Puchar Polski do zmiany? Więcej pieniędzy dla słabszych i nowy system losowania
Podstawowa wartość nagród w Pucharze Polski niemal nie zmieniła się od sezonu 2020/21, choć wzrosły przychody klubów, a inflacja obniżyła realną wartość nagród. Ponad 80 proc. centralnej puli trafia dziś do ośmiu ćwierćfinalistów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego nagrody w Pucharze Polski realnie straciły na wartości od sezonu 2020/21 i jak mocno pieniądze są skoncentrowane na końcowych rundach rozgrywek.
- Jak brak rozstawienia od 1/16 finału wpływa na mniejsze kluby, drogę faworytów i szanse na niespodzianki.
- Jak inne federacje dzielą pieniądze w krajowych pucharach i jak mogłyby wyglądać dwa bardziej płaskie modele nagród w Polsce.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Regulamin Pucharu Polski 2026/27 przewiduje 15 tys. zł netto dla klubu odpadającego w I rundzie, 45 tys. zł w 1/16 finału, 90 tys. zł w 1/8 finału, 190 tys. zł w ćwierćfinale i 380 tys. zł w półfinale. Finalista dostanie 1 mln zł, a zwycięzca pięć razy więcej – 5 mln zł. Triumfatorzy i finaliści 16 wojewódzkich pucharów otrzymują odpowiednio po 50 i 25 tys. zł.
Sam rozkład wypłat pokazuje skalę koncentracji. 5 mln zł dla zwycięzcy to 47,3 proc. wyliczonej puli. Triumfator dostaje więcej niż łącznie wszystkie pozostałe nagrody – od I rundy po premię dla finalisty: 5 mln wobec 4,365 mln zł. Z kolei 51 klubów odpadających przed ćwierćfinałem dzieli między siebie zaledwie 1,845 mln zł, czyli 19,7 proc. centralnej puli. Na ośmiu ćwierćfinalistów przypada natomiast 7,52 mln zł, czyli 80,3 proc.
Zdobycie Pucharu daje też prawo gry w Europie, udział w Superpucharze i dodatkowy potencjał marketingowy. W sezonie 2026/27 klub otrzymuje 175 tys. euro za każdą rozegraną rundę kwalifikacyjną UEFA. Awans do fazy ligowej oznacza co najmniej 4,31 mln euro w Lidze Europy albo 3,17 mln euro w Lidze Konferencji. I to jeszcze przed premiami za wyniki i tzw. value pillar. Zdobywca Pucharu Polski 2026/27 zagra w Europie dopiero w sezonie 2027/28, więc obecne stawki są jedynie punktem odniesienia. Dodatkowo w budżecie Ekstraklasy na sezon 2026/27 zabezpieczono 4,1 mln zł dla piątego klubu z Ekstraklasy uczestniczącego w europejskich pucharach.
Sztywny kosztorys?
Rdzeń systemu nagród praktycznie nie zmienił się od sezonu 2020/21. Takie same pozostały stawki od pierwszego etapu centralnego do półfinału oraz nagroda dla zwycięzcy. Wyraźniej wzrosła jedynie premia dla finalisty – z 760 tys. do 1 mln zł. Wcześniej PZPN podnosił nagrody skokowo. W sezonie 2018/19 pula wynosiła 6,6 mln zł, a zwycięzca otrzymywał 3 mln zł. Dwa sezony później było to już 5 mln zł przy około 10 mln zł komunikowanej puli. Dzisiejsza drabinka finansowa jest więc w dużej mierze konstrukcją zachowaną po tamtym wzroście, a nie efektem regularnej indeksacji.
Nominalnie nagrody są podobne do tych sprzed sześciu lat, ale realnie są mniej warte. Po przemnożeniu średniorocznych wskaźników GUS za lata 2021-2025 poziom cen w 2025 r. był około 43,8 proc. wyższy niż w 2020 r. Dzisiejsze 5 mln zł ma więc siłę nabywczą około 3,5 mln zł w cenach z 2020 r. Jednocześnie znacząco wzrosła skala rynku klubowego. Przychody Ekstraklasy zwiększyły się z około 833 mln zł w sezonie 2020/21 do 1,27 mld zł w 2024/25. Te same premie mają więc dziś zarówno mniejszą siłę nabywczą, jak i mniejsze znaczenie w relacji do przychodów klubów.
Zmieniło się również otoczenie Pucharu. W sezonie 2020/21 partnerem telewizyjnym był Polsat, a sponsorem tytularnym była Fortuna. Dziś prawa ma TVP, nazwę rozgrywek firmuje STS, a PZPN rozwija platformę PZPN+. W dniach 1-3 września pokazano 26 meczów I rundy – dziewięć w TVP i 17 w PZPN+. PZPN centralizuje najważniejsze prawa medialne i komercyjne, natomiast kluby organizują mecze i zachowują lokalne przychody, przede wszystkim z biletów.
Rosła też sama federacja. W 2020 r. PZPN osiągnął przychody statutowe w wysokości 220,7 mln zł. Komunikowana pula nagród wynosiła 10 mln zł, czyli około 4,5 proc. tej kwoty. W 2025 r. przychody sięgnęły około 468,9 mln zł, podczas gdy obecna suma regulaminowych nagród wynosi 10,565 mln zł, czyli około 2,25 proc. Pula nominalna pozostała więc niemal na poziomie z początku dekady. A przecież przychody PZPN wzrosły w tym czasie o prawie 250 mln zł.
Gospodarz zarabia nie tylko na premii
15 tys. zł za odpadnięcie w I rundzie to tylko część przychodów związanych z meczem. Gospodarz zachowuje wpływy z biletów i może wykorzystać większe zainteresowanie do sprzedaży lokalnych świadczeń sponsorskich. Ponosi jednak również koszty organizacji, bezpieczeństwa i obsługi transmisji. PZPN centralizuje markę oraz najważniejsze prawa komercyjne. Dlatego dwa zespoły odpadające w tej samej rundzie mogą osiągnąć zupełnie inny wynik finansowy – w zależności od tego, czy były gospodarzami i jakie przychody potrafiły wygenerować w dniu meczu.
Dużą część tej różnicy stanowi losowanie. Dla klubu z niższej ligi mecz u siebie z dużą marką może oznaczać pełny stadion, wyższe ceny biletów i jeden z najbardziej dochodowych dni meczowych w sezonie. W sezonie 2026/27 zdobywcy 16 wojewódzkich pucharów zostali rozstawieni w I rundzie i w pierwszych 16 parach automatycznie są gospodarzami. Dostają więc nie tylko własne boisko, ale również możliwość zatrzymania przychodów z atrakcyjnego spotkania.
Dobrze pokazuje to Avia Świdnik. Na ligowe mecze w sezonie 2026/27 bilet normalny kosztuje 30 zł, a ulgowy 25 zł. Na spotkanie z Wieczystą Kraków ceny wzrosły odpowiednio do 60 zł i 50 zł. Atrakcyjniejszy rywal pozwolił więc klubowi wyraźnie zwiększyć potencjalny przychód z dnia meczowego. Avia wygrała 3:1 i awansowała do 1/16 finału. Jeśli tam odpadnie, otrzyma 45 tys. zł netto zamiast 15 tys. zł za I rundę. Awans do 1/8 finału podniesie premię do 90 tys. zł, a losowanie może przynieść kolejny atrakcyjny mecz u siebie.
Rozstawiać czy nie rozstawiać?
Obecny format już na starcie zapewnia częściową ochronę mniejszym klubom. W I rundzie zdobywcy wojewódzkich pucharów są losowani z osobnego koszyka. Mają zagwarantowany mecz u siebie, a w kolejnych rundach gospodarzem pozostaje zespół z niższej klasy rozgrywkowej. Pięć polskich klubów uczestniczących w europejskich pucharach dołącza dopiero od 1/16 finału. Od tego momentu do półfinału nie ma jednak rozstawienia – wszystkie zespoły trafiają do jednego koszyka. Dwa czołowe kluby mogą więc spotkać się od razu. Z kolei dwóch słabszych rywali może otworzyć jednemu z nich drogę do późniejszej fazy. Losowanie staje się jednym z głównych czynników różnicujących trudność pucharowej ścieżki.
Ostatnie sezony pokazują, jak duże mogą być te różnice. W edycji 2025/26 trzecioligowy Zawisza Bydgoszcz doszedł do półfinału po meczach z GKS-em Tychy, GKS-em Wikielec, Wisłą Kraków i Chojniczanką, nie mierząc się wcześniej z klubem Ekstraklasy. W sezonie 2022/23 drugoligowa Pogoń Siedlce dotarła do ćwierćfinału po wyeliminowaniu rezerw Lecha, Chojniczanki, Chrobrego Głogów i Resovii, a następnie wylosowała pierwszoligowego Górnika Łęczna. Nie odbiera to sportowej zasługi zwycięzcom, ale pokazuje, że poziom trudności pucharowej drogi zależy nie tylko od jakości zespołu.
Jeśli celem byłoby ograniczenie bardzo wczesnych starć najmocniejszych drużyn, rozstawienie w 1/16 i 1/8 finału miałoby sens. Takie rozwiązanie ma jednak również wady. Chroni faworytów i ogranicza losowość. Co więcej, zmniejsza szansę, że dwa słabsze kluby trafią na siebie, co daje jednemu z nich łatwiejszą drogę do kolejnej rundy. Nie jest więc obiektywnie lepszym formatem, lecz wyborem między większą kontrolą jakości drabinki a większą przestrzenią na pucharowe niespodzianki.
A może z ziemi włoskiej?
Jeszcze inny model stosują Włosi. W Coppa Italia przed rozpoczęciem rozgrywek wszystkie 44 kluby są umieszczane w drabince typu tenisowego, która z góry wyznacza ścieżki i możliwe pary aż do finału. Zamiast kolejnych losowań uczestnicy od początku wiedzą, po której stronie turnieju się znajdują i z której części drabinki może przyjść następny rywal. W Polsce można byłoby podobnie podzielić stawkę na dwie części drabinki. Droga do finału stałaby się bardziej przejrzysta, choć kosztem emocji związanych z kolejnymi losowaniami.
Łagodniejszym kompromisem byłyby dwa koszyki wyłącznie w 1/16 i 1/8 finału, przy zachowaniu zasady meczu u niżej notowanego gospodarza oraz pełnego losowania od ćwierćfinału. Taki wariant ograniczałby ryzyko szybkiego starcia dwóch faworytów, ale nie zamykałby drogi outsiderom ani nie odbierał losowaniu całej roli. Stała drabinka byłaby rozwiązaniem bardziej przewidywalnym, częściowe rozstawienie – mniej radykalnym.
Jak inne federacje dzielą pieniądze?
Nominalne kwoty są słabym benchmarkiem, bo krajowe puchary działają na różnych rynkach. Ważniejsze jest to, jak organizator rozdziela pieniądze między uczestników. W Polsce triumfator otrzymuje 47,3 proc. całej wyliczonej puli. Większość środków trafia dopiero do klubów, które docierają co najmniej do ćwierćfinału. W wielu innych krajach zwycięzca nadal zarabia najwięcej, ale większa część pieniędzy jest rozdzielana we wcześniejszych rundach.
Anglia, Niemcy, Francja i Portugalia opierają wypłaty bardziej na progresji w kolejnych rundach. Klub dostaje premię już na wcześniejszych etapach, a jej wysokość rośnie wraz z awansem. W efekcie zdobywca trofeum zwykle otrzymuje mniejszą część całej puli niż w Polsce. Szczególnie czytelny jest model DFB-Pokal. Już awans do ćwierćfinału i półfinału oznacza wysokie premie, a różnica między nagrodą za dojście do finału a nagrodą za jego wygranie jest relatywnie mniejsza.
Niektóre federacje dzielą pieniądze szerzej również w inny sposób niż przez premie za awans. W Hiszpanii część środków generowanych przez Copa del Rey trafia do klubów niższych szczebli i programów rozwojowych. W Szkocji część wpływów z biletów jest dzielona między uczestników meczu, a federacja pokrywa część kosztów podróży. We Francji od sezonu 2026/27 działa z kolei „Bonus Exploit”. Nagradza on amatorskie kluby eliminujące rywali grających co najmniej dwie klasy wyżej. Otrzymują one bony Nike na sprzęt. Wartość wsparcia zależy od liczby takich wyników w danej rundzie i przypisanej do niej puli. Program jest częścią szerszego pakietu dodatkowego wsparcia FFF dla klubów amatorskich.
Wspólny mechanizm jest podobny: większą część pieniędzy można rozdzielić jeszcze przed decydującymi rundami. W Polsce ma to dodatkowe znaczenie. Triumfator poza premią PZPN, otrzymuje miejsce w Superpucharze, prawo gry w Europie oraz dodatkowy potencjał komercyjny. Jeśli 47,3 proc. wyliczonej puli dla jednego klubu uznać za zbyt dużą koncentrację, można zmienić krzywą wypłat bez kopiowania zagranicznych kwot i bez umniejszania sportowego znaczenia zwycięstwa.
Dwa sposoby na bardziej płaski podział nagród
Obecny system mocno premiuje zwycięzcę: 5 mln zł to 47,3 proc. całej wyliczonej puli. Alternatywa nie musi oznaczać likwidacji premii za sukces, lecz po prostu inne rozłożenie pieniędzy między poszczególne etapy rozgrywek. W obu poniższych wariantach największy wzrost przypada na pierwsze rundy, a wraz z awansem stawki nadal rosną. Dzięki temu dojście do 1/8 finału, ćwierćfinału czy półfinału zyskuje większą wartość finansową, bez gwałtownego skoku dopiero w finale.
Model 1 zachowuje obecną pulę 10,565 mln zł i przesuwa część 5-milionowej nagrody zwycięzcy na wcześniejsze etapy. Premia za I rundę rośnie z 15 do 65 tys. zł, za 1/16 finału do 95 tys. zł, a za 1/8 finału do 170 tys. zł. Ćwierćfinał oznacza 285 tys. zł, półfinał 500 tys. zł, finalista otrzymuje 1,05 mln zł, a triumfator 1,3 mln zł, czyli 12,3 proc. puli. Wygranie finału nadal daje najwyższą wypłatę, ale różnica względem finalisty wynosi już tylko 250 tys. zł. Dodatkową wartość zwycięstwa tworzą m.in. prawo gry w Europie, udział w Superpucharze i potencjalne przychody komercyjne.
Model 2 zwiększa pulę do około 15 mln zł. To scenariusz zakładający, że wraz ze wzrostem wartości komercyjnej rozgrywek rośnie również fundusz nagród. Wariant podnosi stawki na wszystkich wcześniejszych etapach. Finalista otrzymuje 1,2 mln zł, a triumfator 1,9 mln zł, czyli około 12,7 proc. funduszu.
Model 1 pokazuje, że obecną pulę można rozdzielić szerzej bez zwiększania budżetu. Model 2 dodaje około 4,45 mln zł i kieruje większą część dodatkowych środków do wcześniejszych rund. W obu przypadkach wraz z awansem klub zarabia więcej, ale finał przestaje decydować o podziale niemal połowy budżetu.
To można wdrożyć już teraz
Docelowo PZPN mógłby powiązać wysokość i strukturę nagród z cyklami komercyjnymi Pucharu Polski. Obecna umowa telewizyjna z TVP obejmuje trzy sezony 2024/25-2026/27. Z kolei trzysezonowy kontrakt sponsora tytularnego z STS rozpoczął się w sezonie 2025/26. Przy podpisywaniu kolejnych pakietów praw medialnych i umów sponsoringowych federacja mogłaby równocześnie ustalać i publikować pulę nagród oraz jej podział na cały cykl. Kluby z góry wiedziałyby wtedy, jaka część komercyjnej wartości rozgrywek trafia do uczestników i kiedy nastąpi kolejna rewizja stawek.
A gdyby Puchar Polski potraktować jak europejskie puchary?
Jeszcze dalej idącym rozwiązaniem byłaby przebudowa samego formatu: preeliminacje, faza grupowa i późniejsza drabinka. To radykalny wariant, którego celem byłoby zwiększenie wartości produktu dla telewizji i sponsorów oraz liczby meczów i możliwości generowania przychodów przez kluby.
Po usunięciu rezerw i przesunięciu wejścia do rozgrywek pięciu klubów grających w Europie zostałoby 64 uczestników. Trzynaście klubów Ekstraklasy nieuczestniczących w europejskich pucharach weszłoby bezpośrednio do fazy grupowej, a pozostałe 51 zespołów z I ligi, II ligi i wojewódzkich pucharów rozgrywałoby dwustopniowe preeliminacje o 19 miejsc. Faza grupowa liczyłaby 32 zespoły w ośmiu grupach po cztery. Każdy rozgrywałby trzy mecze, więc klub Ekstraklasy spoza Europy miałby gwarantowane minimum trzy spotkania. Przy podziale 13 klubów Ekstraklasy na pięć grup po dwa zespoły i trzy grupy po jednym, taki układ dawałby 29 spotkań klubów Ekstraklasy z rywalami z niższych lig już na tym etapie.
Do 1/8 finału awansowaliby zwycięzcy grup i trzech najlepszych wicemistrzów. Pozostałych pięciu wicemistrzów grałoby baraż z pięcioma polskimi uczestnikami europejskich pucharów, dzięki czemu ci ostatni nadal byliby chronieni przed dodatkowymi terminami jesienią. Od 1/8 finału obowiązywałaby klasyczna drabinka.
Całość oznaczałaby około 100 spotkań zamiast obecnych 69 – o 31 więcej, czyli niemal 45 proc. więcej meczów do zaoferowania nadawcom i sponsorom. Sama faza grupowa dawałaby 48 spotkań z tabelami i walką o awans, a sponsor tytularny zyskałby więcej ekspozycji również na lokalnych rynkach. Faza grupowa mogłaby też służyć do testowania godzin meczów, formatów transmisji i aktywacji sponsorskich.
A jak to policzyć?
Od fazy grupowej aż do finału każdy klub otrzymywałby 50 tys. zł za rozegrany mecz i 100 tys. zł za zwycięstwo. Przy remisie oba zespoły dostawałyby po 50 tys. zł premii, więc na każde spotkanie przypadałoby łącznie 200 tys. zł. Do tego dochodziłyby premie za awans: 100 tys. zł za wejście do ćwierćfinału, 200 tys. zł za awans do półfinału, 300 tys. zł za wejście do finału, a w finale dodatkowo 500 tys. zł dla zwycięzcy i 250 tys. zł dla przegranego.
Łączny fundusz wyniósłby około 16,55 mln zł, czyli niespełna 6 mln zł więcej niż obecne 10,565 mln zł. Maksymalna wypłata dla triumfatora sięgnęłaby około 2,15 mln zł, a dla finalisty około 1,8 mln zł. Każdy uczestnik grupy miałby gwarantowane co najmniej 150 tys. zł za trzy mecze, a przy trzech zwycięstwach zarobiłby 450 tys. zł jeszcze przed rozpoczęciem fazy pucharowej. Wyliczona pula 16,55 mln zł nie obejmuje osobnych premii za udział w preeliminacjach – w tym modelu wypłaty centralne rozpoczynają się dopiero od fazy grupowej. Gdyby PZPN chciał wynagradzać także udział we wcześniejszych etapach, fundusz musiałby zostać odpowiednio zwiększony.
Do tego dochodziłyby bilety, hospitality, gastronomia i lokalny sponsoring. Dla klubu z niższej ligi awans do grupy oznaczałby kilka tygodni pucharowego grania i – przy odpowiedniej konstrukcji grup – przynajmniej jedno spotkanie z rywalem z Ekstraklasy. To czysto koncepcyjna propozycja. Zamiast zmieniać wyłącznie sposób podziału obecnej puli 10,565 mln zł, można zastanowić się, czy sam format rozgrywek nie mógłby generować większej wartości zarówno komercyjnej, jak i sportowej.
Główne wnioski
- Podstawowa wartość nagród niemal nie zmieniła się od sezonu 2020/21, choć ich realna wartość spadła, a przychody klubów znacznie wzrosły. 80,3 proc. centralnych pieniędzy trafia do ośmiu ćwierćfinalistów, a sam triumfator otrzymuje prawie połowę całej wyliczonej puli.
- Losowanie może dać mniejszemu klubowi atrakcyjny mecz u siebie i znaczący przychód, ale też otworzyć outsiderowi łatwiejszą drogę do późnej fazy. Dwa koszyki w 1/16 i 1/8 finału chroniłyby faworytów na początku, a pełne losowanie od ćwierćfinału zachowałoby pucharową losowość w końcówce. Alternatywą jest stała drabinka, jak w Coppa Italia, która od początku pokazuje możliwą drogę do finału.
- Redystrybucję finansową można spłaszczyć bez likwidowania premii za wynik. W obu modelach wcześniejsze rundy zyskują większą wartość, a różnica między finalistą a triumfatorem maleje. Zdobywca trofeum nadal zyskuje prawo gry w Europie i Superpucharze oraz dodatkowy potencjał komercyjny. Zagraniczne przykłady pokazują też, że środki można rozkładać szerzej dzięki wpływom z biletów, zwrotom kosztów czy wsparciu klubów niższych lig.