Francja żyje zakazem hidżabu. Francuzki pytają: gdzie kończy się wolność?

Marine Le Pen chce zakazać noszenia hidżabu w przestrzeni publicznej i poddać sprawę pod referendum. Większość Francuzów jest za zakazem. Problem w tym, że większość polityków uważa pomysł za niebezpieczny, dyskryminujący albo po prostu niewykonalny. A w mediach społecznościowych emocje sięgają zenitu.

muzułmanki w hidżabach
Po ogłoszeniu propozycji zakazu noszenia hidżabu w mediach społecznościowych pojawiły się wpisy kobiet deklarujących, że nie chcą żyć w państwie, które mówi im, jak mają wyglądać. Niektóre muzułmanki są gotowe opuścić Francję, jeśli przepis wejdzie w życie. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy we Francji można nosić burkę, nikab i hidżab?
  2. Dlaczego Marine Le Pen chce referendum w sprawie noszenia chust?
  3. Co sondaże mówią o opiniach Francuzów w tej sprawie. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

W tej debacie Francuzi często wrzucają do jednego worka hidżab, nikab i burkę. To błąd. Hidżab (fr. le voile), czyli najczęściej chusta zakrywająca włosy, ale pozostawiająca twarz odkrytą, jest dziś we Francji legalny w przestrzeni publicznej. Nikab zakrywa twarz z wyjątkiem oczu, a burka zasłania całe ciało wraz z twarzą. Oba rodzaje pełnego zasłonięcia twarzy są już objęte francuskim zakazem.

Ustawa z 2010 r. stanowi, że w przestrzeni publicznej nie wolno nosić stroju przeznaczonego do zakrywania twarzy. Przepis obowiązuje od kwietnia 2011 r. i obejmuje m.in. burkę oraz nikab. Nowa batalia dotyczy więc zwykłego islamskiego hidżabu. I właśnie dlatego wywołuje znacznie większą burzę.

Marine Le Pen „podgrzewa” atmosferę przed wyborami

Marine Le Pen proponowała zakaz hidżabu już podczas wcześniejszych kampanii prezydenckich. Teraz temat wraca z pełną mocą. Kampania prezydencka 2027 właśnie zaczyna nabierać tempa.

Jej partia, Zjednoczenie Narodowe (RN), zapowiada, że jeśli zdobędzie władzę, przedstawi Francuzom w referendum wielką ustawę „o walce z ideologiami islamistycznymi”. Jednym z jej elementów ma być zakaz noszenia hidżabu w przestrzeni publicznej.

Pomysł nie ogranicza się jednak do samego stroju. W projekcie ustawy RN z 2021 r., który ma być podstawą przyszłego referendum, przewidziano również możliwość rozwiązywania stowarzyszeń promujących islamistyczne ideologie, czasowego lub stałego zamykania meczetów, ograniczeń finansowania, a w określonych przypadkach nawet wydalania cudzoziemców. Projekt przewiduje także sankcje zawodowe i polityczne wobec osób, które propagują muzułmańską ideologię. RN argumentuje, że nie atakuje islamu jako religii, lecz „islamizm” jako ideologię polityczną. Problem polega na tym, że definicja „ideologii islamistycznych” jest szeroka i niejednoznaczna.

„To nie jest kwestia mody”

Prawicowy polityk Jean-Philippe Tanguy, deputowany RN i jeden z najbliższych w otoczeniu  Marine Le Pen, powiedział, że sprawa jest przesądzona. Jeśli kobiety będą nosiły zakazany hidżab, „dostaną mandat”, podobnie jak kierowca, który nie zapina pasa bezpieczeństwa. Według niego za symbolem stroju kryje się coś więcej niż wolność ubierania się. To „ideologia sprzeczna z tym, co Francja reprezentowała przez lata”. Marine Le Pen mówi z kolei o „wyzwoleniu kobiet” i ograniczeniu wpływów islamizmu. To właśnie ten argument jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych. Czy państwo może „wyzwalać” kobietę, zmuszając ją do zdjęcia tego, co ona sama uważa za element swojej religijnej tożsamości?

Prawica przeciw prawicy

Marine Le Pen liczyła zapewne na prostą polityczną linię: RN przeciwko lewicy i „islamizmowi”. Tymczasem zakaz odrzucił nawet republikański polityk Bruno Retailleau, jeden z najbardziej konserwatywnych polityków francuskiej prawicy.

– To jest populizm, demagogia – ocenił były minister spraw wewnętrznych.

Jego zdaniem propozycja jest „niewykonalna”. Retailleau nie chce jednak łagodniejszej polityki wobec islamizmu. Przeciwnie: mówi o walce z „entrisme” (inflitracja), czyli próbami przenikania islamistycznych sieci do instytucji, oraz wpływami Bractwa Muzułmańskiego.  We Francji zainteresowanie Bractwem dotyczy przede wszystkim zarzutów o budowanie długofalowych wpływów poprzez stowarzyszenia, szkoły, miejsca kultu i działalność społeczną. Francuski rząd zlecił analizę wpływów Bractwa, a raport Ministerstwa Spraw Wewnętrznych opublikowany w maju 2025 r. stał się podstawą do zaostrzenia debaty o tzw. islamizmie politycznym we Francji.

Bractwo Muzułmańskie (Frères musulmans) powstało w Egipcie w 1928 r. z inicjatywy Hassana al-Banny i jest jednym z najważniejszych ruchów islamistycznych XX wieku. Nie jest organizacją jednolitą ani tożsamą z organizacjami terrorystycznymi. Jego różne odłamy przyjmowały odmienne strategie polityczne.

Jeszcze mocniej wypowiedział się były premier i centrowo-konserwatywny polityk Édouard Philippe.

– Mogę nie czuć się komfortowo z noszeniem chusty, ale nie oznacza to, że należy jej zakazać – powiedział były premier.

Uznał projekt RN za „niebezpieczny”, „niekonstytucyjny”, „nielegalny” i „niewykonalny”. Najbardziej polityczna była jednak inna jego uwaga.

– Nie chcę wchodzić w konfrontację z moimi francuskimi rodakami wyznania muzułmańskiego – zadeklarował Édouard Philippe.

Właśnie tutaj znajduje się jedna z najważniejszych osi sporu. Dla RN hidżab jest symbolem ideologii. Dla jego przeciwników – także symbolem tego, czy francuski obywatel może swobodnie manifestować swoją religię.

Skrajna lewica: od patriarchalizmu do poparcia dla hidżabu

Jean-Luc Mélenchon dostarczył debacie kolejnego zwrotu. Lider La France insoumise (Francja Niepokorna) przyznał 2 września, że zmienił zdanie w sprawie chusty. Jeszcze w 2010 r. określał ją jako „znak patriarchalnego podporządkowania”, a w 2017 r. mówił o „szmacie na głowie”. Dziś twierdzi, że spotkania z kobietami noszącymi chustę przekonały go, iż popełnił „straszny błąd”. To polityczna bomba dla francuskiej lewicy laickiej.

Mélenchon od dawna jest oskarżany przez część lewicy o odejście od tradycyjnego francuskiego uniwersalizmu laickiego na rzecz polityki tożsamościowej i ukłonu w kierunku muzułmańskich przedmieść. Zamieszkuje je potencjalny elektorat zastępujący dawną klasę robotniczą. Tym razem polityk próbował jednak studzić emocje.

– Nie przeklinajcie, nie bądźcie seksistowscy, nie obrażajcie – zaapelował do swoich zwolenników podczas konferencji prasowej.

Francuzi? Większość chce zakazać

I tutaj Marine Le Pen ma argument, którego nie można łatwo zignorować. Według najnowszego sondażu dla stacji CNews, Europe 1 i gazety „Journal du Dimanche” 60 proc. Francuzów popiera zakaz noszenia hidżabu w przestrzeni publicznej, a 40 proc. jest przeciw. Jeszcze więcej – 69 proc. – opowiadało się za takim zakazem w badaniu z marca 2025 r. Jednocześnie poparcie spada, kiedy pojawia się konkretna sankcja. 53 proc. badanych popiera mandat za noszenie chusty, a 47 proc. jest przeciw. Wśród kobiet poparcie dla kary wynosi 51 proc., wśród mężczyzn 54 proc.

Polityczna mapa Francji jest jeszcze bardziej wymowna. Wśród sympatyków RN aż 92 proc. popiera zakaz. Wśród Republikanów jest to około 80 proc. Natomiast na lewicy zdecydowana większość jest przeciw. Dotyczy to 74 proc. sympatyków LFI, 58 proc. socjalistów i 78 proc. ekologów. W przypadku kary finansowej podział jest podobny: popiera ją 86 proc. sympatyków RN i 69 proc. Republikanów, ale tylko 24 proc. zwolenników LFI, 29 proc. socjalistów i 23 proc. ekologów.

Co mówi konstytucja?

Obecne prawo rozdziela neutralność państwa od wolności religijnej obywateli. Laïcité [laicyzm – red.] nie oznacza automatycznie, że obywatel ma być pozbawiony widocznych symboli religijnych na ulicy.

Zakaz hidżabu wyłącznie dlatego, że jest islamski, może prowadzić do zarzutu nierównego traktowania religii. Czy zakaz obejmowałby również dużą krzyżykową biżuterię? Kippę? Widoczny habit zakonnicy? Bardzo podobne pytanie stawia Retailleau. Jeśli państwo zaczyna regulować widoczne symbole religijne w całej przestrzeni publicznej, natychmiast pojawia się pytanie o równość wobec innych religii.

Artykuł 11 konstytucji ogranicza zakres referendum do określonych dziedzin, m.in. organizacji władz publicznych oraz reform dotyczących polityki gospodarczej, społecznej czy środowiskowej i usług publicznych. Rada Konstytucyjna mogłaby więc próbować zatrzymać procedurę przed referendum. Innymi słowy: referendum może być dla RN nie tylko sposobem na uchwalenie zakazu, ale również potężnym narzędziem kampanii.

„To moja wolność” kontra „to nasza Francja”

Najbardziej emocjonalna część debaty rozgrywa się jednak nie w parlamencie, lecz w mediach społecznościowych. Po ogłoszeniu propozycji RN pojawiły się wpisy kobiet noszących hidżab, deklarujących, że nie chcą żyć w państwie, które mówi im, jak mają wyglądać. Niektóre wpisy sugerują nawet gotowość opuszczenia Francji.

W mediach społecznościowych zaczęły krążyć również deklaracje związane z wyrzucaniem lub oddawaniem francuskich paszportów. To już nie jest dyskusja o laïcité. To spór o przynależność narodową.

„Moja historia to historia kobiety, która stopniowo znikała pod więzieniem z burki… aż do dnia, w którym postanowiła odzyskać wolność. Zdjęłam zasłonę z głowy, ale przede wszystkim tę, która została nałożona na mój umysł. Nie potrzebowałam grzywny, żeby się ujawnić. Musiałam zrozumieć, że moje ciało należy do mnie, że moje życie należy do mnie i że moja wolność nie podlega negocjacjom. Nie wyzwolisz kobiety, karząc ją. Nie zwalczysz ucisku, dodając sankcje. Kobiety nie powinny być karane grzywną; powinny mieć szansę zasmakować wolności. Bo kiedy kobieta naprawdę odkryje, co to znaczy być wolną, żadne więzienie z tkaniny nie powstrzyma jej ducha. Życzę każdej kobiecie wyboru właściwej drogi” – napisała Henda Ayar, francuska aktywistka, pisarka, feministka, była salaficka muzułmanka pochodzenia tunezyjsko-algierskiego  

Wpisy tego rodzaju wywołały oczywiście reakcję drugiej strony. Krytycy pytają, dlaczego kobieta urodzona we Francji, posiadająca francuskie obywatelstwo i mówiąca po francusku miałaby być mniej francuska tylko dlatego, że nosi hidżab. Z drugiej strony zwolennicy Le Pen odpowiadają: obywatelstwo nie zwalnia z przestrzegania wspólnych zasad.

Co właściwie oznacza francuski laicyzm?

Pytanie o laicyzm wraca przy każdej kolejnej debacie o islamizacji, religii, tożsamości francuskiej. Dla jednych oznacza przede wszystkim ochronę obywatela przed ingerencją religii w państwo. Państwo ma być neutralne, ale obywatel nie musi. Dla innych termin oznacza znacznie więcej: ograniczenie obecności religii w życiu publicznym.

Francuski system przez lata próbował utrzymać tę granicę. Dlatego prawo z 1903 roku oddziela państwo od Kościoła, zaś zakaz z 2004 r. dotyczy widocznych symboli religijnych w publicznych szkołach. Z kolei ustawa z 2010 r. zakazuje zakrywania twarzy w przestrzeni publicznej. Nie wprowadzono jednak generalnego zakazu noszenia chusty przez dorosłe kobiety na ulicy. Teraz RN chce przesunąć granicę.

Francja przed wyborem

Paradoks polega na tym, że Marine Le Pen może przegrać argument prawny, ale wygrać argument polityczny. Jeżeli 60 proc. Francuzów deklaruje poparcie dla zakazu, trudno twierdzić, że temat nie istnieje. Ale równie trudno odpowiedzieć na pytanie, co stanie się następnego dnia po ewentualnym wejściu w życie zakazu noszenia hidżabów.

Czy policjant będzie podchodził do kobiet na ulicy i sprawdzał, czy ich hidżab jest „islamski”? Czy mandaty będą wystawiane wszystkim? A może kobieta będzie mogła założyć hidżab na prywatnym terenie, ale nie na ulicy? Co z lotniskiem, dworcem, sklepem, restauracją? Czy będzie można nakazać zdjęcie hidżabu francuskiej obywatelce? A co z cudzoziemkami? A przede wszystkim: czy państwo naprawdę chce stać się arbitrem tego, co kobieta może mieć na głowie? To właśnie dlatego nawet politycy ostro krytykujący islamizm dystansują się od propozycji RN. W tej chwili wszystko wskazuje na to, że temat będzie jednym z głównych frontów kampanii prezydenckiej 2027.

Główne wnioski

  1. Le voile (hidżab), czyli najczęściej chusta zakrywająca włosy, ale pozostawiająca twarz odkrytą, jest dziś we Francji legalna w przestrzeni publicznej. Nikab zakrywa twarz z wyjątkiem oczu, a burka zasłania całe ciało wraz z twarzą. Oba rodzaje pełnego zasłonięcia twarzy są już objęte francuskim zakazem. Ustawa z 2010 r. stanowi, że w przestrzeni publicznej nie wolno nosić stroju przeznaczonego do zakrywania twarzy. Zakazane jest noszenie wszelkich symboli religijnej przynależności przez funkcjonariuszy w instytucjach publicznych, w tym szkołach.
  2. Marine Le Pen proponowała zakaz hidżabu już podczas wcześniejszych kampanii prezydenckich. Teraz temat wraca z pełną mocą w momencie, gdy kampania prezydencka 2027 zaczyna nabierać tempa. Jej partia, Zjednoczenie Narodowe (RN), zapowiada, że jeśli zdobędzie władzę, przedstawi Francuzom w referendum wielką ustawę „o walce z ideologiami islamistycznymi”. Przewidziano zakaz le voile, rozwiązywanie stowarzyszeń promujących islamistyczne ideologie, czasowe lub stałe zamykanie meczetów, ograniczenia wobec finansowania takich środowisk, a w określonych przypadkach nawet wydalanie cudzoziemców. Projekt przewiduje także sankcje zawodowe i polityczne wobec osób propagujących takie ideologie.
  3. Według najnowszego sondażu 60 proc. Francuzów popiera zakaz noszenia islamskiej chusty w przestrzeni publicznej, a 40 proc. jest przeciw zakazowi. Jeszcze więcej – 69 proc. – opowiadało się za takim zakazem w badaniu z marca 2025 r.