Z rządu do Trybunału? Kandydatura Macieja Berka dzieli koalicję. „W wielu wypadkach nie będzie mógł orzekać"
Maciej Berek ma być receptą premiera Donalda Tuska na dysfunkcyjność Trybunału Konstytucyjnego. Na parę tygodni przed możliwym głosowaniem nie jest jednak jasne, czy znajdzie się większość, która poprze tę kandydaturę.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Koalicja Obywatelska tłumaczy wystawienie kandydatury Macieja Berka.
- Co na ten temat mówią eksperci.
- Jakie są nastroje w koalicji po takiej decyzji KO.
Maciej Berek, do niedawna minister koordynujący legislację i wdrażanie polityki rządu, jest oficjalnie kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W poniedziałek w Monitorze Polskim opublikowano postanowienie prezydenta o odwołaniu go z rządu na wniosek premiera. Tego samego dnia posłowie Koalicji Obywatelskiej zgłosili kandydaturę.
Zaskoczenie w samej KO
Przypomnijmy, że informację o kandydowaniu Macieja Berka jako pierwszy podał serwis Polityka Insight. Doniesienia wywołały w koalicji spore zaskoczenie, także w samej partii Donalda Tuska, której politycy uważali, że jest to plotka.
Jeszcze w środę uważał tak choćby Maciej Tomczykiewicz, poseł KO, który wiosną został ogłoszony jako jeden z dziesięciorga frontmanów partii na przyszłoroczne wybory. Sugerował w internetowej dyskusji, że może być to plotka, podobnie jak ewentualna kandydatura posła Roberta Kropiwnickiego. Już po potwierdzeniu informacji przez premiera, odparł koalicjantce, że kandydatura Macieja Berka jest złym pomysłem.
Dlaczego? Byłoby to wbrew ustawie przyjętej przez obecny parlament jeszcze w 2024 r. Ustawa zakazywała byłym parlamentarzystom i ministrom kandydowania na sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez cztery lata po zakończeniu pełnienia funkcji.
Ustawa miała rozpocząć odpolitycznianie Trybunału po rządach Prawa i Sprawiedliwości. Poprzedni rządzący wprowadzali do Trybunału osoby bliskie władzy jak choćby byłych posłów PiS Stanisława Piotrowicza, Krystynę Pawłowicz i Bogdana Święczkowskiego, wieloletniego współpracownika Zbigniewa Ziobry i obecnego prezesa. Ustawa nie weszła jednak w życie z powodu weta prezydenta Andrzeja Dudy.
„Kandydatura sprzeczna z założeniami”
Mimo to kandydatura Berka oceniana jest jako sprzeniewierzenie się wcześniejszym deklaracjom odpolityczniania Trybunału. Prof. Andrzej Zoll, były sędzia oraz prezes Trybunału Konstytucyjnego uważa, że wysuwanie takiej kandydatury jest błędem.
– Pomijam kompetencje pana Berka, które są bardzo wysokie. Formalnie pełnił on jednak funkcję członka rządu i to jeszcze przed paroma dniami. Taka kandydatura byłaby niezgodna z założeniami koalicji rządzącej dotyczącymi możliwości kandydowania, które przewidywały czteroletnią karencję. Zostało to wyrażone w ustawie uchwalonej przez parlament w 2024 r. Ustawa nie weszła w życie z uwagi na decyzję prezydenta Dudy. Chodziło jednak o odpolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego. Kandydatura pana Berka byłaby sprzeczna z takimi założeniami – uważa prof. Andrzej Zoll.
Zdaniem byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli Maciej Berek zostałby sędzią, musiałby wyłączać się z orzekania w sprawach dotyczących ustaw rządu, który współtworzył.
– Rozumiem, dlaczego premier tak postępuje. Uważam jednak, że jest to o tyle niezasadne, że pan Berek nie będzie miał możliwości wpływania na dalszy los Trybunału Konstytucyjnego. Będzie osobą, która w wielu wypadkach nie będzie mogła orzekać. Zwłaszcza w sprawach, których przedmiotem orzekania ma być akt prawny opracowywany przez pana Berka w trakcie procesu legislacyjnego – ocenia prof. Andrzej Zoll.
Na taki problem zwracał niedawno uwagę inny były prezes Trybunału Jerzy Stępień. Zanim został sędzią Trybunału, sam pełnił mandat senatora. 10 lat po tym, jak jako senator głosował w sprawie ustawy dotyczącej Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, ustawą zajmował się Trybunał Konstytucyjny, którego był członkiem. Sprawa trafiła przed Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Na antenie TVN24 Jerzy Stępień przypominał, że w celu uniknięcia płacenia wysokiego odszkodowania, rząd musiał zawrzeć ugodę z PAKP.
Prof. Andrzej Zoll w rozmowie z XYZ rozważa także, że kandydatura Macieja Berka może być początkiem starań o prezesurę w Trybunale po Bogdanie Święczkowskim. Jego zdaniem nie ma na to jednak szans.
– W czasie prezydentury pana Karola Nawrockiego jest to niemożliwe, bo nie powołałby go na stanowisko prezesa. To jest jednak prerogatywa prezydenta, a na to nie widzę szans – uważa prof. Andrzej Zoll.
Wbrew deklaracjom sejmu
Przeciwko transferowi z rządu do Trybunału Konstytucyjnego opowiada się także Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, największa organizacja zrzeszająca polskich sędziów. W piątek zarząd Iustitii przyjął uchwałę, w której zaapelowano do władzy ustawodawczej i wykonawczej o wybór sędziów Trybunału z uwzględnieniem standardów zapewniających niezależność sędziów od polityki.
– Kompetencje prawnicze nie budzą wątpliwości. Istotnym dla mnie argumentem jest treść ustawy, która ostatecznie nie weszła w życie, bo została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego. Stanowiła jednak wyraz woli sejmu, że osoby, które były członkami Rady Ministrów, nie powinny przez 4 lata od pełnienia funkcji ubiegać się o stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Był to wyraz podwyższania standardów. W ostatnich latach w Trybunale miało miejsce skażenie go osobami o rodowodzie politycznym. Ta kandydatura jest wbrew temu, co w tej ustawie deklarował sejm. Obawiam się, że jeżeli ta kandydatura zostanie przyjęta, może nie spotkać się to ze społecznym zrozumieniem – mówi sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes Iustitii.
Sędzia Przymusiński nie wyklucza, że Berek mógłby zostać potraktowany przez prezydenta inaczej niż sędziowie, od których nie przyjął ślubowania.
– Nie postrzegam prezydenta jako kogoś, kto chciałby podwyższać standardy. Po drugie, nie ma zresztą w swoich uprawnieniach możliwości nieodbierania ślubowania. Pretekst o wyborze sędziów na stanowiska, które zwolniły się przed rozpoczęciem jego kadencji, by tu nie zachodził. Spodziewam się, że ślubowanie byłoby przyjęte. Nie spodziewałbym się więc takich problemów z objęciem obowiązków – uważa prezes Iustitii.
„Chcieliśmy po dobroci”
Politycy KO bronią decyzji o kandydowaniu Berka na sędziego TK. Twierdzą, że ktoś o jego zdolnościach będzie w stanie pchnąć Trybunał w dobrą stronę. Podkreślają też jego apolityczność.
– Dotychczasowa metoda uzupełniania składu Trybunału Konstytucyjnego nie jest w stanie zapewnić oczekiwanych efektów. Naszym celem jest przywrócenie Trybunału do orzekania oraz przywrócenie go obywatelom. Potrzebny jest ktoś, kto, mając wiedzę i doświadczenie w zarządzaniu procesem legislacyjnym, zrobi wszystko, co możliwe, by przeciwdziałać paraliżowaniu Trybunału przez Bogdana Święczkowskiego. Dotychczasowe metody zawiodły. Trzeba więc sięgnąć po opcję atomową, ale w pozytywnym sensie, w sensie sprawczości. Taką opcją jest propozycja pana premiera w osobie Macieja Berka – mówi poseł KO Witold Zembaczyński.
Jak wytłumaczyć tę decyzję wyborcom, którzy liczyli na odpolitycznienie sądów? Poseł KO mówi, że dobre intencje rządzący zaprezentowali projekcie w 2024 r.
– Prezydent Duda to jednak zablokował. Skierowanie do Trybunału grona profesjonalnych prawników na razie przełomu nie przyniosło. Chcieliśmy po dobroci. Trybunał jest niezbędny obywatelom i państwu. Maciej Berek swoją skuteczność zaprezentował w KPRM. Nie był ministrem od zarządzania propagandą, a od zarządzania procesem legislacji. Te umiejętności mają posłużyć dobremu funkcjonowaniu Trybunału. Tak odbieram motywację premiera – komentuje poseł Zembaczyński.
Wyłączenie z automatu
Polityk KO nie ma jednak wątpliwości, że Maciej Berek jako sędzia TK musiałby wyłączać się ze spraw dotyczących ustaw tworzonych przez rząd, w którym pracował.
– Byłoby tu wyłączenie z automatu. Chcę zaprzeczyć, że Trybunał zajmowałby się jedynie owocami pracy legislacyjnej z bieżącej kadencji. Jako członek komisji ustawodawczej, przez którą przechodzą wnioski do TK, mogę powiedzieć, że Trybunał zajmuje się ogółem prawa. Mogę zagwarantować, że Maciej Berek, jeżeli zostanie wybrany, będzie przywracał Trybunał ludziom kontrofensywą wobec działań Bogdana Święczkowskiego – deklaruje poseł Zembaczyński.
Mimo optymizmu w KO wcale nie jest pewne, że kandydatura przejdzie przez parlament. Pozostali koalicjanci nie są równie pozytywnie nastawieni do tej kandydatury. Przyznają, że cenią kompetencje Berka, jednak pomysł wysłania tam polityka budzi skrajne emocje. Najostrzej wypowiadają się na ten temat politycy Nowej Lewicy, zwłaszcza szefowa klubu Anna Maria Żukowska.
Sceptycznie wypowiada się również inna z posłanek Nowej Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic. Takie odczucia ma mieć więcej osób w jej klubie.
– Nie mamy zastrzeżeń co do kompetencji i postawy pana Berka, ale był jednak prawą ręką pana premiera. Naszym wyborcom obiecaliśmy odpolitycznienie Trybunału i taką ustawę przyjęliśmy, jednak nie było zgody pana prezydenta. Będziemy dyskutować, co zrobić z tą kandydaturą. Z pewnością będzie polityczna wojna i pan prezydent na pewno będzie twierdzić, że jest to polityczna kandydatura i koalicja robi to, co wcześniej PiS – komentuje Anita Kucharska-Dziedzic.
Wątpliwości koalicjantów
Szefowa partii Unia Centrum, minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, mówiła w TVN24, że decyzja premiera nie była konsultowana z koalicjantami. Przyznała, że będzie jej trudno zagłosować zarówno za, jak i przeciw. Takie wątpliwości ma też poseł jej partii Sławomir Ćwik.
– Na dziś klub nie podjął decyzji. Osobiście mam z tym problem. Byłem przedstawicielem wnioskodawców ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jeżeli dwa lata temu przekonywałem komisję, sejm, senat i komisję wenecką, że karencja dla polityków jest dobrym rozwiązaniem, to nie ukrywam, że mam z tym problem – komentuje poseł Sławomir Ćwik.
Negatywnie o kandydaturze wypowiadał się publicznie inny poseł klubu Centrum Rafał Komarewicz.
Szef klubu Polski 2050 poseł Paweł Śliz negatywnie odnosił się jeszcze do nieoficjalnych doniesień. Dwaj posłowie Polski 2050 – Bartosz Romowicz oraz wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka – zapowiedzieli już, że poprą byłego ministra.
– Zdecydowana większość jest przeciw, ale mogą być pojedyncze osoby, które poprą kandydaturę ministra Berka. Dyskusja odbędzie się na pierwszym wrześniowym posiedzeniu klubu Polski 2050. Pamiętamy jednak, że obiecaliśmy Polakom odpolityczniony Trybunał Konstytucyjny – słyszymy nieoficjalnie z Polski 2050.
Spośród posłów z szeroko pojętego obozu koalicji głosowanie przeciwko Berkowi zapowiedział poseł Marcin Józefaciuk, który po opuszczeniu klubu KO jest niezrzeszony.
W szukaniu większości dla kandydatury Macieja Berka nie pomoże oczywiście opozycja.
Od prawej ręki premiera do kandydata na sędziego
Jeszcze w ubiegły wtorek premier Donald Tusk, informując o odejściu Macieja Berka z rządu, nazywał go swoją prawą ręką.
Dwa dni później potwierdził, że wyraził zgodę na kandydowanie swojego byłego ministra na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Mówił również, że Berek to „jeden z najwybitniejszych polskich prawników praktyków” oraz że apartyjność jest jego znakiem rozpoznawczym.
Przyznał również, że pomysł ma wadę, jaką jest niedawne członkostwo w rządzie. Premier stwierdził jednak, że nie może dłużej patrzeć na sytuację wokół Trybunału.
Maciej Berek do partii nie należy i nie należał. Jako bezpartyjny kandydat startował jednak w wyborach do sejmu w 2005 r. z list Platformy Obywatelskiej. W późniejszych latach był członkiem rządów tworzonych przez PO i KO.
Maciej Berek do Trybunału
Koalicja 15 października zaczęła wskazywać kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego dopiero w tym roku. Z pierwszej szóstki kandydatów na sędziów jedynie dwoje zostało zaproszonych przez prezydenta Karola Nawrockiego na złożenie ślubowania. To Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska. Solidaryzują się jednak z czworgiem sędziów, których wybrał sejm, a których prezydent nie dopuścił do orzekania.
W lipcu nowym sędzią Trybunału Konstytucyjnego został prof. Sławomir Patyra. Głosowanie dot. Berka może się odbyć już na pierwszym wrześniowym posiedzeniu sejmu. Zaczyna się ono 5 września. Niespełna dwa tygodnie później wygasa kadencja sędziego Justyna Piskorskiego.
Główne wnioski
- Premier oraz jego partia tłumaczą nominację Macieja Berka chęcią naprawy Trybunału Konstytucyjnego, nawet jeżeli taka kandydatura jest wadliwa ze względu na niedawne członkostwo w rządzie. Przekonują, że Berek tak jak był skutecznym legislatorem, tak będzie skutecznie zmieniać Trybunał.
- Byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego krytykują ten ruch premiera. Prof. Andrzej Zoll przyznaje, że kandydatura jest niezgodna ze standardami, które chciała wprowadzić obecna koalicja. Podobnie widzi to sędzia Bartłomiej Przymusiński, szef Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.
- Mniejsi koalicjanci mają wątpliwości i nie podzielają optymizmu polityków KO. Z ich strony również słychać, że to wbrew postulowanym standardom. Pojedynczy posłowie deklarują jednak, że poprą Berka.