Sabah FK z Tymoteuszem Puchaczem zagra w Lidze Mistrzów. Kto stoi za sensacyjnym sukcesem Azerów?
Przed rokiem, gdy Tymoteusz Puchacz przenosił się do Azerbejdżanu, wielu polskich kibiców przecierało oczy ze zdumienia. Tymczasem okazało się, że czasami warto zejść z utartego szlaku w klubowym futbolu. Polski obrońca został jednym z najważniejszych piłkarzy Sabahu, a jego drużyna napisała właśnie najpiękniejszy rozdział w krótkiej historii klubu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jak dramatycznych okolicznościach Sabah FK awansował do fazy ligowej Ligi Mistrzów.
- Jaką przemianę w Sabahu przeszedł Tymoteusz Puchacz.
- Dlaczego historia trenera zespołu mistrza Azerbejdżanu jest unikalna.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Sabah FK po dramatycznym dwumeczu z Hapoelem Beer Szewa awansował do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Azerowie przegrali pierwsze spotkanie 1:2, ale w rewanżu w Baku dokonali rzeczy spektakularnej. Do 74. minuty to Izraelczycy byli na prowadzeniu. Ostatecznie Azerowie wygrali 5:2, a cały dwumecz 6:4. Nie wszystko układało się jednak po ich myśli. W rewanżu nie pomagał im własny bramkarz, który rozdawał rywalom prezenty, skutkujące straconymi golami.
W 74. minucie świetnie grający Umarali Rakhmonalijew strzałem z dystansu doprowadził do wyrównania. Sabah potrzebował już tylko jednego gola, by doprowadzić do dogrywki. I wtedy istotną rolę odegrał Puchacz. W 94. minucie Polak, który był już potwornie zmęczony intensywnością spotkania, zacentrował z rzutu rożnego do rezerwowego Tellura Mutalimowa. Było 3:2 i Sabah doprowadził do wyrównania stanu dwumeczu. W dogrywce dołożył dwa gole i już wkrótce zagra w Champions League.
Puchacz największą gwiazdą?
15-krotny reprezentant Polski latem 2024 roku został piłkarzem występującego w 2. Bundeslidze Holstein Kiel. Tam się nie przebił, dlatego po pół roku został wypożyczony do Plymouth Argyle. Drużyna nie utrzymała się w Championship, wypożyczenie dobiegło końca, a władze niemieckiego klubu skreśliły Polaka. Puchacz dostał zgodę na poszukiwanie nowego klubu. Wiele wskazywało na to, że dołączy do GKS Katowice, ale nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. We wrześniu 2025 roku Polak został zawodnikiem Sabahu. W momencie transferu ten zespół zajmował ósme miejsce w tabeli po dwóch kolejkach ligi azerskiej. W Polsce nie brakowało wówczas krytycznych głosów. Puchacz był na zakręcie i zamiast wrócić do kraju, wybrał futbolową egzotykę.
– Puchacz, w mojej ocenie, to obecnie największa gwiazda drużyny. Nie mówię tu jedynie o początku tego sezonu, ale także o ubiegłorocznych rozgrywkach. Gra świetnie i widać, że w każdym spotkaniu daje z siebie 100 proc. Jego transfer do Sabahu to strzał w 10 – mówi Bartłomiej Banasiewicz, ekspert Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.
Liczby nie kłamią.
– W czterech rundach eliminacji Ligi Mistrzów Puchacz zanotował pięć asyst, w tym przy golu decydującym o dogrywce w ostatnim spotkaniu z Hapoelem Beer Szewa. „Puszka”, który ma za zadanie grać jako wysoko podchodzący lewy wahadłowy, został najlepszym asystentem poprzedniego sezonu w azerskiej lidze. Dwunastokrotnie po jego podaniach koledzy z drużyny pokonywali bramkarzy rywali – dodaje Łukasz Bobruk, ekspert od futbolu w krajach byłego ZSRR.
Klub ma dopiero dziewięć lat
Historia Sabahu jest tym bardziej frapująca, że mówimy o bardzo młodym klubie.
– Klub powstał stosunkowo niedawno, bo w 2017 roku. Jego założycielem jest Jakub Husejnow, szef Bridge Group of Companies, a także wiceprezes Azerskiej Federacji Szachowej. Samo Bridge Group of Companies to przedsiębiorstwo działające w różnych branżach. Zajmuje się między innymi handlem nieruchomościami i budową mieszkań. Od początku właściciel postawił sobie za cel, by klub działał jak najbardziej profesjonalnie. Stąd też działalność na różnych polach. Oprócz sekcji piłkarskiej Sabah posiada także sekcje np. koszykówki czy szachową. Przy klubie działa także akademia szkoląca zdolnych juniorów. Udało się także pozyskać wsparcie od sponsorów. Najważniejsi z nich w ostatnich latach to Bank Respublika czy Maxi.az, czyli firma zajmująca się sprzedażą elektroniki – tłumaczy Bartłomiej Banasiewicz.
Niektórzy zastanawiają się, czy to będzie projekt na lata, czy jednak piłkarska efemeryda.
– Jest na to duża szansa, że Sabah stanie się nową siłą (po Karabachu) w rodzimym futbolu. Weźmy pod uwagę fakt, że klub powstał dopiero 9 lat temu. W tym czasie stopniowo piął się w górę w azerskiej hierarchii. W 2023 roku zdobył wicemistrzostwo i zadebiutował w europejskich pucharach. Rok temu zdobył pierwsze trofeum: Puchar Azerbejdżanu. A teraz udało mu się sięgnąć po podwójną koronę. Było to możliwe dzięki profesjonalnemu podejściu do zarządzania klubem, który inwestuje w rozwój młodych piłkarzy oraz rozbudowuje swoją strukturę: akademię, zaplecze treningowe czy drużyny młodzieżowe – zauważa Łukasz Bobruk.
„Milionerzy” i trener, który nigdy nie był piłkarzem
Postacią pierwszoplanową w Sabah FK jest trener Valdas Dambrauskas. Litwin nigdy nie był zawodowym piłkarzem, ale miał determinację, by spróbować sił w roli szkoleniowca. W 2002 roku w wieku 25 lat wystąpił w rodzimej wersji „Milionerów”. Wygrał 3000 litów, czyli w owym czasie około 4000 zł. Tę kwotę przeznaczył na wyjazd do Wielkiej Brytanii.
Przeprowadził się do Londynu i pogłębiał wiedzę na stażach w Manchesterze United, Fulham czy Brentfordzie. Z czasem podjął pracę w Kingsbury London Tigers. W 2009 roku litewska federacja powierzyła mu opiekę nad kadrami U-17. Później kierował drużyną U-19. W seniorskiej piłce najpierw zapisał w CV Ekranas Poniewież, a później kilka klubów bałtyckich. Przed pięciu laty był przymierzany do... Legii Warszawa.
– Można rzec, że momentem przełomowym było zatrudnienie Valdasa Dambrauskasa na stanowisku trenera Sabahu. Litwin świetnie poukładał zespół, który wykazywał się znakomitą dyscypliną taktyczną, a w lidze mógł pochwalić się zarówno najlepszą defensywą, jak i najlepszą ofensywą. To pomogło również nie przegrać rywalizacji z Karabachem, z którym w zeszłym sezonie dwa razy wygrał i raz zremisował – mówi Łukasz Bobruk.
– Również uważam, że siłą zespołu jest trener Dambrauskas. Na papierze to wciąż Karabach ma lepszą kadrę, jednak drużyna ze stolicy Azerbejdżanu świetnie funkcjonowała w ubiegłym sezonie jako kolektyw. Tak nie było w poprzednich latach, mimo że jakościowo byli być może niewiele gorsi – dodaje Bartłomiej Banasiewicz.
Karabach miał być hegemonem. Teraz się potyka
W azerskim futbolu przez lata niemal wszystko kręciło się wokół Karabachu Agdam. To najbardziej znany klub z tego kraju i zdecydowanie najbardziej doświadczony na europejskiej scenie. W sezonie 2017/18 Karabach zapisał się w annałach jako pierwszy przedstawiciel Azerbejdżanu w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Przed rokiem wrócił do tych rozgrywek po ośmiu latach przerwy. W jego bramce występował wówczas Mateusz Kochalski.
Tym razem mistrz Azerbejdżanu walczył o awans do fazy ligowej Ligi Konferencji. Wygrał pierwszy mecz z Twente w Holandii 1:0. W rewanżu prowadził od 59. minuty i miał autostradę do awansu. Pogoń Twente była jednak godna uznania. Holendrzy trafili do siatki w 79. minucie, następnie w doliczonym czasie gry. Później dołożyli jeszcze dwa gole w dogrywce: w 94. i 114. minucie. A zatem Karabach prowadził w dwumeczu jeszcze do 91. minuty, a mimo to odpadł z Ligi Konferencji.
To wręcz zadziwiający kontrast w azerskim futbolu: Karabach, hegemon i klub z doświadczeniem w Europie, pożegnał się z pucharami w dramatyczny sposób, natomiast Sabah, istniejący zaledwie od 2017 roku, właśnie odniósł największy sukces w historii.
– Wiadomo, że Karabach odjechał finansowo reszcie ligi za sprawą regularnych występów pucharowych, aczkolwiek w Sabahu kapitalną robotę robi były trener „Sów”, a obecnie dyrektor sportowy Igor Ponomariow, który z piłkarzy dość nieoczywistych potrafi stworzyć przyzwoitą międzynarodową mieszankę. Mamy graczy z Afryki, byłej Jugosławii, zachodniej Europy czy też Polski jak Tymoteusz Puchacz. Nie są to wielkie gwiazdy, lecz piłkarze co najmniej solidni – mówi Łukasz Bobruk.
Dodaje, że Dambrauskas świetnie poukładał te klocki, co owocuje kolejnymi progresami klubu, który jako jedyny dostał się do tegorocznej Ligi Mistrzów, przechodząc wszystkie cztery rundy eliminacji.
Barcelona w Baku, Puchacz na Old Trafford
Teraz przed Sabahem najpiękniejsza część tej historii. W fazie ligowej Champions League mistrz Azerbejdżanu zmierzy się u siebie z FC Barceloną, Borussią Dortmund, Napoli i Slavią Pragą. Na wyjazdach czekają go mecze z Arsenalem, Manchesterem United, Villarrealem i Vikingiem.
Największą przygodą będzie jednak zapewne wyprawa do Manchesteru. Puchacz i jego koledzy rozegrają bowiem mecz na legendarnym Old Trafford, gdzie staną naprzeciw „Czerwonych Diabłów”.
– Wylosowali im się bardzo mocni rywale. Sądzę, że faktycznie dla drużyny z Baku każdy punkt będzie ogromnym sukcesem. To jest bowiem zupełnie inna sytuacja niż w przypadku ostatniego awansu Karabachu do Ligi Mistrzów. Tamta drużyna miała o wiele większe doświadczenie w europejskich pucharach, a także silniejszą kadrę. Według mnie Azerowie mogą powalczyć ze Slavią czy Vikingiem o punkt – podsumowuje Bartłomiej Banasiewicz.
Główne wnioski
- Historia trenera Sabahu, Valdasa Dambrauskasa, jest równie nietypowa jak droga jego zespołu. Litwin nigdy nie był zawodowym piłkarzem, a swoją karierę w futbolu zbudował od zupełnych podstaw. Przeszedł drogę od uczestnika teleturnieju, który za wygrane pieniądze wyjechał do Londynu uczyć się futbolu, do szkoleniowca prowadzącego azerski klub do historycznego awansu do Ligi Mistrzów. Dambrauskas przejął zespół i stworzył drużynę niezwykle zdyscyplinowaną taktycznie. Sabah był jednocześnie najlepszy w lidze pod względem defensywy i ofensywy, a efektem pracy Litwina była także skuteczna rywalizacja z dominującym w Azerbejdżanie Karabachem. Sabah w poprzednim sezonie dwukrotnie go pokonał i raz z nim zremisował. Dambrauskas
- Awans Sabahu do fazy ligowej Ligi Mistrzów był piłkarskim thrillerem. Azerowie przystępowali do rewanżu z Hapoelem Beer Szewa po porażce 1:2 i długo wydawało się, że ich marzenia o historycznym sukcesie legną w gruzach. W Baku to goście prowadzili jeszcze do 74. minuty, a dodatkowo Sabah sam komplikował sobie sytuację za sprawą własnego bramkarza, który popełniał kosztowne błędy i rozdawał rywalom gole. Przełom nastąpił w 74. minucie. Umarali Rakhmonalijew popisał się świetnym strzałem z dystansu i doprowadził do remisu. Sabah potrzebował jednak jeszcze jednego gola, by wyrównać stan dwumeczu i doprowadzić do dogrywki. Wtedy bohaterem drugiego planu został Tymoteusz Puchacz.To był awans wyszarpany w ostatnich minutach, mimo własnych błędów i niekorzystnego wyniku z pierwszego spotkania.
- Historia Tymoteusza Puchacza w Sabahu jest przykładem spektakularnego odbudowania kariery. Latem 2024 roku 15-krotny reprezentant Polski przeniósł się do Holstein Kiel, ale w 2. Bundeslidze nie zdołał wywalczyć sobie mocnej pozycji. Później został wypożyczony do Plymouth Argyle, z którym spadł z Championship. Po powrocie do Niemiec usłyszał, że klub nie wiąże z nim nadziei na przyszłość. Puchacz znalazł się więc w trudnej sytuacji. Wydawało się, że wróci do Polski, by bronić barw GKS Katowice, ale zamiast tego zdecydował się na znacznie bardziej egzotyczny kierunek: Sabah FK. W Polsce nie brakowało opinii, że przenosiny do Azerbejdżanu oznaczają kolejny krok wstecz. Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie. Z zawodnika skreślonego w Niemczech, który miał wracać do Polski w poszukiwaniu formy, Puchacz stał się jednym z najważniejszych elementów zespołu walczącego o Champions League.