Jak medal olimpijski zmienia podejście do życia? "Po igrzyskach moje poczucie własnej wartości spadło"
10 lat temu Oktawia Nowacka była u szczytu kariery. Z igrzysk w Rio przywiozła brązowy medal i wydawało się, że za nim przyjdą kolejne sukcesy. Zamiast nich pojawiło się jednak zwątpienie. Dziś, już w roli kibica, była pięcioboistka mówi o znaczeniu psychologii w sporcie i ocenia wielkie zmiany, które przeszła jej dyscyplina.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Dlaczego z tradycyjnego programu pięcioboju nowoczesnego zniknęła jazda konna i jaka konkurencja ją zastąpiła.
- Dlaczego zdaniem Oktawii Nowackiej jej olimpijski medal nie został odpowiednio wykorzystany do promocji pięcioboju nowoczesnego w Polsce.
- Co znajdzie się w książce Oktawii Nowackiej i dlaczego będzie to lektura nie tylko dla kibiców sportu.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Pięciobój nowoczesny pozostaje w cieniu bardziej medialnych dyscyplin. A przecież łączy w sobie wszystko, co w sporcie najtrudniejsze: wszechstronność, wytrzymałość, technikę i odporność psychiczną. W ostatnich latach przeszedł jednak głęboką metamorfozę, która ma przyciągnąć nowych kibiców i uczynić go bardziej atrakcyjnym dla telewizji.
Choć współczesny pięciobój nadal składa się z pięciu konkurencji, trudno mówić o tej samej dyscyplinie, którą pamiętamy sprzed kilkunastu lat. Zawody nie trwają już kilka dni, lecz około dwie godziny.
– Kiedy patrzę na pięciobój jako kibic, ogląda się go dobrze. Widzę, że te zmiany naprawdę są fajne, bo widz siedzi przez dwie godziny, tak jak na meczu piłkarskim, i jest w stanie zobaczyć pięcioboistę przechodzącego przez wszystkie pięć konkurencji. Jest widowiskowo i szybko – mówi Oktawia Nowacka.
Jednocześnie dodaje, że choć zmiany mogły uatrakcyjnić odbiór dyscypliny, znacząco wpłynęły na jej charakter i sposób przygotowania zawodników.
– Dla zawodników stało się to trudniejsze. Kiedy ja startowałam, były eliminacje i finały. Teraz są eliminacje, półfinały i finały. Startuje więcej zawodników, a wszystko zostało przyspieszone. Całkowicie zmieniła się też struktura treningu. Mam wrażenie, że to zupełnie inna dyscyplina sportu i nie wiem, czy dzisiaj potrafiłabym się w niej odnaleźć, bo jestem przyzwyczajona do innego rodzaju wysiłku. Pod względem widowiskowości pięciobój jednak zyskuje – uważa brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro.
Tylko koni żal
Po igrzyskach w Paryżu z programu pięcioboju zniknęła jazda konna. Zastąpił ją bieg z przeszkodami.
– Wpłynęło na to kilka czynników. Jazda konna była droga, a poziom umiejętności jeździeckich zawodników na świecie bardzo się różnił. Europejczycy radzili sobie dobrze, ale zdarzali się reprezentanci krajów, których przejazdy szkodziły renomie pięcioboju. Dzisiaj, kiedy zamiast jazdy konnej jest tor przeszkód, dyscyplinę łatwiej trenować na całym świecie. Tor przeszkód jest znacznie bardziej dostępny niż jazda konna – tłumaczy Oktawia Nowacka.
Mimo sukcesów polskich zawodników, którzy zdobyli łącznie cztery medale olimpijskie, pięciobój wciąż pozostaje sportem niszowym. Medal olimpijski Oktawii Nowackiej zdobyty w Rio przyniósł chwilowe zainteresowanie dyscypliną, ale – zdaniem zawodniczki – nie udało się wykorzystać tego momentu.
Po igrzyskach telefony w klubach rzeczywiście dzwoniły częściej, jednak fala entuzjazmu szybko opadła. Brakowało konsekwentnej promocji, która mogłaby zamienić jednorazowy sukces w trwały rozwój tej dyscypliny.
– Moim zdaniem można było znacznie lepiej wykorzystać ten moment. Pojawiły się chwilowa fala zainteresowania i boom, ale nikt później tego nie podtrzymał. To był duży błąd marketingowy. Raz na cztery lata można zobaczyć pięciobój podczas igrzysk i przekonać się, że to fajna, widowiskowa i piękna dyscyplina. Zyskuje jeszcze więcej przy głębszym poznaniu. Ma ogromny potencjał, ale próby jej promowania są trochę nieudolne. Zarówno na świecie, jak i w Polsce można byłoby poprowadzić je znacznie lepiej – uważa Oktawia Nowacka.
Presja zamiast euforii
Największym zwycięstwem Oktawii Nowackiej nie okazał się jednak medal olimpijski. Paradoksalnie dopiero po jego zdobyciu rozpoczęła się najtrudniejsza część jej sportowej drogi. Sukces, który z zewnątrz wydaje się początkiem łatwiejszego życia, w rzeczywistości przynosi nowe oczekiwania, presję i konieczność odnalezienia własnej tożsamości poza wynikami sportowymi.
– To był wtedy mój szczyt. Nie musiał nim być, bo nadal byłam zawodniczką wystarczająco zdolną i utalentowaną, aby osiągać kolejne sukcesy. Z perspektywy 10 lat zdecydowanie był to jednak najważniejszy moment. Dlatego swoją karierę dzielę na dwa etapy: przed medalem olimpijskim i po nim. Po igrzyskach na chwilę obraziłam się na sport i przeszłam bardzo trudny okres – przyznaje Oktawia Nowacka.
Choć pojawiło się zainteresowanie mediów i sponsorów, wzrosła też presja na wyniki – również ta, którą zawodniczka wywierała na samą siebie.
– Moje poczucie własnej wartości po igrzyskach olimpijskich zamiast wzrosnąć, spadło, ponieważ było oparte na kruchym fundamencie – wynikach sportowych. Myślę, że moim osobistym sukcesem jest ostatecznie to, że rozstałam się ze sportem w zgodzie ze sobą. Nadal kocham swoją dyscyplinę i uwielbiam się ruszać – mówiła była pięcioboistka.
Życie na książkę
Jej doświadczenia sprawiły, że dziś znacznie więcej uwagi poświęca psychologii sportu. Studiuje psychologię, współpracuje z Fundacją Graj z Głową i pomaga młodym zawodnikom przygotowywać się nie tylko do rywalizacji, ale także do radzenia sobie z emocjami.
– Zapotrzebowanie na wsparcie psychiczne istniało zawsze. Dzisiaj większa jest jednak świadomość, że można skorzystać z pomocy i że praca mentalna ma sens. Do psychologa sportowego nie trzeba iść dopiero wtedy, gdy przestajemy radzić sobie ze stresem. Stres był, jest i zawsze będzie. Trzeba nauczyć się z nim zaprzyjaźniać, a samoświadomość budować już od najmłodszych lat – mówi Oktawia Nowacka.
Jesienią ukaże się książka napisana przez Oktawię Nowacką pt. „Odzia. Więcej niż medal”. Nie będzie to jednak klasyczna autobiografia.
– To autobiografia połączona z fikcyjną opowieścią. Książka zawiera wiele metafor, a jednocześnie jest swego rodzaju przewodnikiem po mistrzowskiej mentalności. Bohaterka, Odzia, przechodzi kolejne etapy i staje się trochę królikiem doświadczalnym. Wchodzę w książce w rolę uczennicy, aby pokazać czytelnikowi, jak można uczyć się pewnych rzeczy i z czym mierzymy się w drodze do celu – zapowiada Oktawia Nowacka.