Bilans Todda Boehly'ego w Chelsea. Amerykanin, który wszedł w sam środek chaosu
Miał zbudować nową potęgę Chelsea, a zostawił po sobie klub po jednej z najbardziej chaotycznych rewolucji w historii Premier League. Cztery lata po wejściu Todda Boehly’ego jego misja dobiega końca, a pełną kontrolę nad „The Blues” przejmuje Clearlake Capital.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Todd Boehly stał się twarzą przejęcia Chelsea, mimo że od początku był mniejszościowym udziałowcem klubu.
- Jak model oparty na ogromnych wydatkach transferowych, młodych zawodnikach i wieloletnich kontraktach wpłynął na sportową i finansową sytuację Chelsea.
- Z jakim bilansem Boehly opuszcza Stamford Bridge i ile mógł zarobić na sprzedaży swoich udziałów.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Amerykański kapitał wszedł do Chelsea cztery lata temu, gdy klub znajdował się na ostrym zakręcie. Po nałożeniu sankcji na dotychczasowego właściciela „The Blues” rosyjskiego oligarchę Romana Abramowicza sytuacja zespołu była skomplikowana. Sankcje były reakcją brytyjskich władz na pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę. Chelsea została wystawiona na sprzedaż, a transakcję trzeba było realizować pod presją czasu. Człowiekiem, który miał przeprowadzić klub z zachodniego Londynu przez ten kryzys został Todd Boehly.
W maju 2022 r. transakcję zaakceptowały Premier League i brytyjski rząd. Konsorcjum kierowane przez Todda Boehly’ego i Clearlake Capital przejęło Chelsea w ramach umowy o wartości 4,25 mld funtów. Z tej kwoty 2,5 mld funtów przypadło na zakup udziałów w klubie, a kolejne 1,75 mld funtów miało zostać przeznaczone na inwestycje w rozwój infrastruktury, akademii oraz drużyny kobiet.
Później pojawiło się potwierdzenie, że Clearlake Capital przejmie udziały należące do Todda Boehly’ego oraz Marka Waltera i uzyska pełną kontrolę nad londyńskim klubem. Ten scenariusz ostatecznie został zrealizowany.
– W 2022 r. Amerykanie weszli do klubu, który wymagał niemal natychmiastowej przebudowy. Zachodni Londyn opuścili Marina Granowskaja i Petr Čech, ważne postacie w klubowych strukturach, a z drużyną rozstali się liderzy obrony: Antonio Rüdiger i Andreas Christensen. Jednocześnie nowi właściciele siłą rzeczy nie mieli jeszcze na pokładzie kompetentnych ludzi z doświadczeniem. Chaos, który jest wypominany Toddowi Boehly’emu, był nieunikniony. Ten zamęt rozpoczął się de facto już w 2018 r. Wtedy Roman Abramowicz zaczął mieć problemy z wizą do Wielkiej Brytanii, ponieważ brytyjski rząd zaostrzył politykę wobec Kremla i nie chciał wpuszczać Rosjan na terytorium Zjednoczonego Królestwa – mówi XYZ JJ Święcicki z podcastu Up The Blues.
Biznesowa aktywność w amerykańskim sporcie
Todd Boehly podjął ogromne wyzwanie, choć na Stamford Bridge nigdy nie miał pełnej władzy.
– Od początku był mniejszościowym udziałowcem. Jego majątek jest nieporównywalny z pieniędzmi, którymi operuje Clearlake Capital. Boehly stanowił jednak ważny element wizerunkowy. Clearlake Capital nie przejęłoby klubu, gdyby nie on. Specjalna komisja zaakceptowała tę transakcję, ponieważ Boehly zdobył zaufanie tego gremium – podkreśla JJ Święcicki.
Doświadczenie Boehly’ego rzeczywiście było jednym z istotnych elementów całej układanki. Amerykanin był już związany z Los Angeles Dodgers i Los Angeles Lakers, a więc funkcjonował w świecie wielkiego sportu w USA. W Chelsea szybko okazało się jednak, że prowadzenie klubu piłkarskiego w Anglii wymaga zupełnie innego rodzaju wiedzy.
Kreml wpędził Chelsea w tarapaty?
JJ Święcicki przypomina, że po rosyjskiej napaści na Ukrainę przed czterema laty sytuacja Chelsea była wyjątkowa. Kibice w pewnym momencie nie mogli kupować biletów na mecze, klubowy sklep został zamknięty, a Londyńczycy nie mogli sobie pozwolić na żadne wydatki na rynku transferowym.
– Ocena rządów Boehly’ego siłą rzeczy musi być wielowymiarowa, mając na uwadze, w ile kwestii zaangażowany jest właściciel klubu piłkarskiego. Podkreślmy: zaangażowany, a nie uczestniczący, gdyż aktywna rola Amerykanina w klubie stopniowo, z roku na rok, malała. Nie ulega wątpliwości, że vox populi nie ma najlepszego zdania o działaniach miliardera, bo dla kibiców najważniejsze są wyniki sportowe. Todd Boehly jawi się w ich oczach jako uosobienie obniżenia lotów przez Chelsea i nie ma co się temu dziwić – mówi Hubert Anuszkiewicz, redaktor naczelny Chelsea Poland.
W kolejnych oknach transferowych Chelsea zaczęła jednak budować zupełnie nowy model. Klub sprowadzał młodych graczy i podpisywał z nimi bardzo długie kontrakty – często na siedem, osiem, a nawet dziewięć lat. Pozwalało to rozkładać amortyzację opłat transferowych na dłuższy okres. Jednocześnie oznaczało to, że w przypadku nietrafionego transferu klub mógł zostać z zawodnikiem i jego kontraktem na wiele sezonów.
Niezrozumiała strategia
Polityka podpisywania tak długich umów z zawodnikami, znacznie częściej spotykana w amerykańskim sporcie, była w Anglii przyjmowana z dużą rezerwą. Do skrajności doprowadzono też wielkość kadry. W sezonie 2024/25 Chelsea przystępowała do rozgrywek z ponad 40 piłkarzami w szerokim składzie. Dla ówczesnego trenera Enzo Mareski oznaczało to nie tylko problem sportowy, ale również konieczność zarządzania bardzo dużą grupą zawodników.
– Zakontraktowano Raheema Sterlinga, co skończyło się fiaskiem. Kalidou Koulibaly także zawiódł, ale na szczęście odszedł z zyskiem. Wesley Fofana nadal gra w Chelsea. Sęk w tym, że nie spełnia oczekiwań kibiców. Pomysł polegający na podpisywaniu kontraktów na wiele lat, tak jak w USA, był chybiony. Inna rzecz, że Behdad Eghbali od dobrych trzech lat jest najważniejszą postacią w klubie, a media wciąż dywagowały o Toddzie Boehlym, mimo że miał on już znikomy wpływ na klubową politykę – zwraca uwagę JJ Święcicki.
Na wspomnianych piłkarzy i Marca Cucurellę – jedynego z tego grona, który nie zawiódł i latem tego roku został sprzedany do Realu Madryt – Chelsea wydała 250 mln funtów w pierwszym letnim oknie transferowym po przejęciu klubu przez nowych właścicieli. Todd Boehly pełnił wówczas tymczasowo funkcję dyrektora sportowego.
Już we wrześniu 2022 r. Thomas Tuchel, ówczesny szkoleniowiec „The Blues”, stracił jednak pracę. Czy świadczyło to o braku cierpliwości?
– Po drodze można było dorzucić Boehly’emu kilka innych grzeszków: ikoniczne zejście do szatni po porażce z Brighton, kiedy określił postawę piłkarzy mianem „żenującej”, żalenie się w mediach, jakim strasznym człowiekiem był Thomas Tuchel, czy inwestowanie w platformę specjalizującą się w odsprzedaży biletów na mecze jego własnej drużyny. To przykłady, co do których możemy być pewni, że był bezpośrednio zaangażowany. Muszę to podkreślić, ponieważ ze względu na rozbudowaną strukturę właścicielską nie sposób wszystkich negatywnych kwestii przypisać wyłącznie jemu – mówi Hubert Anuszkiewicz.
Jego zdaniem to samo dotyczy pozytywnych aspektów przypisywanych mu niejednokrotnie przez media przy okazji transferów. Nie ma źródeł, które w 100 proc. wskazywałyby, który z przedstawicieli właścicieli optował za daną transakcją lub za nią odpowiadał. Nawet przejście Enzo Fernándeza, owiane legendami, jakoby Boehly miał zaryglować się w biurze dyrektorów Benfiki do momentu, aż zgodzą się na sprzedaż, to tylko spekulacje.
W brytyjskich mediach sprowadzenie Argentyńczyka na Stamford Bridge jest jednak często przedstawiane jako transferowy sukces Boehly’ego. Choć Chelsea do dziś nie osiągnęła oczekiwanej stabilizacji, w ostatnich latach klub dokonał kilku udanych wzmocnień w różnych formacjach. Wymienieni poniżej gracze stali się ważnymi ogniwami zespołu.
Warto wiedzieć
Udane transfery
Morgan Rogers – 120 mln funtów
Moisés Caicedo – 117 mln funtów
Enzo Fernández – 105,3 mln funtów
Marc Cucurella – 56,8 mln funtów
João Pedro – 55,4 mln funtów
Łącznie: 454,5 mln funtów.
Emocjonalny stosunek do klubu czy chłodna kalkulacja?
Czy Chelsea była dla Boehly’ego czymś więcej niż kolejnym aktywem w biznesowym portfolio?
– Niewątpliwie był zaangażowany emocjonalnie w sytuację Chelsea. Regularnie przychodził na mecze. Nie jestem wobec niego bardzo surowy, gdyż funkcjonował w ekstremalnie trudnych warunkach. Choć popełnił dużo błędów, w dużej mierze wynikało to z niesprzyjających okoliczności – ocenia JJ Święcicki.
A może jednak kierował się przede wszystkim pragmatyzmem, tyle że jego kalkulacje nie przyniosły spodziewanego sukcesu?
– Trudno nie odnieść wrażenia, że Todd Boehly patrzył na Chelsea bardziej jako na potencjalną możliwość powiększenia osobistego majątku niż na długotrwały projekt. Tę koncepcję może uwiarygodnić postać Marka Waltera, który wyspecjalizował się w zarabianiu na odsprzedaży swoich udziałów w różnych spółkach z dużym zyskiem. Mimo wszystko w działaniach obu panów było widać jedno – że są wprawionymi biznesmenami – zwraca uwagę redaktor naczelny Chelsea Poland.
– Nie można Boehly’emu odebrać tego, że finansowo zawsze dbał o dobrą kondycję klubu. W Chelsea po Romanie Abramowiczu zaczęto przykładać dużą wagę do przestrzegania zasad PSR (Profitability and Sustainability Rules, czyli Zasady Zyskowności i Zrównoważonego Rozwoju – red). Nie ograniczało się to jedynie do dobrze zorganizowanego systemu kupna i sprzedaży graczy. W 2024 r., aby zmniejszyć straty w księgach rachunkowych, właściciele Chelsea sprzedali należące do klubu hotele, co znacząco poprawiło sytuację finansową „The Blues” – dodaje Hubert Anuszkiewicz.
Kobiecy futbol ma znaczenie
Jednocześnie Amerykanie rozwijali inne obszary działalności Chelsea, w tym kobiecy futbol.
– Nie zaniedbano także sekcji kobiecej. Widząc ogromny potencjał drzemiący w tym projekcie, postanowiono oddzielić go od ogólnej spółki Chelsea FC Holdings Limited, tworząc projekt przypisany do spółki BlueCo. Ten sprytny zabieg pozwolił zapewnić jej dedykowane zasoby, kierownictwo oraz własne struktury zarządzania działalnością komercyjną. To wydaje się jak najbardziej uzasadnioną decyzją, mając na względzie pozycję Chelsea F.C. Women na międzynarodowej arenie kobiecego futbolu – ocenia Hubert Anuszkiewicz.
Na koniec należy zadać pytanie: czy Boehly na pewno odchodzi na swoich warunkach?
– Z jednej strony zarobił na sprzedaży 12,8 proc. udziałów, z drugiej – czy był to zysk, na jaki liczył? Według doniesień BBC Clearlake Capital zapłaciło za 25 proc. udziałów Boehly’ego i Waltera 950 mln funtów. Dzieląc tę kwotę na pół i mając na uwadze, że jego wkład finansowy w klub miał wynieść około 368,8 mln funtów, wychodzi, że zarobił około 56,2 mln funtów. Czy taki zysk, biorąc pod uwagę, jak ogromną marką jest Chelsea, można uznać za wystarczający? Pozostawiam do osądu każdego – podsumowuje redaktor naczelny Chelsea Poland.
Główne wnioski
- Boehly przejmował Chelsea w wyjątkowych okolicznościach, po sankcjach nałożonych na Romana Abramowicza, gdy klub wymagał szybkiej przebudowy struktur sportowych i właścicielskich. Chaos pierwszych miesięcy wynikał więc zarówno z decyzji nowych właścicieli, jak i z zastanej sytuacji.
- Chelsea pod rządami amerykańskich właścicieli wydała około 1,68 mld funtów na transfery, jednocześnie rozwijając model oparty na młodych zawodnikach i bardzo długich kontraktach. Strategia przyniosła zarówno kosztowne pomyłki, jak i kilka transferowych sukcesów.
- Oceny Boehly’ego nie można sprowadzić wyłącznie do wyników sportowych. Jego bezpośredni wpływ na Chelsea z czasem malał, podczas gdy rosła rola Clearlake Capital i Behdada Eghbaliego. Jednocześnie klub przywiązywał dużą wagę do finansów i PSR oraz rozwijał m.in. sekcję kobiecą.