Rosatom trzyma Europę w paliwowym uścisku. Najtrudniej zastąpić go przy wzbogacaniu uranu
Zależność od Rosatomu nie kończy się na elektrowniach z rosyjskimi reaktorami. Szczególnie trudne do zastąpienia pozostają rosyjskie moce w zakresie konwersji i wzbogacania uranu. Dlatego natychmiastowe sankcje mogłyby zagrozić części europejskiego sektora jądrowego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Rosatom to coś więcej niż firma budująca reaktory atomowe.
- Jak rosyjski koncern wykorzystuje energetykę jądrową do budowania wieloletnich zależności.
- Jak wygląda okupacyjna twarz Rosatomu na Ukrainie.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Rosatom to rosyjska państwowa korporacja energii jądrowej, kojarzona przede wszystkim z budową elektrowni jądrowych. W rzeczywistości jednak kontroluje znacznie większą część jądrowego łańcucha dostaw. Skupia podmioty zajmujące się niemal wszystkimi etapami działalności w tej branży: od wydobycia uranu, przez jego konwersję i wzbogacanie, produkcję paliwa i projektowanie reaktorów, po budowę i obsługę elektrowni, gospodarkę odpadami oraz produkcję radioizotopów.
– Rosatom to jeden z niewielu w pełni pionowo zintegrowanych koncernów jądrowych na świecie, co oznacza, że dysponuje mocami na każdym etapie łańcucha. Jego pozycja jest jednak bardzo zróżnicowana w zależności od segmentu rynku: w wydobyciu uranu odpowiada za ok. 15 proc. światowej produkcji (liderem jest kazachski Kazatomprom), ale we wzbogacaniu kontroluje ok. 44 proc. światowych mocy, a w konwersji – ok. 26-27 proc. rynku – charakteryzuje koncern Maciej Lipka, dyrektor ds. energetyki jądrowej w serwisie nuclear.pl
Ekspert dodaje, że jeśli chodzi o eksport technologii reaktorowych, Rosatom nie ma dziś konkurenta o podobnej skali: portfel zamówień zagranicznych przekracza 200 mld dolarów. W 2024 r. budował jednocześnie 22 bloki w siedmiu krajach. Więcej reaktorów budują jedynie Chińczycy, ale przede wszystkim na własnym rynku.
Według danych samego Rosatomu jego przychody zagraniczne przekroczyły w 2024 r. 18 mld dolarów. Korporacja deklaruje działalność w ponad 60 państwach.
Rosja wykorzystuje pozycję Rosatomu także jako narzędzie polityki zagranicznej. Koncern oferuje klientom nie tylko technologię, lecz także cały pakiet: projekt reaktora, budowę, wieloletnie dostawy paliwa, szkolenie personelu, serwis, obsługę zużytego paliwa, a niekiedy także finansowanie wspierane przez państwo rosyjskie.
– Dotychczas nie odnotowano przypadków jawnego szantażu paliwem jądrowym porównywalnego z działaniami Rosji na rynku gazu. Rosatom stara się utrzymywać wizerunek stabilnego i przewidywalnego dostawcy. Jednocześnie rosyjski model biznesowy opiera się na wieloletnich i kompleksowych umowach obejmujących wiele usług. W efekcie powstają trwałe zależności gospodarcze i polityczne – mówi Elżbieta Kaca, kierowniczka projektu „Sankcje Międzynarodowe” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM).
Ekspertka tłumaczy, że Rosja nie musi stosować otwartego nacisku, ponieważ wpływy wynikają już z samej struktury współpracy.
– Warto też pamiętać, że główni odbiorcy rosyjskiego paliwa jądrowego w UE, czyli Węgry i Słowacja, nadal importują także rosyjski gaz i ropę. Z perspektywy Kremla nie ma więc potrzeby wywierania dodatkowej presji publicznej na państwa, które pozostają ważnymi klientami rosyjskiego sektora energetycznego – podsumowuje ekspertka z PISM.
Najważniejsza jest kontrola nad paliwem
Strategiczna przewaga Rosji nie wynika więc wyłącznie z budowy nowych reaktorów. Szczególne znaczenie mają etapy związane z produkcją paliwa jądrowego – przede wszystkim konwersja i wzbogacanie uranu.
Warto wiedzieć
Co z tym paliwem?
Paliwo dla elektrowni jądrowej zaczyna swoją drogę w kopalni uranu. Wydobytą rudę kruszy się i przetwarza, uzyskując koncentrat uranowy, zwykle w postaci żółtego proszku określanego jako yellowcake.
Następnie materiał jest oczyszczany i poddawany konwersji do związku uranu, który może trafić do zakładu wzbogacania. Tam zwiększa się zawartość izotopu uranu-235, niezbędnego do podtrzymania kontrolowanej reakcji łańcuchowej w większości reaktorów energetycznych.
Wzbogacony uran następnie przetwarza się na dwutlenek uranu, z którego wytwarza się niewielkie ceramiczne pastylki. Umieszcza się je jedna nad drugą w długich metalowych rurkach tworzących pręty paliwowe.
Pręty łączy się w kasety paliwowe, które trafiają do rdzenia reaktora. To właśnie tam zachodzi rozszczepienie jąder uranu, podczas którego uwalniane jest ciepło wykorzystywane do wytwarzania pary napędzającej turbinę i generator.
Po kilku latach paliwo nie nadaje się już do dalszej efektywnej pracy w reaktorze. Najpierw trafia do basenu przechowawczego, gdzie jest chłodzone, a jego aktywność promieniotwórcza stopniowo spada. Później – zależnie od polityki danego państwa – może zostać przeznaczone do długoterminowego składowania albo poddane przetwarzaniu w celu odzyskania części materiałów.
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej ponad 99 proc. światowych zdolności do wzbogacania uranu znajduje się w czterech państwach, a Rosja ma największy udział w światowych mocach. Amerykański Departament Energii szacuje, że rosyjskie zakłady odpowiadają za około 44 proc. globalnych zdolności w tym zakresie.
To właśnie ten etap jest szczególnie trudny do zastąpienia szybko. Surowy uran można kupić m.in. w Kanadzie, Australii, Kazachstanie czy Namibii. Znacznie trudniej jest w krótkim czasie zwiększyć moce konwersji i wzbogacania. Budowa nowych zakładów wymaga wieloletnich inwestycji, uzyskania odpowiednich zezwoleń, wyspecjalizowanej kadry oraz zapewnienia odbiorców.
Sama droga: od uranu z kopalni do paliwa jest wieloetapowa. Uran jest najpierw przetwarzany i konwertowany, następnie wzbogacany. Zwykle do około 3-5 proc. zawartości izotopu U-235 w przypadku typowych reaktorów energetycznych. Dopiero potem powstają pastylki oraz zestawy paliwowe dostosowane do konkretnego typu reaktora. Rosatom działa na większości tych etapów.
Problem reaktorów WWER
Największy problem dla UE dotyczy państw eksploatujących rosyjskie lub radzieckie reaktory WWER. Takie bloki działają m.in. w Bułgarii, Czechach, Finlandii, na Słowacji i Węgrzech. Przez lata ich głównym dostawcą paliwa była rosyjska spółka TVEL, należąca do Rosatomu. Rosyjskie firmy są w części przypadków również dostawcami części zamiennych, usług serwisowych oraz dokumentacji technicznej.
Zależność UE nie ogranicza się zresztą do gotowego paliwa. Według danych przedstawionych przez analityków Parlamentu Europejskiego Rosja odpowiadała za 14 proc. unijnego importu uranu, 23 proc. usług konwersji i 24 proc. usług wzbogacania.
– W samym uranie naturalnym zależność UE od Rosji spadła i jest łatwa do zastąpienia. Ale w konwersji Rosja pozostała największym pojedynczym dostawcą do UE (22,4 proc.), a we wzbogacaniu zapewniała jeszcze 23 proc. (choć to spadek z 38 proc. rok wcześniej). Embargo na uran brzmi prosto, ale realny problem to usługi przetwarzania. Tamtejsze moce (Orano, Urenco) dopiero się rozbudowują – zauważa w rozmowie z XYZ Maciej Lipka.
Alternatywy dla rosyjskiego paliwa już istnieją. Paliwo do reaktorów WWER rozwijają m.in. Westinghouse i Framatome, a część operatorów zawarła już kontrakty z nierosyjskimi dostawcami. Problemem jest jednak czas. Nowe paliwo musi zostać przetestowane, dopuszczone przez właściwego regulatora i stopniowo wprowadzone do konkretnych bloków. Proces kwalifikacji może trwać kilka lat.
Czy zatem określenie Rosatomu jako „niezastępowalnego” dostawcy jest uzasadnione?
– Tylko częściowo i tylko czasowo. Trudny do zastąpienia krótkoterminowo jest we wzbogacaniu i konwersji (zachodnie moce mają osiągnąć poziom samowystarczalności dopiero ok. 2027-2030 r.). Na szczęście w zasadzie nie ma już uzależnienia w segmencie gotowych zestawów paliwowych. Westinghouse produkuje paliwo WWER w szwedzkim Västerås (w Kozłoduju już połowa rdzenia bloku 5 to paliwo amerykańskie). Wszyscy unijni operatorzy WWER – Czechy, Słowacja, Bułgaria, Finlandia, a nawet Węgry – mają podpisane kontrakty na dostawy nierosyjskie. Teza o niezastępowalności jest więc coraz bardziej argumentem politycznym niż technicznym – uważa Maciej Lipka.
Dlaczego Rosatom nie został objęty pełnymi sankcjami?
Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę UE nie nałożyła na Rosatom pełnych sankcji porównywalnych z restrykcjami wobec rosyjskiej ropy i gazu. USA objęły sankcjami wiele osób i podmiotów związanych z rosyjskim sektorem atomowym. W 2024 r. wprowadziły zakaz importu rosyjskiego nisko wzbogaconego uranu. Jednocześnie przewidziano czasowe odstępstwa, gdy brak alternatywnych dostaw mógłby zagrozić pracy amerykańskich reaktorów.
To pokazuje podstawowy problem: szybkie odcięcie Rosatomu ograniczyłoby rosyjskie dochody i wpływy, ale mogłoby jednocześnie doprowadzić do niedoborów oraz wzrostu cen usług związanych z produkcją paliwa jądrowego. Szczególnie narażeni byliby operatorzy reaktorów WWER, dla których alternatywne paliwo musi być kwalifikowane osobno.
Europa wybrała więc stopniową dywersyfikację. W mapie drogowej REPowerEU z 2025 r. Komisja Europejska zapowiedziała stopniowe ograniczanie zależności od dostaw z Rosji, w tym w zakresie uranu wzbogaconego i innych materiałów jądrowych. Państwa członkowskie mają również przygotowywać plany dywersyfikacji dostaw paliwa, usług i części zamiennych.
– Sprzeciw części państw członkowskich wynika przede wszystkim z ich wieloletniego uzależnienia od rosyjskich technologii i usług jądrowych. Chodzi też o ograniczoną gotowość polityczną do ponoszenia kosztów szybkiej zmiany dostawców i inwestowania we własne zdolności – tłumaczy Elżbieta Kaca z PISM.
Zdaniem ekspertki wprowadzenie nawet częściowych sankcji w tej dziedzinie mogłoby wywołać działania odwetowe ze strony Rosji.
– Największym wyzwaniem pozostają usługi konwersji i wzbogacania uranu, czyli najbardziej zaawansowane technologicznie i kapitałochłonne etapy produkcji paliwa jądrowego. Rosatom nadal posiada znaczący udział w światowym rynku tych usług (44 proc. we wzbogacaniu, 20 proc. w konwersji). Pełne zastąpienie rosyjskich zdolności wymaga dalszej rozbudowy mocy produkcyjnych zachodnich firm, takich jak Urenco czy Orano. Jest to proces kosztowny i wymagający wielu lat inwestycji – uważa Elżbieta Kaca.
Zatem jaki model działania wobec Rosatomu byłby najbardziej realistyczny? Natychmiastowe pełne sankcje, etapowe embargo, zakaz nowych kontraktów, cła, obowiązkowa dywersyfikacja dostaw czy sankcje wobec wybranych podmiotów?
– Najbardziej realistycznym rozwiązaniem wydaje się etapowe odchodzenie od współpracy z Rosatomem połączone z obowiązkową dywersyfikacją dostaw. Aby państwa w skoordynowany sposób realizowały ustalenia i aby nie powstawały nierównowagi konkurencji na rynku energii jądrowej, konieczne jest wprowadzenie wiążących prawnie zobowiązań – ocenia nasza rozmówczyni.
Zdaniem ekspertki taki model powinien łączyć ograniczenia dotyczące rosyjskich dostaw z okresem przejściowym i rozbudową zachodnich mocy.
– Obejmowałoby to zakaz zawierania nowych kontraktów, kilkuletni okres przejściowy dla istniejących umów oraz równoległe inwestycje w zachodnie zdolności konwersji i wzbogacania uranu. W perspektywie kilku lat mogłoby to umożliwić pełne embargo bez istotnych kosztów dla bezpieczeństwa energetycznego UE. Komisja Europejska w 2025 r. nakreśliła już w komunikacie możliwe działania zmierzające do skoordynowanego, bezpiecznego i stopniowego odchodzenia od importu rosyjskich produktów i usług jądrowych – podsumowuje Elżbieta Kaca.
Elektrownia jako narzędzie wpływu
Rosyjska przewaga nie kończy się na dostawach paliwa. Kontrakt na budowę elektrowni jądrowej może wiązać klienta z dostawcą przez dziesięciolecia. Elektrownia zwykle pracuje przez 60 lat lub dłużej. Przez cały ten czas potrzebuje paliwa, części, serwisu, szkolenia personelu oraz usług związanych ze zużytym paliwem.

Przykładem jest turecka elektrownia Akkuyu, realizowana w formule build-own-operate, w której rosyjska spółka zachowuje rolę właściciela i operatora. Innym przykładem jest węgierski projekt Paks II, oparty na rosyjskiej technologii i finansowaniu. Tego rodzaju inwestycje mogą tworzyć zależności gospodarcze i technologiczne trwające przez dziesięciolecia, a wraz z nimi – zwiększać polityczne wpływy dostawcy.
– W wielu państwach rozwijających się energetyka jądrowa jest przede wszystkim projektem gospodarczym, a nie geopolitycznym. O sukcesie Rosatomu decyduje często nie tylko technologia, ale także atrakcyjny pakiet finansowania, kredytów i wsparcia technicznego – mówi Elżbieta Kaca z PISM.
Co zatem mogą zrobić w tej sytuacji UE i państwa zachodnie?
Powinny na przykład oferować konkurencyjne rozwiązania obejmujące finansowanie inwestycji, gwarancje kredytowe, wsparcie regulacyjne, szkolenia oraz dostęp do alternatywnych technologii paliwowych.
– Niestety, są też przykłady wyłamywania się ze wspólnego frontu uniezależniania się od Rosji i nałożenia w przyszłości embarga. To np. rozbudowa fabryki w Lingen, gdzie francuski Framatome ma produkować paliwo do reaktorów WWER na licencji rosyjskiego TVEL. To także Węgry, które blokują sankcje jądrowe i budują z Rosatomem nowe bloki w Paks. W ten sposób wiążą się z Moskwą na kolejne dekady – zauważa Maciej Lipka.
Co to oznacza?
– Efekt jest taki, że unijna mapa drogowa wygaszania rosyjskich dostaw do 2027 r. pozostaje w części jądrowej najsłabszym i politycznie najbardziej kruchym elementem całego planu. Każdy taki wyłom wydłuża „strategiczne okno”, w którym Rosatom może odbudowywać swoje wpływy w Europie – podsumowuje ekspert serwisu nuclear.pl.
Okupacyjna twarz Rosatomu
Raport ukraińskiej organizacji Truth Hounds wskazuje na istotną rolę Rosatomu w przejmowaniu kontroli nad ukraińskim personelem Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej (ZNPP) w Enerhodarze. Jesienią 2022 r. rosyjski koncern zaczął tworzyć w elektrowni bardziej rozbudowaną strukturę, sprowadzając pracowników z rosyjskich elektrowni jądrowych. Według autorów raportu „Seizing Power: Rosatom’s Complicity in Occupation, Torture, and Nuclear Safety Breaches at the Zaporizhzhia NPP” z września 2025 r. ich zadaniem było nie tylko zastępowanie ukraińskich pracowników, ale także nadzorowanie personelu i identyfikowanie osób odmawiających współpracy.
Rosjanie mieli przy tym problem z zastąpieniem ukraińskiej kadry. Według raportu pracownicy sprowadzani z Rosji często nie mieli wystarczających kwalifikacji do pracy w ZNPP ze względu na różnice technologiczne między elektrowniami.
Pracownicy Rosatomu mieli uczestniczyć w wywieraniu presji, przesłuchaniach i zmuszaniu Ukraińców do podpisywania umów z rosyjskim koncernem. Raport wskazuje m.in. na Olega Romanenkę, rosyjskiego obywatela i przedstawiciela Rosatomu, który według relacji ocalałych analizował informacje pochodzące z nadzoru nad personelem i groził pracownikom blokowaniem przepustek oraz wywożeniem do piwnic. Świadkowie wskazują także na Eduarda Atakiszczeva, który miał osobiście nakłaniać Ukraińców do podpisywania umów. Truth Hounds dotarło również do informacji o instrukcjach kierownictwa Rosatomu. Zgodnie z nimi przedstawiciele koncernu i współpracujący z nimi ukraińscy członkowie kierownictwa elektrowni mieli wywierać presję na personel.
Jesienią 2022 r. presja miała gwałtownie wzrosnąć. Truth Hounds udokumentowało co najmniej 13 przypadków przymuszania ukraińskich pracowników operacyjnych do podpisania umów z Rosatomem w okresie od września do grudnia 2022 r. Wśród opisanych przypadków są porwania, wielotygodniowe przetrzymywanie w piwnicach, pobicia, tortury i groźby zablokowania przepustek. Jeden z pracowników miał być przetrzymywany przez ponad dwa tygodnie i poddawany przemocy fizycznej oraz psychicznej. Innego pobito w taki sposób, by nie zostawić widocznych obrażeń. Co najmniej jeden z dwóch porwanych pracowników miał być rażony prądem. W innych przypadkach, po zwolnieniu z rosyjskiego aresztu, funkcjonariusze służb bezpieczeństwa mieli odwiedzać pracowników i zmuszać ich do podpisania kontraktów.
Rosatom oferował ukraińskim pracownikom wyższe wynagrodzenia, w tym dodatkową rosyjską pensję, ale równocześnie zmieniał zasady dostępu do elektrowni. Osoby posługujące się ukraińskimi dokumentami i przepustkami, które nie podpisały kontraktów, miały tracić możliwość wejścia na teren ZNPP. W grudniu 2022 r. wielu pozostałych pracowników za odmowę współpracy miało stracić przepustki. Według Truth Hounds rosyjskie służby odwiedzały także pracowników w ich domach. Żądały wyjaśnień, dlaczego nie pracują w elektrowni i nie podpisali umów z Rosatomem oraz groziły, że ich rodziny nie będą mogły opuścić Enerhodaru.
Rosatom był również, według autorów raportu, jednym z narzędzi konsolidacji rosyjskiej kontroli nad Enerhodarem i elektrownią. Jesienią 2022 r. Rosja przeprowadziła tzw. referendum, wydała dekrety podporządkowujące ZNPP rosyjskiej jurysdykcji i podjęła działania zmierzające do podporządkowania elektrowni rosyjskiemu systemowi energetycznemu. Według raportu do marca 2025 r. liczba mieszkańców Enerhodaru spadła z około 50 tys. przed okupacją do około 10 tys.
Rosatom miał odgrywać ważną rolę także w zarządzaniu okupowanym miastem. Według Truth Hounds lokalne budżety uzależniano od subsydiów i grantów przekazywanych za pośrednictwem koncernu. Ważne stanowiska w administracji obsadzano osobami związanymi z Rosatomem lub rosyjskim sektorem jądrowym. Autorzy raportu porównują ten model do sposobu funkcjonowania rosyjskich „miast atomowych”.
Główne wnioski
- Siła Rosatomu tkwi przede wszystkim w kontroli nad całym łańcuchem dostaw, a nie tylko w budowie reaktorów. Rosyjska korporacja ma wyjątkowo szerokie kompetencje – od wydobycia uranu, przez jego konwersję i wzbogacanie, po produkcję paliwa, budowę elektrowni oraz późniejszy serwis. Szczególnie istotna jest jej rola w konwersji i wzbogacaniu uranu, gdzie zachodnie alternatywy nadal nie zapewniają wystarczającej mocy. Oznacza to, że nawet państwo posiadające nierosyjski reaktor może pozostawać zależne od rosyjskich usług na wcześniejszych etapach produkcji paliwa.
- Rosatomu nie da się łatwo odciąć, ale jego „niezastępowalność” jest przede wszystkim problemem przejściowym. Alternatywne źródła uranu oraz paliwo nierosyjskie dla reaktorów WWER już istnieją, a europejscy operatorzy stopniowo zawierają nowe kontrakty. Największą barierą pozostają jednak ograniczone możliwości konwersji i wzbogacania oraz czas potrzebny na kwalifikację nowego paliwa i rozbudowę infrastruktury. Dlatego pełne sankcje bez okresu przejściowego mogłyby uderzyć nie tylko w Rosję, ale również w bezpieczeństwo energetyczne części państw UE.
- Rosatom jest dla Kremla narzędziem długoterminowego wpływu gospodarczego i politycznego. Model „wszystko w jednym” – obejmujący technologię, finansowanie, paliwo, serwis i szkolenia – pozwala Rosji wiązać klientów z własnym sektorem jądrowym na dziesięciolecia. Przypadek Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej pokazuje dodatkowo, że rola koncernu może wykraczać daleko poza biznes: według Truth Hounds pracownicy Rosatomu uczestniczyli w przejmowaniu kontroli nad personelem i strukturami zarządzającymi elektrownią oraz w umacnianiu rosyjskiej kontroli na okupowanym terytorium.