Kategoria artykułu: Sport

„W kontrze do freak fightów możemy być sportem premium”. Boks 2.0 Andrzeja Wasilewskiego

Andrzej Wasilewski, szef grupy MAK Ubezpieczenia, chce raz jeszcze wychować w Polsce mistrzów zawodowego boksu. O freak fightach, tłamszących u nas tradycyjne pięściarstwo, mówi: „Zabrali nam sporo kibiców. Ale odeszły też patologie. I można to wykorzystać”.

Andrzej Wasilewski, polski promotor boksu zawodowego
Andrzej Wasilewski z zawodu jest prawnikiem, w latach 90. uczestniczył w procesach dotyczących m.in. polskiej mafii. Jest założycielem i prezesem grupy MAK Ubezpieczenia, największego w kraju brokera z polskim kapitałem. Fot. Grzegorz Momot/PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Który freak fight z Rumunii podbił ostatnio internet.
  2. Jak kosztowna bywa organizacja gali bokserskiej.
  3. O co miał pretensje do stacji Polsat Andrzej Wasilewski, gdy transmitowane były tam jego imprezy bokserskie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

W polskim świecie freak fightów sporo jest pomysłowości, ale ostatnio to Rumunia zawojowała internet.

To tam doszło do starcia dwóch dostawców. Jeden uczestnik pojedynku miał na plecach wielki kosz firmy Uber Eats, a drugi – firmy Wolt. Wyprowadzali ciosy rękami, próbowali uderzać kolanem, doszło również do quasizapasów w parterze. Przewagę uzyskał dostawca Ubera, który jednak do trzeciej rundy już nie wyszedł…

Freak fighty? Raczej zostaną...

Zwracam się do Andrzeja Wasilewskiego, głównego twórcy boksu zawodowego w Polsce, czy dochodzimy w świecie freak fightów do punktu, w którym ludzie zaczną się krzywić. Andrzej Wasilewski, na co dzień szef grupy MAK Ubezpieczenia, na rynku bokserskim był ostatnio nieco mniej aktywny, ale całkiem niedawno powiedział, że chciałby jeszcze raz wychować w Polsce mistrzów zawodowego pięściarstwa. Ponad ćwierć wieku temu wyruszył w taką podróż z Krzysztofem Włodarczykiem i dopiął swego. Później do mistrzowskich pasów doprowadził paru innych bokserów.

– Nie sądzę, by nagle freak fightom zaczęło brakować kibiców. Ten świat już raczej z nami zostanie. Internet wzmógł pewną krwiożerczość, kontrowersyjność. Dlatego te dziwaczne walki, często z udziałem celebrytów i patocelebrytów, tak dobrze się sprzedają – ocenia Andrzej Wasilewski.

Wasilewski kontra Borek

Rozmawiamy o tym, czy polski boks zawodowy może wrócić do poziomu sprzed dekady lub dwóch. Pięściarzy zawodowych dających nadzieję na światowe sukcesy w Polsce raczej nie ma, zainteresowanie walkami na naszym rynku też słabnie. Gdy niedawno na horyzoncie pojawił się pojedynek Rafała Wołczeckiego z Karolem Welterem, to emocje wzbudził przede wszystkim dlatego, że pierwszy z tych pięściarzy reprezentuje grupę Andrzeja Wasilewskiego, a drugi – Mateusza Borka, komentatora piłkarskiego, który także próbuje rozwijać polski boks zawodowy. Wasilewski i Borek są od lat mocno skonfliktowani (walka Wołczeckiego z Welterem na razie nie dochodzi do skutku).

– Mówi pan, że to jest pomysł? Gdybyśmy obaj podgrzali konflikt do dawnej temperatury? Tylko że gdy ja mówię o „boksie 2.0”, to nie chodzi mi o naśladowanie freak fightów i tamtejszych kontrowersji, tylko o coś odwrotnego. O przebudowanie boksu w kontrze do freak fightów. Mówię odważnie o „boksie 2.0”, bo od pewnego czasu zacząłem zauważać interesujące zjawiska. Zobaczyłem, jak zmieniają się kibice boksu w Polsce. Raczej nie widać już, jak dawniej, bardzo szerokich pleców i łańcuchów. Tak jakby poszli do MMA czy „freaków”. Natomiast o boksie zaczynają ze mną rozmawiać np. prezesi firm. Okazuje się, że śledzą wyniki walk, oglądają w nocy. I trenują na co dzień – opowiada Andrzej Wasilewski.

Boks jako sport hipsterski

Powyższe obserwacje skłaniają Andrzeja Wasilewskiego do tezy, iż „boks 2.0” rzeczywiście może powstać. Jako sport premium w kontrze do freak fightów. W jakimś sensie hipsterski.

– Może biletów będziemy sprzedawać mniej, ale za to będą one droższe. Freak fighty może zaspokoją w społeczeństwie pewien głód bójek i skandali, ale za to boks może zyskać powab czegoś w stylu „vintage”. Szlachetna sztuka walki na pięści, gdzie nie można kopać ani bić leżącego rywala – na tle freak fightów to może być kuszące. Swego rodzaju snobizm, chęć udziału w czymś ambitniejszym, niekoniecznie jest zły. Właśnie takie zarysowanie kontrastu: boks a freak fighty, może być dobrą strategią marketingową. Straciliśmy sporo kibiców na rzecz freak fightów, ale dzięki nim odeszły od nas też patologie. I można to wykorzystać – mówi Andrzej Wasilewski.

Niemiecki przykład

Dodaje, że ów kontrast pomiędzy boksem a freak fightami jest jeszcze większy, niż ludziom się wydaje. Często również tym, którzy oglądają i to, i to.

– Boks jest fascynującym sportem, jeśli chodzi o technikę. Tylko kibic musi to widzieć. Przez wiele lat naszej współpracy z Polsatem błagałem, by komentatorzy starali się wyjaśniać widzom tajniki tego sportu. Anegdotki wybrane z barwnych życiorysów pięściarzy są fajne, ale nie wystarczą. Jeśli widz ogląda boks po prostu jako bójkę dwóch ludzi, to nic dziwnego, że może szybko się znudzić. Bo w boksie takiej prostej nawalanki nie ma. Ale wracam tu do mody na boks, który obserwujemy wśród tzw. zwykłych ludzi. Jeśli ktoś trenuje na co dzień i wie, jak trudno jest wykonać poprawnie bokserskie akcje, to doceni to, co widzi w ringu – mówi Andrzej Wasilewski.

Andrzej Wasilewski, polski menedżer bokserski, i Mauricio Sulaiman, szef bokserskiej federacji WBC.
Andrzej Wasilewski (z prawej) i Mauricio Sulaiman, szef bokserskiej federacji WBC. Fot. Marcin Cholewiński/PAP

Jako przykład kraju, w którym powstała pewna kultura bokserska, Andrzej Wasilewski wskazuje Niemcy. Tuż przed naszą rozmową ukazała się tam informacja, iż na walkę Agita Kabayela z tego kraju sprzedano w jedną dobę 35 tys. biletów.

– A proszę zauważyć, że na razie Kabayel nikogo wielkiego nie pokonał. Więc jaki głód boksu muszą odczuwać Niemcy! I co ciekawe, tam nie przyjęły się raczej te nowe sporty walki jak MMA. Moim zdaniem jest to w dużym stopniu zasługą tego, że ich komentatorzy wpoili kibicom szacunek dla boksu – twierdzi Andrzej Wasilewski.

Polskie nadzieje i wyzwania

Andrzej Wasilewski chciałby w swoim projekcie „boksu 2.0” pokazywać boks jako szlachetną walkę na pięści. Ucieczkę od „papki”, którą są freak fighty.

– Jeśli rzeczywiście w pełni zaangażuję się w swój pomysł, to chciałbym wykorzystać i połączyć kilka elementów. Po pierwsze fakt, iż treningi bokserskie stały się bardzo popularne wśród zwykłych ludzi. Już zresztą powstał termin „walk białych kołnierzyków” – ludzi, którzy trenując amatorsko, chcą się sprawdzić na ringu. Ponadto w ostatnim czasie rozwinął się nasz boks olimpijski. Bardzo zależałoby mi na współpracy z tym światem. Nastąpiła przecież reaktywacja ligi bokserskiej, a ona też ma w sobie spory potencjał marketingowy. To powrót do dawnych czasów, a taki „oldschool” to wabik. Broń Boże, nie wyrywałbym nikogo z boksu olimpijskiego do zawodowstwa, proponowałbym jedynie współpracę. Stwarzał okazję do pokazania się na większych imprezach. Nigdzie bym się nie spieszył, chcę spokojnie wybrać kilku bardzo młodych pięściarzy i prowadzić ich kariery krok po kroku – mówi Andrzej Wasilewski.

Andrzej Wasilewski 24 października organizuje imprezę bokserską w Zakopanem. W walce wieczoru jego grupę reprezentować będzie Fiodor Czerkaszyn, Ukrainiec z polskim obywatelstwem. Która to już bokserska gala Wasilewskiego?

– Przez ponad ćwierć wieku zorganizowałem ponad tysiąc walk [na jednej bokserskiej imprezie jest ich kilka – red.]. Wychowanie kilku mistrzów jest wielkim powodem do dumy, biorąc pod uwagę nasze polskie warunki. U nas telewizje płaciły kilkanaście tysięcy euro, a w Niemczech – nawet parę milionów. Gdy chcieliśmy ściągnąć do Polski mocnego rywala, to jego nie obchodziło to, że złoty jest słaby w stosunku do euro. Chciał zarobić swoje i już. Przyzwoitą galę bokserską można zorganizować za nieco mniej niż milion złotych. Ale ta kwota może szybko wzrosnąć do dwóch, jeśli sprowadzamy rywala z wysokimi oczekiwaniami. Dlatego tak często mieszaliśmy walki domowe z wyjazdami do innych państw. Doświadczenia i kontaktów mi nie brakuje – podsumowuje Andrzej Wasilewski.

Główne wnioski

  1. Popularność freak fightów oraz brak perspektywicznych pięściarzy wywołały kryzys w polskim boksie. Andrzej Wasilewski, menedżer bokserski m.in. Krzysztofa Włodarczyka, nosi się z zamiarem ponownego zaangażowania się w pięściarstwo zawodowe na sto procent. W popularności freak fightów dostrzega szansę – twierdzi, że na ich tle można wypromować boks jako sport klasy premium, szlachetną walkę na pięści.
  2. Andrzej Wasilewski chce wybrać kilku nastoletnich polskich pięściarzy i spokojnie budować ich kariery. To drogie przedsięwzięcie, bo, jak mówi, potrzeba ok. miliona złotych, by zorganizować porządną galę bokserską. Wraz z rozwojem pięściarzy jest drożej, gdyż rywale z zagranicy, jeśli są coraz mocniejsi, to żądają coraz większych pieniędzy. A interesują ich wypłaty w euro, funtach lub dolarach.
  3. Jako przykład kraju, w którym boks jest szanowany znacznie bardziej niż inne nowoczesne formy walki, Andrzej Wasilewski wskazuje Niemcy. Przekonuje, że w tym kraju dziennikarze sportowi lepiej niż polscy wpoili kibicom, jak skomplikowanym i trudnym technicznie sportem jest boks. Wspomina, iż bezskutecznie prosił stację Polsat, z którą współpracował przez wiele lat, by jej dziennikarze skupili się na wyjaśnianiu technik bokserskich przy okazji walk. Nadzieją napawa go obecnie to, iż coraz więcej ludzi trenuje boks.