Kategorie artykułu: Polityka Świat

Były doradca Baracka Obamy: nie ma już podziału na lewicę i prawicę (WYWIAD)

Poparcie dla urzędującego prezydenta USA spadło do poziomów niewidzianych od 20 lat. Patrick Gaspard, były doradca Baracka Obamy, w rozmowie z XYZ prognozuje porażkę republikanów w listopadowych wyborach połówkowych, a także tłumaczy, dlaczego wśród demokratów największą popularnością cieszą się polityczni buntownicy.

– Mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową, tożsamościową i geograficzną napędzaną przemianami demograficznymi w całym kraju. Będziemy więc funkcjonować w warunkach dużej zmienności, w której outsiderzy głośno domagają się zmian, powtarzając, że obecny system po prostu nie działa – tak o zmianach na amerykańskiej scenie politycznej mówi Patrick Gaspard, były doradca Baracka Obamy, który obecnie współpracuje z burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim. Fot. PAP/Tomasz Waszczuk

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego zdaniem polityka Partii Demokratycznej rekordowo niskie poparcie Trumpa może oznaczać utratę Kongresu przez republikanów.
  2. Czym w ocenie byłego doradcy Baracka Obamy różni się dzisiejszy podział polityczny od klasycznego sporu lewica–prawica.
  3. Dlaczego styl rządzenia burmistrza Nowego Jorku budzi zainteresowanie polityków w całym kraju.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Krzysztof Figlarz, XYZ.pl: Niemała część komentatorów i analityków twierdzi, że rekordowo niskie poparcie, jakie odnotowuje Donald Trump, to doskonała okazja dla Partii Demokratycznej na przejęcie Senatu i Izby Reprezentantów w najbliższych wyborach połówkowych w listopadzie. Zgadza się pan z tą opinią, czy uważa pan, że to wciąż duże wyzwanie dla demokratów?

Patrick Gaspard: Jak najbardziej się zgadzam. Jestem głęboko przekonany, że obecne notowania Donalda Trumpa i poziom jego popularności sprawiają, iż przejęcie Kongresu przez Partię Demokratyczną jest wysoce prawdopodobne, a zdobycie większości w Senacie staje się z dnia na dzień coraz bardziej realne.

Donald Trump z rekordowo niskim poparciem

Wskaźnik poparcia dla Donalda Trumpa wynosi obecnie zaledwie 34 proc. To wynik szokująco niski dla jakiegokolwiek polityka na świecie, ale w przypadku Trumpa jest szczególnie uderzający, ponieważ tylko 78 proc. wyborców jego własnej partyjnej bazy, czyli Partii Republikańskiej, deklaruje dziś dla niego poparcie. Zazwyczaj liderzy cieszą się wewnątrz własnego ugrupowania poparciem rzędu 90 proc. Te 78 proc. oznacza, że pewna część republikanów poważnie rozważa oddanie głosu na demokratów. Co ważniejsze – baza wyborcza republikanów jest zniechęcona i silnie zdemobilizowana, przez co wielu z nich po prostu nie pójdzie na wybory w listopadzie.

Warto wiedzieć

Patrick Gaspard

Amerykański strateg polityczny i dyplomata. Był dyrektorem politycznym w administracji prezydenta Baracka Obamy oraz dyrektorem wykonawczym Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej (DNC). Pełnił funkcję ambasadora USA w RPA i kierował Open Society Foundations, amerykańską fundacją wspierającą demokrację i rozwój społeczeństwa obywatelskiego na całym świecie. Obecnie przewodniczy Komisji ds. Efektywności Rządu Nowego Jorku (COGE) w administracji burmistrza Zohrana Mamdaniego. Patrick Gaspard był gościem Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie.

Demobilizacja kluczem do zmiany w Kongresie USA?

I wystarczy, że republikańscy wyborcy zostaną w domu, aby demokraci odbili obie izby parlamentu?

Niska frekwencja w bazie republikańskiej, połączona z ogromną, pełną energii mobilizacją wyborców Partii Demokratycznej – co widzieliśmy we wszystkich prawyborach – najprawdopodobniej doprowadzi do tej zmiany. Historia amerykańskich wyborów śródokresowych, sięgająca czasów Franklina D. Roosevelta w latach 30. XX wieku, pokazuje jedną prawidłowość. To popularność prezydenta decyduje o tym, czy jego partia utrzyma miejsca w Kongresie, czy je straci. Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tak niską popularnością, poza drugą kadencją George'a W. Busha, co doprowadziło wtedy do gwałtownych strat republikanów. Można się więc spodziewać zmiany układu sił jesienią tego roku.

Gaspard: podział na lewicę i prawicę to myślenie rodem z XX wieku

Mówi pan o możliwej zmianie układu sił, ale wielu obserwatorów, którzy spędzili sporo czasu wewnątrz Partii Demokratycznej, twierdzi, że partia przesuwa się w lewo. Co jest głównym powodem tego przesunięcia? Przecież do niedawna samo używanie pojęcia „socjalizm” było w Stanach Zjednoczonych tak naprawdę tematem tabu.

Widzę, że jest pan bacznym obserwatorem amerykańskiej polityki. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz.

Zbyt wiele mówi się dziś o polityce, i to nie tylko w Ameryce, ale i tu, w Polsce, i na całym świecie, w kategoriach podziału na lewicę i prawicę. To myślenie rodem z XX wieku. Dziś najważniejszą osią sporu politycznego nie jest podział lewica–prawica, tylko podział na tych wewnątrz systemu („insiders”) związanych z establishmentem i tych na zewnątrz systemu („outsiders”).

Zdecydowana większość naszych wyborców postrzega siebie jako outsiderów zmagających się z instytucjami, które uznają za ustawione przeciwko nim. Nie widzą postępu w gospodarce. Mają problemy z dostępem do opieki zdrowotnej. Nie wierzą, że ich dzieci będą miały lepiej niż oni sami. Pandemia, recesja – to wszystko wytworzyło w klasie średniej poczucie niepewności, a nie poczucie aspiracji. Z tym mierzą się dziś ludzie.

I ten społeczny podział determinuje także podział wewnątrz samej Partii Demokratycznej?

Właśnie dlatego obserwujemy bunt w Partii Demokratycznej i zwrot przeciwko instytucjonalnym aktorom oraz przeciwko obrońcom status quo. To nie tyle klasyczny skręt w lewo, ile właśnie bunt outsiderów przeciw establishmentowi. Tak się akurat składa, że współcześni outsiderzy mają w sobie wielką, niemal ringową pasję do walki z trumpizmem, ale również z „korporatyzacją” amerykańskiej polityki. Często zapominamy, że zanim Donald Trump zaczął pokonywać demokratów, pokonał korporacyjnych, instytucjonalnych republikanów i ukształtował tę partię na swoje podobieństwo. To też nie jest podział lewica–prawica, tylko outsider kontra insider.

„Buntownicy” powoli przejmują Partię Demokratyczną

Czy nie zdarza się jednak, że ci „zbuntowani” demokratyczni politycy nowej fali po objęciu mandatów i stanowisk nieco zmieniają ton względem tego z kampanii wyborczej?

Gdy przyjrzymy się bliżej amerykańskim prawyborom i nowym twarzom, które się w nich pojawiają, zobaczymy ludzi, którzy zachowują swój buntowniczy charakter nawet po objęciu urzędu. Doskonałym przykładem jest Alexandria Ocasio-Cortez.

Zasiada w Kongresie od kilku kadencji, ale wciąż utrzymuje status outsiderki, buntującej się nie tylko przeciwko drugiej stronie sceny politycznej, ale czasem też przeciwko własnemu, instytucjonalnemu kierownictwu partii. To sprawia, że jest postacią tak fascynującą i atrakcyjną dla wielu naszych wyborców.

Ta rywalizacja wewnątrz Partii Demokratycznej będzie się toczyć aż do 2028 roku. Nie potrafię przewidzieć przyszłości ani powiedzieć, czym się to skończy, ale mogę powiedzieć jedno. Nie wrócimy już do starych metod uprawiania polityki, gdzie obowiązywała swego rodzaju dżentelmeńska umowa, i to dosłownie dżentelmeńska, dotycząca tego, czyja jest kolej na władzę.

Kluczowa różnica między demokratycznymi a republikańskimi „outsiderami”

Dziś buntownicy stoją u bram i mówią wprost, że nie zamierzają czekać w kolejce. Mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową, tożsamościową i geograficzną napędzaną przemianami demograficznymi w całym kraju. Będziemy więc funkcjonować w warunkach dużej zmienności, w której outsiderzy głośno domagają się zmian, powtarzając, że obecny system po prostu nie działa.

Istnieje jedna zasadnicza różnica między polityką buntu w Partii Demokratycznej a tą w Partii Republikańskiej. Po stronie republikańskiej bunt jest zdominowany przez ludzi, którzy nie wierzą w rząd i chcą go dosłownie wysadzić w powietrze.

Zdecydowanie.

Nasz bunt po stronie demokratycznej prowadzą ludzie, którzy głęboko wierzą w rolę, jaką rząd odgrywa i musi odgrywać w życiu obywateli, w poprawianiu ich życia. Dlatego uważam, że w Partii Demokratycznej zobaczymy mniej takiego rozłamu, bo od centrum aż po lewicę panuje głębokie przekonanie o tym, że rząd jako instytucja jest niezbędny i musi dalej odgrywać swoją rolę. Różnice dotyczą raczej tego, jak konkretnie te polityki mają wyglądać.

Nowy Jork jako laboratorium nowej polityki

Skoro mówimy o skuteczności rządu i instytucji publicznych – Nowy Jork jest obecnie chyba najuważniej obserwowanym przykładem zmian w świadczeniu usług publicznych z myślą o jego mieszkańcach. Czy uważa pan, że zmiany, które obserwujemy w Nowym Jorku, mogą rozprzestrzenić się na całe Stany Zjednoczone?

To bardzo dobre pytanie. Miałem szczęście wspierać Zohrana Mamdaniego, gdy startował w wyborach, w czasach, kiedy praktycznie nikt jeszcze o nim nie słyszał. Niesamowicie się obserwuje jego drogę: od kampanii, o której wszyscy mówili, że nie ma szans jej wygrać, po ponad dwieście dni urzędowania, w trakcie których wciąż rządzi w rytmie uwagi opinii publicznej.

Co mam przez to na myśli? Za każdym razem, gdy pojawia się problem z szeroko pojętą infrastrukturą miejską Nowego Jorku, Zohran Mamdani reagujew czasie rzeczywistym, w sposób transparentny, taki, wokół którego ludzie mogą się zjednoczyć. Sprawia to wręcz wrażenie, jakby władze Nowego Jorku stały się drużyną sportową, której kibicują wszyscy mieszkańcy. To wspaniałe zjawisko.

„Uwaga jest dziś najważniejszą walutą”

Uważam, że jest coś zaraźliwego w jego stylu rządzenia, a ponieważ uwaga jest dziś najpotężniejszą walutą, jaką dysponujemy, jego zdolność do rządzenia w rytmie uwagi opinii publicznej zwraca uwagę burmistrzów innych miast, gubernatorów innych stanów, członków legislatur. Oni wiedzą, że trzeba reagować szybko, skutecznie i w sposób transparentny, komunikując się ponad algorytmami mediów społecznościowych. Jeśli sami nie opowiemy tej historii, ktoś inny ją zniekształci. Moim zdaniem ta „magia Mamdaniego”, którą widzimy w Nowym Jorku, ma charakter twórczy i działa jak mnożnik siły.

Musimy jednak uważać, żeby nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków z przykładu jednego miasta, czy to Nowego Jorku, czy Warszawy, i zakładać, że to samo sprawdzi się w całym kraju. Chcę więc zachować ostrożność i pokorę, ale powiedzieć: tak, jest coś przełomowego w tym, jakim liderem zmiany okazał się burmistrz Mamdani.

Przyszłości nie da się przewidzieć, dlatego wolę pozostać pokorny. Niemniej jednak bez wątpienia można powiedzieć, że styl, w jakim burmistrz Mamdani wprowadza zmiany, ma charakter katalizatora dla całego kraju.

Główne wnioski

  1. Poparcie dla Donalda Trumpa wynosi obecnie ok. 34 proc., a poparcie wewnątrz elektoratu jego własnej partii spadło do 78 proc., podczas gdy standardowo liderzy cieszą się w swoim obozie poparciem rzędu 90 proc. Patrick Gaspard wskazuje, że taki spadek oznacza nie tylko możliwe przejście części wyborców do demokratów, ale przede wszystkim zniechęcenie i niską frekwencję republikańskiej bazy, co historycznie decydowało o wynikach wyborów połówkowych (tzw. mid-termów).
  2. Według byłego stratega Baracka Obamy współczesny bunt wewnątrz Partii Demokratycznej nie jest zwrotem ideologicznym w stronę socjalizmu, lecz sprzeciwem wobec instytucjonalnych elit, napędzanym niepewnością ekonomiczną i brakiem zaufania do systemu. Jako przykład polityczki, która zachowała status outsiderki mimo wielu kadencji w Kongresie, wymieniana jest Alexandria Ocasio-Cortez.
  3. Styl rządzenia burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego jest wskazywany jako możliwy wzorzec dla innych samorządów. Jego doradca podkreśla transparentne i szybkie reagowanie na bieżące problemy miejskiej infrastruktury jako czynnik budujący poparcie. Zastrzega jednak wyraźnie, że wnioskowanie z przykładu jednego miasta na całe Stany Zjednoczone byłoby przedwczesne.