Międzynarodowy Szczyt Kosmiczny w Paryżu. Macron chce wyrwać Europę z orbity USA
Europa chce uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych i zbudować własną potęgę kosmiczną. IRIS², Ariane 6 i nowe europejskie rakiety mają zmniejszyć zależność od amerykańskich technologii. Kosmos staje się kolejnym polem rywalizacji USA, Chin i Rosji. Sprawdź, kogo zabrakło na szczycie w Paryżu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- O czym rozmawiają politycy i biznes podczas międzynarodowego szczytu kosmicznego w Paryżu.
- Dlaczego część amerykańskich firm zrezygnowała z uczestnictwa w szczycie.
- Czym może pochwalić się UE w zakresie zdobywania kosmosu.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Przez dwa dni Grand Palais w Paryżu ma być miejscem rozmów o przyszłości przestrzeni kosmicznej: od bezpieczeństwa satelitów i zarządzania ruchem orbitalnym, przez częstotliwości radiowe i łączność, po rakiety, eksplorację Księżyca i Marsa oraz przyszłość europejskiego przemysłu. Francja zaprosiła na Międzynarodowy Szczyt Kosmiczny około 2 tys. uczestników — państwa, organizacje międzynarodowe, przemysł, inwestorów, naukowców, wojsko i astronautów. Wśród specjalnych wysłanników Macrona są astronauta ESA Thomas Pesquet i przedsiębiorczyni Hélène Huby, która jest współzałożycielką i dyrektor generalną The Exploration Company, której celem jest demokratyzacja eksploracji kosmosu.
W Paryżu pojawiają się przedstawiciele około 120 państw, w tym Chin. Nie ma natomiast Rosji. Komisję Europejską reprezentuje Ursula von der Leyen. Niemcy wysyłają ministra obrony Borisa Pistoriusa oraz minister ds. kosmosu Dorothee Bär, ponieważ kanclerz Friedrich Merz, który pierwotnie miał współprzewodniczyć wydarzeniu z Macronem, wycofał się z powodu krajowego kalendarza politycznego. Nieobecna jest również włoska premier Giorgia Meloni.
Amerykańskie „nie”
Administracja Donalda Trumpa miała naciskać na amerykańskie przedsiębiorstwa kosmiczne, aby nie uczestniczyły w wydarzeniu organizowanym przez Francję. Według Reutersa amerykański Office of Science and Technology Policy wchodzący w skład Biura Wykonawczego Prezydenta USA sygnalizował firmom, że obecność w Paryżu może zostać odebrana jako poparcie dla europejskiego stanowiska w sprawie regulacji kosmosu i preferowania europejskiego przemysłu. Nie był to formalny zakaz, lecz nacisk wystarczył, aby część firm się wycofała.
Z Paryża wypadły m.in. dwie największe gwiazdy: SpaceX Elona Muska i Blue Origin Jeffa Bezosa. Odwołano również część planowanych wspólnych ogłoszeń biznesowych. Nie oznacza to jednak całkowitego bojkotu USA — na szczycie pojawiają się amerykańscy przedstawiciele rządowi oraz część firm.
Dla Francji sprawa jest jednak symboliczna. Francuzi chcą rozmawiać o „strategicznej autonomii” Europy, a Waszyngton nie zamierza pomagać w budowaniu systemu, który w przyszłości mógłby ograniczyć zależność Europejczyków od amerykańskich technologii.
Najlepszym przykładem jest Starlink. Licząca już tysiące satelitów konstelacja SpaceX stała się infrastrukturą strategiczną, a nie tylko komercyjną usługą internetową. Wojna w Ukrainie pokazała, że dostęp do prywatnej sieci satelitarnej może mieć bezpośrednie znaczenie wojskowe. Francuzi coraz częściej mówią o ryzyku amerykańskiej „hegemonii” w kosmosie. Problem polega na tym, że Europa nadal nie ma odpowiednika Starlinka.
Francja kontra Niemcy
Największym paradoksem paryskiego szczytu jest to, że Francja chce pokazać Europę jako jedną potęgę kosmiczną, podczas gdy dwa jej największe państwa mają coraz bardziej odmienne wizje. Paryż stawia na produkcję europejską — europejskie rakiety, europejskie konstelacje, europejskie zamówienia i ograniczenie strategicznej zależności od USA.
Berlin jest bardziej otwarty na współpracę z amerykańskimi przedsiębiorstwami, a jednocześnie bardzo mocno rozwija własny sektor prywatny. Niemcy inwestują w nowe firmy rakietowe, takie jak Isar Aerospace, i budują własną pozycję w europejskim przemyśle kosmicznym. Francuzi obawiają się z kolei, że zamiast jednej europejskiej strategii powstanie kilka konkurujących ze sobą programów narodowych.
Spór dotyczy także Ariane 6. Europa chciała stworzyć własny, niezależny od USA system wynoszenia satelitów. Opóźnienia programu sprawiły jednak, że przez lata Europejczycy musieli korzystać z rakiet SpaceX. Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać. Ariane 6 wykonała już dziewięć lotów od debiutu w 2024 r., a Arianespace chce dojść do 9–10 startów rocznie od 2027 r. ESA analizuje jednocześnie zwiększenie częstotliwości startów.
Europa ma też nowego gracza. Niemiecki Isar Aerospace 5 września przeprowadził drugi start rakiety Spectrum z norweskiego Andøya. Był to pierwszy przypadek, gdy prywatnie opracowana europejska rakieta wyniosła ładunek na orbitę z kontynentalnej Europy.
IRIS² ma być europejskim Starlinkiem
Odpowiedzią UE jest między innymi IRIS² — wieloorbitalna europejska konstelacja bezpiecznej łączności satelitarnej. Ma ona obsługiwać zarówno użytkowników komercyjnych, jak i administracje państwowe, w tym obronę, ochronę granic i zarządzanie kryzysowe. System ma wykorzystywać satelity na niskiej i średniej orbicie, aby zapewnić bezpieczną łączność o niewielkich opóźnieniach.
Drugim elementem europejskiej ekspansji w kosmosie jest uruchomiony w 2026 r. GOVSATCOM, który łączy dostępne państwowe zdolności satelitarne i udostępnia je uprawnionym użytkownikom europejskim. Docelowo system ma zostać połączony z IRIS². Ukraina ma zostać dopuszczona do GOVSATCOM na późniejszym etapie.
Ukraina: wojna już toczy się w kosmosie
Najważniejszą lekcją z wojny Rosji z Ukrainą jest to, że „wojna kosmiczna” nie musi oznaczać wysadzania satelitów na orbicie. Może zaczynać się na Ziemi, jak wskazują eksperci. Na początku lata siły ukraińskie zaatakowały rosyjską infrastrukturę odpowiadającą za komunikację i wykorzystanie systemów kosmicznych. Uderzenia objęły m.in. centrum komunikacyjne w Dubnej, antenę Mark IV oraz obiekty Władimir, Biełomut i Mieszczarino-1 związane z rosyjskim wywiadem wojskowym. Skala zakłóceń rosyjskiej komunikacji satelitarnej pozostaje nieznana, ale ataki pokazały, że infrastruktura kosmiczna ma bardzo przyziemne, a przez to podatne na atak elementy.
W maju Rosja umieściła trzy satelity na tej samej orbicie co ICEYE X36, radarowy satelita wykorzystywany przez Ukrainę. Rosyjskie obiekty zbliżyły się na odległość około 100 kilometrów. Nie oznaczało to bezpośredniego ataku, ale było wyraźnym sygnałem strategicznym: Moskwa pokazała, że potrafi manewrować w pobliżu satelity dostarczającego Ukrainie dane o celach naziemnych.
To nowy rodzaj presji. Nie trzeba niszczyć satelity. Wystarczy zmusić jego operatora do ciągłego monitorowania zagrożenia, przeprowadzać manewry, zbierać informacje albo zakłócać jego pracę. Prawo międzynarodowe pozostaje w tej kwestii daleko w tyle. Nie ma obecnie kompleksowych reguł określających, jak blisko jeden satelita może podejść do drugiego.
Najgroźniejsza broń może być niewidoczna
Na orbicie trwa wyścig nie tylko rakiet i satelitów, ale również technologii zakłócających. Rosja stosuje jamming, czyli zagłuszanie sygnałów, oraz spoofing — podszywanie się pod prawidłowy sygnał i wysyłanie fałszywych informacji. Szczególnie ważny jest GPS, wykorzystywany zarówno do nawigacji cywilnej, jak i naprowadzania uzbrojenia. Zakłócenia są stałym elementem działań wojennych w Ukrainie oraz rejonie Bałtyku.
Rosja rozwija także zdolności do oślepiania lub dezorientowania sensorów satelitarnych za pomocą energii kierowanej. Wcześniej przeprowadziła test broni antysatelitarnej, który wygenerował około 1500 odłamków.
Jeszcze bardziej niepokojące są tzw. co-orbital weapons — urządzenia umieszczane na podobnej orbicie co cel. Satelita-matka może wypuszczać mniejsze obiekty zdolne do manewrowania i potencjalnego ataku. Amerykanie określają część takich koncepcji mianem „space torpedoes”.
Chiny również rozwijają technologie orbitalnego manewrowania. Obserwowane są m.in. satelity Shijian 21 i Shijian 25 oraz chiński bezzałogowy statek orbitalny Shenlong. USA i Wielka Brytania przeprowadziły w 2025 r. demonstracyjny manewr zbliżenia do chińskiego satelity, wysyłając czytelny sygnał, że również potrafią działać w tej przestrzeni.
Rosja słabsza technologicznie, ale bardziej agresywna
Sankcje osłabiły rosyjski przemysł kosmiczny. Roscosmos ma problemy z dostępem do krytycznych komponentów, a rosyjski program komunikacyjny Rassvet, mający być alternatywą dla Starlinka, rozwija się wolniej niż zapowiadano – wskazują analitycy. Nie oznacza to jednak, że Rosja przestaje być zagrożeniem. Słabszy przemysł nie musi oznaczać słabszych zdolności wojskowych. Moskwa inwestuje w technologie, które pozwalają jej zakłócać, obserwować i potencjalnie niszczyć systemy przeciwnika.
Najbardziej ekstremalnym scenariuszem pozostaje broń nuklearna w przestrzeni kosmicznej. W centrum zainteresowania zachodnich służb znalazł się rosyjski satelita Cosmos 2553. Nie ma dowodu, że został wyposażony w aktywną głowicę, a przedstawiane w tej sprawie oceny pozostają hipotezami. Jednak ewentualna eksplozja nuklearna na orbicie mogłaby wygenerować impuls elektromagnetyczny i promieniowanie zdolne zniszczyć dużą liczbę satelitów.
Europa chce więcej niż Ariane 6
Dyrektor generalny ESA Josef Aschbacher chce, aby Europa „zwiększyła skalę” swoich ambicji w trzech obszarach: komunikacji, rakiet oraz eksploracji. Pierwszym jest IRIS² i nadrabianie dystansu do komercyjnych konstelacji takich jak Starlink. Drugim — rozwój dużej rakiety wielokrotnego użytku, która mogłaby zastąpić Ariane 6 w połowie lub pod koniec lat 30. Trzecim — odpowiedź na pytanie, czy Europa chce mieć własną zdolność do załogowych lotów kosmicznych.
To ostatnie pytanie jest szczególnie polityczne. Europa jest potęgą naukową i przemysłową, ale nie posiada własnego systemu załogowego porównywalnego z amerykańskim czy chińskim. ESA przypomina przy tym, że niska orbita okołoziemska wchodzi w nową fazę, Księżyc staje się miejscem długotrwałych operacji, a przygotowania do przyszłych misji marsjańskich już się rozpoczęły.
Trzy deklaracje zamiast wielkiego traktatu
Francja nie zamierza jednak proponować nowego traktatu kosmicznego. Szczyt ma przynieść trzy deklaracje: dotyczące bezpieczeństwa i zatłoczenia orbit, koordynacji częstotliwości oraz wymiany danych kosmicznych. Mają one uzupełniać, a nie zastępować istniejące porozumienia międzynarodowe i prace ONZ oraz Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego. Problem w tym, że część państw uczestniczących w rozmowach miała jeszcze przed rozpoczęciem szczytu zastrzeżenia do procesu przygotowywania deklaracji.
Prawdziwy wyścig dopiero się zaczyna
Prezydent Macron chciał, aby Paryż stał się miejscem, w którym Europa odzyska inicjatywę. Zamiast tego szczyt pokazuje, jak trudne będzie to zadanie. USA mają SpaceX, ogromny rynek prywatny, doświadczenie w rakietach wielokrotnego użytku i dominującą pozycję w komercyjnych konstelacjach. Chiny budują własny ekosystem technologiczny i coraz szybciej rozwijają zdolności orbitalne. Rosja ma słabszą bazę przemysłową, ale zachowuje niebezpieczne zdolności wojskowe. Europa ma natomiast Ariane 6, Galileo, rozwijane IRIS², nowe firmy rakietowe, ogromny potencjał naukowy i ESA. Problemem pozostaje polityczna fragmentacja.
W 2024 r. europejski przemysł kosmiczny wygenerował około 8,8 mld euro (37,9 mld zł) rocznej sprzedaży, a obecny budżet unijnego programu kosmicznego na lata 2021–2027 wynosi 14,6 mld euro (48,7 mld zł). Do tego dochodzi prywatny sektor: Airbus, Thales Alenia Space, OHB oraz nowa generacja europejskich startupów rakietowych, takich jak Isar Aerospace, MaiaSpace czy PLD Space. To właśnie tutaj może rozegrać się kolejny etap europejskiego „podboju kosmosu”.
Główne wnioski
- Międzynarodowy Szczyt Kosmiczny w Paryżu ma przynieść trzy deklaracje: dotyczące bezpieczeństwa i zatłoczenia orbit, koordynacji częstotliwości oraz wymiany danych kosmicznych. Mają one uzupełniać, a nie zastępować istniejące porozumienia międzynarodowe i prace ONZ oraz Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego.
- Administracja Donalda Trumpa miała naciskać na amerykańskie przedsiębiorstwa kosmiczne, aby nie uczestniczyły w wydarzeniu organizowanym przez Francję. Według Reutersa amerykański Office of Science and Technology Policy sygnalizował firmom, że obecność w Paryżu może zostać odebrana jako poparcie dla europejskiego stanowiska w sprawie regulacji kosmosu i preferowania europejskiego przemysłu. Nie był to formalny zakaz, lecz nacisk wystarczył, aby część firm, m.in: SpaceX Elona Muska i Blue Origin Jeffa Bezosa, się wycofała.
- UE opracowała IRIS² — wieloorbitalną europejską konstelację bezpiecznej łączności satelitarnej. System ma wykorzystywać satelity na niskiej i średniej orbicie, aby zapewnić bezpieczną łączność o niewielkich opóźnieniach.Drugim elementem europejskiej ekspansji w kosmosie jest uruchomiony w 2026 r. GOVSATCOM, który łączy dostępne państwowe zdolności satelitarne i udostępnia je uprawnionym użytkownikom europejskim. Ariane 6 w 2025 r. przeprowadziła cztery misje, a w ciągu pierwszych 18 miesięcy osiągnęła pięć lotów, w tym wyniosła na orbitę dwa satelity Galileo. W 2024 r. europejski przemysł kosmiczny wygenerował około 8,8 mld euro rocznej sprzedaży, a obecny budżet unijnego programu kosmicznego na lata 2021–2027 wynosi 14,6 mld euro. Do tego dochodzi prywatny sektor: Airbus, Thales Alenia Space, OHB oraz nowa generacja europejskich startupów rakietowych, takich jak Isar Aerospace, MaiaSpace czy PLD Space.
