Euro najdroższe od blisko trzech lat. Polskie kluby liczą miliony... zysku albo straty
10 milionów euro przy kursie wyższym o 10 groszy oznacza milion złotych różnicy. Dla klubu może to być droższa rata za zawodnika albo wyższa premia od UEFA po przeliczeniu na złote. Manchester United zabezpiecza ryzyko walutowe. Jak radzą sobie z nim polskie kluby, dysponujące nieporównanie mniejszymi budżetami?
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jaki sposób ten sam wzrost EUR/PLN może być kosztem i korzyścią;
- Dlaczego 5 mln euro wartości transferu nie oznacza automatycznie 5 mln euro otwartej ekspozycji walutowej;
- Jak wpływy UEFA, transfery wychodzące i odpowiednie zarządzanie walutą mogą ograniczać ryzyko drogiego euro.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
24 września rano EUR/PLN doszedł do 4,3943 zł, najwyżej od listopada 2023 r., a średni kurs NBP wyniósł 4,3900 zł. Kluby piłkarskie mogą jednak ograniczać wpływ kursu, zostawiając wpływy w euro na przyszłe wydatki w tej samej walucie albo zabezpieczając część pozycji instrumentami finansowymi. Manchester United robi to na dużą skalę, łącząc wpływy i zobowiązania w euro oraz wykorzystując kontrakty forward, ale ta sama logika zarządzania ekspozycją działa również przy znacznie mniejszych budżetach polskich klubów.
Kurs działa w dwie strony
Ekstraklasa raportuje wyniki przede wszystkim w złotych, ale coraz większa część rynku transferowego jest powiązana z euro. W sezonie 2025/26 kluby osiągnęły rekordowe 1,587 mld zł przychodów, w tym 301 mln zł ze sprzedaży zawodników. Transfermarkt szacuje ich wydatki transferowe na 58,61 mln euro wobec 22,49 mln euro sezon wcześniej, czyli o 160,6 proc. więcej. Wpływy wzrosły z 50,44 mln do około 69 mln euro. Nie oznacza to jednak, że kluby mają dziś 58,61 mln euro zobowiązań. Nie znamy harmonogramów wszystkich rat, waluty poszczególnych umów, już wykonanych płatności ani zabezpieczeń. Te dane pokazują przede wszystkim skalę rynku, na którym kurs euro ma coraz większe znaczenie.
Dopiero otwarta pozycja w euro pokazuje realną wrażliwość na kurs. Ruch EUR/PLN o 10 groszy zmienia złotową wartość 1 mln euro o 100 tys. zł, 5 mln euro o 500 tys. zł, a 10 mln euro o milion. W klubie takie pozycje występują jednak jednocześnie po obu stronach: trzeba zapłacić ratę za jednego zawodnika, można czekać na należność za innego, otrzymywać pieniądze z UEFA albo rozliczać kontrakt z zagranicznym partnerem. Dlatego ten sam kurs może zwiększać koszt jednego przepływu i podnosić złotową wartość drugiego.
Różnica między zobowiązaniem a wypływem gotówki
Kwota transferu podawana przy ogłoszeniu zawodnika nie mówi jeszcze, kiedy klub faktycznie wyda pieniądze. Płatność może być rozłożona na raty, część ceny uzależniona od bonusów, a kolejne transze przypadać na następne okna transferowe. Znaczenie ma również waluta kontraktu. Dla polskich klubów najczęściej punktem odniesienia jest euro, ale na innych rynkach transakcje funkcjonują także w dolarach – w MLS wartości transferów i rozliczeń między klubami są oficjalnie podawane w USD.
Skalę potencjalnej ekspozycji dobrze pokazuje Widzew. Transfermarkt przypisuje klubowi w sezonie 2025/26 22,93 mln euro wydatków transferowych przy 283 tys. euro wpływów. Osman Bukari kosztował według doniesień medialnych 5,5 mln euro. Gdyby całe 22,93 mln euro pozostawało otwartym zobowiązaniem w tej walucie, ruch EUR/PLN o 10 groszy oznaczałby zmianę jego złotowej wartości o 2,293 mln zł.
Nie jest to wyliczenie kosztu poniesionego przez Widzew. Nie znamy pełnego harmonogramu rat, waluty każdej umowy, płatności już wykonanych ani ewentualnych zabezpieczeń. Część transferów mogła zostać rozliczona wcześniej, część może być płatna dopiero w kolejnych okresach, a poszczególne zobowiązania mogą mieć różne terminy i waluty.
W sprawozdaniu Lecha Poznań widać z kolei, jak te różnice trafiają później do rachunkowości i przepływów pieniężnych. W sezonie 2024/25 klub wykazał 42,8 tys. zł kosztów różnic kursowych wobec 558,2 tys. zł rok wcześniej. Jednocześnie sam wskazywał, że różnice między zmianami należności i zobowiązań w bilansie a przepływami pieniężnymi wynikają m.in. z odroczonych terminów płatności za definitywne transfery.
Przy sprzedaży Michała Skórasia do Club Brugge Lech ujawnił wierzytelność o wartości 2,416 mln euro. Została ona następnie objęta finansowaniem w formule dyskonta w mBanku. Klub nie musiał więc czekać na pełny termin płatności belgijskiego kontrahenta, tylko mógł wcześniej zamienić przyszłą należność na gotówkę.
UEFA płaci w euro. Drogi kurs może więc pomagać
W sezonie 2025/26 Raków, Lech, Jagiellonia i Legia zapewniły sobie według wyliczeń PAP łącznie 25,7 mln euro nagród UEFA. Raków miał 7,9 mln euro, Lech 7,01 mln, Jagiellonia 5,73 mln, a Legia 5 mln euro. Przy takich kwotach zmiana EUR/PLN szybko staje się widoczna po przeliczeniu na złote. Dla 5 mln euro różnica między kursem 4,30 a 4,40 zł wynosi 500 tys. zł.
UEFA sama zwraca uwagę na zmienność kursów przy budżetowaniu przyszłych wypłat. Jednocześnie pieniądze z europejskich pucharów mogą działać w drugą stronę. Jeżeli klub otrzyma 5 mln euro i wie, że za kilka miesięcy musi zapłacić 3 mln euro rat transferowych, może pozostawić odpowiednią część środków na rachunku walutowym zamiast najpierw zamieniać je na złote, a później ponownie kupować euro. Zagłębie Lubin właśnie w taki sposób opisuje naturalny hedging – równoważenie wpływów i wydatków w tej samej walucie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy terminy się rozjeżdżają. Klub może w całym sezonie dostać 5 mln euro i wydać dokładnie 5 mln euro, ale nie oznacza to, że przez cały rok jest zabezpieczony. Jeśli 3 mln euro raty transferowej trzeba zapłacić we wrześniu, a pieniądze z UEFA wpłyną dopiero w grudniu, we wrześniu klub nadal musi mieć euro. Jeżeli nie zgromadził go wcześniej ani nie zabezpieczył kursu, będzie kupował walutę po cenie obowiązującej właśnie wtedy. Naturalny hedge działa więc nie tylko wtedy, gdy kwoty się zgadzają, ale również wtedy, gdy klub potrafi odpowiednio ułożyć terminy wpływów i płatności.
Jak nie stracić 1,8 mln zł na jednej fakturze
Raper i przedsiębiorca Wojciech „Sokół” Sosnowski opowiadał w rozmowie ze Strefą Inwestorów, że około 2009 r. Prosto znalazło się blisko bankructwa po gwałtownym wzroście kursu dolara. Firma zleciła produkcję za granicą, a zanim przyszło do zapłaty, koszt waluty mocno się zmienił. Według Sokoła na jednej fakturze oznaczało to około 1,8 mln zł straty. Towar kosztował tyle samo w dolarach. Problemem było to, ile złotych trzeba było wydać, żeby te dolary kupić.
Przy transferach mechanizm może być podobny. Klub podpisuje umowę na określoną kwotę w euro, ale część pieniędzy ma zapłacić dopiero za kilka miesięcy. Do tego czasu koszt raty w złotych pozostaje zmienny. Jeżeli klub ma już odpowiednią część środków w euro, może pozostawić je na rachunku walutowym i wykorzystać przy późniejszej płatności. Może też świadomie sprzedać euro i odkupić je przed terminem zobowiązania, jeżeli ma odpowiednie kompetencje i akceptuje ryzyko kursowe. Taka decyzja oznacza jednak ponowne wejście na rynek walutowy – korzystny ruch kursu może przynieść dodatkową korzyść, niekorzystny podnieść koszt przyszłej płatności.
Jeżeli klub nie chce pozostawiać przyszłego kosztu raty kursowi rynkowemu, może ustalić go z wyprzedzeniem. Służy do tego kontrakt forward: bank i klub uzgadniają dziś kurs, po którym w określonym terminie w przyszłości dojdzie do zakupu lub sprzedaży waluty. Klub zna dzięki temu z góry złotowy koszt przyszłej raty transferowej. Ceną za tę przewidywalność jest rezygnacja z korzyści, gdyby kurs rynkowy w dniu płatności okazał się później korzystniejszy.
Manchester stawia na kontrakty forward
Większą elastyczność daje opcja walutowa. Klub uzyskuje prawo do kupna albo sprzedaży waluty po określonym kursie, ale nie ma obowiązku wykonania transakcji. Jeżeli rynek pójdzie w niekorzystnym kierunku, opcja chroni ustalony poziom. Jeżeli kurs okaże się lepszy, można z niej nie korzystać. Za tę możliwość trzeba jednak zapłacić.
Przed wykorzystaniem takich instrumentów pozostaje samo zarządzanie terminami płatności. Dwie pozycje po 3 mln euro mogą się wzajemnie pokrywać, jeśli pieniądze wpłyną przed terminem raty. Jeżeli należność pojawi się trzy miesiące później, przez ten czas klub nadal musi sfinansować brakującą walutę albo zabezpieczyć jej kurs.
Manchester United pokazuje, jak wygląda takie zarządzanie przy znacznie większych kwotach. Klub otrzymuje w euro pieniądze z UEFA, ale w tej samej walucie ma również część zobowiązań transferowych. W raporcie rocznym za 2025 r. opisuje kompensowanie tych przepływów, a dla pozostałej ekspozycji wykorzystuje kontrakty forward i może korzystać z opcji walutowych. Na 30 czerwca 2025 r. miał otwarte kontrakty forward na zakup 163,4 mln euro.
Euro nie kończy się na transferach
Euro pojawia się w finansach klubu również poza rynkiem transferowym. Lech Poznań ujawnił wierzytelność wobec Macrona z wieloletniej umowy komercyjnej o wartości 1,4 mln euro. Należność została objęta finansowaniem w formule dyskonta, więc także kontrakt ze sponsorem technicznym tworzył w klubie przepływ denominowany w obcej walucie.
Jeszcze większą skalę widać w Turcji. Fenerbahçe podpisało z Chobani umowę, w której prawa do nazwy stadionu wyceniono od sezonu 2025/26 na 10 mln euro rocznie. Za ekspozycję marki na koszulce w europejskich pucharach klub otrzymał w pierwszym sezonie kolejne 4 mln euro. To już nie jest przychód transferowy ani pieniądze z UEFA, tylko zwykły biznes komercyjny prowadzony w euro.
Obca waluta pojawia się też po stronie kosztów. Wielu zagranicznych piłkarzy oczekuje kontraktów zapisanych w euro, zwłaszcza gdy trafia do lig, w których lokalna waluta jest słabsza albo bardziej zmienna. Dla zawodnika ogranicza to ryzyko utraty realnej wartości pensji, ale dla klubu oznacza zobowiązanie, którego koszt w walucie krajowej może rosnąć razem z kursem.
Co obejmuje klubowy portfel walutowy
Dobrze pokazuje to Galatasaray. Zgodnie z oficjalnymi komunikatami klubu Leroy Sané ma zagwarantowane 9 mln euro pensji i 3 mln euro premii lojalnościowej za sezon, a Victor Osimhen 15 mln euro wynagrodzenia, 1 mln euro premii lojalnościowej i 5 mln euro za prawa do wizerunku. W takich umowach koszt dla klubu zależy nie tylko od zapisanej kwoty, ale też od siły lokalnej waluty. 31 maja 2023 r. za jedno euro płacono 22,132 liry tureckiej, a rok później już 34,9691. To wzrost o 58 proc. Przy pensji zapisanej w euro klub musiał więc po roku przeznaczyć o 58 proc. więcej lir na zakup tej samej kwoty euro, jeśli nie miał wcześniej zabezpieczonej waluty lub odpowiadających jej wpływów. Sam kontrakt zawodnika się nie zmienił – zmienił się koszt jego obsługi w walucie, w której klub prowadzi znaczną część działalności.
W Polsce zasada jest taka sama. Minimalne wymagania PZPN nakazują określić w profesjonalnym kontrakcie nie tylko wysokość wynagrodzenia zawodnika, ale również jego walutę i termin wypłaty. Dlatego klubowy portfel walutowy może obejmować równocześnie sponsoring, umowy z dostawcami sprzętu, premie UEFA, wynagrodzenia i bonusy zawodników, zagraniczne usługi oraz należności i zobowiązania wynikające z transferów.
Klub nie zarządza kursem. Zarządza ekspozycją
Na podstawie samych medialnych kwot transferów nie da się stworzyć wiarygodnego rankingu klubów najbardziej narażonych na drogie euro. Widzew ma bardzo dużą nominalną skalę wydatków transferowych, ale nie znamy jego pełnej otwartej pozycji. Zagłębie oficjalnie opisuje naturalny hedging. Lech ma udokumentowane należności transferowe i komercyjne w EUR, korzysta z finansowania wierzytelności i wykazuje różnice kursowe. Do tego dochodzą kluby otrzymujące pieniądze z UEFA i podmioty, które mają część wynagrodzeń lub kontraktów komercyjnych zapisanych w obcej walucie.
Kluczowy jest więc nie sam kurs EUR/PLN, ale kalendarz przepływów: ile euro trzeba zapłacić, ile ma wpłynąć i kiedy. Dopiero na tej podstawie można policzyć, jaka część pozycji kompensuje się naturalnie, ile waluty warto zatrzymać na rachunku, a jaką część trzeba kupić lub zabezpieczyć z wyprzedzeniem.
Przy euro w okolicach 4,40 zł przyszła rata transferowa może być dla klubu droższa w złotych. Ten sam kurs zwiększa jednak złotową wartość pieniędzy z UEFA, należności za sprzedanego zawodnika czy kontraktu sponsorskiego zapisanego w euro. Dlatego pojedyncza transakcja mówi niewiele. Znaczenie ma cały portfel należności i zobowiązań oraz terminy ich rozliczenia.
To nie jest problem charakterystyczny dla futbolu. Z tym samym ryzykiem mierzą się producenci kupujący komponenty za granicą, sieci handlowe importujące towary, linie lotnicze płacące za paliwo i leasing w obcych walutach, eksporterzy otrzymujący przychody w euro czy firmy technologiczne rozliczające zagranicznych dostawców w dolarach. Każda z nich może zyskać albo stracić na ruchu kursowym w zależności od tego, po której stronie bilansu znajduje się waluta i kiedy dochodzi do płatności.
Polskie kluby coraz mocniej wchodzą w ten sam świat. Transfery międzynarodowe, premie UEFA, kontrakty komercyjne i część wynagrodzeń sprawiają, że zarządzanie walutą staje się zwykłym elementem finansów klubu. Nie chodzi o to, żeby przewidzieć kurs lepiej niż rynek, tylko żeby wiedzieć, gdzie kurs może uderzyć w budżet, płynność i przyszłe zobowiązania.
Główne wnioski
- Droższe euro może klubowi pomóc. Jeśli otrzymuje pieniądze z UEFA, sprzedaży zawodnika albo kontraktu komercyjnego w EUR, po przeliczeniu na złote wartość takiego wpływu rośnie.
- Ten sam ruch kursu może działać w drugą stronę. Klub, który ma do zapłaty ratę transferową, wynagrodzenie lub inne zobowiązanie w euro, potrzebuje więcej złotych, jeśli krajowa waluta się osłabia.
- Ryzyko można ograniczać przez naturalny hedge, pozostawianie środków na rachunkach walutowych, dopasowanie terminów płatności, kontrakty forward i opcje. Manchester United stosuje tę logikę na dużą skalę – kompensuje wpływy i zobowiązania w euro, a pozostałą ekspozycję zabezpiecza m.in. kontraktami forward.