Wojenny sprawdzian. Spółki PZU i PKO BP walczą o większe wpływy w Ukrainie
„Wojna nie zwalnia z celów” — deklarują szefowie ukraińskich biznesów PZU i PKO BP. Obaj walczą o udziały w rynku: gdy pierwszy dopina przejęcie MetLife i wchodzi w nowe nisze, drugi zdobywa kolejne gwarancje i przyznaje, że pozycja KredoBanku nie zaspokaja ambicji grupy. Szans upatruje w prywatyzacji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wygląda codzienne funkcjonowanie instytucji finansowych w warunkach wojennych.
- Gdzie PZU Ukraina upatruje wzrostu udziałów rynkowych mimo trwającego konfliktu.
- Jak grupa PKO BP mogłaby wykorzystać wielki program prywatyzacji banków.
Jak wycenić stopę zwrotu z kapitału na rynku, gdzie jedyną stałą jest niepewność? Jak szacować ryzyko, gdy zmienną w modelu staje się trajektoria rakiety? Przed tak ekstremalnym testem europejski sektor finansowy nie stał od dawna. PZU Ukraina i Kredobank z grupy PKO BP porzuciły jednak defensywę, by walczyć o rentowność wyniku i udziały w rynku. Rozmawiamy z szefami obu spółek o wojennej rzeczywistości, apetycie na ryzyko i planach na kolejne miesiące.
Biznes działa, samochody jeżdżą, firmy się ubezpieczają
– Zacznijmy od tego, że w Ukrainie wszystko działa. Ludzie prowadzą biznesy, samochody jeżdżą, a bankomaty wypłacają pieniądze. Ubezpieczenia OC pojazdów pozostaje obowiązkowe, a korporacje wciąż ubezpieczają swoje majątki. Gdy jest alarm to po prostu zamykamy oddziały i schodzimy do schronów, ale kraj funkcjonuje – opowiada Maciej Szyszko, prezes PZU Ukraina.
Menedżer pracujący poza granicami Polski od 2006 r. podkreśla, że Ukraina stała się bardzo cyfrowym krajem, w czym udział miała pandemia COVID-19. Najlepszym przykładem jest duża popularność aplikacji Diia, ukraińskiego odpowiednika mObywatela. Korzysta z niej 23 mln użytkowników. Większość spraw załatwia się przez internet.
Rosnąca cyfryzacja społeczeństwa przekłada się też na biznes ubezpieczeniowy. Nawet, gdy potrzebny jest wydruk Zielonej Karty (potwierdzenie posiadania ubezpieczenia OC w swoim kraju, potrzebne by wyjechać za granicę), klienci załatwiają wszystko online, a do biura udają się tylko po odbiór przygotowanego dokumentu. Widok kolejek w biurze PZU dawno odszedł w niepamięć.
– Zmieniło się jeszcze to, że nie ma właściwie kradzieży samochodów. Ostatnie zgłoszenie zaobserwowaliśmy w PZU kilka dni po rosyjskim ataku. Ruch na drogach? Wrócił do dawnych poziomów, i to pomimo wzrostu cen paliw – tłumaczy nasz rozmówca.
Chwilę później dodaje jednak, że z drugiej strony Ukraina, która sąsiaduje z Polską, jest teraz dalej niż kiedykolwiek. Przez wojnę podróż z Kijowa trwa dziś dłużej niż lot z Warszawy do Los Angeles. O ile w ogóle uda się w ogóle złapać bilet na pociąg. Obowiązuje też godzina policyjna. Od północy do piątej rano miasto zamiera, co potęguje poczucie odcięcia od reszty świata.
PZU zwiększa udziały i przejmuje „życiowego" rywala
Największy polski ubezpieczyciel, PZU, działa w Ukrainie od 2005 r. Przejął wtedy udziały w istniejącej od 1993 r. grupie Skide-West. Składały się na nią towarzystwo ubezpieczeń majątkowych, życiowych oraz spółka assistance.
Firma latami była w drugiej dziesiątce graczy majątkowych. Startując początkowo z pozycji 16 stopniowo awansowała i według prezentacji PZU za I kwartał 2026 r. była tam dziesiątym graczem. W międzyczasie na rynku doszło do sporych przetasowań. Wiele spółek straciło licencję, inne się połączyły i z 360 podmiotów w 2005 r. na rynku pozostało niewiele ponad 60 graczy. Nadal jest ich jednak więcej niż w Polsce, choć pod względem składki przypisanej brutto rynek nad Wisłą jest prawie 20 razy większy niż na wschodzie.
Wyniki ukraińskiego biznesu PZU są obiecujące. Składka przypisana brutto spółki majątkowej w I kwartale 2026 r. wyniosła 73 mln zł, o 38 proc. więcej niż przed rokiem. W przypadku spółki życiowej było to 9 mln zł, o 10 proc. mniej rok do roku. To spora dysproporcja, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że życiowa spółka PZU Ukraina jest nie dziesiątym, ale czwartym graczem na rynku. Sytuacja niebawem się jednak zmieni. Stanie się to za sprawą przejęcia MetLife Ukraina, lidera rynku życiowego. Powinna być ona sfinalizowana w drugiej połowie tego roku.
– W ubezpieczeniach życiowych latami istniał wyraźny lider rynku, z 50 proc. udziałów. Skupiał się na tworzeniu indywidualnych produktów, podczas gdy my jako pierwsi wprowadzaliśmy w Ukrainie znany z Polski model ubezpieczeń grupowych. Oba podmioty dobrze się zatem uzupełniają – tłumaczy ten biznesowy ruch Maciej Szyszko.
Ubezpieczyciel znalazł już kolejne nisze rynkowe
Powtórzenie tej strategii w ubezpieczeniach majątkowych byłoby trudne. Powód? Nie ma tu wyraźnych liderów, bo udziały rynkowe rozkładają się na dużą liczbę podmiotów. Mimo tego nasz rozmówca liczy, że do końca roku wskoczy nawet na siódmą pozycję pod względem składki.
– Wojna nie zwalnia nas z tego, by być aktywnymi sprzedażowo i reklamowo. Nie obwieszamy wprawdzie Kijowa billboardami, ale jesteśmy aktywni w kanałach elektronicznych. Klienci nie przyjdą do nas sami z siebie. Wybiorą te firmy, które będą miały okazję ich do siebie przekonać – zaznacza Maciej Szyszko.
Firma chce zmienić akcenty sprzedażowe. Po latach konkurowania głównie w obowiązkowym OC pojazdów mechanicznych (OC ppm) i Zielonej Karcie, teraz postawi na dobrowolne ubezpieczenia komunikacyjne AC, zdrowotne i korporacyjne. W tym pierwszym obszarze pomoże mocniejsze wejście w segment nowych samochodów.
Celuje w zwiększenie udziałów u brokerów i dilerów
– W Ukrainie sprzedaje się 6-8 tys. nowych aut miesięcznie, a spora część jest kredytowana, czyli wymaga ubezpieczenia w zakresie AC. W 2025 r. mieliśmy 1-procentowy udział u dilerów aut, ale nie ma żadnego powodu, byśmy nie osiągnęli udziału 5 proc. U poszczególnych pośredników swoją ofertę ma czterech, pięciu graczy. Mamy więc szansę, by wejść na przynależne nam miejsce. Jesteśmy przecież czwartą najbardziej rozpoznawalną marką ubezpieczeniową w Ukrainie – tłumaczy Maciej Szyszko.
Co z ubezpieczeniami korporacyjnymi? Nasz rozmówca przyznaje, że nie uzależnia swoich planów od zakończenia wojny czy zawieszenia broni. Byłoby to myślenie życzeniowe. Pokój oczywiście otworzyłby zupełnie nowe możliwości, ale firma ma działać i rosnąć w realiach, które są, a nie tych, których się spodziewają jej menedżerowie.
– Myślimy raczej o ubezpieczaniu majątku firm i odbieraniu rynku konkurentom. W tym ma pomóc mocniejsze wejście we współpracę z brokerami, bo prace nad rozwojem sieci własnej już się zakończyły. Dzięki programowi reasekuracyjnemu grupy PZU możemy obecnie zaoferować jedną z największych pojemności ubezpieczeniowych w korporacyjnych ubezpieczeniach majątkowych – wyjaśnia menedżer.
Dodaje, że podobnie jak we wspomnianym wyżej segmencie nowych aut, nie widzi powodów, by nie sięgnąć po „rozsądne kilka procent" udziału w składce plasowanej przez brokerów.
PZU pozostaje ostrożne wobec stref blisko linii frontu
Nasz rozmówca wskazuje na pojawienie się rynku umów dodatkowych pokrywających ryzyka wojenne. Są one dołączane głównie do ubezpieczeń nieruchomości dla firm. Od 1 stycznia obowiązuje państwowy program częściowej rekompensaty składek z tego tytułu.
– Klienci zgłaszają sporo zapytań, ale polis sprzedaje się niewiele. Na razie ubezpieczyliśmy tak kilkaset obiektów. Od kilku miesięcy widzimy, że tematem zainteresowali się reasekuratorzy z Londynu. To z kolei pozwala na zaoferowanie wyższych sum ubezpieczenia. Sytuacja jest jednak na tyle zmienna, że dają ofertę ważną tylko 48 godzin – wyjaśnia nasz rozmówca.
Ubezpieczyciel jest ostrożny w sprzedaży polis w strefie czerwonej (do 50 km od linii frontu) i pomarańczowej (50-100 km). Co jednak ciekawe, prezes PZU Ukraina podkreśla, że problemem nie jest wcale częstość szkód. Większym wyzwaniem jest fakt, że nikt się nie podejmie, by pojechać na miejsce, by obejrzeć szkody i je wycenić. Przecież nie każda szkoda jest spowodowana uderzeniem drona, czy rakiety w obiekt i nie zawsze oznacza od razu szkodę całkowitą.
– Podchodzimy do sytuacji ostrożnie i indywidualnie. Najważniejsze jest dla nas to, czy jesteśmy w stanie zrealizować obietnicę pokrycia ubezpieczeniowego, którą dajemy klientom. To oznacza dostęp do przedmiotu ubezpieczenia i ewentualnej likwidacji szkód. Gdy nie jesteśmy, nie sprzedajemy polisy – zaznacza menedżer.
"Chętnie przyjmę do pracy kompetentnych ludzi"
Co ciekawe, w takich strefach nadal mieszczą się placówki ubezpieczyciela. Łącznie ma ich 65, w tym w Zaporożu, Charkowie i Odessie, które znajdują się blisko linii frontu. Maciej Szyszko zaznacza, że nie ma mowy o zamykaniu placówek i zwalnianiu pracowników, nawet biorąc pod uwagę potencjalne połączenie spółki życiowej z MetLife Ukraina.
– Nie będziemy zwalniać, bo nie znajdziemy nikogo nowego. Byłby to ruch kompletnie bez sensu. Czekam tylko, aż ktoś z konkurencji wdroży teraz plan „optymalizacji zatrudnienia". Chętnie przejmę od nich kompetentnych ludzi. Nie chodzi o sentymenty, ale po prostu o to, że potrzebujemy pracowników i możemy dać im dużo interesującej pracy – zaznacza nasz rozmówca.
PZU zmienia rynek polis i liczy na wzrosty całego rynku
Menedżer podkreśla, że PZU nie chce się ograniczać do roli instytucji zwiększającej po prostu udziały w rynku. Oczywiście Warszawa rozlicza go za rentowność, ale równie ważne jest budowa potencjału całej branży i jej zmienianie w taki sposób, aby zwiększać zaufanie konsumentów.
Maciej Szyszko, który pierwszy raz kierował PZU Ukraina w latach 2007–2017, przyznaje, że PZU na ukraińskim rynku przyczyniło się do wielu zmian. Poza wspomnianymi wyżej ubezpieczeniami grupowymi towarzystwo jako pierwsze wprowadziło Europrotokół, czyli europejskie oświadczenie o wypadku lub kolizji drogowej. Pozwala udokumentować zdarzenie, co przyspiesza likwidację szkody.
– Wyszliśmy z inicjatywą, gdy natknęliśmy się podczas podróży wspólnie z Tomaszem Tarkowskim [wiceprezesem PZU - red.] na kolizję w Kijowie. Zakorkowała centrum miasta na wiele godzin. Uczestnicy drobnego zdarzenia nie spisywali oświadczenia i czekali na policję. Po wielu dyskusjach z biurem motorowym Ukrainy w 2011 r. zaczął obowiązywać Europrotokół. Czekamy teraz na zapowiedziane tego lata wdrożenie odpowiednika mStłuczki w Diia – ujawnia menedżer.
Kolejną zmianą, do której się przyczynił, była bezpośrednia likwidacja szkód, działająca w Polsce od 2015 r., a w Ukrainie od 2016 w wersji dobrowolnej dla chętnych ubezpieczycieli. Od poprzedniego roku to już obowiązkowy rynkowy standard.
– Dziś w Ukrainie wielu ludzi nie wie nawet, że można ubezpieczyć życie. Zmiana nie dokona się sama. Agenci, brokerzy i ubezpieczyciele mają tu naprawdę jeszcze dużo pracy do wykonania – podsumowuje menedżer.
KredoBank liczy na wzrost pozycji w Ukrainie
Sporo do zrobienia w Ukrainie ma też KredoBank, na czele którego od marca 2025 r. stoi Jakub Karnowski, szef PKP w latach 2012-2015. Na wschodzie pracuje od 2018 r. Najpierw zasiadał w radzie nadzorczej tamtejszej poczty (Ukrposhta), a po trzech latach zasilił nadzór kolei (Ukrzaliznytsia).
KredoBank, inaczej niż PZU Ukraina, ma swoją siedzibę nie w Kijowie, ale we Lwowie. Został założony w 1990 r., a do grupy PKO BP trafił w 2004 r., kiedy to największy polski bank przejął 67 proc. akcji banku. Potem systematycznie je zwiększał, aż stał się jedynym akcjonariuszem.
Oba polskie biznesy mają wspólny mianownik: do dziś nie udało się zrealizować ambitnych wizji przedstawianych w trakcie i niedługo po przejęciu ukraińskich spółek. KredoBank jest dziś 14. bankiem w Ukrainie z aktywami 6,2 mld zł. Ma niemal 600 tys. klientów, 64 placówki i ponad 1,6 tys. pracowników. Pozycja rynkowa jest zatem o dziewięć oczek wyższa niż w momencie przejęcia. Rzecz w tym, że w 2007 r. PKO BP liczył, że w perspektywie pięciu lat zdobędzie piątą pozycję w sektorze i 10-proc. udziałów.
– Z punktu widzenia ambicji PKO BP, ale i ambicji samej Polski, nasza pozycja rynkowa nie odzwierciedla tego, co chcielibyśmy tu osiągnąć. Potrzebne jest zwiększenie obecności w Ukrainie, a technicznie najlepiej byłoby to zrobić poprzez przejęcie któregoś z prywatyzowanych banków – zaznacza Jakub Karnowski.
Szansą może być duży program prywatyzacji banków
Prywatyzacji się nie boi. Ponad dekadę temu sam odpowiadał za ostatnią taką operację w Polsce. Chodzi o sprzedaż PKP Energetyka na 2015 r. W Ukrainie państwo prowadzi właśnie duży program prywatyzacji, wymuszony przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Na sprzedaż wystawione są Ukrgazbank oraz Sense Bank, oba znacjonalizowane podmioty, które plasują się w TOP10 największych banków w kraju. Plany są jednak szersze i mają objąć też największe podmioty, jak Privatbank i Oszczadbank.
– Warszawa rozlicza mnie z tego, jaką mamy skalę na rynku ukraińskim i jak długoterminowo budujemy swoją pozycję. Z tego punktu widzenia na pewno chcielibyśmy funkcjonować w większej skali niż obecnie. Przejęcia są opcją, ale kluczowe są warunki cenowe. Jeśli chce się wejść do pierwszej piątki graczy w Ukrainie, nie da się tego szybko zrobić, rosnąc wyłącznie organicznie – komentuje nasz rozmówca.
Sytuację wspiera fakt, że myśląc o ekspansji zagranicznej, PKO BP nie ma zbyt wielu kierunków do wyboru. Kierunek wschodni (Białoruś, Rosja) jest niemożliwy ze względu na wrogą politykę obu państw, zaś na zachodzie Europy starania UniCreditu o Commerzbank udowadniają, jak trudno przejmować duże podmioty przez zagranicznych graczy. Ukraina to zatem perspektywiczny rynek.
– Oczywiście istnieje duże ryzyko geopolityczne, ale jest to odzwierciedlone w cenie sprzedawanych banków. Są gracze, jak Credit Agricole, którzy podejmują to wyzwanie. Francuzi przejęli niedawno Lviv Bank, umacniając swoją pozycję. Pamiętajmy, że mówimy o kraju, który w sytuacji pokoju może czekać największy proces inwestycyjny od końca drugiej wojny światowej – podkreśla menedżer.
Na razie skupia się na gwarancjach na ryzyko kredytowe
KredoBank nie czeka na przejęcia i pokój. Już teraz stara się budować organicznie swoją skalę. Aby sprostać potrzebom finansowym firm, menedżer podpisał w czerwcu gwarancje kredytowe na 100 mln euro. Udzielił ich Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR). Wcześniej zawarł je m.in. z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI), BGK oraz amerykańską DFC. Podmioty te biorą zwykle na siebie 50-80 proc. ryzyka spłaty kredytu.
– Dzięki temu możemy finansować firmy działające w trudnych warunkach, głównie w strefie przyfrontowej. To tam te gwarancje są najbardziej potrzebne. Jednocześnie jest to dość dobry biznes dla banków udzielających nam gwarancji. Ryzyko braku spłaty jest sporo niższe niż w teoretycznie bezpieczniejszych krajach, gdzie nie toczy się wojna. Nasz odsetek niespłacanych na czas kredytów dla firm sięga raptem 2-3 proc. – mówi Jakub Karnowski.
Łączna wartość zawartych umów kredytowych od początku wojny przekroczyła 367 mln euro. Blisko 38 proc. całego finansowania, niemal 140 mln euro, otrzymały przedsiębiorstwa z czerwonych i pomarańczowych stref. Wsparcie trafiło łącznie do 773 firm.
KredoBank stopniowo zwiększa akcję kredytową
Gwarancje są jednym z kluczowych czynników napędzających akcję kredytową. W pierwszym półroczu wartość kredytów i pożyczek w KredoBanku wzrosła o 10,3 proc., do 1,6 mld zł. Poza finansowaniem firm, Na rynku widać też rosnący popyt na kredyty hipoteczne. Skończył się wprawdzie rządowy program do kredytów (5-7-9), ale sprzedaż i tak zaczyna odbijać.
– W bezpieczniejszych lokalizacja rynek mieszkaniowy zaczyna się budzić. Nasz członek zarządu dostał właśnie 25-proc. wzrost czynszu, co dobrze odzwierciedla ten trend. Jednocześnie odbija popyt na samochody, więc staramy się nawiązywać partnerstwa z dealerami – podkreśla menedżer.
Co z kredytami gotówkowymi? W czasach wojny takie kredytowanie jest bardziej ryzykowne. To produkty niezabezpieczone, cechujące się większym ryzykiem nawet w czasach pokoju. Dlatego KredoBank podchodzi do takiego finansowania z rezerwą, koncentrując się na obecnych klientach banku. W ich przypadku dobrze zna już przecież sytuację finansową.
„Przedsiębiorcy nadal inwestują, rozwijają eksport"
Około 90 proc. akcji kredytowej stanowi finansowanie dla firm. Portfel KredoBanku odzwierciedla strukturę ukraińskiej gospodarki. Są tu m.in. kredyty dla branży budowlanej, agro, rolnej i IT. Przedsiębiorcy nadal inwestują, modernizują produkcję, rozwijają eksport i tworzą miejsca pracy. Dzieje się to nawet w regionach o podwyższonym poziomie ryzyka.
Menedżer podkreśla, że z makroekonomicznego punktu widzenia ma to istotne znaczenie. W warunkach wojny gospodarka traci stabilność nie tylko wskutek zniszczeń infrastruktury, lecz także z powodu ograniczonego dostępu do finansowania. Gdyby banki całkowicie wycofały się z finansowania działalności gospodarczej na obszarach o podwyższonym ryzyku, prowadziłoby to do dalszego osłabienia aktywności gospodarczej w tych regionach. Dlatego europejskie mechanizmy gwarancyjne odgrywają dziś kluczową rolę w utrzymaniu stabilności gospodarczej.
Bank konkuruje prostą ofertą, cyfryzacją i rodowodem
Bank buduje przewagę konkurencyjną wokół długoterminowych relacji, prostej oferty i dopasowaniu jej do potrzeb klientów. Nie można abstrahować też od jego głównego akcjonariusza, czyli PKO BP i faktu, że dzięki temu obsługuje trzy czwarte polskich firm działających w Ukrainie.
I to właśnie w segmencie firm ma największe sukcesy. W pierwszym półroczu otworzyła rachunki dla 1340 nowych podmiotów prawnych. W odpowiedzi na potrzeby klientów firmowych Kredobank rok temu uruchomił Business Portal – usługę umożliwiającą im całkowicie zdalne otwieranie rachunków bieżących. Kolejne rozwiązanie? Serwis do zdalnych oględzin mienia stanowiącego zabezpieczenie. Pozwala na rejestrację zdjęciową online przy użyciu smartfona lub tabletu. To pierwsze tego typu rozwiązanie wdrożone przez bank na rynku ukraińskim.
A co z rozszerzaniem oferty, np. o produkty inwestycyjne? Jakub Karnowski mówi wprost: nie rozbudowujemy jej nadmiernie, bo na to przyjdzie czas po zakończeniu wojny.
– Trudno np. mieć ofertę maklerską i TFI w kraju, w którym nie funkcjonuje giełda. To opcja, nad którą będziemy musieli się pochylić w przyszłości. Przyglądamy się za to sztucznej inteligencji i możliwościom, jakie daje. Uczymy się, jak mądrze ją wykorzystać – ujawnia nasz rozmówca.
„Podczas wojny nie ma mowy o żadnych zwolnieniach"
Mija właśnie rok od przedstawienia trzyletniej strategii KredoBanku. Nie ma tu mowy o agresywnym wzrośnie, ale raczej o stabilnym i bezpiecznym funkcjonowaniu w niepewnych czasach. W dokumencie czytamy, że bank pozostanie uniwersalnym graczem, ale najmocniej chce się skupić na obsłudze firm, bo to one mają kluczowy wkład w odbudowę ukraińskiej gospodarki.
Bank chwali się relatywnie wysokimi zyskami sięgającymi 136,5 mln zł w 2025 r. i rentownością kapitału na poziomie polskiego właściciela sięgającą 20,6 proc. To, co negatywnie się wyróżnia, to relacja kosztów do dochodów (C/I). Powód? Głównie wynagrodzenia pracowników. Bank jasno zadeklarował, że podczas wojny nie ma mowy o żadnych zwolnieniach. Traktuje zachowanie miejsc pracy i stabilność zatrudnienia jako przejaw odpowiedzialności wobec pracowników i ich rodzin.
– Ukraina walczy o przetrwanie, a system finansowy jest ważną częścią systemu obrony, która pozwala finansować budżet kraju. To też znaczy, że poważnie podchodzimy do naszych pracowników. Przecież ich bliscy i rodziny walczą o ten kraj – zaznacza nasz rozmówca.
Przyznaje, że w ostatnich tygodniach nasiliły się ataki w Kijowie. Sześciu pracowników KredoBanku ucierpiało w ich skutek, a jeden z pracowników stracił miejsce do mieszkania. Bank pomógł w wynajęciu mieszkania, zaświadczył, kim jest ta osoba, bo nie posiadała przy sobie żadnych dokumentów. Takie historie nie są wyjątkiem.
Wojna uczy, żeby spodziewać się niespodziewanego
Jednym z najbliższych wyzwań jest przygotowanie banku na nadchodzącą zimę. Od grudnia 2022 r. w Ukrainie działa system Power Banking, który oplata sieć oddziałów bankowych. Chodzi o to, by mogły one świadczyć usługi nawet podczas długotrwałej przerwy w dostawie prądu. Oddziały te mają alternatywne źródła energii, zapasowe kanały łączności i dzięki temu mogą stale zapewniać dostęp do gotówki i usług bankowych.
– Tegoroczna zima może być gorsza niż ta ubiegłoroczna. Wiele infrastruktury zostało zniszczone i nie ma mowy, by odbudować w pełni utracone moce w ciągu kilka miesięcy – wskazuje szef KredoBanku.
Dodaje, że działalność w Ukrainie w trakcie wojny nauczyła go szybkiego podejmowania decyzji, ale też tego, że brak decyzji też ma swoje konsekwencje. Jednocześnie przekonał się, że w obecnej sytuacji snucie wizji opartych na intuicji nie ma sensu.
– Wiem, że trzeba spodziewać się niespodziewanego. Już cztery lata temu na SGH przygotowywaliśmy plany odbudowy Ukrainy, myśląc, że nadchodzi koniec wojny. Wszystko jednak na koniec zależy od decyzji nieracjonalnego człowieka. Nie łudzę się, że istniejący w Rosji system doprowadzi do powołania zdolnego młodego polityka, który zmieni ten kraj. Prezydent Władimir Putin to po prostu produkt tego systemu, a nie jego źródło – przekonuje menedżer.
Polska może mieć spory wkład w odbudowę Ukrainy
Ukraińskie banki nie tylko wspierają gospodarkę finansowaniem, ale też, że robią to poprzez podatki. Sektor dwukrotnie zapłacił już 50-procentowy podatek CIT, w 2025 r. stawka spadła do 25 proc., ale w 2026 r. znów wzrosła. Cały czas obowiązują też ograniczenia w wypłacie dywidendy. Zdaniem Karnowskiego, w czasach wojny takie działania są całkowicie zrozumiałe.
– System bankowy jest istotną częścią gospodarki, która podtrzymuje funkcje państwa. Jest dużym źródłem wpływów podatkowych, zapewnia finansowanie firm oraz pomaga utrzymać stabilność ekonomiczną kraju – zaznacza menedżer.
Liczy, że KredoBank i polskie firmy będą miały duży wkład w odbudowę Ukrainy. Przypomina, że jako kraj mamy własne doświadczenia transformacyjne, które mogłyby pomóc Ukrainie wyjść na prostą, gdy nastanie już pokój.
– Ale jesteśmy przede wszystkim bankiem ukraińskim i to Ukraina ma skorzystać na tych działaniach. Nikt tu nie czeka z czerwonym dywanem. Biznes już tu jest. Nie jest tak, że wystarczy tu zaoferować cokolwiek i znajdzie się na to popyt. Ostatecznie to tylko od nas zależy, jaki będziemy mieć udział w odbudowie tego kraju – podkreśla Jakub Karnowski.
Czy to najbardziej ekstremalny projekt w jego karierze? Nie. Jak twierdzi, gorzej było w PKP.
– Nie ma tu chociaż upolitycznionych związków zawodowych. Mimo wojny system rynkowy i tutejszy biznes pozostają racjonalne – podsumowuje menedżer.
Główne wnioski
- Pragmatyzm zamiast paraliżu. Mimo ostrzałów, blackoutów i ograniczeń logistycznych ukraińska gospodarka i sektor finansowy sprawnie działają. Zamiast cięć priorytetem menedżerów stało się utrzymanie pracowników, elastyczne zarządzanie ryzykiem i wykorzystanie błyskawicznej cyfryzacji (m.in. aplikacji Diia).
- Ekspansja i nowa struktura PZU Ukraina. Spółka rośnie w majątku i szykuje skok w ubezpieczeniach życiowych dzięki przejęciu MetLife Ukraina. Odchodzi od konkurowania prostym OC na rzecz bardziej rentownych polis dobrowolnych (AC, zdrowie) i biznesu korporacyjnego, wykorzystując pojemność reasekuracyjną Grupy PZU.
- M&A i gwarancje kluczem dla KredoBanku. Lwowski bank z grupy PKO BP bezpiecznie finansuje firmy w strefach ryzyka dzięki gwarancjom EBOR, EBI czy DFC (NPL na poziomie zaledwie 2–3 proc.). Prezes Jakub Karnowski podkreśla jednak, że wejście do TOP5 sektora wymaga udziału w prywatyzacji i przejęcia państwowego podmiotu.