Kategoria artykułu: Sport

Codzienność zawodowych brydżystów. „Dla naszych klientów jesteśmy dostępni od rana do wieczora”

Na początku lipca Katarzyna Dufrat wygrała z kadrą Polski mistrzostwa Europy, ale od razu musiała lecieć do USA. Gra tak dobrze, że prywatni fascynaci brydża chcą ją mieć w swojej drużynie podczas prestiżowych turniejów. I całkiem nieźle płacą.

Katarzyna Dufrat, polska brydżystka
Katarzyna Dufrat urodziła się w 1988 r. we Wrocławiu, w reprezentacji Polski po raz pierwszy zagrała w 2012 r. Fot. Ewa Garacz

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak kształtują się zarobki zawodowych brydżystów.
  2. Jak dużo czasu spędzają poza domem zawodowi brydżyści.
  3. Skąd wzięła się popularność szkółki brydżowej Katarzyny Dufrat.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Dufrat zakochała się w brydżu pod koniec liceum, czyli względnie późno. Ale już po studiach – na Politechnice Wrocławskiej – nie chciała swojej pasji z czymkolwiek łączyć. Po odebraniu dyplomu nie grała jeszcze zbyt wiele dobrze płatnych turniejów, więc założyła szkółkę brydżową we Wrocławiu.

Biznes „chwycił”, a powody, dla których się udało, są bardzo interesujące. I dobrze świadczą o ludziach z Wrocławia.

– Bo to nie było tak, że do mojej szkoły zapisywały się osoby zakochane w brydżu. Nie, całość opierała się na czymś innym. Swoją szkołę zakładałam ponad dekadę temu i to już był czas, w którym obowiązywała moda na rozwijanie się. Zgłaszały się do mnie osoby, które po prostu chciały nauczyć się grać w brydża, bo słyszały, że to rozwijające. Na tej samej zasadzie zapisywały się np. na malarstwo – wspomina Katarzyna Dufrat.

Katarzyna Dufrat, polska brydżystka
Katarzyna Dufrat mówi, że grając w brydżowych turniejach, spędza poza domem nawet dwie trzecie roku.
Fot. Ewa Garacz

Kończąc studia, Katarzyna Dufrat była już reprezentantką Polski (co oczywiście pomogło rozwinąć się szkółce), była coraz bardziej rozpoznawalna na arenie międzynarodowej. Polska dobrze wypada na takich imprezach, więc nasi zawodnicy wpadają w oko prywatnym miłośniczkom i miłośnikom brydża.

A to właśnie owa „prywatna” – fachowo mówiąc – „otwarta” – część brydża jest kluczowa w życiu zawodowych brydżystów. Za sukcesy w barwach reprezentacji zawodnicy otrzymują symboliczne nagrody (np. od ministerstwa sportu), turniejów reprezentacyjnych jest też niewiele. „Żyją” z tego, że bogaci miłośnicy brydża chcą mieć ich w swoich drużynach podczas otwartych turniejów. Są to imprezy organizowane przez instytucje brydżowe, ale biorą w nich licznie udział właśnie „prywatni” fascynaci tego sportu.

Od paru lat Katarzyna Dufrat należy już do brydżowej elity, jest zapraszana na największe turnieje, na szkółkę brydżową nie ma czasu – zachowała jedynie kilku klientów, których uczy prywatnie przez internet.

Ile zarabiają brydżyści

W lipcu przez kilka tygodni nasza bohaterka przebywała w Minneapolis, brała udział w jednym z największych turniejów na świecie. Są takie trzy w USA: wiosną, latem i jesienią. Do tego kilka mniejszych, no i sporo w Europie (niektóre bardzo prestiżowe). Do Minneapolis Katarzyna Dufrat poleciała po reprezentacyjnych mistrzostwach Europy, na których Polska zdobyła złoto w rywalizacji drużyn mieszanych. Oprócz Dufrat w składzie byli: Maciej Hutyra, Danuta Kazmucha, Piotr Marcinowski, Piotr Zatorski, Justyna Żmuda, Piotr Kołuda (kapitan) i Mirosław Cichocki (trener).

– Myślę, że poza domem spędzam dwie trzecie roku. Gramy nie tylko w prestiżowych i dobrze płatnych turniejach, ale też w mniejszych – po to, żeby się pokazywać. Tam często właściwie występujemy za darmo. Bywa nawet, że koszty się nie zwracają. Ale jeśli chodzi o duże turnieje, to nasza dniówka wynosi np. 2 tys. dolarów lub euro dziennie. Lub trochę więcej. Raz słyszałam o 10 tys. dolarów za dzień, ale to chyba absolutny wyjątek. Działa to następująco: mamy miłośniczkę lub miłośnika brydża, który chce dobrze wypaść w turnieju, więc buduje sobie drużynę, płacąc zawodowym brydżystom. Za zwycięstwa w dużych turniejach nie ma nagród, z drugiej strony natomiast nie ma też tak, że szybka porażka kończy naszą pracę. Przechodzimy wtedy na rozgrywki niższego szczebla – wyjaśnia brydżystka.

Jeśli chodzi o duże turnieje, to nasza dniówka wynosi np. 2 tys. dolarów lub euro dziennie. Lub trochę więcej. A największe turnieje trwają np. 10 dni.

Zasady brydża sportowego

W turniejach, o których mówimy – czyli turniejach brydża sportowego – drużyna zazwyczaj składa się z sześciu osób, czyli trzech par. Spory wydatek, jeśli dotyczy jednego miłośnika brydża chcącego zbudować mocną drużynę.

Jeden z polskich brydżystów swego czasu tak wyjaśniał w XYZ przebieg meczu w brydżu sportowym: „Weźmy dwie drużyny np. Polskę i Szwajcarię. Zawsze grają dwie pary, jedna w tym czasie odpoczywa. Jedna para polska gra z jedną parą szwajcarską, a w tym samym czasie na drugim stole gra druga para polska z drugą parą szwajcarską. Polska para przy pierwszym stole gra tym samym układem kart, którym gra przy drugim stole para szwajcarska. I sprawdzamy, która para ugra więcej tymi samymi kartami”.

– Zdarza się też tak, że dany miłośnik brydża potrzebuje tylko jednej osoby. Takie rozgrywki też są popularne, ale nieco mniej prestiżowe. W Minneapolis grałam zarówno w drużynie, jak i w parze. 10 intensywnych dni – mówi Katarzyna Dufrat.

„Intensywność” wynika, rzecz jasna, z samej natury brydża – trzeba tu bardzo dużo myśleć, kalkulować, przewidywać – ale też z natury relacji łączącej osobę wynajmującą z osobą wynajmowaną do gry.

– Jesteśmy dla nich dostępni niemal cały czas. Chodzimy razem na obiady, kolacje, opowiadamy o brydżu, odpowiadamy na pytania. Nie jest to praca przez osiem godzin, chociaż tyle trwa ta część główna, tyle spędzamy dziennie przy stole podczas turniejów – mówi Katarzyna Dufrat.

Gdy wspomina o codzienności brydżowej, używa porównania: „To tak, jakby miłośnik tenisa zabierał na deblowy turniej jakiegoś znanego tenisistę, bo chciałby raczej skupiać się na swoich błędach, a nie błędach partnera”.

„Trudno o zdrowe nawyki żywieniowe”

– Do tenisa odnoszę nasz zawód jeszcze w innym kontekście. Mniej przyjemnym dla nas. My też jeździmy po świecie na różne turnieje i też zmagamy się ze zmianami stref czasowych, ale nie mamy menedżerów itd. Chociaż może są jakieś wyjątki? Ja na pewno wszystkie hotele rezerwuję sama, loty tak samo. Czasem wszystko odbywało się w wielkim pośpiechu, wiadomość o zaproszeniu przychodziła późno. Jest intensywnie, trudno zachować standard zdrowego żywienia. A wiemy, że to też się przekłada na nasz stan psychofizyczny. Trochę jogi w hotelu przed łóżkiem pomaga, ale… – mówi Katarzyna Dufrat.

Zaznacza od razu, że brydż jest jej pasją. A same wyjazdy, mimo niedogodności, nadal mają swój smak. Atmosfera turniejów – jeszcze większy.

– I poznawanie ludzi. Przekrój społeczny, jeśli chodzi o prywatnych fascynatów brydża, jest ogromny. Może wtrącę od razu: nie, Warrena Buffetta tym razem w Minneapolis nie było. Albo nie widziałam, bo jednak to olbrzymia impreza. Ale można spotkać ludzi z przeróżnych branż i są bardzo zakochani w tej dyscyplinie sportu. Niedawno wygrałam dużą europejską imprezę w Poznaniu, grając tam jako klientka pewnej amerykańskiej bizneswoman z bardzo dużej korporacji. Tak, czasem nie muszę daleko wyjeżdżać. 20 sierpnia wielka impreza, otwarte mistrzostwa świata, rozpoczną się w Katowicach – opowiada Katarzyna Dufrat.

Ostatnio dostała zaproszenie na imprezę brydżową, która odbędzie się… za cztery lata (w takim cyklu jest rozgrywana).

– Przyjemne uczucie, być tak docenionym. W ostatnich dwóch latach osiągnęłam już spory komfort, nie mogę narzekać na brak zaproszeń – mówi Katarzyna Dufrat.

Ciekawe życie, o którym zdecydował, rzecz jasna, przypadek. We wrocławskim liceum numer 14 nauczycielem był akurat trener kadry Polski juniorów w brydżu. I w pewnym momencie szkoła postanowiła tam urozmaicić uczniom lekcje wychowania fizycznego…

Główne wnioski

  1. Zawodowi brydżyści zarabiają, grając w tzw. otwartych turniejach jako partnerzy prywatnych miłośników brydża. Ci drudzy chcą mieć w parach lub drużynach jak najmocniejszych graczy, korzystają więc z usług zawodowców. Płacą im za to – jeśli chodzi o największe turnieje – wynagrodzenia dziennie w wysokości ok. 2 tys. dolarów lub euro. Lub więcej.
  2. Katarzyna Dufrat zaczęła grać w brydża pod koniec liceum, gdy w jej wrocławskiej szkole postanowiono taką grą urozmaicić lekcje wychowania fizycznego. Zaczęła następnie studia na Politechnice Wrocławskiej, ale coraz bardziej żyła już brydżem. I po studiach nie zaczęła pracy w zawodzie, lecz otworzyła szkółkę brydżową. Była już reprezentantką Polski, zyskała sporą liczbę uczniów, którzy przez grę w brydża chcieli rozwijać zdolności umysłowe.
  3. Życie zawodowego brydżysty to nieustanne podróże. Katarzyna Dufrat ocenia, że poza domem przebywa przez dwie trzecie roku. Wszystkie sprawy logistyczne załatwia sama.