Pierwsze taksówki autonomiczne zawitały do Europy. Freenow: Auto bez kierowcy na razie z kierowcą
Firma Freenow rozpoczęła w Londynie pierwszy etap testowania taksówek autonomicznych. To jeden z pierwszy krok w kierunku komercyjnego wykorzystania samochodów bez kierowców na europejskim rynku przewozów. Na razie za kierownicą wciąż będzie jednak człowiek. Polska dopiero otworzyła drogę do testowania tej technologii.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Freenow testuje autonomiczne taksówki w Londynie i kiedy mogą one zacząć wozić pasażerów.
- Dlaczego Wielka Brytania jest dziś bardziej gotowa na komercyjne wykorzystanie autonomicznych samochodów niż Polska.
- Jakie zmiany prawne umożliwiają testowanie autonomicznych pojazdów w Polsce i kiedy możemy spodziewać się ich szerszego wykorzystania.
Pod koniec lipca firma Freenow rozpoczęła w Londynie pierwszy etap testowania taksówek autonomicznych. To w Europie pierwsze podejście do skomercjalizowania usługi samochodów bez kierowcy. Do tej pory testy takich aut odbywały się na Starym Kontynencie – jednak służyły głównie instytutom badawczym lub producentom aut.
Samochód „bez kierowcy” z kierowcą
Jest jednak istotny szczegół – samochód autonomiczny Freenow nie wyjedzie na ulice miasta od razu sam, ale... z kierowcą w środku. Władze spółki tłumaczą, że to dopiero wstępny etap testów, firma musi więc zebrać odpowiednią wiedzę i „zadbać o wszystkie aspekty bezpieczeństwa”.
– Pierwszy etap, który właśnie się rozpoczął, to jazda samochodu autonomicznego z kierowcą. Nie będzie miał on jeszcze zastosowania komercyjnego. Człowiek, który znajdzie się w pojeździe, będzie tzw. operatorem bezpieczeństwa i przejmie kontrolę w razie potrzeby – mówi Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający Freenow by Lyft w Polsce w rozmowie z portalem XYZ.
Dopiero w kolejnych, dalszych etapach firma będzie testować przejazdy bez kierowcy. W przyszłym roku chce udostępnić przejazdy dla pasażerów, w ramach usługi komercyjnej. Nadal jednak z kierowcą. Szef Freenow nie chce jednak na razie mówić o tym, kiedy dokładnie użytkownicy aplikacji mogliby przejechać się samochodem bez kierowcy.
– Musimy być pewni, że wdrożenie jest bezpieczne, dlatego ten proces chwilę potrwa – tłumaczy Krzysztof Urban.
Na początek mapowanie
Zanim autonomiczne taksówki zaczną wozić pasażerów, muszą najpierw „nauczyć się” Londynu. Pierwszym zadaniem samochodów będzie więc szczegółowe mapowanie miasta. Program będzie prowadzony stopniowo, zaczynając na razie od jednej dzielnicy miasta – Brent. Następnie ma być rozszerzany o kolejne dzielnice stolicy Wielkiej Brytanii.
– Aktualne testy pozwalają między innymi odwzorować strukturę miasta w taki sposób, aby możliwe było jej przetwarzanie i analiza przez algorytmy. Jest ono też infrastrukturalnie różnorodne, co czyni je dobrym miejscem do testów i nauki – dodaje nasz rozmówca.
Na początek na ulice Londynu wyjedzie kilkadziesiąt samochodów Apollo Go RT6 chińskiej firmy Baidu. Jak zapowiada Krzysztof Urban, ich liczba ma wzrosnąć wraz z kolejnymi etapami. Wszystkie samochody autonomiczne są pojazdami w pełni elektrycznymi. Miałyby współistnieć na platformie Freenow z klasycznymi taksówkami w modelu hybrydowym – i w ten sposób uzupełniać się, gdy zapotrzebowanie jest największe.
– Samochody autonomiczne będą na platformie dostępne przez cały czas – będą odpowiadały za cząstkę podaży tej usługi, uzupełnianej przez kierowców. Pozwoli to kierowcom dostosować swoje godziny pracy do szczytów popytowych, w których możliwość zarobku jest najwyższa – mówi dyrektor zarządzający Freenow.
Dlaczego wybór Freenow padł na Londyn? Krzysztof Urban zaznacza, że aglomeracja jest różnorodna infrastrukturalnie i jest jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc z punktu widzenia rynku przewozu osób – także ze względu na wielkość rynku i populację.
Jednak kluczowym argumentem pozostaje fakt, że w Wielkiej Brytanii istnieją ramy prawne, które pozwalają na wprowadzenie tej usługi w przyszłości również w ramach działalności komercyjnej. W Polsce będziemy musieli na to jeszcze trochę poczekać.
Tym się różni Londyn od Warszawy
– To właśnie różni Londyn od Warszawy – dzisiaj w Polsce mamy wyłącznie ramy prawne do prowadzenia testów, natomiast nie mamy ich dla przyszłościowego prowadzenia usługi komercyjnej. Brakuje też jasno wyznaczonej ścieżki, jak do tego punktu dotrzeć – komentuje Krzysztof Urban.
Polska zrobiła w ostatnich miesiącach pierwszy krok w stronę autonomicznego transportu. Paradoksalnie, na razie jest to jednak tylko krok w stronę testów, a nie komercyjnego wykorzystania tej technologii. W grudniu ubiegłego roku prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy Prawo o ruchu drogowym. Wprowadziła ona nowe zasady testowania pojazdów zautomatyzowanych i w pełni zautomatyzowanych na drogach publicznych.
Przepisy weszły w życie pod koniec czerwca tego roku. Nadal nie rozwiązują jednak kwestii dopuszczenia autonomicznych samochodów do regularnego ruchu drogowego i świadczenia przez nie usług przewozowych.
Jak mówi Krzysztof Urban, z tego powodu nie da się przewidzieć, kiedy taka usługa mogłaby zostać wprowadzona do zastosowań komercyjnych. Dyrektor zarządzający Freenow wskazuje, że może być wiele przyczyn, dla których temat samochodów autonomicznych do tej pory był w Polsce pomijany.
– Może to wynikać z obecnych priorytetów administracji, wśród których temat ten jest jeszcze za mało zbadany, wymaga dalszych analiz i wiedzy eksperckiej. Nie mamy też w Polsce krajowego producenta tego typu technologii. Gdyby pojawił się lokalny gracz rozwijający podobne rozwiązania, temat zapewne byłby traktowany priorytetowo – mówi.
Branża nie składa jednak broni.
– Chcemy aktywnie uczestniczyć w dyskusji na temat możliwych modeli wdrożenia tych rozwiązań w Polsce (...). Brakuje nam jednak większej otwartości i woli politycznej. Regulator powinien otwarcie porozmawiać z rynkiem, żeby wiedzieć, jakie są oczekiwania i potrzeby. I przygotować projekt do tego typu nowych usług – wskazuje Krzysztof Urban.
W obecnej sytuacji jest więc mało prawdopodobne, że firmy takie jak Freenow zdecydują się na komercyjne wdrożenia w Polsce w najbliższych latach. Kiedy zatem możemy spodziewać się na polskich drogach powszechnie dostępnych samochodów autonomicznych?
– Będąc realistą, nie mogę powiedzieć, że testy w Polsce wydarzą się w najbliższej przyszłości. Myślę, że nie za pięć, ale też nie za 15 lat. Powiedziałbym dzisiaj, że za około 10 lat – podsumowuje rozmówca.
Ekspert: Samochody autonomiczne to przyszłość
Krzysztof Burda, prezes Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności (PIRE), podkreśla, że prawo europejskie w kontekście pojazdów autonomicznych jest dużo bardziej rygorystyczne niż chociażby w USA. Z kolei lokalne prawo niemieckie czy francuskie jest bardziej sprzyjające testom pojazdów autonomicznych, niż regulacje w Polsce.
– Z jednej strony chcielibyśmy być zapleczem R&D dla europejskich marek. Mamy kilka centrów badawczo-rozwojowych oraz firmy, które usługowo rozwijają technologie dla koncernów automotive. Ale wciąż to bardzo zastanawiające, dlaczego akurat tych technologii nie możemy w pełni rozwinąć w Polsce – komentuje w rozmowie z portalem XYZ.
Prezes PIRE zwraca uwagę na Instytut Łukasiewicza PIMOT, który ma doświadczenie w zakresie implementacji pojazdów autonomicznych i testowania ich. Zdaniem eksperta polskie prawo nie pomaga nawet w tym, żeby móc swobodnie przeprowadzać tego typu testy.
– Nie wiem, dlaczego regulator umożliwia testy, ale nie daje zielonego światła dla komercjalizacji usług autonomicznych. Samochody autonomiczne to przyszłość motoryzacji w kontekście zastąpienia prawdziwego kierowcy sztuczną inteligencją. Powinniśmy do tego dążyć, zwłaszcza, że Polska chce być krajem innowacyjnym, a jednak regulacje bardzo skutecznie to ograniczają – dodaje.
Nie wiem, dlaczego regulator umożliwia testy, ale nie daje zielonego światła dla komercjalizacji usług autonomicznych.
Czy jednak samochody autonomiczne są Polsce tak bardzo potrzebne? Zdaniem eksperta nie jest to ciekawostka, ale „kierunek, od którego nie uciekniemy”.
– To nie jest kwestia wyłącznie wygody i „jazdy bez kierowcy”, ale realne oszczędności dla firm np. logistycznych, które mogą wykonywać część zadań transportowych za pomocą pojazdów autonomicznych. To także taksówki bez kierowcy, które funkcjonują z powodzeniem chociażby w Kalifornii. Ważna jest również kwestia zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Systemy z dodatkową kontrolą pomogłyby kierowcy w jeździe – podsumowuje Krzysztof Burda.
Ekspert potwierdza, że do tej pory testów pojazdów autonomicznych było w Europie sporo. Jednak w kontekście komercjalizacji usługa Freenow jest nadal w Europie nowością.
Główne wnioski
- Freenow rozpoczęło w Londynie testy, które mają przygotować usługę do uruchomienia przejazdów dla pasażerów. Na razie samochody nadal będą jeździć z operatorem bezpieczeństwa, który w razie potrzeby będzie mógł przejąć kontrolę nad pojazdem. W kolejnych etapach firma chce jednak testować przejazdy bez kierowcy i docelowo udostępnić je użytkownikom swojej platformy.
- Polska wciąż jest kilka kroków za Wielką Brytanią. Na Wyspach istnieją już ramy prawne, które pozwalają myśleć o wykorzystaniu autonomicznych samochodów w usługach komercyjnych. Polska dopiero niedawno wprowadziła przepisy umożliwiające prowadzenie testów pojazdów zautomatyzowanych i w pełni zautomatyzowanych na drogach publicznych. Nadal brakuje jednak jasno określonej ścieżki, która pozwoliłaby przejść od testowania technologii do regularnego świadczenia usług przewozowych.
- Brak odpowiednich regulacji sprawia, że firmy takie jak Freenow nie mają obecnie wystarczających warunków, by planować w Polsce komercyjne wdrożenia autonomicznych przewozów. Branża wskazuje również na brak większego zaangażowania państwa i jasno określonego kierunku rozwoju tej technologii. Według Krzysztofa Urbana na powszechnie dostępne autonomiczne samochody w Polsce możemy poczekać około 10 lat.