Polski fintech automatyzuje Europę. Teraz wraca na rodzimy rynek
Wysokie koszty pracy, starsze systemy IT na Zachodzie i nowe regulacje stworzyły idealne warunki dla polskiego fintechu. TransactionLink po udanym piwocie w stronę automatycznej weryfikacji klientów obsługuje setkę międzynarodowych instytucji. Wyzwaniem jest przekonanie do siebie zachowawczych banków z Polski.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego open banking okazał się pułapką dla fintechów?
- Co napędza popyt na automatyzację weryfikacji KYB/AML?
- Dlaczego automatyzacja na Zachodzie jest bardziej rentowna niż w Polsce?
Był wrzesień 2019 r. Europejskie banki udostępniły wtyczki API, a rynek zachłysnął się wizją otwartej bankowości (open banking). Mówiło się o rewolucji, która otworzy fintechom drogę do zabrania bankom klientów. Zamiast tego szybko okazało się, że samo pobieranie danych stało się darmowym towarem masowym, na którym trudno zbudować rentowny biznes. To wtedy twórcy TransactionLink zrozumieli, że trzeba jak najszybciej ewakuować się z tej rynkowej pułapki. Pomógł jeden z klientów, który pchnął firmę w zupełnie inną stronę.
TransactionLink zaczynał jako dostawca open bankingu
Pomysł na firmę pojawił się jesienią 2019 r., tuż po udostępnieniu bankowych wtyczek, wymuszonych unijną dyrektywą o usługach płatniczych (PSD2). Działalność operacyjna ruszyła w maju 2021 r. Założony przez Mateusza Pniewskiego – wcześniej project menegera w Visie i analityka w niemieckim fintechu N26 – podmiot został piątym w Polsce dostawcą świadczącym tzw. usługę dostępu do informacji z rachunku (AISP).
Model biznesowy był dość prosty – zaoferować firmom, szczególnie fintechom, dostęp do danych finansowych klientów z różnych banków. Dzięki temu mogłyby one budować nowe usługi. Chodziło przede wszystkim o agregacje rachunków w jednym miejscu, weryfikację dochodów klientów na potrzeby finansowania czy łatwiejsze zarządzanie budżetem domowym.
– Rynek szybko zauważył jednak, że trudno na tym zarabiać. Firmy nie dostrzegały wartości, którą dawały podmioty agregujące usługi wykorzystujące AIS [usługa dostępu do informacji z rachunku – red.], a to prowadziło do bazowania na niskich marżach. Część podmiotów zakończyła działalność, druga połowa się przebranżowiła. My też stanęliśmy przed wyborem, co z tym dalej robić – komentuje założyciel i dzisiejszy prezes TransactionLink.
Ostatecznie przeszedł w stronę weryfikacji klientów
Problem nie dotyczył tylko Polski, ale w zasadzie całej Europy. Przykład? Z usług w 2023 r. zrezygnował m.in. holenderski Yolt z grupy ING, brytyjski Bud Financial przebranżowił się w kierunku AI, a inny brytyjski gracz – Money Dashboard – wygasił usługę dla klientów detalicznych, skupiając się jedynie na ofercie dla firm. Podobną ofertę (B2B) ma dziś też polski Kontomatik. Nadal wykorzystuje usługę AIS i PIS, czyli inicjowania płatności w imieniu klientów.
W przypadku TransactionLink pomocną dłoń wyciągnął jeden z klientów. Fintech zmienił zatem w 2023 r. priorytety i poszedł w innym kierunku, niż pierwotnie zamierzał. Nie zrezygnował całkowicie z AIS, ale dziś świadczy tę usługę tylko w Polsce.
Firma wyspecjalizowała się w automatycznej weryfikacji klientów i ich monitorowaniu. Jej platforma regularnie sprawdza łącznie 150 rejestrów, szuka tam m.in. informacji o przedstawicielach firm, akcjonariuszach i beneficjentach rzeczywistych. Oznacza wszystkie zmiany i przedstawia je do weryfikacji analityka.
Zdaniem eksperta
Open banking nie wywołał rewolucji, ale rynek używa usług PSD2
Nie zapominajmy, że poprzeczka oczekiwań została zawieszona naprawdę wysoko, włącznie z zapowiedziami „rewolucji” w zakresie cyfrowych finansów. Choć rewolucja nie nadeszła, rynek na co dzień korzysta z open bankingu. Spośród dwóch usług – usługi inicjowania płatności (PIS) i usługi dostępu do informacji o rachunku (AIS) – bardziej popularna okazała się ta pierwsza. Znaczna część agentów rozliczeniowych zastąpiła dotychczasowe przelewy pay-by-link płatnościami inicjowanymi przez API PSD2. Usługa AIS wciąż jest za to chętnie wykorzystywana, m.in. w procesach oceny zdolności kredytowej czy w ramach podglądu rachunków z innego banku w bankowości elektronicznej.
Na horyzoncie warto oznaczyć jednak dwa projekty rozporządzeń, które mogą nadać nowe tempo otwartej bankowości. Pierwszy to PSR, który zmierza do usunięcia części barier i doprecyzowania kwestii spornych (m.in. w zakresie dostępu do imienia i nazwiska posiadacza rachunku) oraz udostępnienia użytkownikom panelu do zarządzania zgodami.
Drugie rozporządzenie to FIDA, która miała wprowadzić znacznie dalej idące zmiany, polegające na rozszerzeniu otwartej bankowości do otwartych finansów. Obowiązek wystawienia API i udostępniania danych klienta obejmować ma znacznie szerszy katalog instytucji finansowych, w tym zakłady ubezpieczeń i domy maklerskie. Ostateczny kształt przepisów może jednak dalece odbiegać od oczekiwań rynku, o ile w ogóle rozporządzenie zostanie przyjęte.
Otwarta bankowość jest z nami i pewnie długo pozostanie. Na rewolucję przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać.
Popyt podbijają zapisy o zapobieganiu praniu pieniędzy
Dzięki temu firmy mogą zautomatyzować proces, który często wykonywany jest ręcznie. Przynosi to oszczędność czasu i pieniędzy. Mateusz Pniewski podaje przykład: jeden z klientów fintechu, instytucja płatnicza robi w kilkanaście minut to, co wcześniej angażowało zespół compliance na wiele godzin przy każdym nowym kliencie biznesowym.
– Gdy firmy starają się pozyskać klienta, zbierają o nim szereg informacji, ale późniejszy monitoring jest równie ważny i też jest ogromnym wyzwaniem. Pomagamy zautomatyzować ten proces – wyjaśnia menedżer.
Popyt na usługę napędzają regulacje. To właśnie one wymagają dokładnej weryfikacji klientów głównie pod kątem prawdopodobieństwa prania pieniędzy (AML). Kolejny pakiet przepisów – rozporządzenie AMLR – wchodzi w życie już w 2027 r. Branże, które do tej pory tylko w ograniczonym stopniu budowały procesy weryfikacji (KYB od Know-Your-Business) mają niecały rok na wypracowanie nowych procedur. TransactionLink widzi tu dla siebie nisze.
Dziś firma obsługuje m.in. fintechy i firmy płatnicze
Dziś TransactionLink obsługuje ok. stu firm. Znajdziemy wśród nich m.in. grecki bank Viva działający w całej Europie, brytyjskiego dostawcę płatności w kryptowalutach BCB Group, czy holenderski podmiot płatniczy Klearly. Są też firmy znane z Polski, np. agenci rozliczeniowi Fiserv i Paytel oraz założony przez Polaka fintech Zen, który niedawno kupił ukraiński bank.
– Staliśmy się podmiotem międzynarodowym, działającym na 28 rynkach, czyli w niemal całej Unii Europejskiej, Szwajcarii i USA. Paradoksalnie łatwiej nam tu zdobywać rynki, niż przebić się w Polsce – przyznaje nasz rozmówca.
Centrala firmy mieści się w Wielkiej Brytanii. To z tego rynku pochodzi największa część przychodów TransactionLink, zaś całościowo zagranica to już większość wyniku fintechu.
Firma dynamicznie zwiększa przychody dzięki zagranicy
Mateusz Pniewski nie chce podawać szczegółowych danych finansowych, wskazuje jedynie, że im dalej na zachód Europy, tym łatwiej o wyższą rentowność biznesu. Powody są dwa. Automatyzacja konkuruje z człowiekiem, a im wyższe są jego wynagrodzenia, tym potencjalnie wyższe oszczędności może ona dać. Po drugie na zachodzie jest więcej banków, które są na rynku od dekad. Mają starsze systemy IT, a przez to i większy popyt na automatyzację.
– Rozwiązujemy problemy operacyjne dużym instytucjom, które mają przytłaczający wolumen. Celujemy zatem w duże rynki, gdzie są spore banki, fintechy, instytucje płatnicze z milionami klientów. Widzimy jednak, że o ile zagraniczne podmioty coraz częściej zadają sobie pytania – ile kosztuje je ich skala, o tyle polskie instytucje w rozmowach z nami patrzą dużo bardziej z perspektywy regulacji i mają defensywne strategie – zaznacza nasz rozmówca.
Według Krajowego Rejestru Sądowego (KRS) na koniec 2025 r. firma miała 5,1 mln zł przychodów, czyli o 60 proc. więcej niż przed rokiem.
Priorytetem mocniejsze wejście do polskich banków
Jak przyznaje Mateusz Pniewski, to właśnie mocniejsze wejście do polskich banków jest jego priorytetem na kolejne miesiące. Dziś, jak sam przyznaje, pomimo biznesowych case study z zagranicy, trudno mu przebić się z ofertą do polskich banków.
– Możemy zaproponować polskim bankom to samo, co dużym instytucjom na zachodzie. To odjęcie analitykom rutynowej, ręcznej pracy, żeby mogli zajmować się przypadkami, które naprawdę tego wymagają. Banki, zamiast budować rozwiązanie samodzielnie, mogą skorzystać z narzędzia, które już działa na kilkunastu rynkach. Pozwoli to też nam mocniej osadzić się branżowo i zdywersyfikować naszą działalność – tłumaczy menedżer.
Jest to nieco w kontrze do strategii startupów, które na początku realizował TransactionLink. Firma ma już odpowiednią skalę i zamiast wchodzić na kolejne rynki, teraz woli skupić się na pogłębieniu obecności w 28 krajach, gdzie prowadzi biznes.
Na razie nie planuje sięgać do kieszeni inwestorów. Ostatnie dokapitalizowanie fintech otrzymał już niemal trzy lata temu (w październiku 2023 r.). Dostał wtedy 5,3 mln dolarów, a pieniądze wyłożyły m.in. fundusze White Star Capital i Target Global.
Główne wnioski
- Pivot uratował biznes. Komercjalizacja dostępu do danych finansowych klientów (AISP) okazała się ślepym zaułkiem przez niskie marże na rynku. Za radą klienta TransactionLink zmienił model w 2023 r., stawiając na automatyczną weryfikację klientów firmowych. Dziś jego platforma monitoruje 150 rejestrów, skracając analizę z kilku godzin do kilkunastu minut.
- Popyt na automatyzację skoczy m.in. przez unijne rozporządzenie AMLR 2027, wymuszające procedury KYB w nowych branżach. Wymóg ciągłego monitorowania klientów oraz przytłaczający wolumen danych przy drogiej pracy analityków sprawiają, że technologia staje się dla instytucji jedynym sposobem na skalowanie.
- Zagranica wyprzedza Polskę. TransactionLink zbudował pozycję na 28 rynkach i obsługuje ok. 100 firm, w tym grecki Viva Bank czy Fiserv. Brytyjska centrala generuje największą część przychodów spółki. Polskie banki przez defensywne podejście są trudniejszym celem. Ich zdobycie stanowi jednak priorytet na kolejne miesiące.