Lubisz piwne pamiątki? Oto 7 sposobów, jak możesz na tym zarobić
Choć rodzima produkcja piwa zauważalnie się skurczyła, a młodzi coraz chętniej balują na trzeźwo, rynek kolekcjonerski kwitnie. Przedmioty związane z dawnym browarnictwem notują coraz wyższe wartości. Przypominają przy okazji o długich, słodko-gorzkich losach piwowarskich fortun.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie ceny osiągać mogą butelki z browarów w Żywcu czy Okocimiu i jakie rodzaje naczyń na piwo poszukiwane są na rynku kolekcjonerskim.
- Jakie - niekiedy zaskakujące - przedmioty budzą zainteresowanie birofilów, czyli pasjonatów historycznego browarnictwa.
- Dlaczego nieistniejąca już piwowarska spółka Haberbusch i Schiele okazała się niezwykle ważna dla mieszkańców Warszawy.
Ubiegłoroczny spadek produkcji piwa szacuje się na świecie na 1,4 mld litrów. Jak komunikuje BarthHaas, wiodący dostawca chmielu, na tle państw europejskich najgłębszą korektę odnotowano w Niemczech - kolebce Oktoberfest - i Polsce. Rynek kolekcjonerski natomiast specjalnie się na te tendencje nie ogląda. Dziedzina określana fachowo birofilią nie zasadza się bowiem na przystawianiu do ust kolejnych ciężkich od piwa kufli! Kolekcjonerzy z tego segmentu budują przeważnie zbiory pamiątek dawnego polskiego browarnictwa - od zabytkowych naczyń przez tekturowe szyldy reklamowe po fabryczne pocztówki.
Śladowe ilości rodowych majątków
Jak się okazuje, losy najsłynniejszych szlacheckich marek piwowarskich pełne bywały zwrotów akcji. Jednak przeważnie urywał je nieunikniony epizod powojennej nacjonalizacji. Chciałoby się nadmienić coś o wyczuwalnej goryczce, niemniej byłoby to zapewne zbyt błahe. Mowa w końcu o historiach sięgających XIX, a niekiedy nawet XVII wieku i osadzonych w dziejach potężnych arystokratycznych rodów i elit przemysłowych. Najdawniejsze browary najczęściej zakładano przecież w obrębie rozległych ziemskich majątków, podobnie jak cukrownie, młyny, tartaki czy fabryki fajansowych naczyń. Niektóre z nich upadły w czasie wojny, inne zostały gruntownie upaństwowione, a następnie włączone do struktur międzynarodowych. Wdzięczące się w supermarketowych lodówkach butelki nierzadko wciąż jednak wywodzą się z tych samych miejscowości, w których pierwsze spichlerze i słodownie zakładali przedwojenni inwestorzy. Ciekawe, czy ktoś wówczas pomyślałby, kończąc wieczorne piwo, że za sto lat inni licytować będą tę pustą butelkę… Właśnie, do jakiej kwoty? Ile kosztują birofilskie aktywa i od czego zacząć zbiory?

1. Butelki warte tysiące złotych
Przeglądając ubiegłoroczne notowania butelek z dawnych browarów i piwnych składów, odnaleźć można zarówno ceny rzędu kilkuset złotych, jak i czterocyfrowe kwoty. Wartość blisko 3,4 tys. zł osiągnęła np. datowana na lata 20. XX wieku butelka z huty siedleckiej. Co przesądziło o jej cenie? Napis, że pochodzi ona z browaru parowego Dojlidy, który w Białymstoku prowadził wówczas książę Jerzy Lubomirski. Co znaczące, pierwszy dojlidzki zakład piwowarski powstał jeszcze w XVIII wieku, a wybudował go Jan Klemens Branicki, hetman i jeden z najbardziej wpływowych przedstawicieli magnaterii polskiej. Choć z biegiem lat hale te przechodziły całe rundy najróżniejszych modernizacji, dziś Dojlidy opuszcza popularny „Żubr” - reklamowany, rzecz jasna, jako mieszkaniec puszczy.

2. Cenne szarobure kamionki
…czyli butelki, ale nie z ciemnego szkła, tylko z kamionki. Wytwarzane z lokalnych glin ceramiczne naczynia na piwo niewątpliwie stanowią dziś obiekty o kolekcjonerskiej wartości. W maju jedną z takich butelek sprzedano na aukcji w cenie blisko 1,8 tys. zł, głównie ze względu na pewien szeroko rozpoznawalny logotyp… Koziołek wspinający się do pokalu zwieńczonego pianką (pokal to fason szklanego naczynia bez ucha). Dookoła napis: J. Götz, Okocim. Ogromny piwowarski kompleks założony przez Jana Ewangelistę Götza w Okocimiu powstał w pierwszej połowie XIX wieku. Do wybuchu drugiej wojny światowej narosła wkoło niego gęsta osada fabryczna z własnym teatrem, kręgielnią i orkiestrą dętą. W latach 40. majątek upaństwowiono, a w latach 90. strategicznym inwestorem stała się Grupa Carlsberg z Danii. Chciałoby się powiedzieć, że to trochę nie po kolei, bo am browar Carlsberg jest od zakładu okocimskiego o jakieś dwa lata młodszy.

3. Reklama warta sztabkę złota
W marcu za stary szyld radomskiego browaru zapłacono na aukcji blisko 3,4 tys. zł, a w czerwcu niecałe 1,8 tys. zł kosztowała tekturowa wywieszka ukazująca piwo „Tyskie”. Przed dwoma laty międzywojenna reklama na szkle z hasłem „Książęce Tyskie Piwa” osiągnęła wartość 11,4 tys. zł. Jaką kryła opowieść? W latach 20. XX wieku popyt na piwo rósł znacząco, a tyska wytwórnia miała już blisko trzystuletnią tradycję. Choć początkowo mowa była bardziej o folwarku pszczyńskiego rodu Promniców, w 1825 r. sama Pszczyna stała się księstwem obejmującym naturalnie pobliskie Tychy. Wówczas zawiadujący nim hrabia von Hochberg (teść słynnej angielskiej ślicznotki Daisy von Pless!) przejął browar i rozpoczął w nim swoje ambitne inwestycje. Choć obecnie trudno to sobie wyobrazić, zanim wybudowano tzw. Drogę Żelazną, czyli kolej łączącą Warszawę i Wiedeń, ówczesnym „Tyskim” raczono się wyłącznie w pobliskich karczmach i na Zamku Pszczyńskim.

4. Termometr legendy warszawskiej…
Jednym z ciekawszych notowań minionego roku okazała się sprzedaż datowanego na międzywojnie ściennego termometru z szyldem „Haberbusch i Schiele”. Reklamowy gadżet kosztował ponad 3,8 tys. zł i przypominał losy nieistniejącej już spółki z zabudową przy ulicach Krochmalnej i Grzybowskiej. Założona w pierwszej połowie XIX wieku prężna wytwórnia zaopatrywała stolicę m. in. w piwo, likiery, napoje gazowane i wódki. Nieistniejący dziś browar jeszcze przed upaństwowieniem posłużył mieszkańcom w najtrudniejszych czasach. Z magazynowanego tam jęczmienia przyrządzano tzw. plujkę, jeden z symboli powstańczych walk. Była to zupa gotowana z jęczmienia rozdrobionego w młynku do kawy, co nadawać miało mu pozory kaszy. Po niecałych trzech dekadach, w latach 70. taśmy produkcyjne browaru opuszczało m. in. wzięte „Królewskie”, a także… pierwsza zabutelkowana w Polsce, oryginalna Coca-Cola. Pierwszego dnia stołeczny „Sezam” i „Supersam” sprzedawały zachodni rarytas na skrzynki, początkowo osiągając poziom blisko 6 tys. butelek na godzinę.

5. i 6. Do koperty i na ścianę
Znane ze starych litografii warszawskie browary stanowią również gratkę dla kolekcjonerów pocztowych kart. Datowane na pierwszą dekadę XX wieku pocztówki reklamowe z Browaru Parowego Władysława Kijoka czy ze wspomnianej już wytwórni Haberbuscha i Schielego wyceniane bywają nawet powyżej 5-8 tys. zł. Nieco przystępniejsze - choć też nie zawsze - mogą okazać się natomiast plakaty. W cenie 420 zł upolować można było w zeszłym roku np. wdzięczny plakat „Żywiec - Bier aus Polen” datowany na 1977 r. Kiedy powstawał, żywiecki browar liczył już ponad 120 lat!
Wytwórnię założono z inicjatywy Albrechta Fryderyka Habsburga, któremu podlegały właściwie wszystkie okolice Żywca, i już w XIX wieku osiągnęła skalę najprężniejszego galicyjskiego browaru. Sam Albrecht Fryderyk, jako majętny austriacki arcyksiążę, nie był natomiast stałym mieszkańcem fabrycznego osiedla w Żywcu. Zimy spędzał bowiem w jednej okazalszych rezydencji w samym sercu Wiednia. Tak się składa, że mowa o Pałacu Arcyksięcia Albrechta - gmachu, w którym działa obecnie przepiękne muzeum sztuki o nazwie Albertina.

7. Kufle, z których ani łyka!
Choć wskazanie kufli jako obiektów namiętności birofilskich wydaje się oczywiste, warto postawić sprawę jasno: nie wszystkie kufle piwne powstawały z myślą o piwie! Najcenniejsze naczynia tego typu - wyceniane nawet na kilkaset tysięcy złotych - oferowane są na polskim rynku głównie jako obiekty czysto dekoracyjne. Z kunsztownie zdobionych wyrobów złotniczych czy kufli fajansowych nie pito przeważnie w karczmie… Jeden z ciekawszych przykładów z rodzimych aukcji nada naszemu przeglądowi ponadto niespodziewany zwrot akcji. Warty ponad 5 tys. zł kufel pochodził z wyjątkowej manufaktury powstałej w zabudowaniach… dawnego browaru przynależącego do nieborowskiego pałacu.
Zamiast piwa - majolika? I to jakiej klasy! Założona przez Michała Piotra Radziwiłła wytwórnia charakterystycznie zdobionych, ceramicznych naczyń oraz piecowych kafli zyskała ogromne uznanie w Warszawie, a nawet Petersburgu. Choć powstała na początku lat 80. XIX wieku, już pod koniec następnej dekady zaprzestała pracy. Czyżby ręcznie dekorowane, wysoce wysmakowane naczynia nie miały potencjału na komercyjnym rynku? Popielnice do cygar w formie egzotycznych jaszczurów, suto malowane serwisy, orientalne naczynia na kadzidła… Szczęśliwie, książę nie mógł wówczas przewidzieć, jak w XXI wieku będzie się miał „Okocim” czy „Żywiec”, bo pewnie też postawiłby na piwo.
Główne wnioski
- Na polskim rynku aukcyjnym notowane są najróżniejsze pamiątki piwowarskie - od butelek szklanych i kamionkowych przez stare reklamowe szyldy po fajansowe kufle. Choć przeważnie ich wartości mieszczą się w przedziale kilku tysięcy złotych, rzadsze międzywojenne reklamy wyceniane mogą być powyżej 10 tys. zł.
- Wiele z popularnych obecnie piw - jak „Okocim”, „Tyskie”, „Żywiec” czy „Żubr” - produkowanych jest w tych samych miejscowościach, a nawet browarach, w których rozpoczynali swoje piwowarskie inwestycje najwięksi arystokraci regionu.
- Najstarsze rodzime browary zakładano nierzadko w majątkach dawnej szlachty, choć patrząc dziś na supermarketowe lodówki, mało kto łączy ich zawartość z rodem Lubomirskich, Hochbergów, a nawet Habsburgów. Inicjator budowy browaru w Żywcu, Albrecht Fryderyk Habsburg, był np. austriackim arcyksięciem, a jednym z jego adresów był słynny wiedeński gmach mieszczący dziś muzeum Albertina.