Polka mistrzynią świata w nowej dyscyplinie olimpijskiej. Buduje kadrę na igrzyska
To zdecydowanie najlepszy sezon w karierze Zuzanny Witych. Najpierw została mistrzynią świata we freeridzie, a potem jej dyscyplina została włączona do programu igrzysk olimpijskich. – Może przestaniemy być postrzegani jak banda wariatów, którzy skaczą po skałach – mówi polska narciarka.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Czym jest freeride i jak wiele osób go uprawia.
- Dlaczego niezbędna w przygotowaniu do startu jest lornetka.
- Co sprawia, że uprawiający narciarstwo pozatrasowe postrzegani są jako narciarze kompletni.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Freeride należy do rodziny sportów ekstremalnych. Zawodnicy zjeżdżają po naturalnych, nieprzygotowanych stokach. Sami wybierają linię przejazdu, a sędziowie oceniają nie czas, lecz trudność obranej trasy, technikę, płynność, kontrolę i wykonane ewolucje.
– Przede wszystkim jeździmy po zupełnie dzikich, nieprzygotowanych ścianach, zboczach górskich. Mamy tak naprawdę wiedzę tylko i wyłącznie o starcie i o mecie, którędy pojedziemy, decyzja zależy od nas i na tej podstawie jesteśmy oceniani właśnie w wyborze linii tego naszego przejazdu, zawartych w tej linii różnego rodzaju trudnościach terenowych – mówi w podcaście „Sport to pieniądz” Zuzanna Witych, mistrzyni świata w tej dyscyplinie.
Patrząc na zawody freeride'owe można mieć skojarzenia z wyczynami Andrzeja Bargiela.
– Jest to mocno zbliżone, natomiast Andrzej oczywiście jest kosmitą, jeśli chodzi też o sam
performans wejścia i wydolności. Do tego swój zjazd wykonuje na 8 tys. metrów, co jest
czymś absolutnie niesamowitym. My jednak skupiamy się przede wszystkim na zjeździe i jego wykonaniu technicznym – dodaje Zuzanna Witych.
Narciarze kompletni
Narciarze pozatrasowi muszą w krótkim czasie zaplanować trasę, zapamiętać charakterystyczne punkty i później odtworzyć swój plan w warunkach, których wcześniej nie mogli dokładnie sprawdzić. W przeciwieństwie do narciarstwa alpejskiego freeriderzy nie mają możliwości przejazdu po trasie przed startem. Zbocze oglądają jedynie z dystansu... przez lornetkę. Pierwszy przejazd po danej ścianie jest jednocześnie tym ocenianym.
– Patrzymy na trasę przez lornetkę, z naprzeciwka górskiej ściany. Nie dość, że są elementy, których nie widać z daleka ze względu na ukształtowanie terenu, to jest jeszcze odbicie lustrzane, tak że musimy sobie to wszystko wizualizować. Oczywiście bardzo dokładnie planujemy miejsce wybicia, co do dosłownie kilkunastu centymetrów. Staramy się to naprawdę rozłożyć na czynniki, pierwsze – opowiada Zuzanna Witych.
Spośród wszystkich sportów narciarskich freeride wymaga największej wszechstronności. Narciarze łączą umiejętności znane z narciarstwa alpejskiego, freestyle’u i jazdy na muldach.
– Trzeba być kompletnym narciarzem, bo trzeba mieć zarówno świetną technikę alpejską i te wszystkie elementy dotyczące ewolucji i szybkości. Idealnie to pokazuje background różnych zawodników, bo mamy zawodników z narciarstwa alpejskiego, z muld i z freestyle'u – wskazuje Zuzanna Witych.
Uwaga, lawiny!
Poza umiejętnościami narciarskimi we freeridzie niezwykle ważna jest wiedza lawinowa. Zuzanna Witych przekonała się o tym, gdy śnieg przysypał dwie towarzyszące jej zawodniczki.
– Nie było to w terenie, gdzie miały odbywać się zawody, ale miałyśmy taki dojazd poza trasami. Jedna trasa była wyznaczona przez przewodnika, właśnie zabezpieczona i wszyscy respektowaliśmy te znaki. Natomiast dwie z dziewczyn uznały, że zrobią sobie jeszcze taki mały treningowy przejazd, co było bardzo nieodpowiedzialne z ich strony. I skończyło się to
zejściem lawiny. Z drugą koleżanką, z którą jako jedyne widziałyśmy tę sytuację, podjęłyśmy się akcji ratunkowej i przyznaję, że rzeczywiście było to bardzo ekstremalne doświadczenie. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, ale mogłoby być bardzo źle, żeby nie powiedzieć tragicznie, gdybyśmy nie zdążyły na czas – opowiada Zuzanna Witych.
Sama prowadzi szkolenia lawinowe i tłumaczy, że w tym sporcie najważniejsze jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa.
– Tego sportu nie uprawiamy sami. Zawsze jedziemy przynajmniej w dwie osoby. Nie mówimy o jakiejś lawinie, ale komuś coś się stanie, jesteśmy poza trasą, poza zasięgiem, musi być ta druga osoba, która nam ewentualnie pomoże – mówi Zuzanna Witych.
Igrzyska już są. Czas na medale
Po latach funkcjonowania na obrzeżach sportowego mainstreamu freeride ma szansę zagościć w masowej świadomości. Decyzja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o włączeniu tej dyscypliny do programu zimowych igrzysk olimpijskich w 2030 roku oznacza dla zawodników nie tylko prestiż, ale również szansę na większe zainteresowanie kibiców, sponsorów i instytucji sportowych.
– Myślę, że to będą same plusy, bo jednak byliśmy traktowani trochę jak banda wariatów, którzy skaczą po skałach i większość osób trochę nie wiedziała, o co w tym chodzi – mówi Zuzanna Witych.
W tym roku Polka została mistrzynią świata we freeridzie. Jest też pierwszą polską zawodniczką startującą w zawodach najwyższej rangi – World Tourze. Zdobywane latami doświadczenie chce teraz wykorzystać do budowy reprezentacji Polski, która na zimowych igrzyskach w 2030 roku (organizowanych przez region Francuskich Alp) może bić się o medale.
– W tym momencie jest nas czwórka. Ja i Michał Dendys zjeżdżamy na nartach, a Gosia Śniegórska i Kuba Wolak na snowboardzie. Każdy miał bardzo fajne osiągnięcia w tym sezonie. Sam proces dojścia do Pucharu Świata w najlepszym przypadku, kiedy wszystko pójdzie po naszej myśli z dobrymi wynikami, trwa przynajmniej trzy sezony. Pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Ale kto wie, no może mamy ukryte talenty w Polsce – mówi Zuzanna Witych.
Nowy sezon freeride'owy rozpocznie się w połowie stycznia.