Kategoria artykułu: Kultura

Muzyka bywa żywą publicystyką. „Zaroiło się od znaków będących śmieciami”

W sobotę rozpoczyna się finał Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej  „Warszawska Jesień”. Pytamy Jerzego Kornowicza, dyrektora festiwalu, co słychać. A słychać wszystko: alarm budzący z letargu, śmiech, a nawet najdziwniejszy gatunek ciszy.

Norweski kompozytor Trond Reinholdtsen podczas jednego z występów. Choć artysta jest profesorem kompozycji (førsteamanuensis) Norweskiej Akademii Muzycznej w Oslo oraz członkiem berlińskiej Akademie der Künste, słynie z burzenia konwencji i poddawania jej na nowo weryfikacji. Fot. Grzegorz Mart, Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób muzyka współczesna wypełnia misję publicystyczną.
  2. Jakie ciekawe projekty zrealizowano w tym roku podczas festiwalu „Warszawska jesień”.
  3. Dlaczego głównym temat muzycznego festiwalu były znaki.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Czy muzyka współczesna to jedynie seria abstrakcyjnych grzmotów i pisków, w których zatraca się wąskie grono kabotynów? Trudno o bardziej krzywdzącą pomyłkę. Dzisiejsza muzyczna twórczość formuje się zarówno z dźwiękowego piękna, jak i mocnego przekazu dotyczącego naszego życia. Nie jest pretensjonalna, tylko czuła. Ostrzega nas, że jeśli będziemy zbyt ospali, przygniecie nas lawina docierających zewsząd fałszywych narracji. Znaków, które nas zatrują. Czy chodzi o fake newsy? Owszem.

69. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” obrał za temat właśnie znaki. „Proponujemy przekierowanie wspólnej uwagi ze słyszalnej i widomej powierzchni wydarzeń na ich znaczenie i strukturę głęboką” – czytamy w programie. Jak jednak odczytać publicystykę zamkniętą nie w gazecie, tylko w muzyce? Zdaniem Jerzego Kornowicza, to łatwiejsze niż można przypuszczać.

Warto wiedzieć

Jerzy Kornowicz

Kompozytor, pianista improwizator, pedagog, organizator ogólnopolskich i międzynarodowych projektów związanych z muzyką współczesną. Inicjator wielu rozwiązań publicznych służących społecznemu obiegowi muzyki. W latach 2003–15 prezes Związku Kompozytorów Polskich. Od 2017 r. pełni funkcję dyrektora Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”. 

XYZ

Za co kochamy muzykę?

Weronika Kosmala, XYZ: Niezależnie od tego, czy cenimy Bizeta, czy nie możemy go znieść, zwykle nieliczni z nas odmówiliby wypadu na „Carmen”. Lubujemy się w takich operach ze względu na ciepło scenografii, nieskomplikowaną melodyjność czy perspektywę późniejszego wyjścia na kolację. Z koncertami Warszawskiej Jesieni bywa nieco inaczej. Kiedy relacjonujemy komuś występ, podczas którego artysta wydobywa pełen nostalgii dźwięk, zarysowując płytę gramofonową zagiętą tekturą, przeważnie zderzamy się z pytaniem: kto może czegoś takiego słuchać? Słuchają jednak pełne sale. Co więc udaje im się odnaleźć? Czy po muzyce współczesnej można się spodziewać zakresu wzruszeń, do których się przywykło przy odbiorze innych muzyk?

Jerzy Kornowicz: Z pewnością tak, ponieważ współczesna muzyka zawiera w sobie w jakimś sensie wszystkie inne muzyki, które już były. Teraźniejszość karmi się przeszłością. Czasem mówi się, że staje się ona projekcją muzyki przyszłości, jednak to zaledwie efektowne uproszczenia i kalki. Nie da się pisać muzyki przyszłości, bo ona jest zawsze o tym, czego doznajemy teraz, a reszta pozostaje jedynie wyobrażeniem, spekulacją. Znajdziemy więc na Warszawskiej Jesieni zapewne coś z Chopina, ale i coś z baroku czy renesansu, choć przede wszystkim znajdziemy te same psychologiczne aspekty odbioru. Zarówno piękno, jak i doświadczenie czasu i przestrzeni oraz urody brzmienia. W teraźniejszości zawiera się przecież wszystko – przeszłość przede wszystkim.

W programie tegorocznej edycji festiwalu przeczytamy o utworach publicystycznych – muzyce zaangażowanej w życie społeczne, krytycznej. Podobnie jak inne dzieła sztuki niosące tego typu narrację, utwory te wymagają jednak doczytania dodatkowej treści ukierunkowującej interpretację. Jak jednak postąpić, kiedy muzyka wybrzmiewa, a my nawet nie wiemy, że powinniśmy o coś dopytać? Czy dzieło nie pozostaje poniekąd niekompletne, jeśli nie możemy odebrać go, nie mając programu, ulotki, klucza?

Zauważmy, że muzyka wychodzi poza audialność, a więc ten swój wymiar słyszalny. Wychodziła zresztą poza nią od zawsze. Już kiedy powstawały pierwsze dzieła chóralne, miały one tekst, a wczesne greckie dzieła sceniczne miały również warstwę scenograficzną. To, że dzieło muzyczne nie składa się tylko z dźwięków, to zjawisko starsze nawet od dzieł czysto dźwiękowych. Muzyka wywodzi się z rytuału, z ceremoniału, w ramach którego dźwiękowość wkraczała w pewną sytuację życia społecznego. Jak narodziny, koronacja czy pogrzeb. W gruncie rzeczy, od strony takiej „genetyki” muzycznej, muzyka absolutna – a więc nieniosąca żadnej treści – to rzecz zupełnie świeża. Szczególnie w horyzoncie tysiącleci, w których osadzona była zawsze w otaczającej nas rzeczywistości.

Jerzy Kornowicz podczas jednego z wydarzeń tegorocznego festiwalu odbywających się w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Fot. Grzegorz Mart, Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”.

Muzyka jak malarstwo

Muzyka wydaje się w tym nieco podobna do malarstwa, które przestało naśladować otaczający nas świat i skierowało się ku czystej abstrakcji dopiero w okresie awangardy. Czy na tle innych dziedzin sztuki, tworzona dzisiaj muzyka pozostaje w bliskim związku z naszą codziennością, czy odsuwa się od niej coraz mocniej?

Pole, które obserwuje muzyka współczesna, jeśli chodzi o związki z rzeczywistością, opisywałbym jako zbliżone do sztuk wizualnych, teatru, filmu. To jest to samo pole, ten sam zakres zjawisk, a często też zbliżone środki, choć akurat w przypadku muzyki dominują środki muzyczne – acz nie zawsze.

Jak to?

Podczas tegorocznej edycji Warszawskiej Jesieni mieliśmy do czynienia np. z utworem skandynawskiego kompozytora Jeppe Ernsta, który polegał na pokazywaniu różnych gestów przez dziesięć osób. W pełnej synchronizacji, lecz bez żadnego dźwięku. Gesty te odnosiły się do brzmienia wyobrażonego. Z czasem, bo utwór trwał pół godziny, zacząłem w środku słyszeć jakąś muzykę, którą te gesty wyzwalały we mnie przez skojarzenie.

Co słychać w muzyce?

Na początku lat 50. w jednym z amerykańskich miast odbyła się premiera kompozycji Johna Cage’a. Był to utwór składający się z samych pauz, a dźwięki dobiegające uszu słuchaczy stanowił głównie szum otoczenia – szelest drzew, powiew wiatru, czyjś kaszel. Wówczas mówiono o wprowadzeniu pewnej przypadkowości w kompozycyjne ramy dzieła.

Poniekąd jest to podobna idea, choć utwór Jeppe Ernsta był ściśle zaaranżowany. Koncert fortepianowy Cage’a, trwający 4 minuty i 33 sekundy odwzorowywać miał natomiast właśnie formę koncertu. Klasycznie składał się z trzech części, które wyodrębniało samo zamknięcie i otwarcie klapy fortepianu. To, co podczas trwania utworu wyobrażali sobie słuchacze, zależało więc zarówno od nich samych, jak i od odgłosów dobiegających z zewnątrz. Decydował więc poniekąd przypadek. Tutaj mieliśmy jednak do czynienia z pewnym prowodyrstwem. Znaki, które były dawane przez dziesięciu wykonawców, były określone i celowo nakierowane na pewne wrażenie, które musieliśmy sobie dopowiedzieć.

Znaki właśnie są głównym tematem tegorocznej edycji Warszawskiej Jesieni. Jak ten motyw przewodni rozumieć w kontekście muzycznym?

Mowa o właśnie strukturach muzycznych – zarówno dźwiękowych, jak i niedźwiękowych – które mają w sobie jakiś rodzaj treści, która kryje się za nimi. Festiwal złożony jest z kompozycji znaków wszelakiej natury, a z pewnością znacząca część z nich ma charakter pozadźwiękowy. Takim znakiem może być chociażby wspomniany już gest, ale i taniec, słowo lub pojedyncza głoska, działanie przestrzenne, światła. W zakresie pewnych ambicji kulturowych muzyka współczesna bliska jest sztukom wizualnym. Kompozytor odnosi się do tej samej rzeczywistości co malarz czy reżyser filmowy i podobnie jak inni autorzy, najczęściej chce o niej coś powiedzieć.

Muzyka w czasach zawieruchy

Obierając geopolityczną perspektywę, rzeczywistość nie rysuje się jednak w pastelowych gamach. Podczas jednego z warszawskich występów światowej sławy skrzypaczka Anne-Sophie Mutter zwróciła się do publiczności słowami: zauważmy, jak niezwykłe jest to, że mamy dziś sposobność słuchania muzyki, podczas gdy świat nękany jest tyloma wojnami. Miała na myśli luksus doświadczania czegoś, co może w pełni zaistnieć jedynie, gdy wybrzmiewa. Muzyka wydała się zjawiskiem tak ulotnym, że aż nieprzystającym. Jak o niej myśleć w epoce dramatu i wojny?

To dobre pytanie, bo dotyczy etyki twórczości i jej celów. Po raz pierwszy współpracowaliśmy przy organizacji jednego z koncertów z Instytutem Ukraińskim. Proszę sobie wyobrazić instytucję, która wydaje istotne z perspektywy Ukrainy środki na nowe utwory, podróże oraz na to, żeby ukraińscy artyści wykonywali je na Warszawskiej Jesieni. To miało miejsce. Instytut Ukraiński zdaje się więc realizować coś, co zawiera się w anegdocie o Winstonie Churchillu, który zapytany został kiedyś przez jednego z ministrów, czy nie pora uciąć środki na kulturę, skoro wojna pochłania ich tak dużo. Churchill miał wówczas odpowiedzieć również pytaniem: w takim razie, po co toczyć tę wojnę? Kultura jest współistotnym elementem modelu życia. Ostatecznie większość konfliktów rozgrywa się przecież po to, żeby narzucić swoje pseudoaksjologie, ideologie i model życia. Putin zaatakował Ukrainę, bo tak bardzo zmieniła ona swój model życia, że za chwilę ta „zaraza” rozwiniętej cywilizacji dojść mogłaby do totalitarnego, ogłupiałego społeczeństwa Rosji i je zakazić. Pewna proporcjonalność wydatków na kulturę wobec innych inwestycji społeczności jest rzeczą oczywistą, natomiast nie można traktować kultury – w tym muzyki współczesnej – jako kwiatka do kożucha. Jako czegoś, co kojarzy się z odświętnością, pewnym uświetnieniem, dodatkiem do rzeczywistości.

Krzysztof Cybulski, laureat Paszportu „Polityki”, koncertujący podczas festiwalu „Warszawska Jesień” w 2022 r. W swojej twórczości artysta zderza ze sobą najnowszą technologię cyfrową z tradycyjną formą analogową. Fot. Grzegorz Mart, Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”

A stanowi ona w istocie element tożsamości?

Kultura jest elementem tożsamości i tkwi w każdym słowie, w każdej materii i strukturze społecznej, która jest przez nas organizowana. Już z drobnych rzeczy – z tego, jakie mamy okna i jak ustawione są domy – można wynieść, jakie jest myślenie aksjologiczne społeczności. Kulturę stanowią kryteria, według których się organizujemy i porozumiewamy. Jeżeli wyjmiemy z tego całokształtu właśnie kulturę, wszystko się zawali. Nie da się robić rzeczy wtórnych, kiedy nie ma rdzenia. To byłby brak struktur, kompletny rozpad, zaniedbanie społecznościowe. Takie komponenty jak estetyka, ład, struktura, dopracowanie, a nawet cel właśnie dzięki kulturze są wszędzie obok.

Siła i słabość znaków

Niemal wszędzie ład i dopracowanie wydają się jednak częściowo zacierać i rozpraszać w natłoku masowych przekazów. W kontekście motta tegorocznego festiwalu – czyli znaków – chciałoby się powiedzieć, że żyjemy w czasach znaków fałszywych, które coraz trudniej odróżnić od prawdy.

Festiwal stara się pokazać, że za powierzchownością tego, co do nas zewsząd dociera, kryje się zawsze głębsze znaczenie. Tak warto popatrzeć na zakres sztuki, którą pokazujemy – pod kątem głębokiego znaczenia kryjącego się za znakiem. Zdecydowaliśmy się na taką myśl przewodnią w przeświadczeniu, że wkoło nas zaroiło się od znaków będących w istocie śmieciami, fake newsami. Jesteśmy przez nie nieustannie atakowani, a jest już za późno, żeby w pełni się od nich odseparować. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak starać się zrozumieć te znaki i je zinterpretować, bo inaczej staniemy się zupełnie bezbronni wobec manipulacji. Nie rozpoznamy wówczas znaków fałszywych, zawierających treść, która może nas zdestabilizować.

Tegoroczna edycja festiwalu poświęcona jest znakom i odczytywaniu ich głębszych znaczeń. „Warszawska Jesień” organizowana jest niemal nieprzerwanie od 1956 r. Fot. Grzegorz Mart, Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”

Czyli właściwie już nie same utwory, a cała konwencja festiwalu stanowi pewną metaforę.

Metaforę rzeczywistości. Taka jest też natura samej muzyki, wszelkiej muzyki. Ona zawsze pozostaje znakiem i jest czytana w swojej epoce jako znak. Było tak zawsze, nawet jeśli z upływem lat dana muzyka nie dociera już do nas z pełnym komunikatem swoich wartości czy subtelności, które odczytywane były w jej epoce. Wbrew pozorom, dziś łatwiej jest nam zrozumieć muzykę współczesną, niż odczytać w pełni Mozarta, dlatego że dysponujemy wrażliwością dzisiejszego społeczeństwa. Spróbujmy jej więc posłuchać, choćby przez pięć minut, mając świadomość, że mówi ona do nas językiem, który znamy. Nie lekceważmy jej znaków, bo za nimi kryje się właśnie wiedza o człowieku. A to ona może nam pomóc żyć.

Główne wnioski

  1. Muzyka współczesna odzwierciedla aktualną rzeczywistość. Nie jest jedynie abstrakcyjną formą, lecz mocnym, zaangażowanym społecznie przekazem, który bazuje na tradycji, a zarazem czerpie z doświadczeń i wrażliwości współczesnego człowieka.
  2. Dzieło muzyczne wykracza poza sam dźwięk. Współczesne kompozycje operują wiele pozadźwiękowych znaków (takich jak gest, ruch, światło czy słowo), wymagając od odbiorcy odczytania głębszej struktury i kontekstu ukrytego pod powierzchowną warstwą.
  3. Kultura stanowi fundament tożsamości i ochrony przed manipulacją. W obliczu kryzysów i natłoku fałszywych informacji (fake newsów) świadomy odbiór sztuki uczy krytycznego myślenia oraz chroni kluczowe wartości i ciągłość społeczną.