Nadzieja polskiego tenisa będzie kontynuować karierę w USA. Wśród trenerów Benjamin Becker
Świat tenisa poznał Tomasza Berkietę, gdy ten dotarł do finału juniorskiego Rolanda Garrosa. Teraz zbiera już punkty do seniorskiego rankingu ATP. W XYZ opowiada o swoich planach na przyszłość, tenisowych idolach i znaczeniu pieniędzy w tenisie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Tomasz Berkieta zdecydował się na kontynuowanie kariery w USA.
- Jak ocenia organizację mniejszych turniejów tenisowych i przejście do gry seniorskiej.
- Kogo ze światowej czołówki tenisistów najbardziej podziwia.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Na turnieju ATP Mazovia Open w Kozerkach niedaleko Grodziska Mazowieckiego zagrało kilku polskich tenisistów, z którymi kibice tej dyscypliny wiążą największe nadzieje. Wśród nich był Tomasz Berkieta. W 2024 roku Polak zagrał w finale Rolanda Garrosa, gdzie po trzysetowym meczu przegrał z Kaylanem Bigunem.
W ostatnich sezonach 20-latek startuje w turniejach rangi Futures i Challenger, kolekcjonując cenne punkty do rankingu ATP, który da mu przepustkę do gry z najlepszymi na świecie.
– Futuresy wyglądają tak, jakbyśmy po prostu przyjechali sobie na korty zagrać meczyk. Trochę przesadzam, ale odczułem różnicę, gdy prosto z Rolanda Garrosa pojechałem na turniej do Monastyru. W Paryżu na trybunach było pewnie z 5 tys. ludzi, do tego telewizja. A w Monastyrze, gdzie sześć kortów jest jeden obok drugiego, mój mecz obserwowała jedna osoba – mój trener. Chwilę mi zajęło, żeby się do tego przyzwyczaić, ale pomyślałem sobie: musisz wejść na taki poziom, gdzie ludzie przychodzą oglądać mecze – opowiada młody tenisista w podcaście „Sport to pieniądz”.
Na mniejszych turniejach utrudnione jest też odpowiednie przygotowanie się do gry przeciwko konkretnemu rywalowi. Brakuje zapisów wideo i statystyk, które pozwoliłyby na analizę oponenta.
– Jeśli jakiś tenisista nie grał challengerów, to w zasadzie nie ma żadnych nagrań z jego udziałem. Może jakieś urywaki na YouTube, jak akurat komuś chciało się nagrywać mniejszy turniej. I wtedy są nagrania bardzo niskiej jakości. Natomiast jako takiego przygotowania strategicznego nie ma. Po prostu gram to, co uważam, że powinienem zagrać. Na challengerach jest już trochę łatwiej, ale na takie pełne analizowanie trochę szkoda mi czasu. Przydałby się jakiś trener od tego – mówi Tomasz Berkieta.
Od juniora do seniora
Przeskok jest nie tylko organizacyjny. Rywalizacja z seniorami jest bardziej wymagająca pod kątem sportowym.
– W tenisie juniorskim czasami jeden gem, jeden punkt potrafił zaważyć na całym meczu. W seniorach trzeba troszeczkę więcej dołożyć, żeby ten moment się odwrócił. Myślę, że to jest taka największa zmiana. Tutaj zawodnicy szukają tego najsłabszego ogniwa w mojej grze i wykorzystują je do bólu. A w juniorach po prostu grało się mecz i tak naprawdę wszyscy grali na podobnym poziomie, natomiast dyspozycja dnia i trochę siła psychiczna decydowała o tym, kto wygrywał, kto przegrywał. Tu najważniejsza jest stabilność – tłumaczy Tomasz Berkieta.
Nicolai Budkov Kjær, Joao Fonseca, Rafa Jodar – to trójka dwudziestolatków, która już zadomowiła się w seniorskim tenisie. W tym sezonie Joao Fonseca dotarł do ćwierćfinału Rolanda Garrosa, pokonując po drodze Caspera Ruuda i Novaka Djokovicia.
– Pokazują, że można. Natomiast znam też ich zaplecze trenerskie i finansowe. Kilka razy trenowałem razem z Joao. Na jego korcie czułem się jak totalny amator. W jego sztabie było pięciu trenerów: jeden od przygotowania fizycznego, drugi trener, fizjoterapeuta. Podobnie z Nikolaiem. U mnie nigdy nie było takich możliwości – mówi Polak.
Finanse, pozwalające od najmłodszych lat otoczyć się specjalistami, przygotowującymi tenisistę do gry, są w stanie bardzo mocno wpłynąć na rozwój kariery danego zawodnika. Choć Tomasz Berkieta wskazuje, że nie tylko on nie mógł liczyć na takie cieplarniane warunki.
– Rafa Jodar to inny przypadek. Zawsze jeździł na turnieje tylko z tatą. Dzieciak znikąd. Pierwszy raz spotkałem go w Hiszpanii. I przegrałem. A zagrałem naprawdę dobry mecz. I stwierdziłem wtedy: jak to jest możliwe? Jak mogłem przegrać z gościem, który jest, nie wiem, 40. czy 50. w juniorskim rankingu? A ja byłem w TOP 10. Po tym meczu już wiedziałem, kim jest. A potem wyjechał do Stanów i wrócił jako absolutna bestia. W zeszłym roku wygrywał challengery, a w tym roku zdobył pierwszy tytuł ATP – mówi Tomasz Berkieta.
Model amerykański
Teraz do Stanów wyjeżdża też Tomasz Berkieta. Podejmie studia na Uniwersytecie w Teksasie, gdzie naukę będzie dzielił z grą w tenisa.
– Tacy zawodnicy jak Rafa Jodar czy wcześniej Arthur Fery, który dotarł do półfinału Wimbledonu, pokazują, że ten model może dać efekty. Na uczelni, którą wybrałem, jest absolutnie wszystko. Panuje pełny profesjonalizm, wszystko jest zaplanowane. W Europie to praktycznie niespotykane – mówi Tomasz Berkieta.
Decyzja o dołączeniu do Uniwersytetu w Teksasie oznacza, że trzeba będzie dbać nie tylko o wyniki sportowe, ale i te w nauce. Tomasz Berkieta wybrał kierunek związany z fizjoterapią. Jak mówi, wykładowcy powinni być jednak wyrozumiali.
– Przez pierwsze pół roku mogę na spokojnie grać turnieje Futures czy challengery. Wiadomo, trzeba to pogodzić z nauką, uzgodnić kalendarz startów z profesorami, ale jak dadzą zielone światło, mogę wyjechać nawet na trzy tygodnie grania na turniejach poza USA. Później będzie tego mniej, ale z kolei dochodzi granie akademickie. Siedemdziesiąt kilka meczów w pół roku – opowiada Polak.
Przeprowadzka do Stanów oznacza, że Tomasz Berkieta będzie trenował pod okiem uniwersyteckich trenerów. W kadrze jest m.in. Benjamin Becker, który pokonał Andre Agassiego, w jego ostatnim meczu w profesjonalnej karierze.
Grać z najlepszymi
Tomasz Berkieta mierzy wysoko. Na razie najwyżej był notowany na 479. miejscu w rankingu ATP, ale odważnie mówi o TOP 10, a nawet pierwszym miejscu na świecie. Z obecnej czołówki najbardziej podziwia Alexandra Zvereva.
– Zawsze mu kibicuję. Jego styl gry jest podobny do mojego stylu i tak zawsze najbliżej mi było do jego osoby na korcie. Poznałem go w Paryżu, gdzie bardzo mnie zaskoczył, bo podszedł, zbił piątkę, pogadaliśmy. Od tego czasu jeszcze bardziej mu kibicuję – mówi Tomasz Berkieta.
Innym tenisistą, którego gra zachwyca polskiego zawodnika jest Jannik Sinner.
– Niesamowicie się patrzy, jak on gra. Swoboda ruchu, szybkość na korcie, to jest niesamowite. Podziwiam go bardzo, bo to, jak on się ślizga na twardym korcie, to jest też świetne. Ja się ślizgam, ale to, co on wyrabia… Jakby po prostu buty miał bez podeszwy. To jest dla mnie niemożliwe, żeby tak się ślizgać. A do tego jest świetną osobą – uważa Polak.
„Drugi to pierwszy przegrany”
W tym roku Tomasz Berkieta zapisał na swoim koncie dwa tytuły deblowe. Właściwie w każdym turnieju, gdzie rywalizuje w grze podwójnej, startuje z innym partnerem.
– Na tych turniejach, na których gram, trudno byłoby mieć tego samego partnera, bo każdy dobiera je pod kątem singla. Dlatego nie ma stałych par. Jak widzę, że jest ktoś, kogo znam, kogo lubię, to próbujemy. Ostatnio tak zrobiliśmy z Jamiem Mackenzie. Umówiliśmy się chyba w przeddzień turnieju i zrobiliśmy finał. Prawie wygraliśmy cały turniej. Dobrze się bawiliśmy i jakoś mecz po meczu to szło – mówi Tomasz Berkieta.
Porażki w finale uważa za najtrudniejsze. Zwłaszcza te singlowe, po których zostaje poczucie bliskości końcowego triumfu i uciekających punktów rankingowych.
– To jest bycie pierwszym przegranym, tak uważam. Drugie miejsce zawsze jest takie najbardziej bolesne, bo jak się przegra w pierwszej rundzie, to zostaje poczucie, że daleko było do jakichś większych sukcesów. A w finale też różnica punktowa pomiędzy wygranym a przegranym, to jest siedem punktów do rankingu, więc dużo – tłumaczy Tomasz Berkieta.
W tym roku Polak dwukrotnie dotarł do finałów turniejów rangi Futures.