Kategorie artykułu: Sport Świat

Turcja już nie jest przystanią dla piłkarskich emerytów. Przełomem był transfer Mauro Icardiego

Jeszcze kilka lat temu transfer do Turcji wielu kibicom kojarzył się z ostatnim dużym kontraktem w karierze piłkarza. Dziś do Süper Lig trafiają gracze w sile wieku. O zmianach na tureckim rynku opowiada m.in. Jacek Cyzio.

Leandro Trossard po przybyciu do Stambułu, mógł liczyć na entuzjastyczne reakcje kibiców
Leandro Trossard po przybyciu do Stambułu mógł liczyć na entuzjastyczne reakcje kibiców. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie transfery do ligi tureckiej przeprowadzone w letnim oknie przyciągnęły uwagę kibiców z całego świata.
  2. Co doprowadziło do przełomu w polityce transferowej tureckich klubów.
  3. Jakiemu klubowi nie udało się przerwać dominacji trzech najsłynniejszych drużyn ze Stambułu mimo wsparcia prezydenta kraju.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jednym z największych hitów okna transferowego tego lata jest przejście Leandro Trossarda do Beşiktaşu. Belgijski skrzydłowy podpisał trzyletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny sezon, a Arsenal otrzymał za niego około 20 milionów euro. To nieoczekiwany ruch, ponieważ jeszcze rok temu wydawało się, że piłkarz pozostanie w Londynie na dłużej. W sierpniu 2025 roku uzgodnił z Arsenalem nowe warunki umowy i podwyżkę. Jego umowa z „Kanonierami” wygasłaby za rok.

31-latek trafia do Turcji po jednym z najlepszych okresów w karierze. W poprzednim sezonie rozegrał 50 spotkań we wszystkich rozgrywkach, zdobył osiem bramek i zanotował 11 asyst. Przyczynił się do tego, że Arsenal zdobył pierwsze od 2004 roku mistrzostwo Anglii oraz awansował do finału Ligi Mistrzów. W reprezentacji Belgii podczas mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku wystąpił od pierwszej minuty we wszystkich sześciu meczach. Strzelił dwa gole Nowej Zelandii oraz zaliczył asysty w spotkaniach z Senegalem i Stanami Zjednoczonymi. Od momentu transferu do Arsenalu w styczniu 2023 roku zgromadził na koncie 174 występy, 36 goli i 34 asysty.

Co było punktem zwrotnym?

Zdaniem Filipa Cieślińskiego, eksperta od tureckiego futbolu, taki transfer najlepiej pokazuje, jak bardzo zmienił się status tamtejszej ligi.

– Jeszcze kilka lat temu liga turecka była postrzegana jako miejsce, do którego trafiali piłkarze po najlepszym okresie kariery. Byli to zawodnicy szukający wysokich zarobków, ale już niekoniecznie sportowych wyzwań. Wtedy ukułem pojęcie „umieralni piłkarskich talentów”. Dotyczyło to Ricardo Quaresmy czy Edina Dżeko. Dzisiaj ten obraz wyraźnie się zmienił. Kluby ze Stambułu zaczęły inwestować w graczy będących w najlepszym piłkarskim wieku, a nie tylko w uznane nazwiska. Przełomem był transfer Mauro Icardiego, który pokazał, że tureckie kluby są gotowe rywalizować finansowo nie tylko z ligami europejskimi, ale także z klubami z Arabii Saudyjskiej – ocenia rozmówca XYZ.

Skąd pojawiły się pieniądze?

Jeszcze kilka sezonów temu tureckie kluby zmagały się z ogromnym zadłużeniem, a ich wydatki ograniczały restrykcyjne limity finansowe.

– To nie przypadek, że tureckie kluby zaczęły przeprowadzać coraz większe transfery. Z jednej strony pojawiła się konieczność konkurowania z rynkiem saudyjskim. Z drugiej – do klubów trafiły dodatkowe fundusze. Galatasaray czy Beşiktaş zaczęły monetyzować należące do nich atrakcyjne tereny, na których powstają teraz biurowce czy apartamentowce. Fenerbahçe, które od ponad dekady czeka na mistrzostwo, korzystało z nowych źródeł finansowania, ponieważ pojawili się kolejni inwestorzy. Jednocześnie największe kluby uwolniły się od ograniczeń finansowych narzuconych przez konsorcjum banków. To stworzyło zupełnie nowe możliwości na rynku transferowym. Ponadto dla piłkarzy sporą zachętą są również korzystne przepisy podatkowe. Obciążenia fiskalne są znacznie mniejsze niż np. we Francji – mówi Filip Cieśliński.

Ekspert przypomina, że jeszcze niedawno sytuacja finansowa wielu klubów była dramatyczna.

– Kilka lat temu wiele tureckich klubów balansowało na granicy bankructwa. Przypadki degradacji z powodów finansowych nie należały do rzadkości. Dopiero interwencja konsorcjum banków, wspieranego przez państwo, pozwoliła ustabilizować sytuację. W zamian za restrukturyzację zadłużenia wprowadzono limity wydatków, które największe kluby dopiero niedawno zaczęły zdejmować. To właśnie dlatego dziś mogą pozwolić sobie na transfery, które jeszcze kilka sezonów temu były całkowicie poza ich zasięgiem – mówi Filip Cieśliński.

Nie tylko kupować, ale także sprzedawać

Zmieniła się również filozofia prowadzenia klubów.

– Najważniejsza zmiana nie polega wyłącznie na większych wydatkach. Tureckie kluby zauważyły, że mogą również zarabiać kilkadziesiąt milionów euro na sprzedaży zawodników. Transfery wychodzące takich piłkarzy jak Sacha Boey, Kim Min-jae czy Arda Güler pokazały, że inwestowanie w młodszych zawodników może przynieść ogromne zyski. Dzięki temu coraz częściej sprowadzani są piłkarze będący w swoim prime, których w przyszłości można jeszcze sprzedać z dużym zyskiem – mówi ekspert.

Przełomem był transfer Victora Osimhena, króla strzelców Serie A, do Galatasaray za 75 milionów euro. Wcześniej najwyższe transakcje wynosiły około 20 milionów. Nigeryjczyk dostał też pensję na poziomie blisko 20 milionów euro rocznie.

– Znamienne, że mówiło się o transferze Mohameda Salaha do Beşiktaşu, który miał najgorszą sytuację finansową spośród trzech największych klubów, a jednak starał się przekonać Egipcjanina wynagrodzeniem na poziomie niemal 20 milionów euro rocznie – dodaje Filip Cieśliński.

Teraz tureckie media informują, że Salah osiągnął porozumienie z Trabzonsporem, który złożył mu lepszą ofertę. Były as Liverpoolu ma podpisać kontrakt obowiązujący do połowy 2028 roku.

Fenerbahçe odpowiada rekordem

Na aktywność Beşiktaşu błyskawicznie odpowiedziało Fenerbahçe. Wicemistrz Turcji przed dwumeczem z Górnikiem Zabrze w eliminacjach Ligi Mistrzów zakontraktował już Vedata Muriqiego (wicekróla strzelców LaLiga w minionym sezonie), Sidikiego Cherifa, Adema Yeşilyurta, Amarę Dioufa i Nathana Aké (dotychczasowego obrońcę Manchesteru City). Największym transferem okazało się jednak pozyskanie Masona Greenwooda.

Anglik kosztował 39 milionów euro, co oznacza, że został najdroższym piłkarzem w historii Fenerbahçe. Poprzedni klubowy rekord należał do Matteo Guendouziego, którego swego czasu sprowadzono za 28 milionów euro. Greenwood podpisał kontrakt obowiązujący do końca czerwca 2030 roku. W poprzednim sezonie rozegrał 45 spotkań, strzelił 26 goli i zanotował 11 asyst.

Według Filipa Cieślińskiego rywalizacja największych klubów coraz mocniej przenosi się właśnie na rynek transferowy.

– Batalia między Galatasaray, Fenerbahçe i Besiktasem od kilku lat dotyczy również transferów. Do tej trójki dołącza też Trabzonspor. Kluby regularnie podbierają sobie cele transferowe, przebijają oferty i są gotowe płacić coraz wyższe pensje, by pokazać swoją dominację. To sprawia, że każde okienko transferowe staje się elementem prestiżowej rywalizacji, a nie tylko sportowego wzmacniania zespołów – wyjaśnia ekspert.

Greenwood podzielił opinię publiczną

Transfer Anglika, który w okresie gry w Manchesterze United został nazwany przez legendarnego menedżera „Czerwonych Diabłów” sir Aleksa Fergusona wyjątkowym talentem, wywołał także dyskusję niezwiązaną z futbolem.

– Co ciekawe, reakcje wokół Masona Greenwooda pokazują, jak bardzo zmienił się kontekst. Kilka lat temu, gdy pojawiały się pierwsze informacje o zainteresowaniu tureckich klubów tym piłkarzem, temat wywoływał wyraźny sprzeciw części kibiców. W Turcji szczególnie negatywnie reagowali sympatycy Beşiktaşu. Są postrzegani jako bardziej lewicowi i zdecydowanie mniej skłonni do zaakceptowania zawodnika oskarżanego o przemoc wobec partnerki. Teraz, gdy Greenwood trafił do Fenerbahçe, dominującą reakcją wśród kibiców Fener jest zadowolenie z pozyskania klasowego piłkarza. Rozterki etyczne nie zniknęły, ale częściej wykorzystują je rywale w mediach społecznościowych. Kibice Galatasaray, których klub od lat odpiera zarzuty o rzekome faworyzowanie przez sędziów, obecnie odwracają narrację i przypominają, że to Fenerbahçe zdecydowało się sprowadzić futbolistę z tak kontrowersyjną przeszłością – mówi Filip Cieśliński.

Jeśli chodzi o piłkarzy znanych szerszej publiczności, warto przypomnieć, że latem 2025 roku Galata zwietrzyła szansę. Leroy Sané, niemiecki skrzydłowy, do dziś reprezentant kraju, który przez blisko dekadę występował w piłkarskiej elicie (Manchester City i Bayern Monachium), powędrował do stambulskiego klubu na zasadzie wolnego transferu. Obecnie ma 30 lat, a więc jeszcze sporo gry przed sobą.

Nie tylko wielka trójka

Filip Cieśliński zwraca uwagę, że sukces można budować także inną drogą niż wyłącznie poprzez kosztowne transfery.

– Trabzonspor jest dziś ciekawym przykładem tego, że w Turcji da się rozwijać klub inaczej niż wyłącznie poprzez coraz większe wydatki. Dzięki rozsądnej polityce transferowej potrafił wygenerować znaczące przychody ze sprzedaży piłkarzy. Latem tego roku pozyskał kilkadziesiąt milionów euro, co pozwala mu stopniowo zwiększać możliwości finansowe. W efekcie nie musi już opierać się wyłącznie na sprowadzaniu doświadczonych gwiazd. Może inwestować w młodszych graczy z potencjałem do dalszego rozwoju i późniejszej sprzedaży. To model, który w ostatnich latach przynosi klubowi wymierne korzyści i pozwala utrzymywać miejsce w ścisłej czołówce tureckiej piłki – ocenia rozmówca XYZ.

Ekspert przypomina również o roli İstanbul Başakşehir. To klub cieszący się przychylnością prezydenta Erdogana.

– Mimo że kilka lat temu zdobył mistrzostwo i wydawało się, iż może na stałe przełamać dominację największych klubów ze Stambułu, ostatecznie hierarchia nie uległa istotnej zmianie. Dziś o tytuł ponownie rywalizują przede wszystkim Galatasaray i Fenerbahçe. Za nimi pozostają Beşiktaş i Trabzonspor. Natomiast pozostałe zespoły walczą głównie o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach – mówi Filip Cieśliński.

Gwiazdy światowego formatu, które grały w Turcji

Choć obecna fala transferów jest wyjątkowo imponująca, turecka liga od lat przyciąga znane nazwiska. W przeszłości występowali tam m.in.: Didier Drogba, Wesley Sneijder, Robin van Persie, Mario Gómez, Lukas Podolski czy Franck Ribéry.

PiłkarzKlub
Didier DrogbaGalatasaray
Wesley SneijderGalatasaray
Robin van PersieFenerbahçe
Mario GómezBeşiktaş
Lukas PodolskiGalatasaray
Franck RibéryGalatasaray

Różnica polega jednak na tym, że dziś Turcja nie jest już postrzegana wyłącznie jako ostatni przystanek przed zakończeniem kariery. Transfery Trossarda, Greenwooda czy wcześniej Osimhena dowodzą, że Süper Lig coraz śmielej włącza się do rywalizacji o piłkarzy będących w szczytowym momencie kariery, a ambicje finansowe największych klubów dorównują już czołowym europejskim ligom.

Miniwywiad

Przeczytałem wywiad ze sobą, którego nigdy nie udzieliłem

XYZ: Jak prezentował się futbol nad Bosforem, gdy wyjechał pan do Turcji?

Jacek Cyzio, były piłkarz Trabzonsporu i Karşıyaka SK: W latach 90. turecka piłka dopiero stawała się w pełni profesjonalna. Powstawały nowe stadiony, wprowadzano nowe metody treningowe i zupełnie inne standardy pracy. Dzisiaj to już zupełnie inna liga – z dużo większymi pieniędzmi i znacznie większą renomą.

Kto zapoczątkował fundamentalne zmiany?

Przełom zaczął się od trenerów. Sepp Piontek jako selekcjoner reprezentacji oraz szkoleniowcy tacy jak Christoph Daum, Gordon Milne czy Urbain Braems wprowadzili profesjonalizm i nowoczesną taktykę. Fatih Terim uczył się właśnie u Piontka, zanim sam został jednym z symboli tureckiej piłki.

Dawniej Turcy mogli jedynie pomarzyć o gwiazdach Premier League, Serie A, Bundesligi czy Ligue 1?

Kiedyś do Turcji trafiali piłkarze, którzy dopiero budowali swoją międzynarodową markę. Dzisiaj przyjeżdżają wielkie gwiazdy, często prosto z czołowych europejskich klubów, gdyż tureckie zespoły są w stanie zaoferować im ogromne pieniądze.

Który turecki klub działa ze szczególnym rozmachem na rynku transferowym?

Galatasaray od kilku lat sprowadza graczy światowej klasy. Swoją moc pokazał już wtedy, gdy za 75 milionów euro sprowadził z Napoli Victora Osimhena. Leandro Trossard, który trafił do Beşiktaşu z zespołu mistrza Anglii i finalisty Ligi Mistrzów, również na pewno nie będzie zarabiał w Stambule mniej niż w Premier League. To klub wypłacalny i bardzo ambitny.

Turcy rzeczywiście podchodzą do futbolu jak do religii?

W Turcji piłka nożna to coś więcej niż sport. Kibice żyją klubem na co dzień. Gdy przyjechałem do Trabzonsporu w 1991 roku, na lotnisku czekały na mnie tysiące kibiców. To było coś, czego wcześniej nigdy nie doświadczyłem. Co więcej, zaraz po przylocie przeczytałem w gazecie wywiad ze mną, którego... nigdy nie udzieliłem. Nie miałem wcześniej żadnego kontaktu z Turcją, a już byłem na okładkach. Tak wygląda tam budowanie atmosfery wokół nowych piłkarzy. Dziś jest podobnie, a może nawet zainteresowanie jest jeszcze większe, skoro do tureckich klubów trafiają gracze światowego formatu.

Czy piłkarze są traktowani jak wielcy bohaterowie?

Jeśli zapiszesz się w pamięci kibiców Galatasaray, Fenerbahçe, Beşiktaşu czy Trabzonsporu, zostajesz tam zapamiętany na całe życie. Nawet dziś, kiedy przyjeżdżam do Turcji, jestem bardzo ciepło witany. To pokazuje, jak bardzo Turcy kochają futbol.

Jak ocenia pan futbolowy układ sił nad Bosforem?

Liga turecka opiera się przede wszystkim na kilku najmocniejszych klubach. Galatasaray w ostatnich latach gra w Lidze Mistrzów, a za nim w hierarchii są jeszcze Fenerbahçe, Beşiktaş i Trabzonspor. Pozostałe zespoły mają już znacznie mniejsze możliwości finansowe.

Jakie były realia piłkarskie w Polsce, gdy przenosił się pan do Trabzonsporu? Działo się to już po transformacji ustrojowej.

Mój transfer w 1991 roku nie był prosty. Miałem mniej niż 23 lata, więc obowiązywał przepis, według którego zagraniczny klub musiał zapłacić za polskiego piłkarza co najmniej milion dolarów. Z Turkami dogadałem się w pięć minut, ale później oni długo negocjowali z PZPN-em i moim klubem.

Kto przyczynił się do tego transferu?

Do Trabzonsporu trafiłem dzięki Włodzimierzowi Lubańskiemu. Nie znaliśmy się wcześniej, ale legendarny napastnik oglądał mnie w meczach Legii Warszawa z Sampdorią i Manchesterem United. Potem Lubański polecił mnie trenerowi Urbainowi Braemsowi, który trenował go w Lokeren. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. 

Czy Turcy na początku lat 90. upodobali sobie Polaków?

Wówczas rzeczywiście w zasadzie wszystkie największe tureckie kluby miały w swoich szeregach polskich piłkarzy. Występowali w nich Roman Kosecki, Jarosław Bako, Adam Zejer, Piotr Soczyński. Bakırköyspor, klub, który dziś nie gra w tureckiej ekstraklasie, sprowadził Jarosława Araszkiewicza, postać niezwykle szanowaną szczególnie w Poznaniu, i Piotra Nowaka, który później, po przenosinach do USA, zdobył tytuł mistrzowski z Chicago Fire. A zatem my, Polacy, razem z Seppem Piontkiem, który prowadził reprezentację, staraliśmy się podnosić poziom tureckiej piłki. Myślę, że Turcy tego wyboru nie żałowali.

Główne wnioski

  1. Dwoma największymi hitami letniego okna transferowego w Turcji są pozyskanie Leandro Trossarda przez Beşiktaş oraz Masona Greenwooda przez Fenerbahçe. Trossard trafił do Stambułu z Arsenalu za około 20 milionów euro, mimo że jeszcze rok wcześniej przedłużył kontrakt z londyńskim klubem i wydawało się, że pozostanie w Premier League. Belg zawitał nad Bosfor po jednym z najlepszych sezonów w karierze, w którym odegrał ważną rolę w sukcesach Arsenalu i był także ważnym ogniwem reprezentacji Belgii. Jeszcze większym echem odbił się transfer Greenwooda, za którego Fenerbahçe zapłaciło rekordowe w historii klubu 39 milionów euro. Anglik podpisał umowę do 2030 roku i po znakomitym sezonie z 26 golami oraz 11 asystami stał się symbolem rosnących ambicji tureckiej ligi.
  2. Przełom w polityce transferowej tureckich klubów był efektem kilku czynników. Z jednej strony kluby musiały zacząć rywalizować z rosnącą siłą finansową ligi saudyjskiej, a z drugiej pozyskały nowe źródła finansowania. Galatasaray i Beşiktaş zaczęły czerpać duże dochody z monetyzacji atrakcyjnych nieruchomości, Fenerbahçe zyskało nowych inwestorów, a największe kluby uwolniły się od ograniczeń finansowych narzuconych wcześniej przez konsorcjum banków. Dzięki temu mogły przeznaczać znacznie więcej pieniędzy na transfery piłkarzy.
  3. Klubem korzystającym ze wsparcia politycznego prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana jest Başakşehir. Choć kilka lat temu zdobył mistrzostwo Turcji i wydawało się, że na stałe przełamie dominację największych klubów ze Stambułu, ostatecznie nie zdołał utrzymać tej pozycji. Obecnie o tytuł ponownie rywalizują przede wszystkim Galatasaray i Fenerbahçe, a za nimi plasują się Beşiktaş oraz Trabzonspor.