Kategoria artykułu: Biznes

Szkoły w Afryce. Pięć dróg wejścia na rynek edukacyjny wart miliardy

Szkoły publiczne i prywatne, w tym międzynarodowe, z czesnym wynoszącym nawet 5 tys. dolarów oraz pół miliardem uczniów. Afrykański rynek edukacyjny nie może nie być interesujący dla biznesu. Podpowiadamy, jak go zdobyć.

Dzieci w szkole w południowej Etiopii we Wschodniej Afryce. Budynek jest nowy, ale nie ma prądu.
Dzieci w szkole w południowej Etiopii we Wschodniej Afryce. Budynek jest nowy, ale nie ma prądu. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak wygląda edukacja w krajach afrykańskich.
  2. Jaki jest potencjał biznesu edukacyjnego w Afryce.
  3. W jaki sposób polskie firmy mogą stać się częścią afrykańskiego biznesu edukacyjnego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

W większości państw afrykańskich, podobnie jak w Europie, rok szkolny rozpoczyna się we wrześniu. Państwa afrykańskie wydają średnio 4,1 proc. PKB na edukację. Dla porównania: Polska 5 proc. Kraje Afryki często otrzymują też wsparcie od organizacji międzynarodowych i związków wyznaniowych. Na przykład w Ugandzie, uznawanej za kraj z najlepszym systemem edukacji w Afryce Wschodniej, wiele szkół jest prowadzonych przez kościoły protestanckie.

Populacja prawie 0,5 mld Afrykanów w wieku szkolnym napędza boom edukacyjny, który tworzy warty miliardy dolarów sektor biznesowy. Polskie firmy mogą skorzystać z tego przynajmniej na kilka sposobów.

Szkoły dla większości

W latach 2021-2025 miałem okazję do bezpośredniej obserwacji szkół w Afryce Północnej. Zarówno jako rodzic uczących się w nich dzieci, badacz społeczności imigrantów z Sudanu Południowego oraz jako przedstawiciel polskiej dyplomacji ekonomicznej. Z kolei informacje na temat szkół w Afryce Subsaharyjskiej czerpię z artykułów naukowych i prasowych oraz rozmów z osobami, które do takich szkół uczęszczały lub posyłały tam swoje dzieci.

W najlepiej rozwiniętych państwach afrykańskich istnieje sieć szkół publicznych. Problemem jest jednak nadmierna liczba dzieci w klasach. Wynika z dużej liczby uczniów oraz niedostatecznej liczby nauczycieli oraz budynków szkolnych i sal lekcyjnych. W Egipcie w jednej klasie uczy się średnio 60 dzieci, w Algierii i Maroku po 40. Utrudnia to skupienie na nauce. W celu utrzymania dyscypliny nauczyciele często podnoszą głos, a nawet stosują kary cielesne (najczęściej uderzenia po rękach). Niekomfortowe warunki pracy powodują, że podstawowe umiejętności, takie jak czytanie i pisanie, często są opanowywane przez dzieci dopiero w 10. roku życia.

W krajach słabiej rozwiniętych funkcję państwa w zakresie prowadzenia szkół, zwłaszcza na terenach wiejskich, przejmują związki wyznaniowe. To przede wszystkim: Kościół katolicki, kościoły protestanckie i meczety. Obowiązują w nich programy nauczania z krajów europejskich lub arabskich, uzupełnione o praktykę religijną. W bardziej rozwiniętych krajach kontynentu tego rodzaju szkoły są alternatywą dla systemu szkolnictwa publicznego i pobierają niewygórowane czesne za naukę. Mój młodszy syn przez kilka miesięcy uczęszczał do szkoły anglikańskiej w Kairze. Klasy były tam niewielkie, kładziono silny nacisk na naukę języka angielskiego oraz koleżeńskie relacje jako wyraz chrześcijańskiej moralności. Oprócz tego uczniowie zaczynali dzień od wspólnego śpiewania pieśni religijnych.

Szkoły dla zamożnych

W krajach afrykańskich działa wiele szkół prywatnych. Ich poziom jest bardzo zróżnicowany, tak jak zresztą poziom prywatnych firm. Niektóre różnią się od szkół publicznych jedynie liczbą dzieci i obowiązkiem płacenia czesnego. Inne z kolei wprowadzają bardziej innowacyjne programy nauczania. Zasadniczo im wyższe czesne, tym lepsze jest szkolne wyposażenie i wyższy poziom nauczania.

W 2021 r. miałem okazję prowadzić badania antropologiczne w szkole prywatnej dla dzieci migrantów z Afryki Subsaharyjskiej żyjących w Kairze. Ze względu na niski poziom dochodów rodzin uczących się dzieci czesne też było niskie. Z tego powodu szkoła nie była w stanie finansować remontów ani nawet kupić papieru na dyplomy dla uczniów. Nauka odbywała się na podstawie mocno teoretycznego programu. Co ciekawe, nie obowiązywały znane z polskich szkół przerwy po 45 minutach nauki. Dzieci siedziały w sali od godz. 8 do 14. Jeśli potrzebowały np. wyjść do toalety, zjeść drugie śniadanie, napić się wody lub rozprostować nogi, to po prostu to robiły, bez pytania o zgodę nauczyciela. Momentem rozprężenia były też chwile, gdy następowała zmiana podręczników.

Prywatne szkoły w Algierii z kolei przypominały szkoły publiczne w Polsce, z tą jednak różnicą, że przez pół dnia dzieci uczyły się różnych przedmiotów po francusku, a przez drugie pół dnia – powtarzały ten sam materiał po arabsku.

W Egipcie w szkołach międzynarodowych czesne wynosiło 5 tys. dolarów za trymestr. W szkołach prywatnych i społecznych (w tym kościelnych) było to 200-1000 dolarów za trymestr. Natomiast szkołach publicznych nauka jest darmowa.

W każdym kraju istnieją szkoły międzynarodowe, przeznaczone dla dzieci lokalnych elit i dyplomatów. Dominują szkoły brytyjskie, amerykańskie i francuskie. Czesne w nich potrafi sięgać nawet 5 tys. dolarów za trymestr. W szkołach brytyjskich i amerykańskich wprowadzane są innowacyjne programy edukacyjne mające wykształcić umiejętności przydatne na globalnym rynku pracy. Dzieci jednak często wychowywane są w duchu wyścigu szczurów, a problemy wychowawcze są lekceważone. Z kolei w szkołach francuskich program i metody nauczania są zbliżone do obowiązujących w polskiej szkole publicznej. Nauczyciele kładą jednak większy nacisk na wychowanie uczniów i kształtowanie dobrych relacji między nimi.

Biznes edukacyjny

Podstawowym elementem biznesu edukacyjnego jest czesne. Ustawienie tej opłaty na odpowiednim poziomie i właściwe zarządzanie kosztami pozwala na wysokie zyski. W Algierii znałem rodzinę, która zarządzała czterema szkołami prywatnymi o łącznej liczbie 400 uczniów. Standard wyposażenia w szkołach był nieco niższy niż w polskich szkołach publicznych. Czesne wynosiło 20 tys. dinarów (ok. 340 zł miesięcznie). Łączny dochód szkół wynosił zatem ok. 136 tys. zł, a ich właścicieli stać było na regularne wycieczki do Europy i inwestowanie w rozwój firmy importującej produkty parafarmaceutyczne.

W przypadku szkół międzynarodowych dochody są na znacznie wyższym poziomie. Dodatkowo są one powiązane z wieloma firmami prowadzącymi działalność okołoedukacyjną. Płacą one tym szkołom prowizje od zlecania ich usług. Wymienić należy tutaj choćby: produkcję mundurków szkolnych, prowadzenie restauracji na terenie szkół i szkolnych sklepików, psychologów pracujących z dziećmi określonymi przez nauczycieli jako „sprawiające kłopoty”, agencje shadow-teacherów (dodatkowych nauczycieli pracujących podczas zajęć szkolnych z uczniami mającymi problemy z koncentracją), a nawet zajęcia z terapii dram. Biznesem okołoedukacyjnym są też remonty szkół oraz zapewnianie im wyposażenia, m.in. mebli, tablic, sprzętu multimedialnego oraz platform e-learningowych.

Możliwości dla polskich firm

Polskie firmy mogą wziąć udział w afrykańskim biznesie edukacyjnym przynajmniej na kilka sposobów. Po pierwsze, w ramach programów rozwojowych mogą budować szkoły i dostarczać wyposażenie do afrykańskich szkół publicznych i społecznych. Bank Gospodarstwa Krajowego planuje przeznaczyć 4 mld na projekty rozwojowe w Afryce i z pewnością znajdą się w nim takie, które dotyczą budowy i wyposażenia szkół.

Po drugie, polskie firmy meblarskie zainteresowane rynkiem afrykańskim powinny wchodzić we współpracę z lokalnymi partnerami i tworzyć wspólne montownie prostych mebli szkolnych. Zapewni to niższe koszty produkcji niż w przypadku wysyłania mebli z Polski. W klasycznym eksportowym modelu polskie firmy nie mają szansy wygrać konkurencji cenowej z meblami szkolnymi z Turcji czy krajów azjatyckich.

Po trzecie, możliwe jest sprzedawanie do części krajów afrykańskich kontenerów z meblami, które przestały być wykorzystywane w polskich szkołach. Siła robocza w Afryce jest tania, a umiejętności drobnych napraw powszechne. Dlatego meble, które w Polsce wydają się być bezużyteczne, tam mogą być przedmiotem transakcji rynkowych. W wielu krajach Afryki regularnie odbierane są np. kontenery z europejskimi elektrośmieciami lub używanymi ubraniami.

Interesującym biznesem może być sprzedaż platform e-learningowych. Podczas mojej pracy w Algierii brałem udział w negocjacjach dotyczących sprzedaży prywatnej szkole dostępu do stworzonej przez polską firmę z Wrocławia platformy do nauki programowania. Biznes ostatecznie jednak nie się udał, bo firma nie zdążyła na czas opracować interfejsu w języku arabskim.

Osobnym sposobem na biznes edukacyjny w Afryce może być otwieranie centrum kształcenia w zakresie zawodów deficytowych na polskim/europejskim rynku pracy. Wymagałoby to przetransportowania na miejsce maszyn lub symulatorów, np. do nauki spawania, oraz wyszkolenia lokalnego instruktora, który będzie przeprowadzał kursy. Umożliwiłoby to sprawną rekrutację do polskich firm produkcyjnych.

Główne wnioski

  1. W większości państw afrykańskich funkcjonują przeludnione szkoły publiczne. Dlatego rodzice z klasy średniej wydają większość swoich dochodów na zapewnienie dzieciom nauki w szkołach prywatnych, społecznych lub międzynarodowych.
  2. Biznes edukacyjny w Afryce rośnie proporcjonalnie do wzrostu demograficznego. Jego wartość jest szacowana na kilka miliardów dolarów.
  3. Polskie firmy mogą zarobić na afrykańskim biznesie edukacyjnym, uczestnicząc w projektach rozwojowych związanych z budową i wyposażaniem szkół. Sposobem wejścia na rynek jest też budowa fabryk mebli szkolnych lub sprzedaż mebli używanych. Istnieje też potencjał sprzedaży dostępu do platform e-learningowych oraz tworzenia szkół zawodowych, które będą pierwszym punktem rekrutacji pracowników dla europejskiego przemysłu.