Polski boks na rozdrożu. Brakuje pieniędzy, następców i świeżej krwi
W boksie to waga ciężka wciąż przyciąga największą uwagę kibiców, ale jej złota era może powoli dobiegać końca. Tymczasem polski boks zawodowy znalazł się w jeszcze trudniejszej sytuacji. – Istnieje tylko teoretycznie – mówi Kacper Bartosiak w nowym odcinku podcastu „Sport to pieniądz”.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Z czego wynika kryzys bokserskiej wagi ciężkiej i kto może zastąpić Aleksandra Usyka czy Tysona Fury'ego.
- Dlaczego w Polsce boks zawodowy znalazł się w kryzysie,
- Jak radzi sobie nowy trener reprezentacji Polski w boksie olimpijskim.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Kibice królewskiej wagi ciężkiej latami byli rozpieszczani kolejnymi gigantami boksu. Wracając tylko do lat 90. i 2000. można wymienić plejadę gwiazd: Mike'a Tysona, Lennoxa Lewisa, braci Kliczko, a w ostatnich latach Aleksandra Usyka czy Tysona Fury'ego. Dwóch ostatnich jeszcze boksuje, ale na bliskim horyzoncie majaczy koniec ich karier. Godnych następców nie widać.
– Na pewno to nie jest koniec wagi ciężkiej jako takiej. Myślę, że to jest koniec wagi ciężkiej, jaką znamy i kojarzymy z ostatnich lat. Po prostu starzeją się ci pięściarze, którzy stanowili elitę w ostatnich latach. I to jest naturalny proces. Od zarania dziejów w boksie się takie rzeczy dzieją. Natomiast największym problemem jest brak świeżej krwi – uważa Kacper Bartosiak, dziennikarz zajmujący się boksem, współtwórca kanału Pindera & Bartosiak.
Wśród najgłośniejszych kandydatów na czempionów ostatnich lat wymieniało się Mosesa Itaumę, Jareda Andersona i Richarda Torresa. Ale każdy został boleśnie zweryfikowany na pewnym etapie kariery.
– Jak patrzę na tych mistrzów, którzy są teraz, to właściwie ciężko ich nazywać nawet mistrzami.
To są w tym momencie bardziej posiadacze tytułów. Moim zdaniem mistrzem będzie ten zawodnik, który się z tej ery wyłoni. Ten najlepszy – mówi Kacper Bartosiak.
Pieniądze wciąż otwierają drzwi
Historia największych pojedynków pokazuje, że w boksie sport i biznes od zawsze były ze sobą nierozerwalnie związane. W latach 80. i 90. wielkie walki napędzały przede wszystkim wpływy z pay-per-view. W ostatnich latach coraz większą rolę zaczęły odgrywać pieniądze płynące z Arabii Saudyjskiej.
To właśnie dzięki nim udało się doprowadzić do walk Usyka z Furym, których przez długi czas nie można było zorganizować.
– Jestem przekonany, że gdyby szejkowie nie pojawili się z walizkami pełnymi pieniędzy, to tych największych walk byśmy nie zobaczyli. Usyk z Furym by się nie dogadali, tak jak nie dogadywali się wcześniej – mówi Kacper Bartosiak.
Zapowiadany renesans boksu trwał krótko. Saudyjczycy nie wykładają już takich pieniędzy jak jeszcze kilka lat temu.
– To, co w pewnym sensie zepsuli w boksie, to zaburzenie tego naturalnego procesu.
Teraz walki są czasami robione bez większego sensu komercyjnego. Jestem przekonany, że duża większość tych projektów po prostu się nie zwraca finansowo. Nie chcę powiedzieć, że to są pieniądze utopione w błocie. To oczywiście bardzo fajna
inwestycja z punktu widzenia każdego kibica boksu, bo dostajemy te fantastyczne walki.
Natomiast mam wrażenie, że potencjał, jaki jest związany z tymi pojedynkami, nie jest do
końca wykorzystywany. I promocyjnie, i reklamowo – uważa Kacper Bartosiak.
Co się dzieje z polskim boksem?
Na naszym podwórku sytuacja boksu jest, delikatnie mówiąc, nie najlepsza, niezależnie od kategorii wagowej. W ostatnich dekadach były momenty, w których boks zawodowy przyciągał dużą publiczność i pieniądze. Gale Polsat Boxing Night, walki Artura Szpilki czy powrót Tomasza Adamka tworzyły koniunkturę, na której korzystali zarówno zawodnicy, promotorzy, jak i telewizja. Dziś niewiele z tego zostało.
– Ja nawet bym powiedział więcej: polski boks zawodowy istnieje już tylko teoretycznie. Mam wrażenie, że nikomu się specjalnie nie chce. Promotorom nie chce się udawać, że jest tutaj coś do promocji. Pięściarze też niespecjalnie rwą się do kolejnych wyzwań. Wydaje mi się też, że telewizja także od boksu trochę odchodzi – mówi Kacper Bartosiak.
Geneza tej sytuacji może tkwić w problemach z wymianą pokoleniową. Zawodnicy urodzeni w okolicach 1989 roku – między innymi Artur Szpilka, Maciej Sulęcki czy Michał Cieślak – powoli schodzą ze sceny. Na ich miejsce nie pojawiła się jeszcze wystarczająco liczna grupa następców.
Naturalną konkurencją dla boksu stały się mieszane sztuki walki. W Polsce ogromną popularność zdobyły zarówno profesjonalne federacje MMA, jak i organizacje freak fightowe. Dla części zawodników mogą one stanowić atrakcyjniejszą finansowo alternatywę. Ale według Kacpra Bartosiaka nie w tym należy upatrywać zadyszki polskiego pięściarstwa zawodowego.
– Myślę, że to trudno zmierzyć, natomiast MMA czy freako są takim kozłem ofiarnym. Natomiast moim zdaniem prawda jest taka, że boks psuł się sam od lat. Nikomu nie zależało specjalnie na naprawieniu tej sytuacji – twierdzi Kacper Bartosiak.
Olimpijskie nadzieje
W tej sytuacji szczególne znaczenie może mieć boks olimpijski. To właśnie tam rysuje się obecnie największy potencjał na sukcesy. Wśród pań już nadeszły: Julia Szeremeta zdobyła w Paryżu olimpijskie srebro. Na zeszłorocznych mistrzostwach świata złoto wywalczyła Agata Kaczmarska, a Julia Szeremeta i Aneta Rygielska zostały wicemistrzyniami globu.
Ojciec tych sukcesów, trener Tomasz Dylak, niedawno rozpoczął współpracę także z męską kadrą. Na Pucharze Świata w Brazylii Damian Durkacz zdobył pod jego okiem złoto.
– Ta droga, którą trener Dylak przebył z Damianem Durkaczem w Brazylii, nie była drogą na skróty. To nie było tak, że ten medal wypadł właściwie z losowania. Tam z walki na walkę Durkacz rósł, wyglądał naprawdę znakomicie aż do samego finału, no i pokonał kilka przeszkód w naprawdę imponującym stylu – przypomina Kacper Bartosiak.
Jednocześnie przed polskim boksem stoi zadanie znacznie większe niż przygotowanie kilku zawodników do pojedynczego turnieju. Potrzebne są praca u podstaw, inwestycje i długofalowy plan. Odbudowa zainteresowania nie wydarzy się w ciągu jednego sezonu. Konieczne jest stworzenie systemu, który będzie potrafił wyłapywać talenty, rozwijać je i zapewniać im odpowiednią ekspozycję.
– Myślę, że tutaj znów trzeba pracy u podstaw, trzeba w to trochę zainwestować. Co już się dzieje, bo rzeczywiście w boksie olimpijskim mamy sporo wskazujących na to ruchów. Czy choćby odświeżenie Polskiej Ligi Boksu, co, mam wrażenie, długofalowo może zrobić dobrze absolutnie wszystkim. Tylko to nie stanie się z dnia na dzień – puentuje Kacper Bartosiak.