Kategoria artykułu: Biznes

Polska spółka SATIM oblegana przez inwestorów. „Naszym celem jest szybki, ale zrównoważony rozwój” (WYWIAD)

Rozwój firm działających na styku obronności i sztucznej inteligencji nie tylko zwiększa bezpieczeństwo Europy, ale też wzmacnia jej pozycję w globalnym wyścigu technologicznym – mówi Jacek Strzelczyk, prezes i współzałożyciel spółki SATIM.

mówi Jacek Strzelczyk, prezes i współzałożyciel spółki SATIM.
Gdy zaczynaliśmy pracę z danymi satelitarnymi, rozważaliśmy wiele zastosowań. Po kilku latach zdecydowaliśmy się jednak skoncentrować na jednej niszy i jednym zastosowaniu. I to przynosi owoce! – mówi Jacek Strzelczyk, prezes i współzałożyciel spółki SATIM.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak krakowska spółka SATIM przeszła drogę od akademickiego spin-offu AGH do światowego lidera w analizie satelitarnych danych radarowych.
  2. W jaki sposób sztuczna inteligencja pomaga przekształcać trudne do interpretacji zobrazowania satelitarne w użyteczne informacje dla wojska, służb i biznesu.
  3. Dlaczego wojna w Ukrainie i rosnące znaczenie bezpieczeństwa zwiększyły zainteresowanie inwestorów firmami działającymi na styku obronności i AI.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jacek Strzelczyk, prezes i współzałożyciel spółki SATIM mówi, że gdy firma rośnie w błyskawicznym tempie, trochę przypomina startującą rakietę.

– Jest ekscytacja, ale jednocześnie dużo zamieszania – coś dymi, trzeszczy, mruga... Trzeba to wszystko utrzymać w ryzach. W przypadku SATIM wiele rzeczy dzieje się dziś jednocześnie, ale mimo tej dynamiki wszystko musi być pod kontrolą. Największym wyzwaniem jest dziś zatem skalowanie organizacji, zwłaszcza budowa zespołu i pozyskiwanie ludzi, którzy będą rośli razem z firmą. Naszym celem jest szybki, ale zrównoważony rozwój – uważa Jacek Strzelczyk.

Marcin Dzierżanowski: Opowie pan, jak powstała spółka SATIM?

Jacek Strzelczyk, prezes i współzałożyciel spółki SATIM: To spin-off wywodzący się z AGH, który założyłem wspólnie z żoną – Stanisławą Porzycką-Strzelczyk. Oboje pracowaliśmy wówczas jako wykładowcy na Wydziale Geologii, równocześnie pracując nad doktoratami związanymi z analizą satelitarnych danych radarowych. Badaliśmy osiadania terenu, szczególnie na obszarach górniczych i pogórniczych.

Warto wiedzieć

Jacek Strzelczyk

Prezes i współzałożyciel spółki SATIM. Od 2012 r. rozwija ją wraz z żoną Stanisławą Porzycką-Strzelczyk. W 2016 r. obronił doktorat na Wydziale Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

XYZ

Czyli wasze początki nie były związane z obronnością?

Absolutnie nie. Chodziło o monitorowanie pionowych ruchów gruntu i ocenę wpływu działalności człowieka na środowisko. Zmiana przyszła… z kosmosu.

Nasze początki nie były związane z obronnością. Zmiana przyszła… z kosmosu.

To znaczy?

W 2012 r. Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Jeszcze przed tą datą pojawiły się możliwości pozyskania od tej instytucji grantów na badania. Jako uczelnia postanowiliśmy skorzystać. Udało się. We współpracy z ESA zaczęliśmy rozwijać autorskie metody analizy danych radarowych. Gdy nasz kraj stał się pełnoprawnym członkiem Agencji, otworzyły się jeszcze większe perspektywy współpracy z tą instytucją. I właśnie to skłoniło nas do założenia spółki, której uczelnia została jednym z udziałowców.

Nadal zajmowaliście się badaniem osiadania gruntów na obszarach górniczych?

Początkowo tak. Jednak z czasem zaczęliśmy dostrzegać znacznie szerszy potencjał tych rozwiązań. Zwłaszcza że wraz z rozwojem technologii możliwości przetwarzania danych, otwierały się nowe możliwości. Mniej więcej w 2017 r. przekierowaliśmy działalność firmy w kierunku detekcji i klasyfikacji obiektów na zobrazowaniach satelitarnych. Stało się to fundamentem dalszego rozwoju SATIM.

Wytłumaczy to pan w sposób zrozumiały dla laika?

Nie zmieniając technologii, zmieniliśmy sposób wykorzystania danych. Zaczęliśmy rozwijać algorytmy służące do wykrywania i klasyfikacji obiektów, takich jak statki, okręty, samoloty czy pojazdy. Tym samym weszliśmy w obszar związany z bezpieczeństwem, obronnością, transportem i logistyką.

Jak rozumiem, działo się to przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie.

Owszem. To był rok 2017, więc obszar obronności nie był jeszcze wtedy szczególnie popularny. Gdy wybuchła wojna, zadania takie, jak monitoring ruchu morskiego, identyfikacja jednostek znajdujących się w określonych strefach czy wykrywanie obiektów, które z różnych powodów nie powinny się w danym miejscu znajdować, stały się dla europejskich armii priorytetem.

Rozumiem, że waszą przewagą stało się to, że zajmowaliście się tymi tematami „zanim to było modne”.

To prawda. Ponieważ wcześniej niż inni zaczęliśmy budować własne narzędzia i rozwijać technologie, gdy wybuchł konflikt w Ukrainie, a świat zaczął się zbroić, mieliśmy już za sobą lata doświadczeń. W naturalny sposób przełożyło się to na naszą pozycję globalnego lidera na rynku międzynarodowym. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że w zakresie analizy obrazów radarowych pod kątem wykrywania i klasyfikacji obiektów jesteśmy dziś najlepsi na światowym rynku. Dotyczy to zresztą nie tylko danych satelitarnych, ale także obrazowania pozyskiwanego z dronów czy samolotów.

W zakresie analizy obrazów radarowych pod kątem wykrywania i klasyfikacji obiektów jesteśmy dziś najlepsi na światowym rynku.

Wojna była więc dla branży przełomem?

Na pewno stała się ważnym katalizatorem zmian. Wszyscy uświadomiliśmy sobie, że świat nie jest już tak przewidywalny jak kiedyś, a bezpieczeństwo zaczęło być odmieniane przez wszystkie przypadki. To był ważny impuls rozwoju rynku obronnego, w tym także segmentu związanego z wywiadem i rozpoznaniem. Bez dokładnej obserwacji otoczenia nie da się budować strategii obronnych. To powoduje, że dane satelitarne stały się kluczowe dla bezpieczeństwa.

Wygraliście na tym, że już wcześniej skupiliście się na niszy, która nagle stała się bardzo ważna?

Rzeczywiście, przez lata konsekwentnie inwestowaliśmy czas, energię i zasoby w coś, co nie było zbyt popularne. Był w tym element ryzyka, mogło się przecież okazać, że rynek nie rozwinie się w tym kierunku albo że zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania nie będzie wystarczająco duże. Wierzyliśmy jednak, że analiza danych radarowych stanie się ważnym elementem rynku obserwacji Ziemi i bezpieczeństwa. Drugim kluczowym czynnikiem było skupienie się na jednym, konkretnym problemie. Gdy zaczynaliśmy pracę z danymi satelitarnymi, rozważaliśmy wiele zastosowań, np. monitoring infrastruktury, środowiska, zagrożeń powodziowych, osiadań terenu czy osuwisk. Po kilku latach zdecydowaliśmy się jednak skoncentrować na jednej niszy i jednym zastosowaniu. I to przynosi owoce!

Przez lata konsekwentnie inwestowaliśmy czas, energię i zasoby w coś, co nie było zbyt popularne. Był w tym element ryzyka.

Na czym polega rewolucja, którą wprowadziliście?

Żeby to wytłumaczyć, wyjdę od perspektywy użytkownika naszej technologii. Niezależnie od tego, czy jest to ktoś monitorujący bezpieczeństwo budynków na terenie szkód górniczych, czy wojskowy podejmujący decyzję na polu walki, potrzebuje wiarygodnych informacji. Na przykład takiej, czy na jakimś terenie znajdują się pojazdy nieprzyjaciela. Ich źródłem mogą być dane satelitarne.

To oznacza, że przede wszystkim potrzebują zobrazowań satelitarnych?

Rzeczywiście, jeszcze kilka lat temu to właśnie dostęp do zobrazowań był największym problemem. Dziś satelitów jest coraz więcej, a ilość generowanych danych rośnie lawinowo. Można je na przykład kupić od komercyjnych operatorów. Największym problemem obecnie nie jest już więc brak obrazów, lecz wydobycie z nich wartościowych informacji. I właśnie ten problem rozwiązuje nasze oprogramowanie.

W jaki sposób?

Obrazy radarowe, które pochodzą z satelity, są czarno-białe, zaszumione i bardzo trudne w interpretacji. Po to, żeby je zinterpretować, człowiek potrzebuje długiego szkolenia i sporo czasu. My wykorzystujemy do tego sztuczną inteligencję, która robi to bardzo szybko i skutecznie. Użytkownik dostaje informację o tym, że gdzieś się pojawiły nowe obiekty albo te, które już wcześniej obserwowano, zniknęły, ewentualnie podjęły jakąś nietypową aktywność.

Co jest największym wyzwaniem?

To, by użytkownik dostał od nas informację jak najbardziej czytelną. Dziś bazujemy na danych radarowych i satelitarnych, ale analizujemy też dane z platform lotniczych, dronów i innych systemów obserwacyjnych. To wszystko wiąże się z bardzo skomplikowaną technologią. Naszym celem jest to, by dla użytkownika nie była ona specjalnie widoczna ani obciążająca.

Chcemy, by korzystanie z zaawansowanych zobrazowań i analiz było równie intuicyjne, jak jest dzisiaj korzystanie z systemu GPS. Jego użytkownik nie musi przecież rozumieć sposobu działania satelitów ani przetwarzania sygnału, by bez problemu poznać swoją lokalizację. Podobnie powinno być z danymi radarowymi. Technologia ma dostarczać wiedzę potrzebną do działania, będąc dla odbiorcy niemal przezroczysta.

Chcemy, by korzystanie z zaawansowanych zobrazowań i analiz było równie intuicyjne, jak jest dzisiaj korzystanie z systemu GPS.

Wrócę do pytania z początku rozmowy. Czy jako spółka rozwijająca technologię dual-use obserwujecie wzmożone zainteresowanie ze strony inwestorów?

Na brak zainteresowania ze strony partnerów nie narzekamy. Zainteresowanie spółkami takimi jak SATIM jest dziś wyraźnie większe niż jeszcze kilka lat temu. Widzimy je zarówno ze strony funduszy venture capital i private equity, jak i inwestorów strategicznych. Liczba zapytań i prowadzonych rozmów potwierdza, że sektor ten znajduje się obecnie w centrum uwagi rynku. To ważna zmiana, nie tylko z punktu widzenia rozwoju firmy czy branży, ale także budowania pozycji państw europejskich na arenie międzynarodowej, np. w konkurencji z Chinami czy USA. Inwestycje w startupy działające na styku obronności i sztucznej inteligencji nie tylko poprawiają bowiem bezpieczeństwo naszego kontynentu, ale też wzmacniają pozycję Europy w globalnym wyścigu technologicznym.

W jaki sposób zdobywacie finansowanie?

Naszą drogę w pozyskiwaniu kapitału rozpoczęliśmy w 2020 r. Wzięliśmy wtedy udział w programie akceleracyjnym Techstars w Stanach Zjednoczonych. Otrzymaliśmy wtedy pierwszą inwestycję kapitałową. Od tego czasu przeprowadziliśmy kilka rund finansowania, które pozwoliły nam zebrać ok. 7 mln dolarów. W 2024 r. ogłosiliśmy zamknięcie wewnętrznej rundy finansowania, której liderem jest fundusz Balnord. Pozyskane środki pozwalają nam przyspieszyć rozwój rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i technologii SAR, a także wzmocnić zespół o ekspertów z obszaru AI i analizy danych satelitarnych. Równolegle koncentrujemy się na dalszej ekspansji międzynarodowej oraz umacnianiu naszej obecności w strategicznych regionach świata i państwach NATO. Technologie rozwijane przez SATIM znajdują zastosowanie zarówno w sektorze wywiadu, nadzoru i rozpoznania, jak i na wielu rynkach komercyjnych.

Balnord do tej pory zainwestował już w SATIM 1,4 mln euro.

Bardzo cenimy sobie tę współpracę i to nie tylko z powodu tej kwoty. Balnord aktywnie wspiera rozwój spółek portfelowych i pomaga im rosnąć we właściwym kierunku, nie ograniczając się wyłącznie do dostarczania kapitału. Dzięki temu możemy korzystać nie tylko z finansowania, ale także z wiedzy, doświadczenia i sieci kontaktów.

To kapitał przyjazny startupom?

Nawet bardzo. Pozwala nam się skupić na rozwoju produktu i biznesu, gdyż nie obciąża młodych firm nadmiernymi wymaganiami administracyjnymi czy raportowymi. Można więc powiedzieć, że są to tak zwane smart money, czyli pieniądze, za którymi idzie realne wsparcie w rozwoju firmy. Wśród inwestorów wspierających fundusz znajduje się m.in. Polski Fundusz Rozwoju (PFR Ventures), który wspiera rozwój innowacyjnych spółek technologicznych. W pewnym sensie pomaga nam również budować rozpoznawalność naszej marki, zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Wśród inwestorów wspierających fundusz Balnord jest m.in. Polski Fundusz Rozwoju (PFR Ventures). Wspiera on rozwój innowacyjnych spółek technologicznych, pomaga nam również budować rozpoznawalność naszej marki, zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Komentarz partnera cyklu

Kapitał, który rozumie ryzyko

Od 2019 r. przeprowadzono w Polsce blisko 2 tys. transakcji VC, a co dziesiąta z nich dotyczyła projektu z obszaru deep tech. Technologie o wysokim stopniu złożoności często potrzebują lat rozwoju, zanim znajdą komercyjne zastosowanie i zaczną generować przychody. Na krajowym rynku zaczyna wykształcać się grupa inwestorów rozumiejąca specyfikę tego sektora. Należy do nich m.in. Balnord, jeden z inwestorów SATIM.
Historia wywodzącej się ze środowiska akademickiego spółki, dobrze pokazuje znaczenie specjalizacji inwestora. Połączenie finansowania z wiedzą, zasobami i dostępem do sieci partnerów pozwoliła szybciej przejść drogę od rozwiązania o wysokim potencjale do produktu gotowego na globalny rynek.
W ramach PFR Ventures chcemy zwiększać dostępność kapitału na projekty o takim charakterze. Wyrazem tego podejścia jest uruchomiony w ubiegłym roku program PFR Deep Tech. Za pośrednictwem funduszy takich jak Balnord, do startupów trafi ok. 1,2 mld zł. Planujemy inwestycje w kolejne dwa fundusze, co zagwarantuje dopływ nowych środków.
Im więcej takich rozwiązań jak SATIM przejdzie drogę od laboratorium po międzynarodowy kontrakt, tym łatwiej będzie przekonać kolejnych inwestorów do wejścia w ekosystem finansowania projektów deep tech.

Prawdziwym chrztem bojowym była dla was współpraca z Bundeswehrą.

Nie zapominajmy jednak, że była ona wynikiem wielu lat naszej pracy. Już wcześniej ambitnie rozwijaliśmy naszą technologię, a jednocześnie realizowaliśmy pierwsze komercyjne kontrakty, przy okazji prezentując się na międzynarodowych targach i konferencjach branżowych. Odbieraliśmy sygnały z rynku, że jako SATIM jesteśmy bardzo dobrze postrzegani. I właśnie w takim momencie pojawiło się zapotrzebowanie niemieckiej armii związane z obecnością żołnierzy Bundeswehry na Litwie. Duże przedsięwzięcie, którego elementem była analiza danych satelitarnych.

Jak to się stało, że właśnie z waszą firmą podpisano kontrakt?

Zanim do tego doszło, musieliśmy przejść serię testów i pokazów praktycznych. Na rynku nie brakowało bowiem firm deklarujących podobne możliwości. Problem był taki, że gdy przychodziło do weryfikacji, nie przyjeżdżały one nawet na prezentację. My nie tylko przyjechaliśmy, ale pokazaliśmy się z najlepszej strony, a rezultaty naszych testów były bardzo udane. Kontrakt podpisaliśmy w grudniu i w tej chwili go realizujemy.

Czy wasze doświadczenia i umiejętności wpłyną też na bezpieczeństwo Polski?

Polska kupiła satelity radarowe, a z publicznie dostępnych informacji wynika, że część z nich już się znajduje na orbicie i dostarcza dane. To ważny krok w budowaniu własnych zdolności obserwacji Ziemi. Polski resort obrony buduje solidne fundamenty pod nowoczesny i skuteczny system pozyskiwania, analizy i wykorzystania danych satelitarnych na potrzeby bezpieczeństwa państwa. Perspektywy naszego włączenia się w ten system są bardzo obiecujące, ale ponieważ obronność lubi dyskrecję, nie mogę na razie na ten temat nic więcej powiedzieć.

Główne wnioski

  1. Sukces SATIM jest efektem wieloletniego konsekwentnego rozwijania niszowej technologii, zanim sektor obronny stał się jednym z najgorętszych segmentów rynku. Dzięki temu firma była gotowa na gwałtowny wzrost popytu po wybuchu wojny w Ukrainie.
  2. Dziś największym wyzwaniem nie jest zdobywanie danych satelitarnych, lecz szybkie i skuteczne wydobywanie z nich wartościowych informacji. SATIM wykorzystuje do tego sztuczną inteligencję, automatyzując proces wykrywania i klasyfikacji obiektów na zdjęciach radarowych.
  3. Rosnące zainteresowanie inwestorów technologiami dual-use pokazuje, że obronność i AI stają się strategicznymi obszarami rozwoju Europy. SATIM chce wykorzystać ten trend do dalszej międzynarodowej ekspansji, zachowując jednocześnie szybkie, ale zrównoważone tempo wzrostu.