Czy po odejściu Roberta Lewandowskiego FC Barcelona potrzebuje napastnika?
Pożegnanie Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa z Barceloną mogło sugerować, że kataloński klub będzie musiał natychmiast znaleźć nowego klasycznego napastnika. Tymczasem na razie Katalończykom gole dostarczają gracze, którzy nie są typowymi snajperami.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego FC Barcelona rozpoczęła ten sezon bez klasycznego napastnika.
- Jakiego napastnika nieoczekiwanie pozyskała FC Barcelona i jaką rolę powinien on mieć w drużynie.
- Jak odbierany jest transfer Rodriego, mistrza świata z reprezentacją Hiszpanii.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Hiszpańska prasa odnotowała, że Barcelona oddała trzech piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie strzelili dla niej 54 gole (Robert Lewandowski, Ferran Torres i Marcus Rashford).
– Pojawiło się pytanie: kto teraz ma zdobywać bramki? Okazało się, że brylują Raphinha, Lamine Yamal czy Fermín López. W pierwszych czterech meczach sezonu Barcelona strzeliła 17 goli, a Raphinha ma lepszy start niż Lewandowski w którymkolwiek z czterech sezonów w LaLiga. Tyle tylko, że to jest dopiero początek – mówi Dariusz Wołowski, dziennikarz Sport.pl, specjalizujący się w hiszpańskim futbolu.
Piłkarz niekochany
Nasz rozmówca uważa, że w roli fałszywej dziewiątki idealnie odnajduje się także Dani Olmo, który jednak ma kruche zdrowie. Ferran Torres, choć ma opinię napastnika nieregularnego, został bohaterem Hiszpanii w finale mundialu. Zdobył jedyną bramkę w rywalizacji z Argentyną. W letnim oknie transferowym natomiast oznajmił, że oczekuje więcej szacunku od Barcelony i postanowił, że poszuka nowego wyzwania w Paryżu.
– Ferran Torres jest graczem o mentalności skrzydłowego. Może grać jako środkowy napastnik, ale generalnie nie jest klasycznym łowcą goli jak Lewandowski. Dlatego zdecydowanie przegrywał rywalizację z Polakiem w Barcelonie. To jest dobry, solidny piłkarz. Myślę, że zapewne przez lata niedoceniany. Rzeczywiście, zwycięski gol w finale mundialu mógł mu zaszumieć w głowie – dodaje Dariusz Wołowski.
Transfery wychodzące
Rozgoryczony Argentyńczyk
Jedną z najciekawszych historii transferowych było zainteresowanie Barcelony Juliánem Alvarezem. Napastnik Atletico Madryt domagał się transferu do katalońskiego klubu, ale „Los Colchoneros” wyrazili sprzeciw. Barcelona musiała więc szukać innych rozwiązań. Wśród nowych graczy znalazł się nieoczekiwanie Gabriel Jesus.
– To jest piłkarz techniczny, ale na pewno nie gracz, który może regularnie wychodzić w podstawowej jedenastce, by dokonywać wielkich rzeczy. W każdym razie w Arsenalu od jakiegoś czasu nie był takim zawodnikiem. Zatem w Barcelonie najprawdopodobniej też nim nie będzie, tylko uzupełnieniem. Trener Hansi Flick i dyrektor sportowy Deco uznali pewnie, że za taką kwotę warto zaryzykować, ponieważ trzeba mieć alternatywę, gdyby na przykład Raphinha, który w poprzednim sezonie długo leczył kontuzję, znowu wypadł z gry. Gabriel Jesus jest więc zabezpieczeniem i dodatkową opcją w ofensywie – ocenia Dariusz Wołowski.
Michał Skiba, dziennikarz „Super Expressu” i komentator LaLiga w CANAL+ Sport, uważa, że Barcelona nie musiała za wszelką cenę sprowadzać klasycznej dziewiątki.
– Transfer Gabriela Jesusa jest niepotrzebny. Barcelona pokazała na początku sezonu, że nie trzeba mieć klasycznej dziewiątki, by być skutecznym. To jest samonapędzająca się machina ofensywna, w której wszystko się zgadza. Pep Guardiola potrafił radzić sobie bez klasycznej dziewiątki w Manchesterze City. Liverpool też przez lata nie miał typowego napastnika za czasów Jürgena Kloppa i zdobywał trofea. Nawet Julián Alvarez nie byłby zbawieniem dla Barcelony, jeśli chodzi o pozycję numer dziewięć. On również nie jest klasyczną dziewiątką. Gabriel Jesus może się przydać w długim sezonie, kiedy trzeba będzie gonić wynik albo dać komuś odpocząć. Jednak pytanie, co ze zdrowiem na dłuższą metę... Na razie wygląda na to, że musi się zadomowić na ławce – zauważa Michał Skiba.
Mistrz wejdzie w buty mistrza?
Ważnym elementem przebudowy zespołu jest również środek pola. Barcelona sprowadziła bowiem Rodriego, który ma być godnym następcą Sergio Busquetsa. Busquets był defensywnym pomocnikiem „Blaugrany” w latach 2008–2023 i pozostawił piękne dziedzictwo na Camp Nou.
– Jeśli chodzi o Rodriego, to szczególnie w grze defensywnej upatruję bardzo dużego wzmocnienia Barcelony. W ostatnich latach w Lidze Mistrzów widać było, że gra defensywna jest ogromnym problemem Barçy w starciach z drużynami z topu. Przecież w dwumeczu z Interem Mediolan dwa sezony temu w półfinale Champions League Katalończycy strzelili sześć goli. W każdych innych warunkach drużyna, która zdobywa tyle bramek w dwumeczu, musi awansować na tym poziomie. Tymczasem Barcelonie „udało się” stracić siedem goli i odpaść. Rodri jest zatem w stanie zapewnić Barcelonie balans i wzmocnić grę defensywną – podkreśla Dariusz Wołowski.
Wiek nie jest przeszkodą
Ponadto największy ligowy konkurent Barcy tym razem musiał przełknąć gorzką pigułkę...
– Barcelona zdołała wyrwać Rodriego Realowi Madryt. To jest najważniejszy transfer tego klubu od lat, być może nawet od transferu Roberta Lewandowskiego w 2022 roku. Gdyby Real Madryt pozyskał Rodriego, byłby zespołem kompletnym. Barça musiała więc sprowadzić mistrza świata, nawet mając na uwadze to, że Marc Bernal będzie grał mniej. Real Madryt ściągnął piłkarzy o ogromnym potencjale, ale głównie ofensywnym, natomiast ma problemy przede wszystkim w środku pola. Brakuje tam Toniego Kroosa i Luki Modricia, a Rodri mógł tę lukę wypełnić. Dlatego Barcelona nie tylko pozyskała wybitnego pomocnika, ale też sprawiła, że „Los Blancos” będą mieli twardy orzech do zgryzienia – przewiduje Michał Skiba.
A co z wiekiem nowego pomocnika?
– Raphinha skończy w grudniu 30 lat. Jeśli blisko 38-letni Robert Lewandowski wciąż spełniał kryteria futbolu na najwyższym poziomie, dlaczego 30-letni Rodri miałby tego nie robić. Tym bardziej że ewidentnie jest piłkarzem wyjątkowym. To transfer doskonały. Może dać Barcelonie bardzo dużo, a sezon jest tak długi, że i on, i Bernal się nagrają. Bernal to jest kwestia przyszłości, Rodri – kwestia teraźniejszości. Obaj powinni się uzupełniać – zwraca uwagę Dariusz Wołowski.
Gwarancja goli
Katalończycy powinni zatem mieć wiele pożytku z nowego króla środka pola.
– Jeśli odnosimy się do Busquetsa, to Rodri jest Busquetsem premium, bo on jeszcze strzela gole. Swego czasu miałem okazję być na meczu w Barcelonie i widziałem na żywo trafienie Busquetsa, co w jego przypadku było przecież dość rzadkim wydarzeniem (19 goli w około 720 spotkaniach – przyp.red.). Rodri natomiast potrafi odpowiadać za grę z tyłu, ale też pójść do przodu i strzelić decydującego gola. Jest kompletnym pomocnikiem. Byłem wielkim fanem Busquetsa, jego stylu, elegancji i skanowania przestrzeni. Czasami potrafił ośmieszyć rywala, nie robiąc nawet sztuczek, tylko imponując balansem ciała czy zagrywając podeszwą, jak w futsalu. Rodri ma w sobie część tych cech, ale daje Barcelonie jeszcze większe zagrożenie pod bramką rywali – mówi Michał Skiba.
Wyspiarz ma coś do udowodnienia?
Barcelona pozyskała także Anthony'ego Gordona. A z Anglikami różnie bywa w LaLiga... Jude Bellingham z Realu Madryt spełnia oczekiwania. Natomiast Marcus Rashford, były gracz Barcelony, mimo sporej liczby goli i asyst, był oceniany ambiwalentnie przez fanów Barçy.
– Powiem szczerze, że złapałem się za głowę, gdy dowiedziałem się, że Barcelona kupuje Anglika, i to za tak wielkie pieniądze. Jak na jej obecne możliwości – ogromne, ponieważ gracze z tego kraju z reguły nie sprawdzali się w lidze hiszpańskiej. Oczywiście to jest stereotyp, bo każdy angielski piłkarz jest inny, ale mimo wszystko nawet David Beckham miał ogromne problemy z adaptacją na Półwyspie Iberyjskim. Nie wspominając Gary’ego Linekera, który wiele lat temu grał w Barcelonie. Dlatego transfer Gordona niespecjalnie mnie przekonywał. Przecież Lewandowski, Raphinha i Jules Koundé kosztowali mniej. Za Olmo Katalończycy zapłacili 55 mln euro, więc Gordon jest w drugiej erze prezesa Joana Laporty najdroższym transferem. Niemniej, rzeczywiście jego pierwsze mecze były udane. Jest piłkarzem niezwykle szybkim, dobrym technicznie, więc na razie się sprawdza – przyznaje Dariusz Wołowski.
Bez pochopnych wniosków
Na miarodajną ocenę nowych piłkarzy trzeba jednak jeszcze poczekać.
– Miejmy na uwadze, z kim Barcelona grała w lidze. To drużyny, nad którymi ma ogromną przewagę. W październiku będzie taka zbitka: Real Madryt, PSG. Jeśli w tych dwóch meczach Gordon i cała reszta dadzą sobie radę, to będziemy mogli powiedzieć więcej. Póki co Barcelona w pierwszych czterech meczach w lidze przewyższała każdego z rywali o dwie klasy i trudno na tej podstawie wyciągnąć wnioski. Musimy poczekać aż trafi w Champions League na PSG, Bayern, zagra z obecnym Realem Madryt, który też jest przecież silniejszy niż w poprzednim sezonie. Wtedy będziemy mieli więcej przemyśleń – mówi Dariusz Wołowski.
Graczem perspektywicznym jest również Marc Bernal. Młody pomocnik nie powinien obawiać się, że transfer Rodriego całkowicie zamknie mu drogę do gry, gdyż Hansi Flick ceni utalentowaną młodzież. Dwaj młodzi podopieczni Niemca, urodzeni w 2007 roku (Lamine Yamal i Pau Cubarsi), stanowią już o sile zespołu, a Xavi Espart w tym sezonie przebojem przebił się do pierwszej drużyny. Bernal także powinien otrzymać w tym sezonie sporo minut.
Bez powodów do niepokoju
– Meczów jest tak dużo, więc Barcelona potrzebuje szerokiej kadry. Mamy nowy format Ligi Mistrzów, w którym jeśli zajmujesz 17-24. miejsce, musisz rozegrać dwa mecze więcej, czyli na przestrzeni całych rozgrywek nawet cztery spotkania więcej niż w poprzednim formacie. Do tego dochodzą rozgrywki ligowe, puchary i jeszcze Klubowe Mistrzostwa Świata. Wydaje mi się, że futbol zmierza w takim kierunku, iż drużyny powinny mieć jakościowo dobrych piłkarzy w liczbie 25–30, a nie 15–16 i resztę młodych. Dlatego Rodri będzie pierwszym wyborem, ale Bernal dostanie swoje minuty. To dla niego również świetna lekcja, bo może dojrzewać przy tak wybitnym pomocniku grającym na jego pozycji – zaznacza Michał Skiba.
18-letni Egipcjanin Hamza Abdelkarim strzelił w sparingach przed sezonem cztery gole. Hansi Flick na razie nie traktuje go jednak poważnie jako kandydata do miejsca w podstawowej jedenastce. Ostatecznie Barcelona zdecydowała się nie budować całej ofensywy wokół jednego klasycznego napastnika. Raphinha, Lamine Yamal, Fermín López czy Dani Olmo mogą przejąć odpowiedzialność za gole, a Gabriel Jesus ma być przede wszystkim dodatkową opcją. Jeśli ten model utrzyma się również w meczach z najlepszymi rywalami, nikt na Camp Nou nie będzie miał powodów do niepokoju.
Główne wnioski
- Przed rozpoczęciem obecnego sezonu FC Barcelonę opuścili obaj napastnicy. Robert Lewandowski po wygaśnięciu kontraktu przeniósł się do MLS, by bronić barw Chicago Fire, natomiast Ferran Torres, uskrzydlony golem strzelonym w finale mundialu, postanowił, że podejmie kolejne wyzwanie w Paris SG. To sprawiło, że w katalońskim zespole w roli fałszywej dziewiątki zaczął występować skrzydłowy Raphinha.
- Jedną z niespodziewanych decyzji transferowych Barcelony było sprowadzenie Gabriela Jesusa. Brazylijski napastnik trafił na Camp Nou z Arsenalu za 10 mln euro i ma być przede wszystkim alternatywą w ofensywie, a nie bezpośrednim następcą Roberta Lewandowskiego. Dariusz Wołowski uważa, że Barcelona zdecydowała się na ten ruch, aby zwiększyć możliwości zespołu w długim sezonie i mieć dodatkową opcję w przypadku problemów zdrowotnych Raphinhi.
- Jeszcze większe znaczenie dla zespołu może mieć transfer Rodriego. Hiszpan, sprowadzony z Manchesteru City za 60 mln euro, ma w Barcelonie przejąć rolę, którą przez lata pełnił Sergio Busquets. Wołowski zwraca uwagę przede wszystkim na jego możliwości w grze defensywnej i umiejętność zapewnienia drużynie odpowiedniego balansu. Z kolei Michał Skiba podkreśla, że Barcelona nie tylko pozyskała wybitnego pomocnika, ale również sprzątnęła go sprzed nosa Realowi Madryt. Transfer Rodriego może być także bardzo ważny dla Marca Bernala, 19-letniego gracza występującego na tej samej pozycji. Młody Hiszpan może liczyć na minuty, a jednocześnie wiele nauczyć się od jednego z najlepszych pomocników na świecie.