Rekordowy mundial mimo horrendalnych cen. Kibice dopisali, a obawy okazały się przesadzone
Jeszcze kilka miesięcy przed rozpoczęciem finałów mistrzostw świata w piłce nożnej wielu ekspertów zastanawiało się, czy rekordowo wysokie ceny biletów nie odbiją się na frekwencji. FIFA po raz pierwszy zdecydowała się na zastosowanie modelu dynamicznych cen, dobrze znanego kibicom w USA, ale budzącego spore kontrowersje w Europie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie były największe obawy ekspertów przed mundialem.
- Jakie rekordy były śrubowane w mistrzostwach świata.
- Jaki wpływ na frekwencję miały stadiony.
Dziś wiadomo już, że wizje pustych miejsc na stadionach nie spełniły się. Pierwszy w historii mundial z udziałem 48 reprezentacji już przed ćwierćfinałami stał się turniejem z najliczniejszą stadionową widownią w dziejach futbolu. Frekwencja nie tylko nie spadła mimo wyższych cen, ale śrubowała historyczne rekordy. Według danych FIFA stadiony podczas turnieju są praktycznie wypełnione do ostatnich miejsc. Średnio wypełniają się w blisko stu procentach, a przez bramki obiektów już po zakończeniu 1/16 finału przewinęło się ponad 6,25 mln kibiców. Takiego zainteresowania nie notowano podczas żadnych wcześniejszych finałów mistrzostw świata.
Już sama faza grupowa przyniosła historyczny wynik. Spotkania pierwszej części turnieju obejrzało z trybun ponad 4,64 mln osób, co oznacza najwyższą frekwencję w historii mundiali. Średnio każdy mecz oglądało ponad 64,5 tys. widzów, a niemal wszystkie dostępne miejsca na stadionach zostały zajęte. To wynik wyraźnie lepszy od rezultatu odnotowanego podczas World Cup 1994 w Stanach Zjednoczonych. Wówczas mecze fazy grupowej zgromadziły około 3,6 mln kibiców. Oznacza to, że obecny mundial przyciągnął ponad milion widzów więcej na tym etapie zmagań.
Na rekord wpływa oczywiście również sama skala imprezy. Mundial sprzed 32 lat odbywał się z udziałem 24 reprezentacji, które rozegrały 52 spotkania. W tegorocznym turnieju do boju stanęło aż 48 drużyn. Rywalizacja toczyła się jednocześnie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku (od ćwierćfinałów wyłącznie w USA), a cały turniej obejmuje aż 104 mecze. Więcej spotkań automatycznie zwiększa potencjalną liczbę kibiców na stadionach, jednak nie tłumaczy niemal stuprocentowego zapełnienia trybun. To pokazuje, że popyt na mundial znacząco przewyższał podaż biletów.
Rekord padł również w ujęciu jednodniowym. 25 czerwca spotkania obejrzało z trybun ponad 426 tys. kibiców, co jest najlepszym wynikiem w historii mistrzostw świata. Turniej zgromadził fanów z ponad dwustu krajów i terytoriów, a wydarzenie relacjonują tysiące przedstawicieli światowych mediów.
Szalejące ceny biletów
Przed turniejem wiele dyskusji wywoływała jednak przede wszystkim polityka sprzedaży biletów. Jak zwraca uwagę Polski Instytut Dyplomacji Sportowej, FIFA po raz pierwszy zdecydowała się zastosować podczas mistrzostw świata system dynamicznych cen. Ostateczna kwota wejściówek zależała od wielu czynników, między innymi zainteresowania konkretnym meczem, popytu, liczby pozostałych miejsc czy czasu pozostałego do rozpoczęcia spotkania. To rozwiązanie od lat funkcjonuje na rynku amerykańskim, jednak dla wielu europejskich kibiców było całkowitą nowością.
Jak wskazuje Polski Instytut Dyplomacji Sportowej, monitorujący rynek wtórny za pośrednictwem danych TicketData, najwyższa średnia cena wejściówek na mecze fazy grupowej została odnotowana 8 kwietnia po uruchomieniu sprzedaży last minute i wynosiła 737 dolarów. W kolejnych tygodniach ceny zaczęły spadać – od drugiego etapu sprzedaży last minute widoczna była wyraźna korekta, a w połowie maja średnia cena biletu wynosiła 554 dolary. Mimo to poziom cen pozostawał bezprecedensowo wysoki.
Różnice pomiędzy poszczególnymi meczami były ogromne. Według danych przytoczonych w raporcie Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej najwyższą średnią cenę spośród stadionów notował Hard Rock Stadium w Miami, gdzie przeciętny bilet kosztował 1203 dolary. Najdroższym spotkaniem fazy grupowej w połowie maja był mecz Kolumbia-Portugalia, na który średnia cena wejściówki sięgnęła 2539 dolarów. Jeszcze większe kwoty dotyczyły finału – w tym okresie średnia cena biletu wynosiła 7734 dolarów.
Amerykanie pokochali piłkę nożną?
Rekordowe zainteresowanie turniejem nie dziwi już tylko organizatorów, ale również specjalistów zajmujących się marketingiem sportowym. Adam Pawlukiewicz, ekspert Pentagon Research i felietonista „Przeglądu Sportowego”, przyznaje, że skala zainteresowania przerosła także jego oczekiwania.
– Przyznam, że jestem tym zaskoczony. Znam trochę rynek amerykański, sam współpracowałem z Oakland Athletics na stadionie Oakland-Alameda County Coliseum, na którym organizowano wiele dużych imprez sportowych, ale nie spodziewałem się, że piłka nożna wzbudzi aż tak duże zainteresowanie. Zwłaszcza że wysoką frekwencję notowały nie tylko spotkania z udziałem najbardziej rozpoznawalnych reprezentacji, lecz także mecze drużyn, które z perspektywy globalnego rynku nie należą do ścisłej czołówki – mówi rozmówca XYZ.
I dodaje, że to szerszy trend.
– Ludzie coraz częściej szukają wydarzeń na żywo, chcą być częścią atmosfery i przeżywać emocje wspólnie z innymi. Widać to nie tylko przy mundialu, ale również podczas igrzysk olimpijskich czy na krajowych rozgrywkach. W Polsce dobrym przykładem są wysokie frekwencje na meczach piłkarskiej Ekstraklasy i żużlowej PGE Ekstraligi. Cena biletu oczywiście ma znaczenie, ale coraz częściej nie jest czynnikiem decydującym. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych wejściówka to tylko część całego kosztu wyjazdu. Kibic musi przecież uwzględnić jeszcze nocleg, transport, wyżywienie i często podróż na dużą odległość. Mimo to zainteresowanie pozostaje ogromne, co pokazuje, że dla wielu osób takie wydarzenie jest doświadczeniem, za które są gotowi zapłacić.
Amerykańskie stadiony tworzą wyjątkowe widowiska
Mundial rozgrywany jest na 16 stadionach, z których zdecydowana większość należy do największych i najnowocześniejszych obiektów sportowych świata. Finał zaplanowano na MetLife Stadium w East Rutherford, mogącym pomieścić ponad 82 tys. kibiców. Jeszcze więcej miejsc oferuje Estadio Azteca w Meksyku, gdzie został rozegrany między innymi mecz otwarcia. W gronie największych aren znajdują się także AT&T Stadium w Arlington, Mercedes-Benz Stadium w Atlancie, SoFi Stadium w Los Angeles, NRG Stadium w Houston czy Arrowhead Stadium w Kansas City. Większość z nich może przyjąć od 65 do ponad 80 tys. widzów podczas jednego spotkania.
Warto wiedzieć
Statystyka stadionowa
Estadio Azteca – Mexico City – ok. 87 500 – 5 meczów, w tym mecz otwarcia,
MetLife Stadium – East Rutherford – ok. 82 500 – 8 meczów, w tym finał,
AT&T Stadium – Arlington – ok. 80 tys. – 9 meczów, w tym półfinał,
Arrowhead Stadium – Kansas City – ok. 76 400 – 6 meczów, faza grupowa + 1/16 finału,
Mercedes-Benz Stadium – Atlanta – ok. 71 tys. – 7 meczów, w tym półfinał,
SoFi Stadium – Inglewood – ok. 70 200 – 8 meczów, ćwierćfinał,
NRG Stadium – Houston – ok. 70 tys. – 7 meczów, faza grupowa + pucharowa,
Lincoln Financial Field – Philadelphia – ok. 69 tys. – 5 meczów, faza grupowa + pucharowa,
Levi’s Stadium – Santa Clara – ok. 68 500 – 5 meczów,
Lumen Field – Seattle – ok. 67 tys. – 5 meczów,
Gillette Stadium – Foxborough – ok. 65 800 – 5 meczów,
Hard Rock Stadium – Miami Gardens – ok. 65 tys., 5-7 meczów, w tym mecz o trzecie miejsce,
BC Place – Vancouver – ok. 54 500 – 7 meczów,
Estadio BBVA – Monterrey – ok. 53 500 – 4 mecze grupowe,
Estadio Akron – Guadalajara – ok. 46 tys. – 4 mecze grupowe,
BMO Field – Toronto – ok. 45 700 – 6 meczów, faza grupowa + pucharowa.
To właśnie charakter tych obiektów od lat odróżnia amerykański sport od europejskiego. Stadiony projektowane są jako całoroczne centra rozrywki, które funkcjonują nie tylko w dni meczowe. Oprócz wydarzeń sportowych goszczą koncerty największych gwiazd, targi, konferencje, imprezy firmowe czy wydarzenia rodzinne. Dzięki temu generują przychody przez praktycznie cały rok, a nie tylko podczas rozgrywek ligowych.
Zdaniem Adama Pawlukiewicza właśnie ta filozofia budowania stadionów jest jedną z największych przewag amerykańskiego rynku sportowego.
– Przede wszystkim należy mieć na uwadze ich funkcjonalność i biznesowy model działania. Wiele amerykańskich stadionów to bardzo nowoczesne, multimedialne obiekty z rozsuwanymi dachami, rozbudowanymi strefami komercyjnymi i rozwiązaniami technologicznymi, które mogą kojarzyć się choćby z nowym stadionem Realu Madryt. Są projektowane nie tylko z myślą o meczach, ale również o koncertach, wydarzeniach biznesowych, widowiskach i codziennym generowaniu przychodów – mówi ekspert Pentagon Research.
I dodaje, że to zasadnicza różnica w porównaniu z Europą. W USA właścicielami lub operatorami stadionów często są prywatni inwestorzy, którzy traktują je jako pełnoprawne przedsięwzięcia biznesowe. Obiekt ma zarabiać przez cały rok. W Europie wiele stadionów powstało z pieniędzy publicznych, a ich utrzymanie bywa kosztowne i wymaga dopłat. W Europie przydałoby się również więcej stadionów z dachami. Rozmawiałem o tym ze znajomym architektem, jego zdaniem chińskie firmy byłyby w stanie postawić taki dach nawet w około pół roku. Ciekawy byłby model, w którym konstrukcja opierałaby się na czterech budynkach biurowych usytuowanych po bokach stadionu. Zyskiwałby na tym sam obiekt, ale także jego otoczenie: pojawiłyby się dodatkowe powierzchnie biurowe do wynajęcia.
Wielofunkcyjność stadionów za Atlantykiem
Słowa eksperta dobrze wpisują się w szersze obserwacje dotyczące amerykańskiego rynku sportowego. W Stanach Zjednoczonych stadion coraz rzadziej jest wyłącznie miejscem rozgrywania meczów. Stał się produktem samym w sobie – obszarem, do którego kibice przyjeżdżają na wiele godzin przed pierwszym gwizdkiem, korzystając z rozbudowanej oferty gastronomicznej, sklepów, atrakcji rodzinnych czy stref sponsorskich. Samo spotkanie jest jednym z elementów całego doświadczenia.
Nie bez znaczenia pozostaje zatem komfort. To jeden z powodów, dla których organizacja mistrzostw świata w Ameryce Północnej od początku postrzegana była jako znacznie więcej, niż tylko turniej piłkarski. FIFA zyskała możliwość wykorzystania infrastruktury, która od lat obsługuje największe wydarzenia sportowe globu – od decydujących potyczek NFL po koncerty największych światowych artystów. Efekt widać zarówno na trybunach, jak i w rekordowych wynikach frekwencji.
Legenda Estadio Azteca i innowacyjność SoFi Stadium
Choć zdecydowana większość spotkań mistrzostw świata zaplanowana została na amerykańskich stadionach, a już od spotkań ćwierćfinałowych wyłącznie tam, najbardziej rozpoznawalnym obiektem turnieju pozostaje Estadio Azteca w Meksyku. To właśnie tam rozegrano finały mundiali w 1970 i 1986 roku, a historia stadionu nierozerwalnie związana jest z dwiema ikonami światowego futbolu – Pelé i Diego Maradoną. Podczas tegorocznego turnieju Azteca ponownie zapisze się w historii jako pierwszy stadion, który był gospodarzem meczu otwarcia mistrzostw świata po raz trzeci. Na tym obiekcie porywającą batalię stoczyli także gracze Meksyku i Anglii. Ostatecznie na pechowym dla siebie stadionie (pamiętna porażka z Argentyną po golach Diego Maradony w 1986 roku) triumf święcili futboliści z Wysp Brytyjskich. W Stanach Zjednoczonych trudno dziś wskazać obiekt, który cieszyłby się podobnym statusem kultowego miejsca dla futbolu. Podczas mundialu w 1994 roku taki status miało Rose Bowl w Pasadenie, gdzie rozegrano finał zakończony zwycięstwem Brazylii nad Włochami po rzutach karnych. Obecnie amerykański futbol stawia jednak przede wszystkim na nowoczesność, komfort i możliwości biznesowe stadionów, które coraz częściej stają się wizytówkami całych regionów.
– Jeśli miałbym wskazać jeden amerykański obiekt, wybrałbym SoFi Stadium w Los Angeles. To stadion imponujący skalą, nowoczesnością i sposobem, w jaki łączy sport z szeroko rozumianą rozrywką. Jest symbolem nowego modelu budowania obiektów w USA: ma być miejscem wielkich meczów, ale jednocześnie działać jako całoroczne centrum wydarzeń i biznesu – mówi Adam Pawlukiewicz.
W tym przypadku można dostrzec ciekawy akcent z Premier League.
– Pisałem o nim szerzej na łamach „Przeglądu Sportowego”. Obiekt należy do Stana Kroenke znanego w Europie jako właściciel Arsenalu i dobrze pokazuje, jak amerykańscy właściciele sportowi myślą o stadionach: nie jako o infrastrukturze wykorzystywanej raz na dwa tygodnie, lecz jako o produkcie premium, który ma przyciągać kibiców, partnerów biznesowych i organizatorów największych imprez. SoFi Stadium nie ma jeszcze statusu kultowego obiektu jak Estadio Azteca czy Rose Bowl, ale pod względem technologii, komfortu i komercyjnego potencjału należy do światowej czołówki – akcentuje rozmówca XYZ.
To spojrzenie dobrze oddaje zmianę, jaka dokonuje się w światowym sporcie. Coraz częściej o sukcesie wielkich imprez decyduje nie tylko poziom sportowy, ale także jakość infrastruktury, doświadczenie kibica oraz umiejętność stworzenia wydarzenia, które wykracza daleko poza sam mecz. Tegoroczny mundial pokazuje, że nowoczesne stadiony mogą być centrami rozrywki, przyciągającymi szeroki przekrój społeczny.
Ten mundial jest sukcesem FIFA. Wprowadzenie dynamicznych cen biletów, rekordowo wysokie koszty wejściówek, droższy transport czy kosztowne parkingi – elementy szeroko opisywane, chociażby przez Polski Instytut Dyplomacji Sportowej – nie zniechęciły kibiców do udziału w turnieju. Wręcz przeciwnie. Globalny czempionat dowiódł, że dla milionów fanów futbolu uczestnictwo w największym sportowym święcie świata pozostaje doświadczeniem wyjątkowym. To także ważny sygnał dla FIFA przed kolejnymi wielkimi turniejami. Rosnąca liczba uczestników, mnogość spotkań i coraz nowocześniejsze stadiony stworzyły wydarzenie o niespotykanej dotąd skali.
Główne wnioski
- Przed rozpoczęciem mistrzostw świata eksperci obawiali się przede wszystkim tego, że rekordowo wysokie ceny biletów drastycznie wpłyną na frekwencję na stadionach. Niepokój budziło wprowadzenie przez FIFA modelu dynamicznych cen, który sprawił, że stawki za wejściówki zmieniały się zależnie od popytu i momentami osiągały niespotykane dotąd kwoty. Przykładowo, na samym początku sprzedaży typu last minute średnia cena biletu na fazę grupową poszybowała aż do 737 dolarów. Choć z czasem rynek wtórny odnotował korektę do poziomu 554 dolarów, ogólne koszty wciąż pozostawały bezprecedensowo wysokie. Prawdziwy szok wywoływały jednak stawki za pojedyncze wydarzenia – w połowie maja bilet na mecz grupowy Kolumbia-Portugalia kosztował średnio 2539 dolarów, a średnia cena wejściówki na wielki finał osiągnęła niebotyczny pułap 7734 dolarów. Największe obawy o frekwencję dotyczyły miejsc takich jak Hard Rock Stadium w Miami, gdzie przeciętny koszt biletu wynosił aż 1203 dolary.
- Obawy ekspertów dotyczące pustek na trybunach okazały się zupełnie bezpodstawne, ponieważ turniej w Ameryce Północnej ustanowił całkowicie nowe, nieosiągalne dotąd standardy publiczności. Jeszcze przed wejściem w decydującą fazę ćwierćfinałów, impreza ta zapisała się w kronikach jako najbardziej oblegane wydarzenie w historii piłki nożnej. Do momentu wyłonienia najlepszej szesnastki przez stadiony przetoczyła się gigantyczna fala ponad 6,5 mln fanów. Sama faza grupowa wygenerowała spektakularny rezultat na poziomie ponad 4,64 mln widzów, co dawało potężną średnią powyżej 64,5 tys. osób na jedno spotkanie. Ten imponujący wynik bez problemu zdetronizował dotychczasowego lidera, czyli amerykański mundial z 1994 roku, poprawiając jego osiągnięcie na tym samym etapie o ponad milion oglądających. Najbardziej spektakularnym wyczynem było jednak utrzymanie niemal stuprocentowego obłożenia krzesełek przy tak ogromnej liczbie, bo aż 104 meczach rozproszonych po trzech krajach.
- Ogromna skala i nowoczesny charakter 16 turniejowych aren odegrały kluczową rolę w wyśrubowaniu rekordowych wyników frekwencji. Większość wytypowanych obiektów to potężne, wielofunkcyjne centra rozrywki, zdolne przyjąć od 65 do ponad 80 tys. widzów podczas jednego meczu. Prawdziwymi magnesami na kibiców stały się giganty takie jak meksykańskie Estadio Azteca, które ugościło mecz otwarcia przy widowni sięgającej około 87,5 tys. miejsc. Z kolei finałowa arena turnieju, czyli MetLife Stadium w East Rutherford, zaoferowała przestrzeń dla ponad 82 tys. fanów futbolu. Amerykańskie stadiony – w tym AT&T Stadium w Arlington, Mercedes-Benz Stadium w Atlancie czy SoFi Stadium w Los Angeles – od lat wyróżniają się na tle europejskich obiektów swoją nowoczesną, całoroczną infrastrukturą. Dzięki tak gigantycznej pojemności oraz unikatowemu charakterowi tych obiektów organizatorzy mogli sprostać ogromnemu popytowi na bilety. W efekcie te architektoniczne i technologiczne perełki sportowego świata pozwoliły na bezpieczne i komfortowe przyjęcie milionów kibiców, bezpośrednio przekładając się na historyczny sukces frekwencyjny całego mundialu.