Bułgarzy i Rumuni walczą z „jednorękimi bandytami”. Mogą się uczyć na błędach Słowaków
Mnóstwo salonów gier zamkniętych na zawsze, tysiące ludzi bez pracy, a budżet bez setek milionów euro. Takie skutki zaostrzenia przepisów wieszczy bułgarska branża hazardowa. Tymczasem zmiana prawa w tej dziedzinie może przynieść zaskakujące rezultaty. Przykład? Słowacja.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaka część salonów gier w Bułgarii – zdaniem tamtejszej organizacji branżowej – może zostać zlikwidowana w wyniku wejścia w życie nowych regulacji.
- Dlaczego po zaostrzeniu prawa na Słowacji, zamiast ubywać, przybywało salonów z automatami do gry.
- Co wyróżnia Polskę na tle innych krajów regionu pod względem regulacji dotyczących salonów gier hazardowych.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Branża hazardowa w Bułgarii bije na alarm. Według niej nowe wymogi prawne, które zaczną obowiązywać wiosną przyszłego roku, mogą doprowadzić do zamknięcia większości salonów gier w kraju.
Bułgarskie przepisy nakazują, by tego typu placówki z automatami do gry oraz kasyna znajdowały się w odległości co najmniej 300 m od szkół, domów opieki dla dzieci itp. Przegłosowana w 2024 r. nowelizacja prawa rozszerzyła katalog takich obiektów m.in. o place zabaw dla dzieci. Dała jednocześnie istniejącym już salonom gier trzy lata na dostosowanie się do nowych zasad. Przepisy zakazują również działalności salonów z automatami i kasyn w miejscowościach liczących mniej niż 10 tys. mieszkańców z wyjątkiem m.in. kurortów. Także w tym przypadku istniejącym podmiotom dano trzyletni okres dostosowawczy.
Bułgarskie salony gier będą zwalniać...
Na pół roku przed tym terminem Stowarzyszenie Organizatorów Gier i Działalności Hazardowej w Bułgarii (SOHIDB) podniosło larum.
„15 maja przyszłego roku większość z nas będzie musiała po prostu zakończyć działalność” – mówi na łamach dziennika „Trud” Milen Totiew, przewodniczący organizacji.
SOHIDB szacuje, że wymóg minimalnej odległości od placów zabaw spowoduje konieczność likwidacji około 800 salonów gry. Obecnie jest ich w kraju około 1 tys. W efekcie – jak przekonuje – pracę może stracić nawet 20 tys. osób.
„Co stanie się z ludźmi, którzy zostaną bez pracy i ich rodzinami? Przecież to również trzeba wziąć pod uwagę, gdy podejmuje się taką decyzję” – pyta cytowany przez serwis financialtribune.bg Dobromir Iwanow, inny przedstawiciel SOHIDB.
...a budżet straci setki milinów euro
Stowarzyszenie oszacowało też negatywne skutki dla budżetu państwa. Jego dochody z tytułu samych tylko bezpośrednich wpływów podatkowych miałyby spaść o około 400 mln euro rocznie (obecnie 1,75 mld zł).
Przedstawiciele SOHIDB podkreślają, że nie kwestionują potrzeby ochrony dzieci i młodzieży, ograniczenia agresywnej reklamy czy zapobiegania uzależnieniom. Uważają jednak, że wraz z zamknięciem legalnie działających placówek hazard może się przenieść do szarej strefy. A tam państwo będzie miało znacznie mniejsze możliwości kontroli. SOHIDB uważa, że wejście w życie odroczonych na razie przepisów jest więc wylewaniem dziecka z kąpielą.
Rumuńscy samorządowcy są twardzi
W sąsiedniej Rumunii nowe przepisy dotyczące prowadzenia działalności związanej z hazardem poszły w innym kierunku niż w Bułgarii. W lutym tego roku prawo po raz pierwszy dało samorządom terytorialnym możliwość całkowitego zakazania funkcjonowania salonów gier i kasyn na podległym im obszarze. Już następnego dnia po wejściu przepisów w życie burmistrz Slatiny, Mario De Mezzo, zapowiedział, że doprowadzi do usunięcia wszystkich „jaskiń hazardu” z miasta.
W marcu rada miejska Slatiny przyjęła zakaz działalności hazardowej z wyjątkiem gier loto organizowanych przez rumuńską loterię państwową. Jak wyjaśnił wcześniej portalowi hotnews.ro Mario De Mezzo, proces usuwania salonów potrwa zapewne rok. Tyle bowiem wynosi okres ważności zezwoleń wydanych przez Krajowy Urząd ds. Gier Hazardowych (ONJN).
Mario De Mezzo nie jest jedyny. Serwis ziare.com informuje, że w ślady włodarza Slatiny poszedł również burmistrz Jassów, Mihai Chirica. W podobnym kierunku zmierzają też m.in. władze Lugoj na zachodzie kraju oraz Braiły przy granicy z Mołdawią i Ukrainą.
Słowackie prognozy się nie sprawdziły
Stopniowe zaostrzanie przepisów regulujących branżę hazardową również gdzie indziej wywoływało opór. W 2011 r. słowackie Stowarzyszenie Gier i Rozrywki (AZAH) – podobnie jak dziś bułgarski SOHIDB – ostrzegało przed utratą tysięcy miejsc pracy i spadkiem dochodów państwa. Jak pisał portal teraz.sk według organizacji likwidacja każdego punktu z automatami do gry miała oznaczać utratę pracy przez co najmniej cztery osoby. Szacowany przez AZAH uszczerbek dla budżetu miał zaś sięgnąć 75 mln euro rocznie.
Ostatecznie, choć sektor hazardowy się skurczył, do załamania rynku na skalę, o której mówili przedstawiciele AZAH, nie doszło.
Pięć dni, które wszystko zepsuły
W 2019 r. Słowacja – podobnie jak niedawno Rumunia – zwiększyła kompetencje samorządów w zakresie ograniczania działalności hazardowej. Wbrew oczekiwaniom części zwolenników zaostrzenia przepisów liczba zarejestrowanych placówek hazardowych w kolejnych latach jednak… rosła i to w niemałym tempie. Jak podaje NKÚ, czyli słowacki odpowiednik NIK-u, na koniec 2019 r. w kraju było prawie 1,57 tys. salonów gier hazardowych. Cztery lata później – dwa i pół raza więcej – ponad 3,92 tys. W 2024 r. – nastąpił spadek.
Ówczesna nowelizacja prawa nakazywała „wyprowadzenie” automatów do gry z gospód, pubów i innych tego typu miejsc. Od wiosny 2019 r. mogły funkcjonować już tylko w salonach gry. W efekcie zaczęła się zmieniać struktura rynku. Wcześniej bowiem na ponad 4,2 tys. punktów, w których stały automaty, salony stanowiły mniej niż 40 proc. (dane za 2016 r.).
Nowe regulacje dały gminom możliwość ograniczania lub zakazywania prowadzenia niektórych form działalności związanej z hazardem. W przepisach znalazł się jednak jeden zapis, który – jak się potem okazało – uczynił to prawo bezzębnym. Gmina miała bowiem tylko pięć dni na to, by o swej decyzji powiadomić Urząd ds. Regulacji Gier Hazardowych (ÚRHH). Niedotrzymanie tego terminu oznaczało, że ewentualny zakaz nie był uwzględniany przy wydawaniu licencji. I właśnie tak się powszechnie działo.
W Czechach herny nie ma już na każdym rogu
Inaczej postąpili Czesi. Również oni nakazali wynieść „jednorękich bandytów” ze wszystkich miejsc niebędących salonami gier. Jednak tam samorządy miały realny wpływ na to, czy i gdzie hazard mógł być prowadzony na ich terenie. Stworzyli ponadto system wygaszania starych licencji, podczas gdy Słowacy prowadzili dla nich okres przejściowy. W efekcie z roku na rok liczba salonów gier (cz. herna) w Czechach się zmniejszała.
W kwietniu tego roku – jak wynika z raportu Krajowego Centrum Monitorowania Narkotyków i Uzależnień – w czeskich miastach było łącznie 512 salonów gier oraz kasyn. To osiem razy mniej niż dekadę temu (zaostrzone przepisy weszły w życie 1 stycznia 2017 r.). I prawie 16 razy mniej niż w szczycie w 2011 r.
W Polsce od 2018 r. salony gier na automatach poza kasynami może legalnie prowadzić tylko Totalizator Sportowy. Obecnie ma ich ponad 2 tys.
Główne wnioski
- Zaostrzenie przepisów dotyczących hazardu nie wszędzie przynosi oczekiwane efekty. W Czechach nowe regulacje mocno ograniczyły liczbę salonów gier i kasyn, podczas gdy na Słowacji po zmianach przez kilka lat rosła liczba placówek hazardowych. W Rumunii samorządy dopiero zaczynają korzystać z nowych możliwości ograniczania lub zakazywania działalności hazardowej.
- Branża hazardowa często ostrzega, że nowe regulacje uderzą w rynek pracy i budżet. W Bułgarii stowarzyszenie operatorów gier hazardowych ostrzega, że po wejściu w życie przyjętych już przepisów pracę może stracić 20 tys. osób. Straty dla budżetu państwa miałyby – według szacunków branży – wynieść nawet 400 mln euro rocznie. Podobnie przed laty bili na alarm przedstawiciele branży na Słowacji. Późniejsze dane nie potwierdziły skali zapowiadanych przez nich skutków.
- Polska wybrała model państwowego monopolu na automaty do gry poza kasynami. Od 2018 r. legalne salony z automatami prowadzi Totalizator Sportowy, a ich liczba przekroczyła 2 tys. Czechy i Słowacja postawiły natomiast na ograniczanie rynku prywatnego przez regulacje oraz większe kompetencje samorządów.