Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo

Syreny wyją. Ludzie idą na zakupy. Dlaczego przestajemy reagować na alarmy?

Syreny wyją, przychodzą Alerty RCB, ale wiele osób nadal nie wie, jak reagować. Psychologowie ostrzegają, że częste alarmy bez jasnych instrukcji mogą prowadzić do zobojętnienia i osłabiać reakcję na realne zagrożenie.

syrena alarmowa
We wrześniu kilkukrotnie użyto syren alarmowych. Fot. PAP/Radek Pietruszka

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak mieszkańcy wschodniej Polski reagują na alerty i syreny alarmowe.
  2. Dlaczego częste ostrzeżenia mogą prowadzić do zobojętnienia.
  3. Od czego zależy skuteczność systemu ostrzegania.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Modulowany dźwięk syren. Alert RCB: „UWAGA! UWAGA! UWAGA! Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów”.

Taka procedura była już kilkukrotnie uruchamiana w województwach podkarpackim i lubelskim w związku z rosyjskimi atakami na zachodnią Ukrainę. Ostatnio po tym, jak dron wystrzelony przez wojsko Federacji Rosyjskiej spadł w okolicach Dorohuska, tuż przed granicą z Polską.

Pod koniec lipca w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie spadła natomiast rosyjska rakieta manewrująca.

Syreny wyją, życie toczy się dalej

W mediach społecznościowych po kolejnych alarmach pojawiają się nagrania i komentarze sprowadzające się do jednego: „Nikt nie reaguje”.

Okolica często funkcjonuje niemal tak, jakby nic się nie działo. Gdy wyją syreny, jedni wychodzą z budynków i idą do pracy czy na zakupy, inni spokojnie spacerują z psami. Autobusy nie przerywają kursów, sklepy działają.

Skąd takie reakcje? Z rozmów z mieszkańcami Lublina wynika, że nakłada się na siebie kilka czynników: niewiedza, nieznajomość miejsc schronienia, bagatelizowanie sytuacji, brak poczucia realnego zagrożenia, a czasem zwykła rezygnacja. Nie pomaga również brak jednoznacznych zachowań ze strony instytucji, które powinny wyznaczać standard działania.

Mecz trwał mimo alarmu

We wrześniu 2025 r. głośno zrobiło się o meczu III ligi między Świdniczanką a rezerwami Cracovii w Świdniku. Spotkania nie przerwano, gdy zawyły syreny. Piłkarze grali dalej przy dźwięku alarmu.

Rok później, we wrześniu 2026 r., w jednej z lubelskich firm – jak wynika z relacji jej pracownika – części zatrudnionych na produkcji nie poinformowano o uruchomieniu syren w mieście.

W tym samym czasie pracownicy Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego opuścili budynek i przeszli do miejskiego parku. Czekali tam do odwołania alertu, mimo że w siedzibie urzędu znajduje się schron.

Duże dyskusje wywołują także reakcje szkół. W Lublinie poważnym sprawdzianem był 17 września. Z relacji i doniesień medialnych wynika, że część placówek sprowadziła dzieci do miejsc uznanych za możliwie najbezpieczniejsze. W innych szkołach uczniowie pozostali w klasach lub salach gimnastycznych z dużymi oknami.

Różne były również reakcje rodziców – od spokojnego przyjęcia procedur i rozmów z dziećmi po pretensje, że ewakuacja wywołuje stres i niepotrzebny strach.

TVP przerwała transmisję, radni obrady

28 września 2026 r. procedurę ewakuacyjną zastosowała TVP3 Lublin. Stacja przerwała program na żywo.

„Szanowni państwo, musimy na chwilkę przerwać program, ponieważ dostaliśmy alert, a w Lublinie wyją syreny. My musimy ewakuować się do naszego podziemnego schronu. Proszę zachować spokój. Wszystko będzie w porządku, niedługo do państwa wrócimy, a teraz musimy oddać antenę na sprawy ważniejsze” – poinformował prezenter.

Jak podały Wirtualnemedia.pl, kwestia informowania widzów w sytuacjach zagrożenia była wcześniej omawiana podczas posiedzenia rady programowej TVP.

Tego samego dnia ewakuację zarządzono w siedzibie zamojskiego samorządu. Gdy po godz. 17 zawyły syreny, trwała sesja Rady Miejskiej. Obrady przerwano, a radni udali się do bezpieczniejszego miejsca. Według Interii kilkadziesiąt osób przeszło do pomieszczeń bez okien i z grubymi ścianami.

Nie wszędzie reakcja była równie zdecydowana. Mieszkańcy Zamościa opowiadali mediom o dezorientacji. Kierowca miejskiego autobusu nie przerwał kursu, a właścicielka salonu kosmetycznego zwracała uwagę, że wszystkie pomieszczenia w jej lokalu mają okna.

Potem rozlega się ciągły dźwięk syren i komunikat o końcu zagrożenia: „UWAGA! Odwołano zagrożenie atakiem z powietrza. Brak zagrożenia na terenie Polski”.

Wojna za wschodnią granicą jednak trwa, także w zachodniej części Ukrainy. Ryzyko kolejnych podobnych sytuacji pozostaje więc szczególnie istotne dla mieszkańców wschodniej Polski.

W odpowiedzi na pytania o skalę uruchamiania alarmów Rządowe Centrum Bezpieczeństwa informuje, że nie dysponuje gotowym zestawieniem takich danych. RCB podkreśla przy tym, że samo nie uruchamia syren alarmowych ani nie prowadzi ewidencji ich użycia. Nie ocenia również prawidłowości działań podejmowanych przez instytucje publiczne po ogłoszeniu alarmu.

Schronów wciąż jest niewiele

W serwisie gdziesieukryc.pl zarejestrowano 86 516 punktów schronienia. Profesjonalnych schronów jest jednak w Polsce około 2 tys. Łącznie mogą pomieścić około 300 tys. osób. Na budowę nowych obiektów rząd przeznaczył 5 mld zł.

Rządowy poradnik bezpieczeństwa opisuje również, jak należy reagować na komunikaty o zagrożeniu i ewakuacji. Jeśli nie można dotrzeć do miejsca schronienia, zaleca się pozostanie w domu, najlepiej w centralnym pomieszczeniu, przy ścianach nośnych i z dala od okien.

Osobom znajdującym się poza domem poradnik zaleca znalezienie miejsca zapewniającego choćby podstawową osłonę. Najniższe kondygnacje budynków czy zagłębienia terenu są bezpieczniejsze niż otwarta przestrzeń.

Bodziec i reakcja

Eksperci przyznają, że polskie społeczeństwo nadal ma problem z reagowaniem na ostrzeżenia.

Prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny i dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, zwraca uwagę, że sygnały alarmowe dobrze znają przede wszystkim strażacy OSP oraz uczniowie, którzy mają w szkołach edukację dla bezpieczeństwa.

Większość ludzi po usłyszeniu syreny rozumie, że może chodzić o zagrożenie. Problem zaczyna się chwilę później: nie wiedzą, co konkretnie powinni zrobić.

– A szkoda. Syreny można by połączyć z bardziej nowoczesnymi środkami komunikacji. Można wysłać komunikat na telefon w zasięgu konkretnego BTS. Ludzie mieliby większe poczucie kontroli, wiedząc, co dzieje się wokół nich i jak się zachować. Słyszymy sygnały, ale nie wiemy, co robić dalej – ocenia prof. Tomasz Grzyb.

„Alerty RCB stały się contentem memicznym”

Od kilku tygodni rząd informuje o pracach nad modyfikacją Alertów RCB. Zdaniem prof. Grzyba system rzeczywiście wymaga zmian. W społecznym odbiorze komunikaty są coraz częściej traktowane z dystansem.

Do kuriozalnej sytuacji doszło w ostatnich dniach. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało w poniedziałek ostrzeżenie o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę… mieszkańcom województwa lubuskiego zamiast lubelskiego.

– Alerty RCB stały się contentem memicznym. Ostrzegają przed zjawiskiem, które często nie nadchodzi. W jednym z pierwszych nurtów psychologii behawioralnej istniało pojęcie bodźca i reakcji. Jeżeli pojawia się bodziec, ale nie ma reakcji, to związek między nimi słabnie i przestajemy reagować na alarmy. A szkoda, bo jest to bardzo sensowny sposób docierania do ludzi znajdujących się na danym terenie – komentuje wykładowca Uniwersytetu SWPS.

Ekspert przywołuje konferencję naukową w Niemczech. Obecni na niej cudzoziemcy usłyszeli nagle nieznany sygnał w telefonach. Jednocześnie otrzymali po angielsku informację o trwającym teście systemu bezpieczeństwa wraz ze wskazówkami, jak powinni się zachować.

– Potrzebujemy systemu, któremu możemy zaufać. Jak taki system miałby wyglądać? To już należy do osób za to odpowiedzialnych. Wiemy doskonale, że mamy wiele do nadrobienia. Prawie nikt w Polsce nie wie, gdzie się udać w sytuacji zagrożenia – ocenia prof. Grzyb.

Fałszywy alarm uczy, żeby nie reagować

Psycholog społeczny dr hab. Leszek Mellibruda, prof. Akademii Handlowej Nauk Stosowanych w Radomiu, zwraca uwagę na jeszcze jeden mechanizm. Jeśli ludzie wielokrotnie otrzymują ostrzeżenia, po których nic się nie dzieje, mogą zacząć traktować kolejne alarmy jako fałszywe.

Skutkiem jest opóźnienie reakcji wtedy, gdy zagrożenie rzeczywiście się pojawi.

Dochodzi do tego przeciążenie sensoryczne, m.in. hałasem. Człowiek pod wpływem stresu ma większy problem z szybkim podejmowaniem decyzji.

Co częste alarmy robią ze zdrowiem?

Prof. Mellibruda przywołuje także badania dotyczące Izraela i Ukrainy, opisane w amerykańskim czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Analizowano w nich wpływ częstych alarmów na mieszkańców państw znajdujących się w stanie wojny.

– To choćby zaburzenie snu. Częste alarmy sprawiają, że ludzie albo nie mogą zasnąć ze względu na objawy lękowe, albo nie mogą wejść w głęboką fazę snu. Towarzyszą temu chroniczne zmęczenie i fizjologiczne reakcje, jak wyrzut kortyzolu i adrenaliny. Wpływa to na układ krążenia. Szczególnie narażone są osoby z nadciśnieniem. Długotrwałe, czyli trwające kilka tygodni, nastawienie na alarmy może wywoływać stany lękowe oraz zespół stresu pourazowego (PTSD) – mówi prof. Leszek Mellibruda.

Jak dodaje ekspert, podczas konfliktu z Iranem zaobserwowano w Izraelu również skutki nocnych alarmów.

– Przeciętnie skracały sen o pół godziny. Zaobserwowano kaskadę emocjonalną. Przy przerwaniu snu przez alarm dochodziło do wzrostu objawów lękowo-depresyjnych, pogorszenia nastroju. Rzutowało to na zaburzenie snu, co pogłębiało te stany lękowo-depresyjne – mówi psycholog społeczny.

Inne przywołane przez niego badanie, przeprowadzone przez japoński Uniwersytet Kiusiu, dotyczyło fałszywych alarmów.

– U odbiorców sygnałów ostrzegawczych narastało poczucie, że alarmy są fałszywe. Ludzie zostawali w domach, mając poczucie, że skoro przy poprzednim alarmie nic się nie stało, to teraz tym bardziej – wskazuje ekspert.

Alarm powinien dawać poczucie kontroli

Prof. Mellibruda zwraca uwagę, że Alerty RCB zostały już częściowo zróżnicowane. Pojawiły się także SMS-y informujące o zakończeniu zagrożenia, co może ograniczać zmęczenie alarmami.

Kluczowe jest jednak to, by komunikat nie był ogólnikowy. Zdaniem psychologa informacje powinny pomagać odbiorcy przejść od lęku do konkretnego działania.

– Nadmiar i intensywność podawania sygnałów ostrzegawczych należy wyważyć bardzo delikatnie. Przy przeciążeniu ostrzeżeniami i słabym przygotowaniu do reakcji w stresie grozi tzw. znieczulica i opaczne zrozumienie komunikatu, a z drugiej strony paniczne zachowania dezorganizujące – mówi prof. Leszek Mellibruda.

Na ryzyko chaosu i dezinformacji zwraca również uwagę prof. Tomasz Grzyb. Skuteczny system powinien nie tylko ostrzegać, lecz także mówić ludziom, co konkretnie mają zrobić.

– Kiedy nie ma informacji, pojawiają się działania dezinformacyjne i komunikaty pochodzące ze źródeł niewiarygodnych i przeciwnych interesom Polski. W interesie przeciwników Polski jest zasiewanie chaosu i zwątpienia. Potrzebne jest poczucie kontroli oraz świadomość, że ktoś nad bezpieczeństwem czuwa – podkreśla prof. Tomasz Grzyb.

Główne wnioski

  1. Reakcje na syreny alarmowe są bardzo zróżnicowane. TVP3 Lublin czy Rada Miejska w Zamościu przerywały pracę i rozpoczynały ewakuację, ale są też przypadki ignorowania alarmów. Wielu ludzi nie wie, dokąd się udać i co dokładnie zrobić po usłyszeniu syren.
  2. Częste ostrzeżenia mogą osłabiać reakcję na kolejne alarmy. Szczególnie wtedy, gdy zagrożenie ostatecznie się nie materializuje lub odbiorca nie dostaje jasnych instrukcji. Badania przywoływane przez ekspertów wskazują również na psychiczne i fizyczne skutki długotrwałego funkcjonowania w warunkach częstych alarmów.
  3. Skuteczny system ostrzegania nie może kończyć się na wysłaniu komunikatu. Potrzebne są konkretne instrukcje, wiedza o miejscach schronienia i poczucie, że odbiorca wie, co powinien zrobić. Brak takich informacji zwiększa dezorientację i ułatwia szerzenie dezinformacji.