Raport komisji ds. Pegasusa: dane były w Izraelu
Sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa zaprezentowała jawną część raportu dotyczącego systemu. Wynika z niej, że dane pozyskiwane w ramach kontroli operacyjnych trafiały do izraelskiej firmy. Ponadto system był bezsilny wobec numerów telefonu z Rosji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co zawiera raport sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa.
- Jak działa system Pegasus i jakie daje możliwości inwigilacji.
- Na czym polegała afera związana z zakupem i wykorzystywaniem tego oprogramowania w Polsce.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Po niespełna trzech latach od powołania sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa przedstawia dokument podsumowujący swoje prace. Komisję powołano 17 stycznia 2024 r. Od tamtej pory na 130 posiedzeniach przesłuchała kilkudziesięciu świadków, w tym przedstawicieli kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości z lat 2015-2023 oraz czołowych polityków PiS. Po wielu nieudanych próbach przed komisją stanął również były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Podczas przesłuchania 29 września 2025 r. przyznał, że to on zainicjował zakup Pegasusa.
Komisja kierowała również do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dotyczyły one m.in. Zbigniewa Ziobry oraz jego byłego zastępcy w Ministerstwie Sprawiedliwości, posła PiS Michała Wosia.
Raport komisji śledczej ds. Pegasusa
W poniedziałek komisja śledcza ds. Pegasusa poinformowała, że skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez 11 osób. Wśród nich znaleźli się m.in. Zbigniew Ziobro, Michał Woś, europoseł i były szef MSWiA Mariusz Kamiński, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernest Bejda, były Rzecznik Praw Dziecka, a wcześniej dyrektor departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości Mikołaj Pawlak, była szefowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Teresa Rutkowska-Szmydyńska oraz były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotr Pogonowski.
Przewodnicząca komisji Magdalena Sroka (Polskie Stronnictwo Ludowe) rozpoczęła prezentację raportu od informacji o braku kontroli nad systemem. Jak mówiła, niektóre elementy Pegasusa znajdowały się pod kontrolą jego producenta – firmy NSO Group. Centralne Biuro Antykorupcyjne, dla którego zakupiono system, nie miało haseł dostępu do części kont. Według komisji oznacza to, że CBA nie mogło sprawować pełnej kontroli nad narzędziem wykorzystywanym do kontroli operacyjnej.
– Kontrolę sprawował producent oprogramowania. Dane pobierane przez system Pegasus wysyłano poza terytorium Polski. Producent Pegasusa miał dostęp do materiałów z kontroli operacyjnych podejmowanych przez polskie służby. Gdy system wymagał serwisowania, nie przerywano kontroli operacyjnej. Firma NSO Group miała pełny dostęp do danych. Nie była to wiedza tajemna dla służb – mówiła posłanka Magdalena Sroka.
Dane w Izraelu
Przewodnicząca komisji dodała, że już na początku 2017 r. szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego alarmował, iż zakup systemu grozi ujawnieniem zainteresowań operacyjnych polskich służb specjalnych. Z tych samych powodów kierownictwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego odmówiło udziału w zakupie. Mimo tych zastrzeżeń we wrześniu 2017 r. zdecydowano się na nabycie systemu.
– Dane polskich sędziów, prokuratorów, samorządowców, polityków opozycji były w rękach zagranicznej firmy. Kontroli nie sprawowano z Warszawy, ale z Izraela. Producent miał techniczną możliwość odcięcia służb od systemu. Według ustaleń komisji licencja została odebrana. Informacja ta dyskredytuje polityków mówiących, że bez tego systemu niemożliwe byłoby walczenie z terroryzmem. Licencja została odebrana w 2022 r. To utrata narzędzia operacyjnego decyzją zagranicznej korporacji, co jest definicją utraty operacyjnej suwerenności – mówiła Magdalena Sroka.
Dane polskich sędziów, prokuratorów, samorządowców, polityków opozycji były w rękach zagranicznej firmy. Kontroli nie sprawowano z Warszawy, ale z Izraela.
8 mln zł dla pośrednika
Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli Pegasusa zakupiono jesienią 2017 r. Na ten cel przeznaczono 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości.
Jak informowali członkowie komisji, decyzja polityczna o zakupie systemu zapadła na styku Ministerstwa Sprawiedliwości, kierowanego przez Zbigniewa Ziobrę, oraz pionu służb specjalnych, nadzorowanych przez Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. To podległy im szef CBA Ernest Bejda zwrócił się 15 września 2017 r. do ministra sprawiedliwości o pieniądze na zakup technologii.
Dotychczas wiadomo było, że na zakup systemu przeznaczono 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości. Według komisji łączny koszt zakupu Pegasusa wyniósł jednak 33,4 mln zł, z czego 8 mln zł trafiło do firmy Matic, pośredniczącej w transakcji.
Nie tylko Pegasus
Wiceprzewodniczący komisji Tomasz Trela (Nowa Lewica) stwierdził, że za sfinansowanie zakupu Pegasusa odpowiadał Michał Woś, ówczesny wiceminister sprawiedliwości. Dodał, że Jarosław Kaczyński wiedział o planach Zbigniewa Ziobry i Mariusza Kamińskiego.
Poseł Witold Zembaczyński (Koalicja Obywatelska) stwierdził, że Polska zakupiła jedynie licencję, natomiast fizyczna kopia oprogramowania pozostała w rękach dostawcy.
Magdalena Sroka podkreśliła, że na zakupie nie kończyły się wydatki związane z Pegasusem. Koszty eksploatacji systemu opisano w niejawnej części raportu. Jak zaznaczyła posłanka PSL, całkowity koszt był „wyższy co najmniej o kolejną taką sumę”. W utrzymaniu systemu, poza CBA, partycypowały również SKW i policja, które także korzystały z Pegasusa.
Przy tej okazji posłanka wspomniała o systemie śledzącym Hermes, zakupionym przez Prokuraturę Krajową, kierowaną wówczas przez Bogdana Święczkowskiego, obecnego prezesa Trybunału Konstytucyjnego. System kosztował 15 mln zł i został zakupiony bez przetargu oraz analizy potrzeb. Podobnie jak Pegasus funkcjonował bez akredytacji.
Wprowadzanie sądów w błąd
Magdalena Sroka odniosła się również do argumentów polityków PiS broniących zakupu Pegasusa. Wielokrotnie podkreślali oni, że sądy wyrażały zgodę na prowadzenie kontroli operacyjnej z wykorzystaniem tego systemu.
– Komisja zbadała, co ta zgoda sądów była warta – mówiła przewodnicząca komisji.
Jak wyjaśniała, przesłuchani sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie i Sądu Apelacyjnego w Warszawie zgodnie przyznawali, że nie informowano ich o narzędziu wykorzystywanym podczas kontroli operacyjnej. Nie wiedzieli więc, że chodzi o system umożliwiający przejęcie całej zawartości smartfona.
Sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie i Sądu Apelacyjnego w Warszawie zgodnie przyznawali, że nie informowano ich o narzędziu wykorzystywanym podczas kontroli operacyjnej. Nie wiedzieli więc, że chodzi o system umożliwiający przejęcie całej zawartości smartfona.
– O Pegasusie dowiedzieli się z mediów, tak jak wszyscy obywatele. Sędzia Sądu Okręgowego przyznał, że na tym etapie działał w zaufaniu do służb. Służby nie informowały, jakiego narzędzia używały do kontroli operacyjnej. We wrześniu 2017 r., dokładnie wtedy, gdy kupiono Pegasusa, odwołano przed upływem kadencji kierownictwo SO w Warszawie i zastąpiono tych sędziów nominatami Zbigniewa Ziobry. Od tamtej pory sędziowie z nominacji ministra Ziobry dekretowali wnioski o kontrolę operacyjną – tłumaczyła przewodnicząca komisji.
Politycy PiS wielokrotnie przekonywali także, że Pegasus miał służyć walce z terroryzmem i szpiegostwem. Według ustaleń komisji system nie mógł jednak działać wobec numerów telefonów zarejestrowanych w niektórych państwach nieprzyjaznych Polsce.
– Mówiono nam, że Pegasus ma służyć do walki z terrorystami i szpiegami. Komisja ustaliła, że to mit. System nie mógł działać wobec numerów zarejestrowanych w Rosji, Chinach, Korei Północnej, Izraelu czy Białorusi. Nie takie były cele. Celami byli przeciwnicy ówczesnej władzy. To choćby przypadek europosła Krzysztofa Brejzy – mówiła Magdalena Sroka.
Wiceprzewodnicząca komisji Joanna Kluzik-Rostkowska (KO) stwierdziła, że polscy operatorzy systemu nie mieli dostępu do części jego modułów, w tym elementów sieci anonimizujących.
578 inwigilowanych osób
O skali wykorzystania Pegasusa mówił poseł Tomasz Trela. Z danych Prokuratora Generalnego wynika, że w latach 2017-2022 za pomocą tego systemu inwigilowano 578 osób.
– Żadna z przesłuchiwanych przez komisję osób publicznych nie usłyszała zarzutów w sprawach będących pretekstem do inwigilacji – mówił Tomasz Trela.
Polityk Lewicy wskazał m.in. na przypadek sędzi Beaty Morawiec, którą inwigilowano również podczas prowadzonych przez nią rozpraw i narad sędziowskich.
Przypomniał także historię Krzysztofa Brejzy. Telefon polityka KO infekowano ponad 30 razy między 26 kwietnia a 23 października 2019 r. Jak mówił Trela, zbiegło się to z publikacją raportu w sprawie Amber Gold, przygotowanego przez komisję śledczą, której członkiem był Brejza, oraz z kampaniami wyborczymi, podczas których pełnił on funkcję szefa sztabu KO. Z jego telefonu wykradziono kilkadziesiąt tysięcy wiadomości. Część z nich opublikowała TVP Info w spreparowanej formie.
Poseł Patryk Jaskulski (KO) wskazywał, że niektóre materiały trafiały do mediów zanim trafiały do prokuratury. Według komisji źródła przecieków mogły być w służbach specjalnych.
Afera Pegasusa
System opracowano z myślą o zwalczaniu terroryzmu i przestępczości zorganizowanej. Pozwala on jednak na znacznie więcej niż podsłuchiwanie rozmów telefonicznych. Po zainfekowaniu smartfona umożliwia dostęp do przechowywanych w nim danych, w tym e-maili, zdjęć i nagrań wideo. Może również uruchamiać mikrofon i kamerę urządzenia.
W Polsce Pegasusa wykorzystywano także do inwigilacji osób związanych z polityką i wymiarem sprawiedliwości. Wśród osób, których telefony stały się celem tego oprogramowania, znaleźli się m.in. obecny europoseł KO Krzysztof Brejza, inwigilowany w czasie, gdy kierował kampanią wyborczą w 2019 r., adwokat i obecny poseł KO Roman Giertych oraz prokurator Ewa Wrzosek, która w 2020 r. wszczęła śledztwo dotyczące organizacji wyborów kopertowych.
Niejawna część raportu ma zostać omówiona na osobnym posiedzeniu komisji. Dokument trafi również pod obrady Sejmu, gdzie zostanie przedstawiony zarówno w części jawnej, jak i niejawnej. Termin posiedzenia wyznaczy marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Główne wnioski
- Z jawnej części raportu ds. Pegasusa wynika, że jego zakup kosztował w sumie 33,4 mln zł, z których 25 mln pochodziło z Funduszu Sprawiedliwości. 8 mln zł trafiło do pośrednika. Kontrolę nad danymi pozyskiwanymi przy użyciu Pegasusa w trakcie kontroli operacyjnych miała izraelska firma NSO Group. Pegasusem zainfekowano telefony 578 osób. Żadna z osób publicznych nie usłyszała zarzutów w sprawach, których dotyczyły kontrole operacyjne. System nie mógł być wykorzystywany wobec numerów telefonów z Rosji, Białorusi, Chin i Korei Północnej.
- System Pegasus pozwala nie tylko podsłuchiwać rozmowy telefoniczne. Daje również możliwość dostępu do wiadomości w danym urządzeniu. Pozwala także na korzystanie z mikrofonu i kamery urządzenia.
- Pod koniec rządów PiS wyszło na jaw, że ówcześni rządzący zakupili system pozwalający na daleko idącą inwigilację. Wykorzystywano go do inwigilacji i dyskredytowania polityków opozycji, a także samorządowców, prokuratorów i sędziów.