Granty, które straszą. W programie STEP zero chętnych, na uczelniach naukowcy rezygnują z funkcji
NCBR ogłasza nowy nabór na dofinansowanie projektów B+R. Czy konkurs powtórzy kompromitującą klęskę siostrzanego programu z PARP dla biotechnologii, do którego nie zgłosiła się ani jedna firma? To wielce prawdopodobne, bo NCBR zmienia zasady w czasie gry, a obecnym beneficjentom grantów grozi zwrot przydzielonych milionów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy PARP powtórzy konkurs STEP bio-tech na nowych zasadach i od czego to zależy.
- Jakie ryzyko rodzą działania NCBR, które zmienia zasady dla grantów finansujących już trwające projekty B+R.
- Dlaczego naukowcy muszą rezygnować ze stanowisk kierowniczych na uczelniach albo z projektów B+R.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) ogłosiło właśnie kolejny nabór wniosków na realizację projektów badawczych na ścieżce SMART w ramach programu FENG (Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki).
Pieniądze są dla małych i dużych firm działających w różnych konsorcjach z uczelniami, innymi firmami czy organizacjami. Obowiązkowym elementem projektu, podkreśla NCBR, są prace B+R prowadzące do opracowania innowacji produktowej lub procesowej. Do wzięcia jest 350 mln zł. Teoretycznie.
Teoretycznie, ponieważ może się okazać, że po pieniądze lepiej się nie zgłaszać. Wiele firm, które już dostały granty z NCBR lub z PARP staje wobec ryzyka ich zwrotu. Mimo że już rozpoczęły swoje projekty badawcze.
Porażka systemu: nikt się nie schylił po 150 mln
Zaczęło się od konkursu PARP dla sektora biotechnologii na innowacyjne technologie krytyczne w ramach inicjatywy STEP (ścieżka A). W rozstrzygniętym kilka tygodni temu konkursie po 150 mln zł grantów nie zgłosiła się ani jedna firma. Nie wpłynął żaden wniosek. I nie dlatego, że się w polskiej biotechnologii przelewa.
– Mimo naszych apeli o zmianę i wielu wskazówek, jak można to zrobić z korzyścią dla obu stron, zasady konkursowe zostały określone tak, że firmy uznały, iż szanse powodzenia są bardzo małe. Potencjalne korzyści stały się niewspółmierne do nakładu pracy, czasu i środków, które trzeba poświęcić na przygotowanie wniosków konkursowych. To po prostu stało się nieopłacalne – wyjaśnia Marta Winiarska, prezeska BioInMed, organizacji zrzeszającej firmy z branży.
Warto wiedzieć
Ważny STEP
Program STEP, czyli Platforma Technologii Strategicznych dla Europy, ma wspierać rozwój technologii cyfrowych, zielonych, biotechnologii, a także pozwalających oszczędzać ograniczone zasoby. Część inwestycyjną programu prowadzi Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, a projekty badawczo-rozwojowe – Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
Równoległa ścieżka B programu, obejmująca technologie służące ograniczaniu strategicznej zależności Unii Europejskiej, nie była pusta. Firmy złożyły sześć wniosków na łączną kwotę prawie 122,8 mln zł. Ale to nawet nie wypełniło puli, która była do podziału (również 150 mln).
Marta Winiarska wielokrotnie publicznie apelowała o konieczność weryfikacji zasad przydziału grantów, które od początku nie przystają do branży biotechnologicznej. Przez wiele miesięcy i firmy, i organizacje branżowe takie jak BioInMed, regularnie sygnalizowały problemy w STEP. Większość konkursów wymaga na przykład na zakończenie projektu przedstawienia gotowego, zamkniętego produktu. W przypadku rozwijania nowych leków czy innych rozwiązań bio-tech żadna firma na cząstkowym etapie rozwoju produktu nie może się do tego zobowiązać.
Technologie zagrożone asekuracyjną postawą
Największą barierą stała się dla biotechnologii asekuracyjna nadinterpretacja kryteriów dofinansowania unijnego. Wypłynęła z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, spadła na organizujące konkursy PARP i NCBR, a dalej – na biznes.
Mimo otwartego podejścia Komisji Europejskiej, o którym zapewnia Marta Winiarska, Polska sama sobie nie chce rozszerzyć katalogu technologii biotechnologicznych uprawnionych do finansowania unijnego.
– Mamy zapewnienia KE, że katalog technologii nie jest zamkniętym wykazem – Polska mogłaby go rozszerzać według potrzeb badawczych. Niestety, nasze urzędy przyjęły restrykcyjną, wąską interpretację – rozwiązania najwygodniejsze z punktu widzenia urzędników, a nie firm – mówi Marta Winiarska.
Nikt nie powie pod nazwiskiem tego, co wszyscy mówią nieoficjalnie. Ludzie pracujący w ministerstwie chcą uniknąć w przyszłości tłumaczenia się i niewygodnych sytuacji przy rozliczaniu unijnych funduszy. Tylko tyle i aż tyle.
Zasady „Złotej kaczki”
Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej wychodzi z założenia, że lepiej pieniędzy nie podzielić i oddać je do UE, niż dofinansować niechcący jakiś projekt, z którego trzeba się będzie tłumaczyć. Skopiowało więc sobie zasady FENG od „Złotej kaczki”. W znanej baśni kaczka na stercie złota też stawiała „beneficjentowi” warunek: możesz wydać kasę głupio, ale musi to być według moich reguł. Gdybyś chciał uczynić coś dobrego, ale poza wyznaczonymi granicami – zostaniesz ukarany.
W duchu tego podejścia zmieniła się także interpretacja zasad rozliczania wynagrodzeń dla naukowców w projektach B+R. Problemem z dnia na dzień stały się wynagrodzenia dla badaczy, którzy łączą funkcje w projektach badawczych wspieranych z UE i w innym miejscu pracy, na przykład na uczelni.
Według najnowszych interpretacji urzędników – w uproszczeniu – rektor, dziekan, kierownik katedry, a nawet laboratorium nie mogą być bez przeszkód wynagradzani jednocześnie także w projekcie badawczym, w którym biorą udział. Wymaga to sporej ekwilibrystyki finansowej, co może się skończyć nierozliczonym grantem i żądaniem zwrotu środków.
Do widzenia, do jutra?
NCBR o nowych zasadach informuje właśnie kolejnych beneficjentów grantów. W efekcie, żeby ograniczyć skalę problemu, na uczelniach naukowcy zaczynają „rzucać papierami”.
– Od 1 sierpnia zrezygnowałem ze stanowiska kierownika katedry na politechnice, żeby móc pracować przy projekcie, który otrzymał grant NCBR. Pracownikiem uczelni pozostaję nadal. Ale nie mogę zajmować funkcji kierowniczych, bo konsorcjum badawcze, w którym działam, miałoby problemy z rozliczeniem w grancie mojej pracy. Takich osób jak ja jest wiele – mówi prof. Mariusz Kieć z Politechniki Krakowskiej.
Do niedawna był kierownikiem Katedry Dróg, Kolei i Inżynierii Ruchu. Formalnie miał wybór i mógł wybrać stanowisko na Politechnice, ale w praktyce – nie.
– Z projektu badawczego w zasadzie nie mogłem zrezygnować, bo w konkursach grantowych oceniany jest i projekt, i zespół, który ma go prowadzić. Zmiana w zespole oznaczałaby niedotrzymanie warunków grantu. Zapewne konieczność powtórzenia konkursu, w najlepszym razie – tłumaczy prof. Mariusz Kieć.
I tu dochodzimy do jądra problemu: o nowych wytycznych NCBR informuje także podmioty, które otrzymały dofinansowanie dawno po przyznaniu grantów.
Zmiana zasad w trakcie gry
Prawo zaczyna działać wstecz – alarmują beneficjenci grantów z FENG.
– W czasie rozpatrywania wniosku nikt nie miał uwag co do badaczy i form ich zatrudniania. A teraz straciłem jednego kierownika, a kolejni sygnalizują, że też mogą odejść – mówi prof. Andrzej Szarata, rektor Politechniki Krakowskiej.
Politechnika jest beneficjentem grantu na wspólny projekt B+R w konsorcjum z firmą Orange. Z tego powodu prof. Kieć musiał się pożegnać ze stanowiskiem kierownika katedry. Problem dotyczy także samego rektora PK, który też bierze udział w projektach badawczych.
Warto wiedzieć
Projekt badawczy, który zaczął uwierać badaczy
W ramach konsorcjum z Orange Polska Politechnika Krakowska realizuje projekt „System predykcji prędkości pojazdów i ryzyka bezpieczeństwa w transporcie multimodalnym na podstawie danych komórkowych”. Projekt ruszył w tym roku. Zakłada stworzenie systemu wykorzystującego sieci komórkowe do oceny prędkości ruchu i przewidywania ryzyka na drogach. Jego wdrożenie ma się przyczynić do poprawy efektywności zarządzania ruchem i redukcji kosztów społeczno-ekonomicznych związanych z wypadkami drogowymi. Budżet wynosi 13,4 mln zł, a dofinansowanie z NCBR (FENG) przekracza 10 mln zł (w tym na prace prowadzone na PK prawie 5 mln zł). W zespole badawczym znalazło się kilku naukowców z PK, m.in. prof. Andrzej Szarata i prof. Mariusz Kieć.
To drugi projekt realizowany wspólnie przez PK i Orange dzięki wsparciu z FENG. Wcześniejszy, dotyczący zasilania modeli transportowych danymi z telefonii komórkowej, wystartował w 2024 r. Miał wartość ponad 9 mln zł.
Nieoficjalnie NCBR tłumaczy się swoim beneficjentom, że taka interpretacja dotarła do nich z Ministerstwa Funduszy już po rozpatrzeniu wniosków grantowych. Niestety, NCBR nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie.
Skala problemu
Rektor Andrzej Szarata podkreśla, że to nie jest jednostkowy problem jednej uczelni albo jednej firmy.
– Z tym wyzwaniem będzie się mierzyć każdy, kto sięgnął po środki z FENG. Chodzi także o inne uczelnie, które prowadzą zaawansowaną działalność badawczo-rozwojową – AGH, Politechnika Łódzka czy Śląska – mówi prof. Szarata.
Potwierdza to Marta Winiarska.
– Niektórzy beneficjenci z naszego sektora też już dostali z NCBR pisma związane ze sposobem rozliczania kosztów zatrudniania badaczy w związku z nową interpretacją dotyczącą osób pełniących równocześnie role naukowe i zarządcze. Co gorsza, coraz częściej także wstecz, w projektach rozpoczętych według innych zasad. To zmiana zasad w trakcie gry – mówi Marta Winiarska.
Według szefowej BioInMed, zastosowanie nowego podejścia do starszych projektów może prowadzić do zakwestionowania w wielu firmach rozliczenia grantów i żądania zwrotu dofinansowania.
– To może dotyczyć milionów złotych. Najgorsze jest to, że w tej chwili naprawdę nie wiemy, czego możemy się spodziewać. Nie wiemy np., które konkursy albo umowy mogą zostać zakwestionowane – przestrzega Marta Winiarska.
Granty poza zasięgiem
Unia Europejska przeznacza setki milionów złotych na rozwój strategicznych technologii, ale w Polsce część programów zaczyna działać odwrotnie do pożądanego celu. Źródłem problemu staje się administracja rządowa, w której interesie powinny leżeć badania nad dużymi innowacjami.
Zamiast tego urzędnicy, chcąc ograniczyć ryzyko w przyszłych procesach rozliczania funduszy, nakładają restrykcje, które dostępne środki czynią niedostępnymi.
PARP analizuje własny problem
Czy spodziewając się niespodziewanego przedsiębiorstwa i instytucje badawcze sięgną po 350 mln zł z najnowszego naboru STEP ogłoszonego przez NCBR? Dowiemy się 16 października, gdy upłynie termin składania wniosków.
A co ze 150 mln zł dla sektora biotechnologicznego w PARP? Czy agencja zmieni zasady i powtórzy konkurs?
– Trwają uzgodnienia dotyczące możliwych usprawnień. Obecnie jesteśmy na etapie analizy możliwości wprowadzenia zmian w formule naboru oraz uzgadniania ich z instytucją nadzorującą program – odpowiada rzeczniczka prasowa PARP, Aneta Zielińska-Sroka, zastępczyni dyrektora Biura Komunikacji.
Jak przekazała, PARP nie może jeszcze przesądzić o ostatecznym kształcie możliwych usprawnień ani wskazać konkretnych rozwiązań, w tym ewentualnych zmian w zasadach naboru czy terminu jego ponowienia.
Wszystko zależy od Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.
Główne wnioski
- Porażka konkursu PARP dla bio-tech: Po 150 mln zł na innowacyjne technologie krytyczne nie zgłosiła się żadna firma biotechnologiczna. Zasady uczyniły start w konkursie nieopłacalnym dla firm – korzyści były niewspółmierne do nakładów i ryzyka. Organizacje branżowe ostrzegały przed takim przebiegiem, ale Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej trzyma się restrykcyjnej interpretacji zasad unijnych, by uniknąć problemów przy rozliczaniu funduszy w przyszłości.
- Zmiana zasad w trakcie gry w NCBR: Beneficjenci (uczelnie, firmy) dostają nowe interpretacje dotyczące wynagrodzeń naukowców, którzy łączą pracę na uczelni z pracą w projektach B+R – osoby pełniące funkcje kierownicze (rektor, dziekan, kierownik katedry) nie mogą być wynagradzane w projektach tak bezproblemowo, jak to miało miejsce dotychczas. Naukowcy rezygnują z kierowniczych stanowisk uczelnianych, by nie ryzykować zwrotu grantów. Dotyczy to także projektów już rozpoczętych, co grozi tym, że beneficjenci będą musieli zwracać granty.
- Nowe nabory pod znakiem zapytania: NCBR ogłosił konkurs SMART na 350 mln zł, ale ryzyko klęski, jak w PARP jest wysokie. PARP analizuje porażkę konkursu, rozważa zmiany w STEP, lecz wszystko zależy od Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Na razie nie wiadomo czy konkurs zostanie powtórzony.
