Polska bizneswoman wystąpi na MŚ w jeździectwie. „Na zawodach odpoczywam”
Aleksandra Popławska-Ślązak mimo rad nie mogła zdecydować się na sprzedaż konia. W końcu mama, twórczyni kosmetycznej marki Clarena, powiedziała: „No to wchodzimy w to na poważnie”. Zrobiła prawo jazdy na ciężarówkę i zaczęła wozić córkę i jej konia na zawody.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak długo szkoli się konie, które startują na wysokim poziomie w jeździeckiej konkurencji: ujeżdżenie.
- Ile godzin dziennie trenuje Aleksandra Popławska-Ślązak.
- Jakie cechy kształtowane w jeździectwie mogą być szczególnie przydatne w biznesie.
Z Aleksandrą Popławską-Ślązak rozmawiamy na tydzień przed mistrzostwami świata w ujeżdżeniu, które w dniach 11-15 sierpnia odbędą się w Aachen w Niemczech. Nasza bohaterka zwykle mawia, że „na zawodach odpoczywa”, ale tym razem chyba będzie inaczej – ze względu na wielką rangę imprezy.
– No tak. O „odpoczywaniu na zawodach” mówię z pewnym przymrużeniem oka, ale rzeczywiście dni startowe są dla mnie znacznie spokojniejsze niż te, w których funkcje wiceprezeski rodzinnej godzę z treningami – mówi Aleksandra Popławska-Ślązak.
Jest córką Patricii Popławskiej, założycielki marki kosmetycznej Clarena. To matka też zaraziła córkę pasją.
Najpierw była miłość do koni
– Chociaż tak naprawdę zaczęło się od dziadka. Bo on był wielkim miłośnikiem koni. Nawet gdy już nie służyły mu jako pomoc w prowadzeniu gospodarstwa, to wciąż je trzymał. I tak pokochała konie moja mama. Później, gdy wyjechała z domu rodzinnego i zaczęła bardziej interesować się biznesem, pasję zawiesiła. Ale gdy ja miałam około 6 lat, konie wróciły do naszego życia. Mama zaczęła jeździć w jednej z podwrocławskich stajni – opowiada Aleksandra Popławska Ślązak.
Z czasem Patricia Popławska miała już własną stajnię, z czasem też jej córka do samego podziwiania koni dodała jazdę.
– Rzeczywiście, na początku tylko się przyglądałam. Ale w końcu spróbowałam. Pamiętam to dobrze, bo zostałam wsadzona na największego konia, miał chyba 180 cm wysokości. A ja miałam sześć lub siedem lat! Gdy już mieliśmy własną stajnię, to zauważyłam, że wpadam po uszy. Ale, co ciekawe, nie tyle chodziło o samą jazdę, ile o miłość do koni. Oczywiście też trenowałam, nasza stajnia z czasem zmieniła się w szkółkę – mówi Aleksandra Popławska-Ślązak.
Na młodzieżowe zawody w jeździectwie Aleksandra Popławska-Ślązak była jednak, jak sama mówi, raczej „wypychana” przez mamę oraz trenera. Nie odczuwała silnej potrzeby rywalizacji. Nie odnosiła sukcesów w zawodach juniorskich, ale też nie umiała przestać kochać koni.
Mama mówi: No to zaczynamy
– W czasie studiów cały czas miałam konia, choć mama wtedy namawiała mnie, że może pora już go sprzedać, znaleźć inną pasję, już wchodzić w biznes. A ja nie mogłam oddać swojego konia, a ponadto jeszcze w czasie studiów zatrudniałam się jako trener, a nawet trener koni, co jest już dość niebezpieczne. Wtedy mama trochę łapała się za głowę – wspomina Aleksandra Popławska-Ślązak.

Stan takiego zawieszenia trwał kilka lat, w końcu Patricia Popławska podjęła decyzję.
– Jakieś sześć lat temu, już po moich 25. urodzinach, mama powiedziała: „No dobrze, jeśli tak, to wchodzimy w to na poważnie. I celem będą igrzyska olimpijskie”. Wtedy zaczęła się moja prawdziwa kariera. A cztery lata temu – kariera międzynarodowa. Oczywiście, że mama za kierownicą ciężarówki woziła mnie, mojego konia i resztę ekipy na zawody! Również międzynarodowe. Specjalnie zrobiła takie prawo jazdy – wspomina Aleksandra Popławska-Ślązak.
Ujeżdżenie to konkurencja magiczna
Konkurencją jeździecką, w której startuje Aleksandra Popławska, jest ujeżdżenie. Dyscyplina szalenie trudna, którą dobrze kojarzymy z telewizji: nie ma skoków przez przeszkody, jest za to imponująca prezentacja programu. Są specyficzne ruchy, manewry i chody (stęp, kłus, galop). Koń odbiera subtelne sygnały jeźdźca, sędziowie wszystko oceniają, a kibice zachodzą w głowę, skąd tak imponująca synchronizacja. Ale do tego rodzaju pokazów należy przygotowywać konia przez… osiem lat.
– I też nie ma gwarancji, że koń dojdzie do tego najwyższego poziomu. Wyszkolone konie mogą kosztować nawet powyżej miliona euro. Ale można też kupić młode konie za kwotę np. 20 lub 30 tys. euro – mówi Aleksandra Popławska.
Zawodniczka ma pięć koni.
– Można powiedzieć, że to taka minimalna norma w przypadku sportowców półzawodowych. Są konie młodsze, są starsze. Na MŚ wystartuje jeden. Ale za to w czasie treningów korzystam ze wszystkich. Bo z jednym koniem można popracować maksymalnie godzinę, później już jego koncentracja ulatuje. Tak więc trenuję ok. pięciu godzin dziennie ze swoimi końmi, do tego dokładam jeszcze trening siłowy i kondycyjny dla siebie. Jeśli dodamy do tego pracę w firmie, to... mam dość intensywne dni – mówi Aleksandra Popławska-Ślązak.
Radość z „procesu”
Aleksandra Popławska-Ślązak marzy o olimpiadzie, ale zapewne w przyszłości przejmie też rodzinną firmę. Czy sport daje lekcje przydatne w biznesie? To jasne. A czego w szczególności uczy jeździectwo?
– Nauczyło mnie tego, żeby umieć cieszyć się procesem. To ważne w sporcie i biznesie. W procesie treningowym w sporcie oraz podczas wykonywania planu długoterminowego w firmie. Końca raczej nie widać, cel też może być rozmyty, nie mamy też gwarancji sukcesu. Ale naprawdę da się czerpać przyjemność z małych kroków – kończy Aleksandra Popławska-Ślązak.

Główne wnioski
- Aleksandra Popławska-Ślązak to wiceprezeska firmy kosmetycznej Clarena, a także sportsmenka. W sierpniu wystartuje w MŚ w ujeżdżaniu. Na sport przeznacza dziennie pięć lub sześć godzin, marzy o tym, by wystartować na igrzyskach olimpijskich.
- Konie startujące w zawodach w ujeżdżeniu mogą być warte nawet ponad milion euro. Są przygotowywane do najważniejszych zawodów przez osiem lat lub więcej.
- Ujeżdżenie to konkurencja jeździecka, w której nie ma skoków przez przeszkody, jest za to prezentacja programu ocenianego następnie przez sędziów. W programie należy pokazać w odpowiednim rytmie specyficzne ruchy, manewry i chody (stęp, kłus, galop).
