Rosyjski dyskont znika z Europy. Jak Sznajderowie przegrali z sankcjami
Sieć zmieniała tożsamość niczym bohaterowie „Mission: Impossible”. Z Mere przechrzciła się na MyPrice, a potem na Moja Cena. Zdarzało się jej działać także pod szyldem Basket Plus. Teraz jednak tym „przebierankom” przyszedł kres. Sklepy się zamykają.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Gdzie unijne sankcje doprowadziły do zamknięcia sklepów Mere i jak sieć oficjalnie uzasadniała tę decyzję.
- Jak sieć braci Sznajderów próbowała odcinać się od swojego pochodzenia i jakie był skutek tych prób.
- Gdzie Mere ma się dobrze i nadal może się rozwijać.
Mieszkańcy wielu środkowoeuropejskich miast – od estońskiego Tallinna na północy po grecki Peloponez na południu – mogli być bardzo zaskoczeni, gdy pod koniec lipca lub na początku sierpnia poszli do sklepów Mere. Zastali je zamknięte. Z przyklejonych na drzwiach kartek dowiedzieli się, że sklep jest nieczynny „z przyczyn technicznych” lub „z powodu inwentaryzacji” – podają liczne serwisy internetowe w krajach bałtyckich.
Powodem nie była jednak żadna awaria ani zliczanie asortymentu. Naprawdę chodziło o wpisanie – w ramach 21. pakietu – kontrolującego sieć rosyjskiego biznesmena Siergieja Sznajdera na unijną listę sankcyjną. Znaleźli się na niej również brat przedsiębiorcy, Andriej, oraz ich matka, Walentina. I nie chodziło wcale o ich pochodzenie czy obywatelstwo, ale o to, że na okupowanych przez wojska Putina ukraińskich terenach wciąż działają należące do nich sklepy. Placówki z szyldem Svetofor i Majak funkcjonują m.in. na Krymie – który oficjalna strona internetowa firmy określa jako część Rosji – oraz w Chersoniu, Ługańsku i Doniecku.
„Nagle wyłączono światło”
Jak pisze Delfi.ee, klienci na informację o zamknięciu sklepów reagowali zwykle wzruszeniem ramion. Choć zdarzały się też dziwne sytuacje. Ze sklepu w Kownie wyproszono nagle wszystkie osoby robiące zakupy – informuje lokalny serwis miejski „Kas vyksta Kaune”.
Z poważniejszym problemem mogą się natomiast zetknąć pracownicy Mere. Już samo ich potraktowanie przez władze sieci w dniu zamknięcia placówek było złym prognostykiem. „To było duże zaskoczenie dla załóg. Pracownicy dostali kwadrans na to, by zebrali swoje rzeczy i opuścili pomieszczenia. W sklepach nagle wyłączono światło i przerwano przyjmowanie towarów” – relacjonuje litewski portal 15min.lt.
We wszystkich placówkach rosyjskiej sieci na Litwie pracowało łącznie ponad 250 osób. Paulius Petrauskas, wiceminister gospodarki i innowacji, zapewnił w radiu LRT, że rząd w razie potrzeby pomoże im znaleźć nowe zatrudnienie. Podkreślił jednocześnie, że w innych placówkach handlowych w kraju jest obecnie ponad 2,4 tys. wakatów, więc praca czeka na chętnych.
Wszystkie imiona Mere
Przedstawiciela rządu w Wilnie w większym stopniu niepokoi to, że rosyjska sieć odrodzi się na Litwie pod zmienionym szyldem. „Mamy takie podejrzenia dlatego, że nazwy sklepów są już zmieniane” – stwierdził wiceminister. W grę ma wchodzić zamiana logo „Mere” na „Ola”.
Rosyjska sieć już nieraz stosowała taki trik. Zrobiła tak m.in. w Polsce, gdzie szyld Mere zastąpiono najpierw marką MyPrice, a następnie Moja Cena, ale i na Węgrzech. U Bratanków miała początkowo funkcjonować pod logo Mere, ale ostatecznie pojawiła się jako Basket Plus. O tym, że zmianę wprowadzono na szybko, w ostatnim momencie, świadczyć może to, że sklep działał początkowo pod nazwą Basket Plusz (co jest dziwną mieszanką angielskiej i węgierskiej pisowni). W placówce można było też łatwo dostrzec ślady starej marki – np. na uchwytach wózków zakupowych logo Mere było tylko zasłonięte taśmą klejącą.
Bez jakichkolwiek wyjaśnień
Rosjanie planowali uruchomić na Węgrzech w ciągu roku 10 sklepów, jednak zdążyli otworzyć tylko jeden – w 18. dzielnicy Budapesztu. Jak informuje niezależny serwis „Világgazdaság”, kilka dni temu, ku zaskoczeniu klientów, placówkę zamknięto. Firma zarządzająca sklepem w żaden sposób nie wyjaśniła sytuacji.
O zamknięciu z dnia na dzień placówek Mere na Słowacji pisze dziennik „Hospodárske noviny”. I tu jako powód podano „przyczyny techniczne”. Decyzja musiała być nagła, bo – jak przypomina serwis aktuality.sk – całkiem niedawno firma aktywnie szukała pracowników i lokali pod kolejne sklepy.
Od drzwi sklepów Mere odbili się w ostatnich dniach również klienci w Rumunii – podaje TurdaNews.net. Rosyjska sieć działała na tym rynku od prawie ośmiu lat. Ostatnio miała 11 sklepów, choć wchodząc do Rumunii, deklarowała, że w ciągu najwyżej pięciu lat zbuduje aż 50 sklepów.
Swoje podwoje zamknęło również wszystkie 11 sklepów Mere w Grecji. Według tamtejszych mediów rosyjska firma szuka sposobów, aby wznowić działalność na tym rynku.
Czechy i Polska wyjątkami
Wyjątkiem na tej mapie są Czechy, gdzie również działa kilkanaście sklepów Mere. Wprawdzie czeski Urząd Analityki Finansowej (FAÚ), który pełni podobne funkcje jak nasz Generalny Inspektor Informacji Finansowej, zamroził udziały Sznajderów w sieci, ale nie wiązało się to z zamknięciem samych placówek. Na początku sierpnia komercyjna stacja TV Nova zwróciła się do spółki MERE Česká republika z pytaniem, czy rozważa taki krok, ale odpowiedzi nie dostała.
Innym wyjątkiem jest… Polska. U nas bowiem sklepy należące do rosyjskiej sieci nie działają już od ponad roku. Wtedy to, na wniosek Krajowej Administracji Skarbowej, firma Torgservis PL, będąca właścicielką sieci, trafiła na naszą listę sankcyjną. KAS uznała bowiem, że wpłynie to na ograniczenie dochodów budżetu Federacji Rosyjskiej, z którego finansowana jest wojna przeciwko Ukrainie.
Warto wiedzieć
Mere w Serbii ma się nieźle
25 grudnia 2020 r. w Batajnicy, na północno-zachodnich obrzeżach Belgradu, otwarto pierwszy sklep Mere w Serbii. Jesienią 2025 r., jak informował serwis dnevnik.rs, rosyjska sieć handlowa miała na serbskim rynku około 40 sklepów. Jovan Ratković, dyrektor Mere Market Nowy Sad, deklarował wówczas, że koncepcja dyskontu spotkała się z bardzo dobrym odbiorem i docelowo w całym kraju ma powstać nawet około stu placówek. Obecnie jednak – jak wynika z informacji na stronie firmy – na serbskim rynku funkcjonuje 26 sklepów.
W Serbii Mere nie kryje swojego rosyjskiego pochodzenia. Reklamuje się sloganem, który brzmi tak znajomo, że nie trzeba go nawet tłumaczyć na polski: „Niske cene svaki dan”.
Główne wnioski
- Unijne sankcje uderzyły w Mere w sam środek ekspansji. W kilku krajach UE sklepy zostały zamknięte z dnia na dzień, choć jeszcze niedawno sieć szukała pracowników i lokali pod kolejne placówki. Wygląda na to, że sankcje przekreśliły plany dalszego rozwoju rosyjskiego dyskontu w Europie.
- Zmiana szyldu nie rozwiązała problemu rosyjskiego pochodzenia sieci. Mere próbowało ukryć swoje pochodzenie i jednoznacznie kojarzącą się z państwem Putina markę zastępować innymi. Sklepy działały więc jako MyPrice, Moja Cena czy Basket Plus, ale zmiana logo nie oznaczała zmiany właścicieli. To nie wystarczyło, by uniknąć konsekwencji unijnych sankcji.
- Mere nie znika całkowicie z europejskiego rynku. W Czechach unijne sankcje na przełożyły się wprost na zamknięcie sklepów tej marki. Poza UE – np. w Serbii – sieć wciąż prowadzi działalność i ma ambicje dalszej ekspansji, co pokazuje, że sankcje ograniczają jej obecność w Unii, ale nie kończą działalności grupy.