Kategorie artykułu: Biznes Newsy

Prezes BOŚ odszedł i wrócił. Z BOŚ chce uczynić BGK dla Polski lokalnej (WYWIAD)

– Mam pomysł na BOŚ. Moim zdaniem powinniśmy być bankiem rozwoju dla mniejszej Polski, czyli gminnej, powiatowej – ujawnia w rozmowie z XYZ Bartosz Kublik, prezes banku, który wrócił na stanowisko po kontrowersyjnej decyzji rady nadzorczej.

Bartosz Kublik, prezes BOŚ, przyznaje, że bank musi musi szukać straconego czasu. Uważa, że w nadrabianiu zaległości pomoże m.in. wchodzenie w konsorcja z bankami spółdzielczymi. Fot. Łukasz Kamiński
– Jeśli będę mógł kierować tym bankiem przez kolejne lata, to możemy stworzyć prawdziwą perłę wśród banków i podmiot przydatny rosnącej w siłę Polsce – uważa Bartosz Kublik, prezes BOŚ. Fot. Łukasz Kamiński

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego prezes BOŚ zdecydował się przeprowadzić audyt wydatków w zarządzie banku.
  2. Jak Bartosz Kublik uzasadnia potrzebę stworzenia oddzielnego banku rozwoju dla Polski lokalnej.
  3. Czy bycie zielonym bankiem ma w ogóle znaczenie w czasach niepewności geopolitycznej.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Piotr Sobolewski: Miał pan déjà vu, starając się drugi raz o to samo stanowisko?

Bartosz Kublik, prezes Banku Ochrony Środowiska (BOŚ): Wie pan, że to samo pytanie usłyszałem 19 sierpnia, gdy stanąłem przed Komisją Nadzoru Finansowego?

I co pan wtedy odpowiedział?

W głowie przyjąłem, że do tego odwołania nie doszło i po prostu kontynuuję realizację strategii banku. To nie jest najłatwiejszy bank w sektorze, z wieloma wyzwaniami. Dla mnie cała ta sytuacja była jedną, wielką pomyłką, kompletnie niepotrzebną, bo nie przyspieszyła w żaden sposób procesu sanacji banku. Rada nadzorcza miała jednak prawo się pomylić. Po tym raz jeszcze wyciągnęła wnioski z osiągnięć i wyników 2025 roku, i podjęła inną, właściwą – w odróżnieniu od tej pierwszej – decyzję.

Warto wiedzieć

Prezes, który sześć tygodni czekał na powrót na stanowisko

Bartosz Kublik kierował pracami zarządu BOŚ od kwietnia 2024 r. do marca 2026 r., kiedy to rada nadzorcza odwołała go ze stanowiska. Wrócił sześć tygodni później, wygrywając konkurs na objęcie funkcji prezesa. W końcu sierpnia dostał zielone światło z KNF.

Wcześniej 20 lat kierował Bankiem Spółdzielczym w Ostrowi Mazowieckiej. Przez rok był wiceprezesem Związku Banków Polskich (ZBP).

XYZ

Prezes zlecił audyt wyjazdu i wydatków z kart

Jak na nowo odbudować zaufanie po czymś takim?

Nie możemy mówić, że nici zaufania urwały się ze wszystkimi w organizacji. To nie tak. Ta świadomość, że mamy tu wiele znakomitych osób, ułatwiła mi powrót do banku. A rada nadzorcza? Od tamtej pory doszło do jej częściowej rekonstrukcji.

Wróćmy do tamtych wydarzeń. Skąd w ogóle decyzja o audycie wydatków?

Tzw. audyt pozaplanowy zleciłem w następstwie tego, że w mediach, w tym społecznościowych, pojawiły się wątki, choćby dotyczące wyjazdu szkoleniowo-integracyjnego do Mikołajek czy wydatków członków zarządu płaconych kartami kredytowymi i paliwowymi. Wskutek tych informacji komisja sejmowa zgłosiła wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie działalności banku. NIK zaczął z nami korespondować. Zapowiedział, że podejmie działania.

Nie czekając na nie, zleciłem pozaplanowy audyt wewnętrzny. Chciałem wiedzieć, czy doniesienia medialne mają pokrycie w rzeczywistości, i jeśli tak – dokonać zmian, które mogłyby je wykluczyć.

Zleciłem pozaplanowy audyt wewnętrzny. Chciałem wiedzieć, czy doniesienia medialne mają pokrycie w rzeczywistości. Audyt pokrywał się z wnioskiem, który złożono do NIK.

Czyli wyprzedził pan NIK. Czy raport izby, o którym pan wspomniał, już się pojawił?

To złożony proces. Zaczął się w czerwcu 2026 roku i podejrzewamy, że zakończy się w okolicach października. Natomiast chcę podkreślić, że mój audyt pozaplanowy w niemal 100 proc. pokrywał się z wnioskiem, który został złożony do NIK.

„W banku brakowało jasnego kierunku rozwoju”

Nie zdążył go pan szeroko w banku pokazać, bo 13 marca rada nadzorcza odwołała pana ze stanowiska. Potem odbył się proces kwalifikacyjny na nowego prezesa banku. Jego wyniki ogłoszono 24 kwietnia.

I wtedy rada nadzorcza jeszcze raz zapoznała się z faktami, moim dorobkiem i wynikami audytu i podjęła decyzję o przywróceniu na stanowisko prezesa. Odbyło się to w formule konkursu i wymagało ponownego zatwierdzenia przez KNF. Dostałem jednogłośną zgodę.

Co pan wtedy poczuł? Ulgę, satysfakcję czy presję, bo zmarnowano kilka miesięcy, zamiast realizować ambitną strategię?

To, co się wydarzyło, zostawiam za sobą, teraz idziemy do przodu. Przed rozpoczęciem naszego wywiadu, rozmawialiśmy z dyrektorami z 16 centrów biznesowych w całej Polsce o tym, co zrobić, by nowa produkcja kredytowa przekształcała się jak najszybciej w rosnące saldo. Mamy dużo pracy, bo przez blisko dekadę bank rósł wolniej niż konkurencyjne banki. W banku pracowali świetni specjaliści, ale brakowało jasnego kierunku rozwoju.

Rok temu mówił nam pan o szukaniu straconego czasu.

Proszę spojrzeć: w 2015 r. mieliśmy 20 mld zł aktywów i po dziewięciu latach było ich niemal tyle samo. W tym okresie dokonano prawie pięćdziesięciu zmian w zarządzie. Tak buduje się wartość banku? W tym samym czasie cały sektor zwiększył aktywa o 120 proc. Jeśli koszty rosną, a skala biznesu stoi w miejscu, pojawia się problem z ekonomiką banku.

W 2015 r. mieliśmy 20 mld zł aktywów i po niemal 9 latach było ich tyle samo. W tym okresie dokonano prawie 50 zmian w zarządzie. Tak buduje się wartość banku?

Prezes BOŚ ma pomysł na działanie w formule BGK

Może recepta jest prosta. Trzeba się połączyć z większym, np. PKO BP. Wszedłby pan w to?

Ale co by to dało? Mam zupełnie inny pomysł na BOŚ. Moim zdaniem powinniśmy być bankiem rozwoju dla mniejszej Polski, czyli gminnej, powiatowej. To też kwestia różnorodności sektora. Jeśli ktoś wierzy, że receptą na wszystko jest budowa kilku wielkich banków, jest w błędzie. Wielu polskich firm i eksporterów dziś by nie było, gdyby nie mniejsze banki spółdzielcze, które podeszły do ich pomysłów bez wydumanych modeli.

No dobrze, ale mamy przecież BGK.

Tak, to jedyny państwowy bank, w wielu aspektach stawiany za wzór. Natomiast czasami się zastanawiam, czy nie rozdrabnia on za bardzo swojej działalności na zbyt błahe tematy. Patrząc z tej perspektywy BOŚ, mógłby być bankiem, który nie wchodzi w paradę BGK, ale jest adresowany właśnie do takich małych przedsięwzięć. Mamy ich w Polsce mnóstwo.

Przykład?

Choćby ciepłownictwo w małych miasteczkach. To trudny temat, daleki od bankowości „mcdonaldowej”, gdzie możemy mówić o szybkiej multiplikacji na dużą skalę. Trzeba pamiętać, że właściciele infrastruktury grzewczej w takich ośrodkach nie są w świetnej kondycji finansowej. Konieczne jest indywidualne podejście do ich sytuacji. Wiedza, jaką mamy w tym zakresie, może być przydatna polskiej gospodarce dużo bardziej, niż gdybyśmy włączyli bank do mającego 600 mld zł aktywów PKO BP.

Potrzebne byłoby kilkaset mln zł dokapitalizowania

Rozmawiał pan z kimś o realizacji takiego pomysłu?

Tak, takie rozmowy trwają. Mówiąc o banku rozwoju, najdalej idącym pomysłem byłoby stworzenie BOŚ na wzór BGK, ale wymagałoby to dużych zmian legislacyjnych. Nie jest to jednak konieczne. Można to zrobić przez dokapitalizowanie i mocniejsze ukierunkowanie banku na ten obszar.

I wtedy BGK mógłby wejść do akcjonariatu?

BGK jako bank państwowy korzysta z szeregu rzeczy, z których my nie możemy. Może mieć np. jakieś zadanie zlecone przez państwo. My jako BOŚ jesteśmy podmiotem giełdowym, nam takiego zadania nie można zlecić. Natomiast można też sobie wyobrazić wzmocnienie kapitałowe BOŚ z takich kierunków, dla których konkretne zagadnienia są istotne.

No dobrze, a co poza ciepłownictwem?

Wykorzystanie biogazu i biometanu. Na razie w tym obszarze jesteśmy w powijakach, a mamy ogromny potencjał wynikający z polskiej produkcji rolnej. Wielu specjalistów mówi, że właśnie z tego źródła moglibyśmy pokryć znaczną część krajowego zapotrzebowania na gaz. Zużywamy około 20 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Prawdopodobnie produkując biogaz, moglibyśmy wytworzyć 8-9 mld metrów sześciennych i to budując infrastrukturę w 80 proc. z local contentu. Tymczasem płacimy miliardy na zewnątrz bez pożytku dla stopy inwestycji w Polsce.

Saldo kredytów urosło po raz pierwszy od wielu lat

Jakiego dokapitalizowania potrzebuje bank, by mocniej wejść w takie tematy?

Mamy 27,3 mld zł aktywów, a w ciągu półtora roku będzie to kilka miliardów złotych więcej. Chcąc zlewarować te środki i przekształcić je w akcję kredytową, potrzebujemy po prostu więcej kapitału. To potrzeby rzędu kilkuset milionów złotych. Oczywiście pewną część tych środków można wygenerować, zatrzymując w spółce zyski wypracowane w 2026 i 2027 roku. Ma to znaczenie szczególnie w obliczu podniesienia wag ryzyka w nowym rozporządzeniu CRR [Rozporządzenie ws. Wymogów kapitałowych – red.].

W czerwcu 2026 roku w porównaniu z okresem rok wcześniej urośliśmy kredytowo o 5-6 proc. I stało się to po raz pierwszy od ośmiu, dziewięć lat.

Ale sama sprzedaż jest niższa niż przed rokiem?

Sprzedaż tak, ale mówimy o saldzie kredytowym. Jako sprzedaż raportowane jest podpisanie umowy kredytowej, ale wpływ na bilans jest rozłożony w czasie, np. dlatego, że bank pożyczył środki na budowę fabryki, a ona jest budowana przez dwa lata. Środki z kredytu są wtedy wypłacane przez cały ten czas i dopiero potem cała wartość zacznie pracować w bilansie banku.

Jestem przyzwyczajony do pracy „na saldach”, bo to one działają w bilansie. Dajemy kredyty głównie podmiotom instytucjonalnym, więc sprzedaż nie do końca obrazuje nasze wzrosty.

Mamy 27,3 mld zł aktywów, a w ciągu 1,5 roku będzie to kilka miliardów złotych więcej. Chcąc przekształcić te środki w akcje kredytowe, potrzebujemy kapitału rzędu kilkuset milionów.

Saldo będzie dalej rosło?

Tak, bo jest składową dwóch rzeczy: nowej sprzedaży, ale też tego, co zrealizowaliśmy już w tamtym roku. A przecież wtedy sprzedaż była o jedną trzecią wyższa niż w 2024 r. Liczę, że do końca 2026 r. zorganizujemy tyle umów, że nie będzie ubytków rok do roku także pod względem sprzedaży kredytów. Większość tych dodatkowych 1,5-2 mld zł kredytów w naszym bilansie to będą głównie kredyty dla klientów instytucjonalnych i samorządów.

Segment detaliczny nie powoduje już spadku salda

A co z kredytami detalicznymi? Dane BIK pokazują, że wartość nowych kredytów hipotecznych znów idzie na rekord.

Tak, ale realizują to głównie banki z dużo większymi udziałami rynkowymi niż my oraz większą siecią placówek, a przy takich kredytach rola oddziałów jest ważna. Trzeba pamiętać, że my jako BOŚ nie mamy setek oddziałów na terenie Polski. Mamy kilkadziesiąt, które zajmują się klientami detalicznymi. Rozgrywka o ten rynek miała miejsce już dawno temu.

Poza tym proszę zwrócić uwagę, że w ostatnich latach dużą część salda kredytów detalicznych „zjadało” tworzenie odpisów na kredyty walutowe, głównie frankowe. Teraz w BOŚ mamy punkt przegięcia – to znaczy, że segment detaliczny nie powoduje już spadku salda w całym banku. Wcześniej było tak, że gdy saldo w „detalu” spadało, to w obszarze firm musieliśmy nie tylko odrobić tę stratę, ale też urosnąć.

Ale ten temat już się kończy?

Tak, dzieje się to w miarę rozwiązywania problemu kredytów frankowych. Warto wskazać, że ten problem w bilansie BOŚ jest większy niż w innych polskich bankach. W czasie mojego pobytu w BOŚ odłożyliśmy na te kredyty ponad 500 mln zł. Przy naszej „wyporności” i wielkości, to wielokrotnie więcej, niż w innych instytucjach. Gdyby nie to, moglibyśmy dziś w BOŚ mówić, że osiągamy rentowność na takim poziomie, jak polski sektor finansowy.

A co ze sprzedażą nowych kredytów detalicznych? Cieszy pana ten wynik?

Oddziały sprzedają więcej, ale jest szansa, by go jeszcze poprawić. W dziedzinie kredytów powtarzalnych widzimy też potencjał w kanale pozyskiwania klientów przez pośredników.

A może lepiej budować Bank Ochrony ... Państwa?

Odejdźmy od kredytów. Nie ma pan wrażenia, że zamiast budować Bank Ochrony Środowiska, lepiej byłoby się skupić na Banku Ochrony Państwa? Tyle się dzieje w obszarze geopolityki, że zielona agenda straciła na znaczeniu.

Ale da się to przecież logicznie połączyć. Europa nie leży i nie będzie leżeć na węglowodorach. Nawet gdybyśmy zupełnie abstrahowali od celów klimatycznych i czystego powietrza i poszli twardym „realpolitik” to i tak niechybnie dojdziemy do tych samych wniosków. Z czegoś będziemy potrzebować energii dla wciąż rosnącej, coraz lepszej gospodarki, którą ma Polska. Trzeba zatem patrzeć na dwa źródła: atom i zieloną energię. Atom jest tani w produkcji i stabilny, ale związany z ogromnymi nakładami inwestycyjnymi. Zielona energia jest z kolei szybka do wprowadzenia, choć niestabilna. Czy chcemy, czy nie i tak musimy te dwa obszary rozwijać.

Niezależnie od intelektualnej podbudowy musi nam przyświecać cel, by zapewnić na kolejne 10-20 lat ceny energii, które nie wykluczą polskich przedsiębiorstw z wyścigu międzynarodowego. Pozwoli to utrzymać proces konwergencji, który nas doprowadził do szybkiego rozwoju. W firmach największymi kosztami są wynagrodzenia ludzi i koszty energii. Koszty pracy powoli się zrównują z innymi krajami w Europie. To dobrze, bo do tego zmierzaliśmy. Natomiast koszty energii teraz są wyższe niż średnio w Unii, dlatego konieczne jest ich ograniczenie.

Czyli jest miejsce dla BOŚ na polskim rynku?

BOŚ jako wyspecjalizowany bank może być dla polskiej gospodarki dużo bardziej wartościowy niż przyłączony do większego banku. Jeśli chodzi o priorytety państwa to nie ma żadnego konfliktu między kwestiami obrony a środowiskiem. To idzie w parze. Polska silna to Polska zasobna. Ponadto zielona energetyka ma najczęściej charakter rozproszony. Jest bezpieczniejsza, bo jest obecna w całym kraju.

„W Polsce przyzwyczailiśmy się do dotowania”

Ta świadomość jest w samorządach i firmach, czy musicie ją nadal nieść na sztandarach?

Nadal musimy to robić. W Polsce za bardzo przyzwyczailiśmy się do dotowania. Słyszymy w oddziałach, że klienci nie chcą np. stawiać biogazowni, bo czekają na jakiś hipotetyczny program dotacji, o których piszą media. Wszyscy na to czekają: samorządy, firmy, ciepłownie.

Tymczasem, gdyby np. ten zakład ciepłowniczy postawił już tu i teraz dodatkowe źródła energii za komercyjny kredyt to po dwóch latach dlatego, że nie ma kar za emisję, zaoszczędziłby kilkadziesiąt milionów złotych. Nie robi tego, bo czeka na dotacje.

Potem w bankach narzekamy, że udział kredytów w aktywach jest najniższy od lat, a dominuje udział obligacji skarbowych. Powodem są dotacje. Państwo rozwiązuje problemy, zadłużając się. Wyemitowany w ten sposób dług kupują banki i jednocześnie także one debatują na konferencjach, dlaczego nie ma kredytów. Nie ma, bo działa efekt wypierania.

Jak to zmienić?

Niech państwo zadłuża się na rzeczy, które nigdy nie będą finansowane przez sektor bankowy. Wszyscy rozumiemy, że sprzęt czy wyposażenie obronne powinno kupić państwo ze środków publicznych. To samo dotyczy konieczności odtwarzania bagien. Nie ma sensu zawracać ludziom w bankach głowy szukaniem możliwości finansowania tego typu rzeczy.

Natomiast wszystko, co może być komercyjnie kredytowane – musi być komercyjnie kredytowane. Wtedy państwu zostanie więcej pieniędzy na to, co trzeba zrobić poza prostym rachunkiem ekonomicznym. Zbudowanie odporności państwa to nie tylko Apacze, K2, Patrioty, ale też potrzeba stworzenia własnego ekosystemu przedsiębiorstw, które będą w stanie zaspokajać potrzeby tu na miejscu. To powinno następować z pomocą normalnego kredytowania.

Misja banku ogranicza jego rentowność

Wróćmy na koniec do BOŚ. Chcecie wychodzić poza bańkę zielonego finansowania?

Zależy nam na każdym kliencie. Kredytujemy wszelkie potrzeby przedsiębiorstw. Nie każde kredytowanie da się sklasyfikować jako proekologiczne czy transformacyjne. Jeśli zwraca się do nas firma, która chce zbudować magazyn energii, albo oczyszczalnię ścieków, to kredytujemy, ale jeśli ta sama firma ma ochotę zaciągnąć u nas kredyt obrotowy, to dlaczego mielibyśmy jej tego nie udzielić? Jak spojrzy się na inne banki specjalistyczne w Europie, tam też nie jest tak, że cała ich sprzedaż jest biznesem proekologicznym czy transformacyjnym.

Czyli w BOŚ też tak będzie?

W strategii liczymy, że udział kredytów proekologicznych w saldzie kredytów sięgnie 50 proc. Obecnie to ponad 40 proc.

Kosztem rentowności? Rok temu mówił pan, że działalność misyjna BOŚ oznacza „immanentnie niższą stopę zwrotu z kapitału”.

Podtrzymuję to. Mamy prawo być nieco mniej rentowni niż banki bez takiej misji. Chodzi o to, by ta różnica w ROE nie było za duża, maksymalnie 2-3 punkty procentowe.

Zaczęliśmy od stanowiska i na tym skończmy. Za rok wybory parlamentarne, potem pewnie wymiana w spółkach Skarbu Państwa...

Za dużo w Polsce krótkiej perspektywy, bo cykl wyborczy jest bardzo częsty. Potrzebujemy refleksji, myśli strategicznej, spójnego działania, ciągłości logicznej. To oczywiste, ale właśnie tego w tym kraju brakuje.

I nie czuje pan, że warto byłoby teraz coś pokazać? Coś, za co byłby pan zapamiętany?

Jeśli na koniec okresu zarządzania BOŚ pokażemy, że bank może po dziewięcioletniej flaucie zwiększyć aktywa o 10 mld zł, zredukować odsetek niespłacanych kredytów z 16 do wartości jednocyfrowej, pokazać przy tym godziwy zysk i rozwiązać problem kredytów frankowych, to będziemy mogli mówić o sukcesie. Jeśli będę mógł kierować tym bankiem przez kolejne lata, to możemy stworzyć prawdziwą perłę wśród banków i podmiot przydatny rosnącej w siłę Polsce.

Główne wnioski

  1. Wewnętrzny audyt i powrót prezesa: Prezes Bartosz Kublik zlecił audyt pozaplanowy w reakcji na doniesienia medialne, wyprzedzając działania NIK. Przypłacił to utratą stanowiska. Wrócił jednak po ponownym konkursie i jednogłośnej zgodzie KNF. Dziś przyznaje: „cała ta sytuacja była jedną, wielką pomyłką, która w żaden sposób nie przyspieszyła sanacji banku”.
  2. Plan dokapitalizowania na rozwój: Według prezesa BOŚ potrzebuje dofinansowania rzędu kilkuset milionów złotych, aby zwiększyć aktywa i podnieść saldo kredytowe. Środki mają pochodzić m.in. z zatrzymanych zysków oraz od inwestorów strategicznych zainteresowanych finansowaniem transformacji. Rozmowy na ten temat już trwają.
  3. Nowa rola i przełom w wynikach: Bank przełamuje stagnację, notując 5-6 proc. wzrostu salda kredytowego r/r i liczy, że sprzedaż kredytów również zanotuje dodatnią dynamikę. BOŚ chce być bankiem rozwoju dla Polski powiatowej, koncentrując się na komercyjnym finansowaniu ciepłownictwa, biogazowni oraz transformacji energetycznej obok celów obronnych.