Kategoria artykułu: Kultura

Efekt Nolana: 5 inwestycji, które mogą wystrzelić po „Odysei”

Penelopo, Odyseusz dotrze z opóźnieniem, bo w międzyczasie został influencerem… Rynki całego świata rozgrzała antykizująca mania. Skrupulatnie sprawdzamy więc, w co zainwestować na krajowych aukcjach. Ile kosztują starożytne monety z Ateną, a ile wczesne wydania „Odysei” Homera?

Odyseja
Od 17 lipca w polskich kinach oglądać można „Odyseję” Christophera Nolana, która w bardzo wielu sektorach wywołała modę na antyk. Dyskusje, czy produkcja ta podniesie również wartość starożytności na aukcjach, rozgrzewa kolekcjonerski rynek. Fot. Gettyimages

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy to prawda, że przedmioty sprzed 2000 lat można kupić na aukcjach w cenie poniżej 100 zł. 
  2. Jakie ceny osiągają wczesne wydania „Iliady” i „Odysei” Homera oraz czy są dostępne w Polsce.
  3. Czy to możliwe, że malarski cykl Jana Styki, który powstał przed wojną, również zbiegł się w czasie z premierą kinową „Odysei”.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Choć Elon Musk odgraża się, że rzetelniejszą ekranizację eposu Homera wygeneruje sztuczna inteligencja, zewsząd dociera wieść o „efekcie Nolana”. Gwałtownie wzrasta popyt na kursy języka greckiego, a do magazynów modowych z dumą wracają sandały z rzemykami. Internetowe poradnictwo naciera ponad wszelką skalę. Jak osiągnąć muskulaturę króla Itaki? Jak lśnić w drapowanej sukni niczym Zendaya? Niezależnie od swojej klasy, najnowszy film Christophera Nolana oddziałuje daleko poza kinowymi salami. Ale czy „Odyseja” zdoła pobudzić też kolekcjonerski apetyt na antyk? Doskonałe pytanie. O ile nie będziemy polować na autentyczne marmurowe popiersie z okresu Hadriana, rynkowa oferta z epoki ujmie nas swoją przystępnością. Unikatowy posąg, o którym mowa, ustanowił akurat jedno z rekordowych notowań, przekraczając próg 23,8 mln dolarów (89,6 mln zł). Był to gładki, młodzieńczy tors Antinousa – ukochanego samego cesarza. Kiedy faworyt odszedł w niejasnych okolicznościach, rozdarty Hadrian zadedykował mu świeżo wzniesione miasto, kompleks świątyń, igrzyska, a nawet jeden z gwiazdozbiorów. Tonacja miłosna podsyciła więc i kolekcjonerski popyt. Nie zmienia to jednak faktu, że starożytności licytować można od znacząco niższego progu. Ktoś się założy, czy na przedmiot sprzed 2000 lat wystarczy kilkadziesiąt złotych?

Uwaga na marginesie

Entuzjastom „Odysei” nie trzeba wyjaśniać, co rozumie się przez „syreni śpiew”. Kolekcjonerskim rynkom często towarzyszy jednak pełna słodyczy narracja o nieomylnej, owocnej spekulacji. Baśń o aktywach mających przed sobą nieskazitelne perspektywy cenowych wzrostów… Jak się do tego odnieść? W obrocie walorami tego typu zaobserwować można pewne sezonowe, a nawet długoterminowe trendy. Rzeczywiście, statystyki notowań mogą wskazywać spektakularny skok popytu na daną kolekcjonerską kategorię. Pod wpływem różnych impulsów kupcy poszukiwać zaczynają dzieł konkretnych artystów, wybranych emisji monet czy poszczególnych wydawnictw książek. Rzadko się jednak nadmienia, że segmenty te przeważnie nie słyną z imponującej płynności. O ile aukcje numizmatyki przyciągają niekiedy bezmiar chętnych uczestników, zbrodnią byłaby obietnica prędkiego zbycia każdego dzieła sztuki. Tropiąc więc tendencje wzniecone przez kinową „Odyseję”, pomyślmy o tym fenomenie jak o pewnym urozmaiceniu. Nie jak o dyscyplinie szybkościowej spod znaku „kupuj i sprzedaj”. Potężna kultura antyku ma przecież w sobie potencjały dalece inne niż rynkowe! Dla jednych niesie ona najczystszy ideał piękna, dla drugich pozostaje obfitym źródłem prawideł o życiu i wojnie. Najwyższa pora wyruszyć więc w starogrecką podróż. Pierwszy przystanek – u Jennifer Lopez.

Odyseja
„Odysseja Homerowska ku czci Ulisa Laertowicza z Itaki w śpiewach dwudziestu czterech” osiągnęła na aukcji wartość 990 zł. Jak podaje nota katalogowa, tomy ujęte zostały w tzw. półskórek. To rodzaj oprawy introligatorskiej, gdzie grzbiet oraz narożniki pokryte są skórą, a pozostałe partie okładki – papierem lub płótnem. Fot. Antykwariat Warszawa

1. Po ile ta „Odyseja” Homera?

W 2015 r. brytyjski „The Guardian” podał, że czołowym hasłem wyszukiwanym na serwisie z używanymi książkami jest pierwsze wydanie „Iliady”. Gorączkę wywołała wówczas niefortunna scena z filmu „Chłopak z sąsiedztwa”. Nauczycielka literatury klasycznej, którą grała w tym dziele Jennifer Lopez, otrzymała od zadurzonego ucznia lekko zużytą książkę w twardej oprawie. „Mój Boże, to pierwsze wydanie?” – aż zastygła. Pożywka dla internetowego rechotania okazała się niewyczerpana. „Iliada”, podobnie zresztą jak „Odyseja”, sformułowane zostały ponad 2000 lat przed wynalezieniem druku.

Datowane na VIII lub VII wiek p.n.e. utwory Homera początkowo przekazywane były jako opowieści ustne, a następnie zaczęły być licznie powielane na zwojach papirusu. W starożytności to on był przecież nośnikiem dla literatury. Choć strzępki takich zwojów notowane bywają w obiegu antykwarycznym, za najcenniejsze uchodzą przeważnie najwcześniejsze wydania drukowane. Datowane na 1488 r. i pisane greką wydanie florenckie osiągnęło w 2024 r. wartość 192 tys. funtów (963 tys. zł). A tłumaczenia polskie? Najwcześniejszy przekład „Odysei” opracowany został przez krakowskiego poetę Jacka Idziego Przybylskiego w 1815 r. W ubiegłym roku dwa oryginalne tomy tego wydania osiągnęły wartość 990 zł. Znacznie cenniejsza, bo warta ponad 15 tys. zł, okazała się natomiast „Iliada”. Dlaczego? Wyłącznie dlatego, że urocza oprawa graficzna wydania lwowskiego była autorstwa Stanisława Wyspiańskiego.

Odyseja
Datowany na ok. 323-317 r. p.n.e. stater osiągnął wartość ponad 17,8 tys. zł. Na monecie widoczna jest m.in. ujęta z profilu głowa Ateny. W mitologii była ona m.in. boginią mądrości, ale i sprawiedliwej wojny, a na co wskazuje solidny hełm osadzony na jej głowie. Fot. Warszawskie Centrum Numizmatyczne

2. Moneta z Zendayą na aukcji…

Ile kosztować może pięknie zachowana antyczna moneta z profilem Ateny granej w filmie przez Zendayę? W minionym roku przykładowy stater wyemitowany w IV wieku p.n.e. osiągnął na aukcji wartość ponad 17,8 tys. zł. Co istotne, miejscami na monecie tej widoczne były ślady tzw. menniczego lustra – powierzchni nienoszącej rys! Jak to osadzić w kontekście wartości notowanych na numizmatycznych aukcjach? Antyczne statery (to grecka jednostka monetarna) osiągają niekiedy wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych, a niedawno padła nawet kwota powyżej 150 tys. zł. Nie oznacza to jednak, że na tle numizmatycznych transakcji była to wartość oszałamiająca.

Na polskim rynku mennictwo antyku długo pozostawało niedocenione, mimo swojej niewątpliwej urody. Ceny powyżej 100 tys. zł padają przecież za denary z epoki Bolesława Chrobrego, choć trudno niekiedy rozstrzygnąć, czy wyobrażona jest na nich jakaś budowla czy władca na koniu. Ponad 300 tys. zł płaci się za rzadką monetę z Janem Pawłem II z lat 80.! Podstawową drachmę sprzed naszej ery można natomiast zdobyć nawet za kilkadziesiąt złotych. Jak to możliwe? Wszystko sprowadza się do podaży pieniądza w obiegu. Aktywność handlowa starożytnych imperiów była na tyle intensywna i rozległa, że nawet w zdumiewających zakątkach globu zdarzało się odnaleźć uwięzione pod ziemią monety. Rozglądać się więc uważniej przy wykopach pod domowe fundamenty? Można, ale sprawniej nam pójdzie odnalezienie Ateny w ofercie aukcyjnej, o ile – rzecz jasna – nie dosięgnie jej wcześniej nieokiełznany „efekt Nolana”…

Odyseja
Wiele z wielkoformatowych rzeźb Igora Mitoraja zalicza się do turystycznych atrakcji. Odlew „Tindaro” przekroczył na warszawskiej aukcji wartość 6,8 mln zł, jednak podobne realizacje oglądać można w przestrzeni publicznej wielu miast. Antykizujące prace Mitoraja zdobią m.in. Paryż, Mediolan, Rzym, Londyn, a nawet miasteczko na Hokkaido. Fot. Polswiss Art
Odyseja
PRL-owskie spółdzielnie jubilerskie budzą coraz większe zainteresowanie kolekcjonerów. Przykładowa kamea z wytwórni ORNO sprzedana została w cenie 624 zł, dowodząc, że oprawionej w srebro biżuterii szukać można jeszcze na aukcjach poniżej 1 tys. zł. Najcenniejsze szkatuły z puncą ORNO osiągają wartości kilkunastu tysięcy złotych, a ceny biżuterii dochodzą do 5 tys. zł. Fot. Art Magnat

3. i 4. Rzeźby warte 6,8 mln zł i… 600 zł.

W kontekście estetyki antyku trudno byłoby nie wspomnieć o dorobku Igora Mitoraja. Choć mowa o dziełach powojennych, rozchwytywane odlewy z brązu nawiązują wprost do niezachwianych proporcji starożytnej Grecji. We wrześniu minionego roku datowaną na 1997 r. rzeźbę „Tindaro” sprzedano na aukcji za ponad 6,8 mln zł. Był to jednak egzemplarz unikatowy, mierzący powyżej 4 m wysokości. Od stycznia 2026 r. zbliżone odlewy zatytułowane „Tindaro” wylicytowano natomiast aż cztery razy, a wszystkie notowania zmieściły się w przedziale 6-9 tys. zł.

Igor Mitoraj bez wątpienia zalicza się do najbardziej rozpoznawanych polskich rzeźbiarzy i również wiele sprowadza się tu do podaży. Stylizowane przedstawienia greckiego króla Sparty Tyndareosa, które dostępne są od kilku tysięcy złotych, mierzą jedynie 17 cm. Stanowiły ponadto edycję aż 900 odlewów. W pewnym sensie, oprócz walorów estetycznych z Aten jest w tej koncepcji coś z tamtejszej demokracji. A co z rzeźbą za 600 zł? Mitoraj w skali „nano”? Tym razem mowa o reliefie z pracowni jubilerskiej. Trudno przecież o popularniejszy rodzaj antycznej biżuterii niż kamea z rzeźbionym popiersiem. Choć najcenniejsze z okazów wyceniane są w setkach tysięcy dolarów, ujętą w srebro kameę upolować można już, przewrotnie, na aukcjach biżuterii z okresu PRL. Dawna spółdzielnia ORNO podejmująca mitologię greckich bogów to – bez najmniejszej ironii – klasa sama w sobie!

Czy ktoś pomyślałby, że kiedy Jan Styka rozpoczynał w 1911 r. swój malarski cykl, „Odyseja” również trafiła do kin? Wówczas premierę miała „L’Odissea” – niema włoska adaptacja trwająca mniej niż 50 minut. Olejne dzieło Jana Styki „Odyseusz i Charybda” osiągnęło na aukcji wartość 72 tys. zł. Fot. Agra-Art

5. Umięśniony Odyseusz na ścianę

Zanim perypetie w drodze powrotnej do Itaki olśniły Christophera Nolana, temat dogłębnie przerobiony został przez całe zastępy malarzy. Od francuskiego kubizmu po zmagania rodzimych batalistów! Sięgając do drugiej dekady XX wieku, warto zatrzymać się przy cyklu Jana Styki znanego m.in. ze słynnej „Panoramy Racławickiej”. Mieszkając wówczas w Paryżu, malarz zaprezentował na tamtejszym Salonie w Grand Palais aż 44 płótna z homerowskimi scenami. Łącznie w ramach serii ilustrującej „Odyseję” powstało ponad 80 dzieł. W 2023 r. dwa z tych obrazów osiągnęły na aukcjach wartości 60 tys. zł i 72 tys. zł. W grudniu ubiegłego roku poprzeczka wzrosła do blisko 125 tys. zł. Jakby nie patrzeć, Styka musiał być prawdziwym fanem tematu. W 1911 r. wyruszył wraz ze swoimi utalentowanymi synami na wyprawę śladami Odyseusza, żeby przygotować szkice w scenerii naturalnej! Tak wyglądała zresztą wówczas praktyka wybitnych malarzy (Kossak przed malowaniem starć napoleońskich dotarł nawet do Egiptu, a Fałat udał się w podróż dookoła świata!).

Co więc powstało w ramach homerowskiej serii dzieł? Jedno z wylicytowanych płócien zatytułowane było np. „Odyseusz i Charybda”. W „Odysei” czytamy o tym we fragmencie: „Jest tam figowe drzewo ze skały zwieszone, pod nim groźna Charybda łyka morze słone; trzykroć w dzień je wyrzuca, trzykroć wciąga w siebie. A gdy wciąga, o! Niechże nie będzie tam ciebie!” Problematyczne zajście na morzu widzieliśmy też w kinowym wariancie „Odysei”. Charybda była córką Gai i Posejdona. Można się jednak od razu nie zorientować, bo zamieniona została – jak to w mitologii – w morskiego potwora trzy razy dziennie wchłaniającego i wypluwającego masy wody. Czasem trafił jej się nawet jakiś okręt, jednak ogólnie życie płynęło jej, nomen omen, skromnie. 

Główne wnioski

  1. Na światowym rynku kolekcjonerskim coraz częściej pada pytanie, czy ceny obiektów z antyku podniesie tzw. efekt Nolana. Kinowa „Odyseja” wywarła ogromny wpływ na popkulturę i modę, dlatego warto obserwować, czy pobudzi również popyt na obiekty kolekcjonerskie takie jak monety, pierwsze przekłady Homera czy prace artystów nawiązujących do estetyki antyku. 
  2. Na krajowym rynku numizmatycznym oferowany jest szeroki wybór pięknie zachowanych monet sprzed naszej ery, a ceny wielu z nich są znacząco niższe niż np. emisji z czasów Bolesława Chrobrego czy z PRL. Przystępność cenowa wynika z faktu, że relacje handlowe starożytnych imperiów były na tyle rozległe, że do naszych czasów zachowało się sporo podstawowych typów antycznych monet. Wiele z nich wciąż zachwyca swoim połyskiem i ostrością detalu. 
  3. Jednym z najpopularniejszych rzeźbiarzy inspirujących się estetyką greckiego antyku był Igor Mitoraj. Co ciekawe, ten sam temat w jego twórczości wyceniany może być na 6,8 mln zł, ale i na 6 tys. zł. Różnica wynika z faktu, że unikatowe odlewy mierzące kilka metrów miewały swoje odpowiedniki w gabinetowej skali. Rekordowo wylicytowana czterometrowa rzeźba „Tindaro” stanowiła więc egzemplarz jednostkowy, a odlewy licytowane w granicach kilku tysięcy złotych pochodziły z serii liczącej 900 prac mierzących po kilkanaście centymetrów.