Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Apartheid się skończył. W RPA jego ślady wciąż jednak dzielą czarnych i białych

RPA jest dziś demokracją, ale przestrzeń, ziemia i bogactwo wciąż noszą ślady starego systemu. Bezrobocie przekracza 33 proc., czarna większość pozostaje znacznie biedniejsza od białej, a miliony ludzi mieszkają z dala od centrów gospodarczych. Na Robben Island, gdzie więziono Nelsona Mandelę, historia jest żywa i bolesna.

Kapsztad. RPA.
Kapsztad, stolica RPA. Fot. Katarzyna Stańko

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym jest Robben Island. 
  2. Czy w RPA nadal istnieje dyskryminacja rasowa. 
  3. Jakie ślady pozostawił po sobie system segregacji rasowej. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

– Kiedy słyszę język afrikaans, odwracam głowę i odchodzę. Nie mogę znieść jego dźwięku – opowiada Nej Nej, czarnoskóra przewodniczka po Kapsztadzie.

Afrikaans to język używany m.in. przez Afrykanerów, białych mieszkańców Afryki Południowej. Pochodzi z XVII-wiecznych dialektów niderlandzkich.

– Oprowadzam wycieczki holenderskie. Jest ich dużo, ale uderzające jest to, że młodzi Holendrzy nic nie wiedzą o apartheidzie, o tym, co ich przodkowie nam zrobili – dodaje Nej Nej.

Nie mieszka w Kapsztadzie. Nie stać jej na wynajęcie mieszkania w mieście, w którym domy kupują znani europejscy i amerykańscy muzycy, artyści, przemysłowcy czy aktorzy. Kiedy Tom Cruise kręcił tu „Mission Impossible”, mieszkał w najbardziej luksusowych hotelach, w których ceny sięgają kilku tysięcy dolarów za dobę. Jest takich dużo w RPA.

Góra Stołowa.Port.LuksusowyHotel.Kapsztad
Port i luksusowy hotel w Kapsztadzie. W tle Góra Stołowa. Fot. Katarzyna Stańko

Nej Nej dojeżdża do miasta, a jej dzieci chodzą do publicznej szkoły. W RPA edukacja jest płatna, nawet ta podstawowa. Jeśli jednak udowodnisz, że masz małe dochody, państwo dopłaci za edukację twoich dzieci.

Bezpłatna jest natomiast służba zdrowia. Leki na receptę również są nieodpłatne. Drogi i infrastruktura w Kapsztadzie pozostają nadal w niezłym stanie. Jednak w biedniejszych dzielnicach Johannesburga często dochodzi do blackoutów, a ludzie muszą stać w kolejce po wodę z beczkowozów, bo wodociągi nie były remontowane od lat.

RPA, droga na prowincji.Wzdłuż oceanu.
RPA, droga na prowincji wzdłuż oceanu. Fot. Katarzyna Stańko

Kapsztad był w rękach Holendrów (XVII-XVIII w.) i Brytyjczyków (XIX-XX w.). Rządy kolonialne zakończyły się tu w 1910 r. Wtedy to Kapsztad został jedną ze stolic nowo utworzonego Związku Południowej Afryki. Trzy miasta-stolice państwa (Kapsztad, Johannesburg i Pretoria) miały pogodzić interesy Burów (czyli Afrykanerów) i Brytyjczyków. Początkowo piśmienna czarnoskóra ludność kraju miała ograniczone prawa wyborcze. Z czasem jednak je wycofano i zaczęto wprowadzać przepisy segregacyjne, które ostatecznie w 1948 r. przekształciły się w system apartheidu. Wprowadzono zakaz przemieszczania się, szczegółowo opisano podział na rasy, a każdej przydzielono inne prawa.

System trwał do 1994 r. Jednym z jego elementów, który ograniczał zatrudnianie i przemieszczanie się czarnoskórej ludności, był tzw. dompas.

Dompas – symbol upokorzenia w epoce apartheidu

– Policja uwięziła moją babcię na sześć miesięcy za brak „głupiego paszportu”, kiedy szła na komisariat zgłosić napad i kradzież dokumentów, pieniędzy i torebki. Policjanci nie słuchali jej tłumaczeń. Każdy musiał mieć dokument, w którym napisane było, jakich praw nie mają czarni i jaka kara może ich spotkać za złamanie zasad apartheidu – mówi Thobani, były więzień polityczny z Robben Island.

Nazwa „dompas” pochodziła z języka afrikaans i była pogardliwym określeniem oznaczającym mniej więcej „głupią” lub „idiotyczną przepustkę”. Nie był to zwykły dokument tożsamości. Decydował, gdzie jego właściciel może przebywać, pracować i mieszkać. Pojawiały się w nim komentarze białych pracodawców na temat charakteru czarnoskórych pracowników.

– W praktyce dompas stał się więc paszportem we własnym kraju – dokumentem, który nie tyle potwierdzał wolność przemieszczania się, ile określał jej granice. System pozwalał władzom kontrolować napływ czarnych pracowników do miast i utrzymywać ich blisko miejsc pracy. Jednocześnie ograniczał ich prawo do osiedlania się wraz z rodzinami – wyjaśnia Thobani.

Upokorzenie miało także wymiar codzienny: człowiek musiał stale udowadniać państwu, że ma prawo znajdować się dokładnie tam, gdzie się znajduje. Kontrole przepustek stały się elementem życia milionów ludzi. W 1956 r. kobiety zaprotestowały przeciwko rozszerzeniu na nie obowiązku posiadania przepustek, organizując słynny marsz na Union Buildings w Pretorii.

Aby więcej usłyszeć o apartheidzie i więźniach politycznych, płyniemy promem na wyspę Robben Island.

RPA, Prom do Robben Island.
RPA, Prom do Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Wyspa, na której grzebano wolność

Robben Island – wyspa Fok (w języku afrikaans „robbe” znaczy „foka”) wygląda niemal idyllicznie. Kilka kilometrów od brzegu, na tle Góry Stołowej, widać niskie zabudowania i pas ziemi otoczony oceanem. Dziś wyspa jest miejscem pamięci wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Przez stulecia była jednak więzieniem, miejscem zesłania, szpitalem i bazą wojskową. W XX w. stała się jednym z najbardziej znanych więzień politycznych apartheidu.

To tutaj Nelson Mandela spędził 18 z 27 lat swojego więzienia. Jego cela – niewielkie pomieszczenie, w którym więzień mógł przejść zaledwie kilka kroków – stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli walki z apartheidem.

RPA, Robben Island, Cela Nelsona Mandeli.
Cela Nelsona Mandeli na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Ale historia Robben Island nie zaczyna się i nie kończy na Mandeli. Wśród więźniów byli działacze Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), Pan Africanist Congress (PAC), organizacji związkowych i innych ruchów sprzeciwiających się systemowi. Więźniowie organizowali strajki głodowe, prowadzili tajne dyskusje polityczne, tworzyli kanały komunikacji i walczyli z administracją więzienną nawet o najbardziej podstawowe prawa.

Pierwszy więzień polityczny

Zdaniem Thobaniego to Sobukwe był „pierwszym prawdziwym więźniem politycznym” na wyspie i jedną z najbardziej niezwykłych postaci. Robert Sobukwe to założyciel i przywódca Pan Africanist Congress. W marcu 1960 r. został aresztowany po kampanii przeciwko dompasom dla czarnych mieszkańców RPA. To on zapoczątkował sprzeciw wobec „głupiego dokumentu”. Otrzymał trzyletni wyrok.

RPA, Wejście do więzienia RobbenIslandjpg.
Wejście do więzienia na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Kiedy termin zbliżał się do końca, władze zrobiły coś, co pokazuje, jak daleko apartheid potrafił posunąć się w tworzeniu prawa dla konkretnego człowieka. W 1963 r. uchwalono poprawkę do General Law Amendment Act, która pozwoliła ministrowi sprawiedliwości przedłużać bezterminowo uwięzienie więźnia politycznego. Przepis nazwano później „Sobukwe Clause”. Zastosowano go tylko wobec niego.

Sobukwe trafił na Robben Island, ale umieszczono go w małym domu oddalonym od pozostałych więźniów. Od 1963 do 1969 r. przebywał praktycznie w całkowitej izolacji. Nie wolno mu było rozmawiać nawet ze strażnikami. Komunikował się za pomocą gestów.

– To była tortura, zanikały jego narządy głosowe, ale nikt spośród więźniów nie odważył się do niego odezwać – podkreśla Thobani, który swojej historii opowiedzieć nie chce.

Jedna rasa

Pobyt w więzieniu niewątpliwie pozostawił ślady na psychice Thobaniego. Nadal jest charyzmatyczny i jednym zdaniem potrafi uciszyć grupę ludzi, ale z czasów uwięzienia pozostały mu zmiany nastrojów i jakieś szaleństwo w oczach. Jego ubranie do dziś niewiele różni się od odzieży więziennej, którą nosił, odbywając swój wyrok.

RPA, Robben Island, Akta więźnia.
Akta więźnia na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Na Robben Island z całej Afryki przyjeżdża młodzież, szkoły, delegacje rządowe, a nawet rodzice z małymi dziećmi.

– Chcecie tu zrozumieć, że jest tylko jedna rasa. Ludzka rasa. Przyjechaliście posłuchać mojej historii o Robben Island. MOJEJ! Mimo trudów, innego akcentu – jesteście tu dla mnie! – wykrzykuje Thobani, wielbiciel, a właściwie można powiedzieć, że wyznawca Sobukwe, o którym opowiada z czcią i uwielbieniem.

Sobukwe uważał, że podstawą przyszłej Afryki Południowej musi być emancypacja czarnej większości. Jego słynne hasło „There is only one race. The human race” [ang. Jest tylko jedna rasa. Ludzka rasa] – odwracało logikę apartheidu. Państwo próbowało dzielić ludzi na rasy, a on odrzucał samą zasadę, że rasa może być podstawą praw politycznych.

Wyspa go zabiła

Na Robben Island spędził sześć lat w izolacji. Później został objęty aresztem domowym. Udało mu się dostać na studia, na ekonomię na University of London, a następnie na prawo. Zmarł w 1978 r. na raka płuc prawdopodobnie spowodowanego pobytem na wyspie. Więźniowie całymi dniami łupali kamienie i przenosili je z jednej części kamieniołomu na drugą. A następnego dnia ponownie do poprzedniego miejsca. I tak mijały im lata na wyspie Fok.

Pracowali w pełnym słońcu bez ochrony na twarz i oczy. Wielu traciło wzrok. Przysługiwała im chwila przerwy na jedzenie i toaletę w wyłupanej w skale dziurze. Schronienie to wydłubali sami więźniowie, ponieważ przez cały dzień nie mogli się oddalać od miejsca pracy.

RPA, więźniowie w Robben Island.
RPA, więźniowie na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

– Ta dziura była dla nich wytchnieniem, wychodkiem i szkołą. Wielu więźniów uczyło się tam czytać i pisać od tych, którzy posiadali tę umiejętność. Ta dziura to było nasze przekleństwo i błogosławieństwo jednocześnie. Chwilowe wytchnienie od palącego słońca i niewyobrażalny fetor z odchodów i moczu – opowiada Thobani.

Kgotso Ntsoelengoe: człowiek z misją, który oprowadza po więzieniu

W opowieści o Robben Island jest też postać mniej znana na świecie, ale szczególnie ważna dla zrozumienia tego miejsca. To Kgotso Ntsoelengoe, kolejny były więzień polityczny. To on oprowadza zwiedzających po budynku samego więzienia i prowadzi nas do celi Mandeli.

RPA, Robben Island, Kgotso.były więzień polityczny w RobbenIsland
Kgotso Ntsoelengoe, były więzień polityczny, jest przewodnikiem po więzieniu na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Kgotso Ntsoelengoe został tu przywieziony w wieku 20 lat w 1984 r. i spędził za kratami siedem lat. Przetrwał, choć w oknach nie było szyb, a on nie miał ciepłych ubrań, tylko koszulę z krótkim rękawem i – jak każdy więzień w celi – dwa koce.

– Jeden koc służył nam do zasłaniania okien. Losowaliśmy, czyj ma to być koc. A drugim się okrywaliśmy. Warunki na wyspie zimą i latem są straszne. Palące słońce, lodowaty wiatr, ziąb, wilgoć. Starsi więźniowie umierali od chorób. Dzieci przebywały razem z mężczyznami, bo ówczesne prawo traktowało je jak dorosłych. Jedynie silni i młodzi, tacy jak ja, mieli szansę przetrwać – tłumaczy Kgotso. 

Rozmowa z nim zmienia spojrzenie na Robben Island. Mandela nie jest już jedynym bohaterem. Wyspa przestaje być miejscem jednej biografii. Staje się archiwum tysięcy historii ludzi, którzy trafiali za kratki nie dlatego, że popełnili przestępstwa, lecz dlatego, że sprzeciwiali się państwu zbudowanemu na nierówności rasowej.

Jest w tym również bolesny paradoks. Wspomniany przez Kgotso blok izolacyjny nie jest częścią zwykłej trasy turystycznej. Byli więźniowie zdecydowali, że nie chcą do niego wracać.

– To wciąż zbyt bolesne – wyjaśnia Kgotso.

Podobnie bolesne jest dla niego opowiadanie o karach i torturach, które powodowały, że starsi ludzie z bólu wypróżniali się na oczach zgromadzonych więźniów.

RPA, Robben Island, tablica upamiętniająca więźniów.
Tablica upamiętniająca więźniów na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Państwo, które podzieliło ludzi na siedem ras

Aby zrozumieć współczesne RPA, trzeba zrozumieć coś bardziej fundamentalnego niż same więzienia. Apartheid był systemem administracyjnego definiowania człowieka.

Population Registration Act z 1950 r. nakazał wpisywanie mieszkańców kraju do rejestrów według kategorii rasowych. Państwo ustalało, kim człowiek jest. Od tej kwalifikacji zależały jego prawa, miejsce zamieszkania, możliwość posiadania nieruchomości, edukacja, praca i dostęp do przestrzeni publicznej. W Kapsztadzie działała nawet specjalna Race Classification Board, przed którą ludzie mogli odwoływać się od przypisanej im kategorii. Znajdowała się w miejscu, w którym dziś stoi budynek High Court of South Africa, Western Cape Division w Kapsztadzie. To odpowiednik sądu okręgowego, ale o szerszych kompetencjach. Może zmieniać przepisy bez ścieżki parlamentarnej.

– Ten trybunał zalegalizował w naszym kraju marihuanę. W konsekwencji mamy 8-9-letnie dzieci-narkomanów, którym starsi przekazują narkotyk. Mamy 14 tys. bezdomnych i jeden z najwyższych na świecie wskaźników przestępczości, gwałtów i zabójstw kobiet – wskazuje Nej Nej, która nie ma dobrego zdania ani o współczesnym wymiarze sprawiedliwości RPA, ani o policji.

Wróćmy do apartheidu. System nie był tak prosty jak dzisiejsze określenia „biali” i „czarni”. W 1959 r. władze podzieliły kategorię Coloured na kolejne podgrupy: Cape Coloured, Cape Malay, Griqua, Chinese, Indian, Other Asiatic i Other Coloured. W dokumentach z epoki można znaleźć wszystkie te kategorie.

To właśnie z tego systemu wywodzi się opowieść o „siedmiu rasach” apartheidu. Ściślej mówiąc, nie chodziło o siedem równorzędnych ras całej populacji, lecz o siedem podkategorii grupy określanej jako Coloured. Jednocześnie główna konstrukcja prawna systemu opierała się na kategoriach White, Native/Bantu i Coloured, a następnie była rozbudowywana o kolejne klasyfikacje.

RPA, Klasyfikacja ras obowiązująca w RPA w latach 1959-91.
Klasyfikacja ras obowiązująca w RPA w latach 1959-91. Fot. Katarzyna Stańko

Ławki pamięci

Absurd systemu był widoczny w codziennym życiu. Rodzeństwo mogło zostać zakwalifikowane do różnych grup. Oceniano wygląd, włosy, pochodzenie, język, sposób zachowania, a nawet społeczne postrzeganie danej osoby. Państwo tworzyło więc nie tylko segregację – tworzyło oficjalną definicję tożsamości.

Jako symbol segregacji Nej Nej pokazuje nam tablicę przed budynkiem High Court of South Africa, Western Cape Division z opisem ras oraz ławki: „tylko dla białych” i „tylko dla kolorowych”, które są jednak tylko artystyczną instalacją Rodericka Saulsa przypominającą, że takie ławki kiedyś istniały. Instalacja odwołuje się do Race Classification Board działającej w latach 1959–1991.

RPA, Nej Nej opiera się na instalacji Whites Only w Kapsztadzie.
Przewodniczka po Kapsztadzie Nej Nej. Stoi przy instalacji, która przypomina o apartheidzie. Fot. Katarzyna Stańko

Najpierw nazwano niewolnika, potem przypisano mu rasę

Historia Kapsztadu jest jednak starsza niż apartheid. Miasto było jednym z centrów holenderskiego imperium kolonialnego i gospodarki niewolniczej. Niewolnicy byli sprowadzani m.in. z Afryki Wschodniej, Madagaskaru, Indonezji, Indii i innych części świata.

Istniał nawet Slave Office, urząd ds. niewolników, utworzony przez Brytyjczyków w 1816 r. Jego zadaniem było rejestrowanie narodzin, zgonów i sprzedaży niewolników. Rejestry uporządkowano według miejsc, a następnie nazwisk właścicieli.

To jeden z najbardziej przejmujących szczegółów historii Kapsztadu. W archiwach można dziś odnaleźć nie tylko nazwiska zniewolonych ludzi, lecz również nazwiska osób, które były ich właścicielami.

Jak nazwać niewolnika

Właściciele nadawali niewolnikom nowe imiona. Były to imiona europejskie, biblijne, mitologiczne albo odnoszące się do miejsca, z którego – jak sądzono – dana osoba pochodziła. W dokumentach pojawiają się m.in. Cupido, Mars, Solomon czy Jupiter, a także Van Batavia, Van Java, Van Borneo. Nazwanie człowieka było kolejnym sposobem odebrania mu części jego wcześniejszej tożsamości.

Nej Nej z ironią mówi o sobie, że jest kobietą pochodzenia irlandzko-brytyjskiego, a jej przodkowie zostali przywiezieni właśnie stamtąd na statkach niewolniczych i otrzymali nowe imiona i nazwiska.

– Do dziś można rozpoznać po imionach swoich przodków, skąd pochodzili ich panowie. Jeśli nazwali dziewczynkę Elisabeth, to była własnością Anglika, jeśli chłopak przyjechał do Kapsztadu w styczniu, to najpewniej jego właściciel Holender nazwał go Johannus, od nazwy miesiąca, w którym przybył – opowiada Nej Nej, wskazując na biały budynek w Kapsztadzie, w którym odbywało się nadawanie imion i aktów własności.

Ponad sto lat później apartheid zrobił coś podobnego, tym razem za pomocą państwowego formularza w dompasie. Człowiek miał zostać wpisany do właściwej rubryki, która określała jego miejsce w społeczeństwie.

„Nie chcieliśmy tego wszystkiego”

– Nigdy nie popierałem apartheidu ani ideologii mówiącej o siedmiu rasach – mówi Nick, winiarz i agent nieruchomości.

A potem mimowolnie cytuje Roberta Sobukwe.

– Jest jedna rasa, ludzka. Jestem po 60-tce. Doskonale pamiętam tamte czasy, kiedy jako biały mężczyzna z definicji miałeś dobrą pozycję społeczną i pracę. Służyłem w wojsku dwa lata, bo każdy biały mężczyzna musiał odbyć taką służbę. Szczerze, uważam, że dziś też nie zaszkodziłaby ona młodym mężczyznom – tłumaczy ojciec dwóch synów i miłośnik win południowoafrykańskich w jednej z winnic pod Kapsztadem.

Czuje rozgoryczenie z powodu wysokich wskaźników przestępczości, bezrobocia i osłabienia lokalnej waluty RPA – randa.

– Mieliśmy kiedyś jedną z najsilniejszych armii świata i silną gospodarkę. Kurs wymiany dolara do randa wynosił 1:1. Dziś kurs waha się 1 do 16. Kiedyś jechałem do Europy i czułem się zamożnym człowiekiem. Dziś nie stać mnie na taką podróż. Przyjeżdżają natomiast do nas Amerykanie i mówią: „Zrobiliście apartheid, jacy z was ludzie?”. Pytam ich: „A co wy robiliście w swoim kraju w latach 60.? Jak wy zorganizowaliście swoją segregację rasową?” – skarży się Nick.

Zdaniem winiarza dziś coraz częściej dochodzi do dyskryminacji białych mężczyzn, a najlepsze funkcje publiczne są zarezerwowane dla czarnoskórych. Czy to naturalna kolej rzeczy?

– Trudno obarczać grzechami ojców nowe pokolenie białych mężczyzn, które coraz częściej myśli o emigracji. Mimo że coraz więcej czarnoskórych obywateli opowiada się za partiami obiecującymi przywrócenie porządku i bezpieczeństwa, raczej nigdy nie będzie w RPA białego prezydenta – mówi Nick.

Zapytany, czy sam myśli o opuszczeniu RPA, chwilę się zastanawia.

– Chyba nie byłbym w stanie żyć w innym miejscu, w którym np. z powodu zimna musiałbym zamykać okna i nie widziałbym tych wszystkich pięknych przestrzeni mojej Afryki – mówi Nick.

RPA. Mural przedstawiający ludność sprowadzaną do Kapsztadu w zcasach niewolnictwa
RPA. Mural przedstawiający ludność sprowadzaną do Kapsztadu w czasach niewolnictwa. Fot. Katarzyna Stańko

Ziemia: problem, który nie zniknął w 1994 r.

Apartheid nie zaczął się w 1948 r. Wyrastał z wcześniejszych praktyk kolonialnej segregacji i wywłaszczeń. Jednym z fundamentów był Natives Land Act z 1913 r., który ograniczył możliwość nabywania ziemi przez czarnych mieszkańców do wyznaczonych obszarów. Późniejszy system apartheidu rozbudował tę konstrukcję.

Group Areas Act z 1950 r. stworzył z kolei mechanizm segregacji przestrzennej. Władze mogły wyznaczać obszary przeznaczone dla określonych grup rasowych i zmuszać mieszkańców innych kategorii do opuszczenia domów. Jednym z najbardziej znanych przykładów był District Six w Kapsztadzie. Był dzielnicą kosmopolityczną i różnorodną do 1966 r., kiedy rząd określił go jako obszar „wyłącznie dla białych”. Wysiedlono wówczas ponad 60 tys. osób czarnoskórych, a buldożery zrównały z ziemią ich mieszkania, sklepy i szkoły. Oszczędzono jedynie kościoły i meczety w obawie przed reakcją społeczności międzynarodowej. Jednak próby budowy nowoczesnej dzielnicy na gruzach dystryktu się nie udały. Inwestorzy nie chcieli lokować tu swoich pieniędzy. Przez lata teren pozostał pustym, trawiastym wysypiskiem w centrum miasta.

Według oficjalnego audytu nieruchomości w RPA z 2017 r. biali indywidualni właściciele posiadali 72 proc. gruntów rolnych i gospodarstw prywatnych, podczas gdy udział czarnych Afrykanów wynosił 4 proc. Należy przy tym podkreślić, że audyt dotyczył określonej kategorii własności zarejestrowanej w księgach gruntowych, a nie całej ziemi RPA ani wszystkich form własności korporacyjnej czy trustów.

Oficjalny audyt mówi dokładniej o 72 proc. ziem będących własnością indywidualnych właścicieli gospodarstw i holdingów rolnych, które udało się przypisać według klasyfikacji rasowej. Ale nawet z tym zastrzeżeniem liczba pokazuje skalę historycznej nierówności.

Przylądek Dobrej Nadziei. RPA.
Przylądek Dobrej Nadziei. Fot. Katarzyna Stańko

33,6 proc. bezrobocia

32 lata po pierwszych demokratycznych wyborach apartheid nie istnieje już jako system prawny. RPA ma jedną z najbardziej liberalnych konstytucji świata, powszechne prawa wyborcze i instytucje demokracji konstytucyjnej.

Gospodarka nadal jest jednak głęboko nierówna. W drugim kwartale 2026 r. oficjalna stopa bezrobocia wyniosła 33,6 proc. 8,5 mln osób pozostawało bez pracy. Łączny wskaźnik niewykorzystania siły roboczej, obejmujący także osoby zniechęcone i inne grupy pozostające poza pełnym zatrudnieniem, wyniósł 46,3 proc. Szczególnie trudna jest sytuacja młodych.

RPA, jedna z czołowych gospodarek Afryki i około 40. na świecie według PKB na mieszkańca (7,5 tys. dolarów per capita), pozostaje gospodarką o dwóch obliczach. Nowoczesne banki, przemysł, kopalnie, centra finansowe i zaawansowane usługi funkcjonują obok ogromnych obszarów biedy i gospodarki nieformalnej. Bank Światowy określa ją jako gospodarkę dualną, charakteryzującą się niskim wzrostem, wysoką nierównością i tworzeniem niewystarczającej liczby miejsc pracy.

Najbardziej wymowna jest różnica dochodów. Według Stats SA, urzędu statystycznego RPA, w 2023 r. średni roczny dochód gospodarstwa domowego wynosił około 676 tys. randów w gospodarstwach białych, 417 tys. w gospodarstwach indyjskich/azjatyckich, 261 tys. w innych i 144 tys. w czarnych afrykańskich. Dochód gospodarstwa białego był więc średnio niemal pięć razy większy niż czarnego afrykańskiego.

Skąd się bierze bezrobocie

Pytani o bezrobocie ekonomiści odwołują się do lat 90. i mechanizacji wsi, ogromnych zwolnień, a właściwie odejść czarnoskórych pracowników fizycznych oraz niedostosowania umiejętności ogółu pracowników do obecnych wymogów rynku pracy.

Nelson Mandela i Afrykański Kongres Narodowy (ANC) jeszcze w 1990 r. opowiadali się za nacjonalizacją kopalń, gospodarstw rolnych oraz zakładów przemysłowych. Pod wpływem doradców ekonomicznych zdecydowano się jednak na wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej z programami socjalnymi. Zamiast nacjonalizacji zaproponowano programy „Black Economic Empowerment”, które miały na celu włączanie czarnoskórej ludności do gospodarki.  

RPA. pomnik Nelsona Mandeli w Robben Island
Pomnik Nelsona Mandeli na Robben Island. Fot. Katarzyna Stańko

Rządowe dane wskazują, że realne dochody czarnych gospodarstw domowych wzrosły w latach 2006–2023 o 46 proc. Z kolei odsetek czarnych gospodarstw zarabiających ponad 75 tys. randów miesięcznie (ok. 4,5 tys. dolarów) wzrósł z 29 proc. w 2012 r. do 41 proc. w 2024 r. Powstała liczna czarna klasa średnia oraz grupa zamożnych przedsiębiorców i profesjonalistów.

Problem polega na tym, że transformacja nie zlikwidowała strukturalnej różnicy. W latach 2025-2026 Commission for Employment Equity [ang. komisja ds. równości zatrudnienia - red.] odnotowała, że na najwyższym szczeblu zarządzania biali stanowili 57,1 proc. zatrudnionych w objętych badaniem przedsiębiorstwach, choć ich udział w populacji aktywnej ekonomicznie wynosił 7,7 proc. Afrykanie stanowili na tym szczeblu 21,1 proc. przy 81,3 proc. udziału w aktywnej ekonomicznie populacji.

To znacznie bardziej precyzyjny opis dzisiejszej struktury własności i władzy gospodarczej niż twierdzenie, że „fabryki są w rękach białych”. W wielu przedsiębiorstwach, zwłaszcza na najwyższych stanowiskach, utrzymuje się bowiem wyraźna nierównowaga rasowa. Co na to biali ekonomiści proszący o anonimowość?

– Dokonaliśmy politycznych wyborów w latach 90. Mamy demokrację i wolność. Problemem są jednak niskie umiejętności osób wchodzących na rynek pracy i pewnego rodzaju niechęć do samej pracy. Wynika m.in. z powodu licznych zasiłków oraz obniżenia poziomu uniwersytetów po ich otwarciu na całą populację. Nadal istnieją bowiem duże różnice w wykształceniu poszczególnych grup ludności – tłumaczy ekonomista. 

Townships – geografia apartheidu, która przeżyła apartheid

Najbardziej namacalnym dziedzictwem starego systemu jest jednak przestrzeń. Apartheid nie tylko powiedział ludziom, kim są. Powiedział również, gdzie mają mieszkać. Czarni mieszkańcy byli wypychani na obrzeża miast i do miasteczek satelickich, czyli tzw. townshipów (przedmieść, slumsów) położonych z dala od centrów pracy. Ich funkcją było często zapewnienie siły roboczej kopalniom, fabrykom, gospodarstwom i usługom, ale bez prawa do pełnego uczestnictwa w życiu gospodarczym miast.

Badanie Banku Światowego dotyczące townshipów wskazuje, że obszary te skupiają ogromną część bezrobotnych. Z kolei ich pracujący mieszkańcy ponoszą wysokie koszty dojazdu do pracy i mają ograniczony dostęp do infrastruktury i kapitału. Miasteczko satelickie Diepsloot pod Johannesburgiem stało się symbolem tej sytuacji. Jest położone blisko aglomeracji, a jednocześnie gospodarczo i przestrzennie odizolowane. 

Bank Światowy wskazuje, że problem nie jest wyłącznie historyczny. W Johannesburgu wzrost odległości od centrów biznesowych wiąże się ze spadkiem poziomu majątku i zatrudnienia. W najbiedniejszej części miasta zatrudnienie jest o 87 proc. niższe niż w najbogatszej. Również w Kapsztadzie różnica jest ogromna.

Mapa apartheidu nadal więc istnieje – nie jako ustawa, lecz jako koszt dojazdu, cena mieszkania, odległość od szkoły, dostęp do pracy i możliwość otwarcia firmy.

Bezpieczeństwo: 45 zabójstw na 100 tys. mieszkańców

Do ekonomicznej i przestrzennej nierówności dochodzi problem przemocy. RPA pozostaje krajem o bardzo wysokiej przestępczości. Wskaźnik zabójstw wynosi 45 na 100 tys. mieszkańców rocznie. To oznacza kilkanaście tysięcy przypadków każdego roku. Średnio w RPA ginie około 70-80 osób dziennie, w tym kobiety i dzieci. W pierwszym kwartale 2026 r. policja odnotowała 5427 zabójstw, o 5,9 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie rosły niektóre kategorie przemocy, w tym usiłowania zabójstwa i napaści.

Przemoc nie jest jednak prostą „pozostałością apartheidu”. Jej źródła są wielorakie. Należą do nich: działalność gangów, broń palna, nierówności, alkohol i narkotyki, przemoc domowa, przestępczość zorganizowana, słabość części instytucji państwa i bezrobocie. Bank Światowy wskazuje, że przestępczość ma również bezpośredni koszt ekonomiczny. Ogranicza bowiem inwestycje, wzrost, tworzenie miejsc pracy i integrację społeczną.

Bogaci i wykształceni mieszkańcy willowej dzielnicy Kapsztadu pytani, czy nie obawiają się o bezpieczeństwo swoich córek, odpowiadają, że tutaj przestępcy się nie zapuszczają. Oni sami zaś wiedzą, gdzie nie wolno chodzić i spacerować po zmroku.

Czy RPA nadal jest krajem apartheidu?

Formalnie apartheid zakończył się wraz z demontażem systemu segregacyjnego i demokratycznymi wyborami w 1994 r. Nelson Mandela został pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem kraju. Ale historia nie znika wraz ze zmianą prawa.

Dziś nie ma przepisów, które mówią czarnemu mieszkańcowi Kapsztadu, że nie może kupić domu w określonej dzielnicy. Nie istnieje Race Classification Board, który może zdecydować, czy jego skóra i włosy czynią go „białym”, „coloured” czy „Bantu”. Nie ma prawa, które oficjalnie ogranicza prawa obywatelskie według rasy. Istnieje jednak coś trudniejszego do usunięcia: skumulowany kapitał kilku pokoleń.

Jeżeli jedna grupa przez dekady mogła legalnie posiadać ziemię, mieszkać w najlepiej położonych dzielnicach, podróżować po świecie, korzystać z lepszej edukacji i otrzymywać uprzywilejowany dostęp do rynku pracy, a druga była z tego systemowo wykluczona, samo zniesienie prawa nie powoduje automatycznego wyrównania szans i bogactwa.

Właśnie dlatego współczesna RPA prowadzi politykę Black Economic Empowerment, reformuje rolnictwo i działa na rzecz wyrównywania dostępu do zatrudnienia. Polityka ta pozostaje jednak przedmiotem ostrego sporu. Jedni widzą w niej konieczną próbę naprawienia historycznej krzywdy, inni wskazują na ryzyko korupcji, klientelizmu czy osłabienia konkurencyjności.

Dziedzictwo Robben Island

Na końcu tej historii znów pojawia się Robben Island. Mandela wyszedł z więzienia i został prezydentem. Sobukwe zmarł, zanim zobaczył demokratyczną RPA. Kgotso przeżył apartheid i po latach wrócił na wyspę, tym razem jako przewodnik. To trzy różne losy. Łączy je jedno: człowiek, którego apartheid próbował sprowadzić do numeru, kategorii albo więźnia, odzyskał możliwość opowiedzenia własnej historii i jej zmiany.

Kiedy jednak z promu i wyspy Fok wraca się do Kapsztadu, historia nie kończy się na nabrzeżu. Widać bogate przedmieścia, ferrari, bentleye i szklane biurowce. Widać także townships, osiedla domów socjalnych, nieformalne zabudowania i ludzi stojących godzinami w korkach lub przemieszczających się na drugi koniec miasta w poszukiwaniu pracy w przepełnionych busach, które co chwila mają wypadki, bo zamiast kilku osób przewożą kilkanaście.

Apartheid przestał być systemem prawnym. Nie przestał być jednak widoczny w majątku, przestrzeni miejskiej i szansach życiowych. Czarnoskóra większość wciąż nie zapomniała o bólu i szkodach, jakie apartheid spowodował w życiu ich rodziców i krewnych. Z kolei biali obwiniają czarnoskórą administrację o korupcję i częściowy rozpad państwa. Napięcia między obu grupami istnieją, choć poprawność polityczna nakazuje o nich publicznie milczeć.  

I właśnie dlatego RPA pozostaje jednym z najważniejszych eksperymentów politycznych współczesności. Państwem, które w 1994 r. zdołało zdemontować jeden z najbardziej rozbudowanych systemów segregacji rasowej XX wieku, ale trzy dekady później wciąż próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy można zapomnieć o przeszłości.

Główne wnioski

  1.  Robben Island to niewielka wyspa u wybrzeży Kapsztadu, która stała się jednym z najważniejszych symboli apartheidu w Republice Południowej Afryki. W latach 1961–1991 działało tu więzienie dla przeciwników apartheidu, w którym przetrzymywano m.in. Nelsona Mandelę, skazanego na dożywocie i więzionego na Robben Island przez 18 lat. Więźniowie polityczni, czarnoskórzy mężczyźni, wykonywali ciężką pracę w kamieniołomie, a warunki osadzenia miały charakter represyjny i dyskryminacyjny. Po upadku apartheidu więzienie zamknięto, a w 1999 r. wyspę wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako miejsce upamiętniające zarówno represje, jak i walkę o demokrację.
  2. W RPA nie ma oficjalnej dyskryminacji rasowej. Apartheid zakończył się wraz z demontażem systemu segregacyjnego i demokratycznymi wyborami w 1994 r. Nelson Mandela został pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem kraju. Nie ma przepisów, które mówią czarnemu czy białemu mieszkańcowi Kapsztadu, że nie może kupić domu w określonej dzielnicy. Nie istnieje Race Classification Board, która kiedyś zdecydowała, czy skóra i włosy czynią kogoś„białym”, „coloured” czy „Bantu”. Nie ma prawa, które oficjalnie ogranicza prawa obywatelskie według rasy. Istnieje jednak coś trudniejszego do usunięcia: skumulowany kapitał kilku pokoleń.  RPA prowadzi politykę Black Economic Empowerment, reformuje rolnictwo i działa na rzecz wyrównywania dostępu do zatrudnienia. Polityka ta pozostaje jednak przedmiotem ostrego sporu. Jedni widzą w niej konieczną próbę naprawienia historycznej krzywdy, inni wskazują na ryzyko korupcji, klientelizmu czy osłabienia konkurencyjności. Część białych obywateli czuje się obecnie dyskryminowana przy obsadzaniu stanowisk w administracji publicznej. 
  3. System segregacji rasowej pozostawił po sobie nierówności społeczne, znaczące nierówności w dochodach pomiędzy białą a czarną populacją RPA, tzw. townships (miasteczka satelickie) oraz nierówność własności (ziemia rolna, fabryki, kopalnie). W RPA nie wprowadzono nacjonalizacji w obawie przed odpływem inwestorów zagranicznych. Ekonomiści zdecydowali się na model gospodarki wolnorynkowej z programami wspierającymi czarną ludność.