 r. Być może to odbicie ogólnego wzrostu wiary w teorie spiskowe lub radykalizacji przekonań elektoratu aktualnej opozycji – trudno powiedzieć.
Jestem natomiast przekonany, że politycy mogli przyczynić się do wzrostu wiary w tezy o „spisku klimatycznym”, negujące wpływ człowieka na zmianę klimatu i skalę tego zjawiska. Coraz większa część sceny politycznej najwyraźniej dostrzega, że polityka klimatyczna może służyć do wywoływania wśród ludzi obaw o stabilność dostaw energii, wysokość rachunków za prąd i konieczność zmiany przyzwyczajeń.
Skrajne emocje można skutecznie wykorzystywać do budowania poparcia dla własnej opcji politycznej, co widzimy choćby na przykładzie dyskusji o migracji. Z naszego niedawnego raportu z monitoringu narracji klimatycznych w mediach wynika, że to właśnie politycy są głównym źródłem rozbudzania podobnych obaw i fałszywych tez.
W co wierzą Polacy?
Ponad połowa badanych, bo aż 54 proc., zgadza się ze stwierdzeniem, że samochody elektryczne zapalają się częściej niż samochody spalinowe. 52 proc. wierzy, że genetycznie modyfikowana żywność trwale uszkadza ludzkie DNA i prowadzi do bezpłodności.
Ponad połowa badanych, bo aż 54 proc., zgadza się ze stwierdzeniem, że samochody elektryczne zapalają się częściej niż samochody spalinowe. 52 proc. wierzy, że genetycznie modyfikowana żywność trwale uszkadza ludzkie DNA i prowadzi do bezpłodności.
48 proc. badanych Polaków uważa, że postępujące zastępowanie gotówki kartami płatniczymi ma na celu pełną inwigilację każdego zakupu. W ich ocenie daje to możliwość zablokowania konta bankowego ze względu na poglądy polityczne.
41 proc. badanych to negacjoniści klimatyczni, którzy uważają, że zmiany klimatu są zjawiskiem naturalnym i całkowicie niezależnym od działalności człowieka.
To popularne, nieprawdziwe twierdzenia, często obalane przez specjalistów ds. dezinformacji, naukowców, dziennikarzy naukowych i serwisy factcheckingowe.
4 na 10 badanych wierzy, że w Smoleńsku, gdzie zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński, doszło do zamachu, a nie katastrofy.
W skrócie: „co piąty Polak zgadza się z połową z 30 badanych fałszywych teorii, a 11 proc. – z prawie wszystkimi”.
Filmik na TikToku zamiast informacji na gov.pl
Stosunkowo wysokiej wierze w fake newsy towarzyszy zaskakująco niskie zaufanie do oficjalnych źródeł, w tym do instytucji państwowych, stron urzędów oraz agencji.
Badanych zapytano, czy źródłem ich aktualnych informacji są m.in. „oficjalne źródła, w tym instytucje państwowe, strony urzędów i agencji (np. strony ministerstw, gov.pl, WHO, policja)”.
Oficjalne źródła wskazało jedynie 28 proc. badanych. Telewizję – 60 proc., radio – 47 proc., a ogólnopolskie portale internetowe i media społecznościowe – po 48 proc. badanych. Wyszukiwarki wskazało 44 proc., a kontakty osobiste – 41 proc.
Daleko w tyle znalazła się prasa, obejmująca wydania drukowane, online oraz aplikacje, z której informacje czerpie jedynie 21 proc. badanych.
Można zrozumieć, że tylko 28 proc. badanych Polaków czerpie na co dzień wiedzę z oficjalnych źródeł rządowych, skoro telewizyjny pilot czy media społecznościowe są zawsze pod ręką. Niepokoi jednak to, że w sytuacji kryzysu jedynie 17 proc. badanych w pierwszym odruchu sprawdzi oficjalną stronę w domenie gov.pl lub serwis Policji. Dla porównania 16 proc. najpierw wejdzie na TikToka lub Facebooka. Co trzeci badany, czyli 34 proc., w pierwszym odruchu włączy telewizję.
Zdaniem eksperta
Ekspert Stowarzyszenia Pravda: Mamy kryzys zaufania do instytucji
Dla wielu osób media społecznościowe są dziś pierwszym odruchem, bo są zawsze pod ręką i dostarczają informacji szybciej niż oficjalne komunikaty. Pojawia się jednak pewien paradoks. Z jednej strony trwa dyskusja o potrzebie budowania niezależnych i odpornych kanałów komunikacji kryzysowej. Z drugiej strony – to właśnie administracja publiczna i służby coraz częściej wykorzystują media społecznościowe jako podstawowy kanał komunikacji z obywatelami.
Trudno dziś znaleźć proste rozwiązanie tego problemu, ale z pewnością nie będzie nim próba stworzenia „alternatywnego Facebooka”. Kluczowe wydaje się budowanie zaufania do oficjalnych źródeł i zapewnienie, by wiarygodne komunikaty docierały do obywateli tam, gdzie faktycznie szukają informacji. W sytuacjach kryzysowych jest to szczególnie ważne, bo pierwsze minuty często decydują o tym, czy dezinformacja zdąży wyprzedzić rzetelne komunikaty.
Kto ufa alternatywnym źródłom informacji?
Z raportu wynika, że 44 proc. badanych sięga po alternatywne źródła informacji. Respondentom przedstawiono ich listę. Znalazły się na niej m.in. profile i strony, które w przeszłości wielokrotnie publikowały nieprawdziwe informacje, takie jak serwis legaartis.pl czy profil Ukryte Terapie Jerzego Zięby.
Ten ostatni porównał m.in. efekty chemioterapii do cyklonu B, używanego w komorach gazowych nazistowskich obozów zagłady w trakcie II wojny światowej. W proteście przeciwko jego słowom wspólne oświadczenie wystosowali: Ministerstwo Zdrowia, Rzecznik Praw Pacjenta, Polskie Towarzystwo Onkologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, Polskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej oraz Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy.
Jako przykłady alternatywnych źródeł informacji w raporcie wskazano także serwis Krytyki Politycznej oraz Kanał Zero.
Czym są alternatywne źródła informacji?
„Jak to się stało, że w raporcie wśród alternatywnych źródeł informacji, obok Justyny Sochy, Jerzego Zięby i wielu innych serwisów czy profili, na których – na co od lat zwracają uwagę organizacje factcheckingowe i eksperci – wielokrotnie publikowano fake newsy, znalazły się Krytyka Polityczna czy Kanał Zero?”. Z takim pytaniem zwróciliśmy się do Fundacji Digital Poland.
W odpowiedzi na pytanie serwisu XYZ autorzy raportu tłumaczą, że określenie „alternatywne źródła informacji” nie ma charakteru deprecjonującego.
W opublikowanym w 2021 r. przez Instytut Kościuszki i przygotowanym w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Demagog poradniku „Z tarczą! Jak chronić się przed dezinformacją” napisano, że „alternatywne portale informacyjne” to: „Strony lub blogi kreujące się na rzetelne źródło informacji. Najczęściej są to jednak strony służące do rozprzestrzeniania dezinformacji oraz teorii spiskowych. Dystrybucja ich treści prowadzona jest za pomocą profili na Facebooku oraz w zamkniętych grupach”.
– Co dwa lata sprawdzamy popularność mniej znanych mediów, wybranych twórców czy kanałów wideo, które nie należą do tzw. mainstreamu, ale są związane z obiegiem informacji. W 3. edycji badania eksperci współtworzący kwestionariusz dodali kilka nowych pozycji, takich jak Krytyka Polityczna czy Kanał Zero. Badani zaznaczali źródła, z których mogą czerpać informacje o bieżących wydarzeniach w Polsce i na świecie, choćby od czasu do czasu – mówi Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland.
Ekspert wyjaśnia, że w latach ubiegłych, czyli w 2022 i 2024 r., od 35 do 40 proc. Polaków korzystało z takich źródeł, a gdyby uwzględnić YouTube, wynik wzrósłby do 58 proc.
– W tym roku z takich źródeł skorzystało 44 proc. badanych. Wyniki są więc zbliżone pod względem kierunku do tych z lat ubiegłych – komentuje Piotr Mieczkowski.
„Epoka, w której mogliśmy ufać naszym oczom i uszom, przechodzi do historii”
Prawie połowa badanych, czyli 45 proc., deklaruje, że zetknęła się ze zjawiskiem deepfake. To wzrost o 5 punktów procentowych w porównaniu z badaniem z 2024 r.
„Rewolucja spowodowana przez rozwój generatywnej AI zmieniła także przybornik dezinformatora. Proste w użyciu aplikacje, strony i programy pozwalają nie tylko generować dowolny tekst, ale także głos, obraz i wideo. Każdy i każda z nas ma w kieszeni urządzenie zdolne do tworzenia materiałów, których kilka lat temu nie powstydziłyby się największe studia filmowe” – napisali w przedmowie Filip Konopczyński i Magdalena Wilczyńska z NASK.
Eksperci przekonują, że „epoka, w której mogliśmy ufać naszym oczom i uszom, przechodzi do historii”.
Potrzeba bezpieczeństwa i obawa przed cenzurą
W raporcie napisano, że Polacy znajdują się w wyraźnym rozkroku między potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa informacyjnego a głęboką obawą przed cenzurą.
64 proc. badanych oczekuje zdecydowanych działań od platform cyfrowych, a 57 proc. popiera wprowadzenie rządowych ograniczeń wymierzonych w twórców dezinformacji.
Z drugiej strony blisko połowa badanych, czyli 45 proc., uważa, że obecne działania platform idą zbyt daleko i prowadzą do niepotrzebnej cenzury. 40 proc. broni wolności słowa, nawet jeśli miałoby to oznaczać przyzwolenie na publikację fałszywych informacji w sieci.
Główne wnioski
- Eksperci przedstawili grupie tysiąca Polaków 30 popularnych fake newsów. Aż 91 proc. badanych wierzy co najmniej w jeden z nich.
- Ponad połowa badanych, bo aż 54 proc., zgadza się ze stwierdzeniem, że samochody elektryczne zapalają się częściej niż samochody spalinowe. 52 proc. wierzy, że genetycznie modyfikowana żywność trwale uszkadza ludzkie DNA i prowadzi do bezpłodności. Twierdzenia te nie mają żadnego poparcia w faktach. 4 na 10 badanych wierzy, że w Smoleńsku, gdzie zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński, doszło do zamachu, a nie katastrofy.
- Prawie połowa badanych, czyli 45 proc., deklaruje, że zetknęła się ze zjawiskiem deepfake. To wzrost o 5 pkt proc. w porównaniu z badaniem z 2024 r. Eksperci przekonują, że „epoka, w której mogliśmy ufać naszym oczom i uszom, przechodzi do historii”.