Lipiec w galeriach. Wybór kuratorski
Lato to dobry moment, by zamienić wielkie muzealne ekspozycje na kameralne galerie. Bez kolejek, bez pośpiechu i z większą szansą na prawdziwe spotkanie ze sztuką. W tym miesiącu wybrałam pięć wystaw, które szczególnie warto zobaczyć.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Które wystawy w galeriach komercyjnych warto zobaczyć tego lata.
- Dlaczego galerie komercyjne należą dziś do najważniejszych miejsc prezentacji sztuki współczesnej.
- Których artystów warto obserwować na wczesnym etapie kariery i jakie międzynarodowe nazwiska można dziś zobaczyć w polskich galeriach.
Wakacyjne miesiące sprzyjają spokojniejszemu oglądaniu sztuki. To dobry moment, by zamiast kolejnych głośnych wydarzeń zajrzeć do galerii komercyjnych, których programy coraz częściej wyznaczają poziom dyskusji o sztuce współczesnej. Wśród letnich wystaw wybrałam pięć bardzo różnych propozycji, które łączy jedno – każda pokazuje twórcę o wyrazistym, własnym języku.
Siła tkwi w ciszy
„Moving Skies” Cathy Josefowitz, Import/Export
Al. Szucha 16/7, Warszawa
do 5 września
Wchodząc do galerii Import/Export, mieszczącej się w starej warszawskiej kamienicy, najpierw odczuwamy przyjemny chłód grubych murów. Chwilę później podobne ukojenie przynoszą obrazy Cathy Josefowitz – wielkoformatowe, utrzymane w oszczędnej gamie barw, niemal medytacyjne. W świecie nieustannego nadmiaru bodźców ich siła tkwi właśnie w ciszy. Trudno oderwać od nich wzrok.
Urodzona w Nowym Jorku, wychowana w Genewie artystka dorastała w domu wypełnionym artystyczną atmosferą. Zajmowała się malarstwem, rysunkiem i tańcem, a w latach 90. porzuciła figurację na rzecz abstrakcji. To właśnie ona pozwoliła jej najpełniej wyrazić fascynację naturą, duchowością i mistycyzmem.
Prezentowany cykl „Nieba/Ciels” (Skies) powstał pod koniec życia artystki, która zmarła przedwcześnie na raka w 2014 roku. Trudno nie odczytywać tych obrazów jako pożegnania – niezwykle spokojnego, pełnego światła i zaskakująco pogodnego. Nie ma w nich patosu, jest raczej zgoda i radość.
To także jedna z najciekawszych wystaw tego lata z perspektywy rynku sztuki. Spuścizną Cathy Josefowitz opiekuje się dziś Hauser & Wirth – galeria, która wielokrotnie udowodniła, że potrafi przywracać zapomnianych artystów do międzynarodowego obiegu muzealnego i kolekcjonerskiego. Warszawska prezentacja jest rzadką okazją, by zobaczyć – i kupić – prace artystki reprezentowanej przez światową czołówkę rynku, bez konieczności odwiedzania Londynu, Zurychu czy Nowego Jorku. Import/Export zaprezentuje również jej prace jesienią na targach Artissima w Turynie.

Nieoczywiste piękno
„Kres, krach i kruk” Samuel Kłoda, UFO Art Gallery
ul. Podwale 6, Kraków
do 2 sierpnia
Początkowo wydaje się, że Samuel Kłoda prowadzi nas przez dobrze znane motywy – martwe natury, ptaki czy czaszki. Jednak z każdym kolejnym płótnem jednoznaczna interpretacja wymyka się z rąk, pozostawiając widza w intrygującej konsternacji. Długo wyczekiwana indywidualna wystawa artysty w krakowskiej UFO Art Gallery z pewnością spełnia oczekiwania.
Samuel Kłoda jest jednym z najciekawszych głosów młodego pokolenia polskiego malarstwa. Buduje swoje obrazy gęstą, niemal rzeźbiarską materią – daleką od lekkiej, wygładzonej estetyki, która w ostatnich latach zdominowała część współczesnego malarstwa. Zamiast aerografu i idealnie gładkich powierzchni wybiera wyraźny ekspresyjny gest i intensywną kolorystykę.
To malarstwo uwodzi od pierwszego spojrzenia. Silne kolory i gęste kompozycje przyciągają wzrok, ale nie odsłaniają swoich znaczeń od razu. Dopiero po chwili zaczynamy szukać ukrytych motywów i relacji między formami, nieustannie balansując między figuracją a abstrakcją. Obrazy Samuela Kłody są nieoczywiście piękne. Ich siła tkwi w napięciu między tym, co rozpoznawalne, a tym, co pozostaje niedopowiedziane.
Warto śledzić twórczość Samuela Kłody, który jeszcze przed dyplomem pokazał swoją siłę i indywidualizm malarski. To właśnie w galeriach takich jak UFO można zobaczyć, nad czym pracuje dziś młode pokolenie i kto za parę lat będzie wyznaczać kierunek polskiej sceny artystycznej.
Fascynujące uniwersum
„Izba Xięgi Włazańskiej” Zuzanna Romańska, Galeria Szara Kamienica
Rynek Główny 6, Kraków
do 26 lipca
Jeśli już jesteśmy przy młodym pokoleniu, to koniecznie trzeba wybrać się na wystawę dyplomową artystki, która mimo młodego wieku stworzyła już całe fascynujące uniwersum pełne odniesień do mitologii słowiańskiej, wierzeń i rytuałów. Nawet jeśli widzimy obrazy po raz pierwszy, wydają się znajome. Jakby pokazywały baśnie, które słyszeliśmy wielokrotnie jako dzieci. Tkwiły w nas od zawsze, a dopiero teraz możemy zobaczyć postacie, które towarzyszyły nam od lat. Zuzanna Romańska używa mocnej kreski, intensywnych kolorów, gest jest zdecydowany, kompozycje dynamiczne i otwarte, mocno ilustracyjne. Wyraża się zarówno na dużych płótnach, jak i w małej skali, tworząc także drobne artefakty dopełniające archeologicznego charakteru, jaki przed nami snuje.
Wystawa została zaaranżowana jako tymczasowe fikcyjne muzeum, w którym widz doświadcza opowiadanej przez artystkę historii.
Malarstwo Zuzanny Romańskiej, mimo że bardzo osobne, pełne jest odwołań do również bliskich nam motywów młodopolskiego kanonu i późniejszych interpretacji modernistów, jak chociażby Zofii Stryjeńskiej.

Osobne imaginarium
„A Flower Is Growing Inside Me” Nils Alix-Tabeling, Piktogram
ul. Górskiego 4, Warszawa
do 12 września
Twórczość Nilsa Alix-Tabelinga przypomina wejście do świata rządzącego się własnymi prawami. Wystawa w Piktogramie składa się z pozornie niezależnych obiektów – rzeźb, instalacji naściennych, ołtarzyków i pracy wideo. Każdy z nich opowiada własną historię, jednak dopiero razem tworzą spójne imaginarium, które artysta konsekwentnie rozwija od lat.
Powracają w nim charakterystyczne potworki, części zdekompletowanego ciała, twarze zastygłe w grymasie, elementy parajubilerskie, broń, kamienie, kwiaty… Przedmioty zestawione ze sobą w pozornie przypadkowy sposób. To surrealistyczne kompozycje, które wymykają się jednoznacznej interpretacji, zachwycając jednocześnie niezwykłą precyzją wykonania i formalnym wyrafinowaniem. Nils Alix-Tabeling z równą swobodą czerpie z historii, mitów i własnej wyobraźni, tworząc alternatywną rzeczywistość. Prawdziwe postaci i wydarzenia stają się w niej jedynie punktem wyjścia do budowania nowych narracji.
Tym razem przewodniczką po tym świecie staje się Judee Sill – amerykańska folkowa pieśniarka lat 70. Jej biografia i twórczość przenoszą nas do czasów kontrkultury, wolnej miłości i duchowych poszukiwań. Jednak, jak zwykle u Alix-Tabelinga, historyczne odniesienia nie prowadzą do prostych opowieści. Są raczej kolejnymi elementami większej układanki, której sens pozostaje otwarty.
Wystawa w Piktogramie jest jedynie fragmentem większej opowieści, którą Alix-Tabeling rozwija od lat. Każda kolejna realizacja – niezależnie od skali czy medium – poszerza to osobne imaginarium zamieszkane przez powracające postaci, symbole i przedmioty, które z czasem układają się w rozpoznawalny język artysty. To właśnie taka konsekwencja sprawia, że jego twórczość przyciąga dziś coraz większą uwagę. Niewielu artystów potrafi z równą swobodą operować kameralnym obiektem, rozbudowaną instalacją i pracą wideo, zachowując tę samą precyzję wykonania i spójność wizji.

Pamięć i nostalgia
„Olimpiada I” Kacper Wiatrak & Tewu, Krupa Gallery
ul. Księcia Witolda 48/70, Wrocław
do 3 października
Twórczość Kacpra Wiatraka opiera się na uważnym przyglądaniu się miejscom, które na pierwszy rzut oka wydają się zwyczajne. Punktem wyjścia dla wystawy Olimpiada I jest stojący na wrocławskiej Leśnicy pomnik – XIX-wieczny Kriegerdenkmal, którego znaczenie zmieniało się wraz z historią. Wzniesiony dla upamiętnienia pruskich zwycięstw, później rozbudowany o tablice poświęcone poległym mieszkańcom, po II wojnie światowej otrzymał zupełnie nową tożsamość jako „Pomnik Trudu Kolejarzy Pionierów”. Dziś funkcjonuje już niemal neutralnie, jako pomnik mieszkańców Leśnicy poległych podczas I wojny światowej. Sam monument pozostał ten sam – zmieniały się jedynie opowieści, które próbowano na nim zapisać.
To właśnie ten proces staje się osią malarstwa Kacpra Wiatraka. Interesuje go nie tyle historia, ile pamięć i sposób, w jaki kolejne pokolenia nieustannie przepisują znaczenia miejsc i symboli. Jego obrazy są nostalgiczne i wyciszone, ale jednocześnie podszyte trudnym do uchwycenia napięciem. Nie ilustrują wydarzeń, raczej budują atmosferę zawieszenia między tym, co było, a tym, co próbujemy o przeszłości pamiętać.
Kacper Wiatrak należy do grona najciekawszych młodych malarzy wywodzących się z wrocławskiego środowiska. Zwrócił na siebie uwagę jeszcze podczas Konkursu Gepperta, a w tym roku został również laureatem Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To artysta, którego warto obserwować na wczesnym etapie kariery. Jego malarstwo nie szuka efektownych gestów – rozwija się spokojnie, konsekwentnie i z dużą świadomością własnego języka.

Sztuka żyje w komercyjnych galeriach
Sierpień to dla wielu galerii czas wakacyjnej przerwy. Część z nich zamyka się na kilka tygodni, by we wrześniu wrócić z nowym sezonem i najmocniejszymi wystawami roku. Przed wizytą warto więc sprawdzić aktualne godziny otwarcia. Nawet w środku sezonu ogórkowego nie zabraknie jednak interesujących propozycji.
To właśnie galerie komercyjne pozostają miejscem, w którym najszybciej można obserwować, czym żyje współczesna sztuka. Uważnie śledzą nowe zjawiska, podejmują ryzyko i prezentują twórców o wyrazistych postawach – niezależnie od wieku czy etapu kariery. Czasem odkryciem okazuje się młody artysta stawiający pierwsze kroki, innym razem twórczyni, której dorobek dopiero po latach trafia do szerszej publiczności.
Ich kameralna skala, dostępność i bliski kontakt z dziełami sprawiają, że galerie są idealnym celem letnich spacerów po mieście. A do najciekawszych wystaw – zarówno z Polski, jak i z zagranicy – będę wracać na łamach tego cyklu co miesiąc.
Główne wnioski
- Najciekawsze wystawy galerii komercyjnych odbywają się nie tylko w Warszawie – równie interesujące programy tworzą galerie w Krakowie i Wrocławiu.
- Galerie komercyjne często jako pierwsze pokazują artystów, którzy w kolejnych latach stają się ważnymi postaciami współczesnej sceny artystycznej, ale także przywracają uwagę twórcom i twórczyniom niedocenionym za życia.
- Lato to dobry moment, by zwolnić tempo i zajrzeć do galerii. Kameralne przestrzenie sprzyjają uważnemu oglądaniu, a nawet w wakacyjnym sezonie można znaleźć wystawy, które zostają z widzem na długo.