Kategorie artykułu: Kultura Społeczeństwo

Wielka sztuka. Jak rzeźba wraca do naszej wyobraźni

Rzeźba coraz śmielej wychodzi poza galerie i muzea. Wraca do natury i przestrzeni publicznej, a wraz z nią zmienia się sposób, w jaki odbiorcy myślą o sztuce.

Przestrzeń wystawy, dzięki uprzejmości Centrum Rzeźby Polskiej. Fot. HAWA

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego wielkoformatowa rzeźba ponownie przyciąga uwagę artystów, instytucji i kolekcjonerów.
  2. Jak festiwale, parki rzeźby i przestrzeń publiczna zmieniają sposób obcowania ze sztuką.
  3. Co rekordowa sprzedaż „Bambini” Magdaleny Abakanowicz mówi o współczesnym rynku sztuki.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Większość z nas nauczono patrzeć na sztukę przez pryzmat obrazu. Tak wyglądały szkolne reprodukcje, muzealne sale i pierwsze galerie, do których trafialiśmy. Nic więc dziwnego, że gdy decydujemy się na zakup pierwszego dzieła, niemal odruchowo myślimy o malarstwie.

Rzeźba wydaje się bardziej wymagająca. Potrzebuje przestrzeni i budzi pytania o sposób ekspozycji, a czasem również o budżet. Takie przekonanie sprawia jednak, że wiele osób kolekcjonujących sztukę pomija medium oferujące zupełnie inny sposób obcowania z dziełem. Dziś rzeźba coraz wyraźniej wraca do centrum zainteresowania artystów, instytucji i rynku.

Młodzi przed rynkowym sukcesem?

Tegoroczne Triennale Młodych w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku przypomina, że jest ona jednym z najciekawszych obszarów współczesnej sztuki – zarówno pod względem artystycznym, jak i kolekcjonerskim.

W tekście kuratorskim można dostrzec charakterystyczne dla najmłodszego pokolenia przekonanie, że płynność mediów jest zjawiskiem nowym. Historia sztuki pokazuje jednak raczej ruch wahadłowy. Artyści wielokrotnie swobodnie przechodzili między rzeźbą, malarstwem, scenografią a architekturą. Dopiero późniejsze modele kształcenia zaczęły wymuszać coraz wyraźniejsze specjalizacje. Dzisiejszy powrót do interdyscyplinarności wydaje się więc nie tyle rewolucją, ile odzyskiwaniem dawnej swobody twórczej.

Wydarzenie w Orońsku jest częścią projektu o ponad trzydziestoletniej historii. Jego korzenie sięgają organizowanych od początku lat 90. spotkań młodych artystów i krytyków sztuki, z których wyrosły kolejne wystawy pokoleniowe. Z dzisiejszej perspektywy szczególnie interesujące jest to, że wśród ich uczestników znaleźli się twórcy, którzy kilka lat później stali się jednymi z najważniejszych postaci polskiej sztuki współczesnej – od Joanny Rajkowskiej, Katarzyny Górnej i Jarosława Kozakiewicza po Rafała Bujnowskiego, Oskara Dawickiego i Dominika Lejmana.

Triennale nie pozostaje więc jedynie przeglądem aktualnych postaw artystycznych. Jest także szansą, by obserwować nazwiska mogące w przyszłości odegrać istotną rolę zarówno w historii sztuki, jak i na rynku sztuki. Doświadczenia poprzednich edycji pokazują, że tego rodzaju wystawy należą do nielicznych miejsc, w których można zobaczyć artystów jeszcze przed osiągnięciem przez nich komercyjnego sukcesu.

Przestrzeń wystawy, dzięki uprzejmości Centrum Rzeźby Polskiej. Fot. HAWA

Rzeźba w przestrzeni

Choć Triennale jest przeglądem najmłodszych postaw artystycznych, uwagę zwraca przede wszystkim samo medium. Rzeźba wciąż pozostaje w cieniu malarstwa, mimo że oferuje zupełnie inny sposób obcowania ze sztuką. Wymaga zmiany perspektywy i większej uważności. Odbiera się ją nie tylko wzrokiem, lecz także innymi zmysłami. Obserwując rzeźbę, widzimy, jak zmienia się wraz ze światłem i jak wchodzi w relację z architekturą.

Rzeźba wciąż pozostaje w cieniu malarstwa, mimo że oferuje zupełnie inny sposób obcowania ze sztuką. Odbiera się ją nie tylko wzrokiem, lecz także innymi zmysłami. Obserwując rzeźbę, widzimy, jak zmienia się wraz ze światłem i jak wchodzi w relację z architekturą.

W tym sensie nie tyle wypełnia przestrzeń, ile staje się jej integralnym elementem. Naturalnie wchodzi w dialog z otoczeniem i może stać się częścią codziennego doświadczenia, zwłaszcza gdy znajduje się w przestrzeni publicznej.

Przez wieki rzeźba funkcjonowała przede wszystkim poza prywatnymi wnętrzami – jako dekoracja, upamiętnienie, symbol chwały i władzy. Spotykamy ją na placach, w parkach i przy budynkach użyteczności publicznej. Tu pojawia się jednak paradoks. Medium, z którym mamy bardzo częsty, choć nie zawsze świadomy kontakt, wciąż stosunkowo rzadko trafia do prywatnych kolekcji.

Warto przy tej okazji sięgnąć po książkę Tomasza SzymańskiegoUkryte na widoku”, poświęconą rzeźbie w przestrzeni publicznej. Autor przypomina, że spotykamy się z nią znacznie częściej, niż sądzimy – na osiedlach, w miejskich zaułkach, parkach, na elewacjach budynków i w ich wnętrzach.

Przywołuje historię Biennale Form Przestrzennych w Elblągu i Parku Rzeźby na Bródnie, ale przede wszystkim opisuje wiele realizacji z całej Polski. Także tych mniej znanych, takich jak „BiegaczkiHenryka Burzca w Mielcu czy „BocianyMichała Gałkiewicza w Łodzi. Książka może być również doskonałym przewodnikiem po Polsce na czas wakacyjnych wycieczek.

Tomasz Szymański pokazuje, że rzeźba od dawna jest integralną częścią naszego krajobrazu. Tym bardziej zaskakuje, że w prywatnych kolekcjach wciąż przegrywa z malarstwem.

Być może pora, aby te proporcje zaczęły się zmieniać.

Sztuka w wielkim formacie

Coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że rzeźba wraca do zbiorowej wyobraźni. Pojawia się nie tylko w muzeach i galeriach, lecz także w przestrzeniach, które jeszcze niedawno nie były bezpośrednio kojarzone ze sztuką.

Karolina Bielawska, „Taniec Zorzy", 2025 (dzięki uprzejmości artystki). Fot. Bartosz Zalewski

Dobrym przykładem jest zeszłoroczna edycja festiwalu muzycznego Zorza, którego inicjatorem jest Dawid Podsiadło. Młodzi artyści zostali zaproszeni do stworzenia nowych realizacji rzeźbiarskich. Dzięki tej inicjatywie powstały prace Karoliny Bielawskiej, Stacha Szumskiego i Julii Woronowicz. Sztuka przestała być jedynie dodatkiem do wydarzenia – stała się jego integralną częścią i osobnym doświadczeniem.

Zjawisko to wpisuje się w szerszy, międzynarodowy trend. Monumentalne realizacje od lat powstają z myślą o festiwalach, czego najbardziej spektakularnym przykładem jest amerykański Burning Man. Z kolei miejsca takie jak Storm King Art Center pod Nowym Jorkiem czy Château La Coste w Prowansji pokazują, jak rzeźba może współtworzyć krajobraz, prowadzić dialog z architekturą i naturą oraz stać się celem podróży samym w sobie.

Ogląda się ją podczas spaceru, między drzewami lub winnicami, a nie wyłącznie w neutralnej przestrzeni galerii.

Wymagająca realizacja

W Polsce podobne realizacje w prywatnych ogrodach i parkach wciąż należą do rzadkości. Choć coraz więcej kolekcjonerów myśli o sztuce w kontekście całej przestrzeni, a nie wyłącznie ścian, monumentalna rzeźba nadal pozostaje wyjątkiem.

Nie wynika to jednak wyłącznie z preferencji estetycznych. Rzeźba jest jednym z najbardziej wymagających mediów. W przeciwieństwie do obrazu, jej realizacja niemal zawsze wymaga współpracy z odlewniami, kamieniarzami, spawaczami lub wyspecjalizowanymi pracowniami. Dochodzą do tego koszty materiałów, transportu i montażu, a w przypadku dużych realizacji również kwestie konstrukcyjne.

Nic dziwnego, że wielu artystów odkłada najbardziej ambitne projekty do momentu, w którym pojawi się zamówienie publiczne lub prywatny mecenas gotowy sfinansować ich realizację.

Dlatego tak istotną rolę odgrywają dziś realizacje tworzone z myślą o konkretnym miejscu, czyli „commissions”. Dają artystom możliwość wykonania prac, których często nie mogliby zrealizować samodzielnie. A kolekcjonerom – uczestniczenia w procesie powstawania dzieła od pierwszej koncepcji aż po jego instalację.

Tego rodzaju projekty wymagają jednak połączenia wielu kompetencji: znajomości praktyki artystycznej, technologii wykonania i logistyki, a także sprawnego dialogu między artystą, kolekcjonerem i architektem.

Być może największą siłą rzeźby jest to, że nigdy nie istnieje w oderwaniu od miejsca. Zawsze współtworzy przestrzeń i zmienia sposób, w jaki ją doświadczamy.

Sztuka za miliony

Także rynek sztuki zdaje się dostrzegać tę zmianę. Podczas czerwcowej aukcji Polswiss Art instalacja „BambiniMagdaleny Abakanowicz osiągnęła cenę 13,4 mln zł, a wraz z opłatami aukcyjnymi – ponad 16 mln zł. Ustanowiła tym samym nowy rekord dla dzieła sprzedanego na polskim rynku sztuki.

To znamienne, że rekord należy właśnie do rzeźby.

„Bambini” nie jest jednak dziełem, które imponuje wyłącznie skalą. Osiemdziesiąt trzy pozbawione głów dziecięce postaci, wykonane z betonu, tworzą niepokojącą wspólnotę, której widz staje się integralną częścią. Rzeźba nie kończy się na swojej materialnej formie, lecz uruchamia relacje z otoczeniem oraz obecnością odbiorcy.

Instalacja „Bambini” Magdaleny Abakanowicz. Fot. Dom Aukcyjny Polswiss Art

Szczególnie wyraźnie widać to, gdy instalacja jest prezentowana wśród zieleni. Natura, tak ważna w twórczości Magdaleny Abakanowicz, nie stanowi dla niej tła, lecz staje się częścią dzieła.

Jeśli więc rzeźba ponownie przyciąga dziś uwagę kolekcjonerów i rynku, dzieje się tak nie tylko dlatego, że osiąga rekordowe ceny. Jej największą siłą pozostaje coś znacznie trudniejszego do zmierzenia – zdolność budowania doświadczenia odbieranego wieloma zmysłami, intuicyjnie i podświadomie, jeszcze zanim uda się je ubrać w słowa.

Główne wnioski

  1. Rzeźba coraz wyraźniej wraca do przestrzeni publicznej. Staje się integralną częścią krajobrazu, architektury i wydarzeń kulturalnych, wykraczając poza galerie i muzea.
  2. Wielkoformatowe realizacje wymagają mecenatu oraz współpracy wielu specjalistów. Ich powstawanie jest możliwe dzięki zaangażowaniu kolekcjonerów, instytucji i zespołów koordynujących cały proces – od koncepcji po montaż.
  3. Rzeźba ponownie zajmuje ważne miejsce w zbiorowej wyobraźni. Widać to zarówno w działaniach instytucji i festiwali, jak i w rosnącym zainteresowaniu kolekcjonerów oraz rekordach aukcyjnych.