Kategorie artykułu: Polityka Świat

Czy Ukraina wyłączyła rosyjskie boty? Sprawa jest niejednoznaczna, a kluczowy wykres mógł być dziełem AI

Ukraińskie drony uderzyły w trzy centra danych w Rosji. W sieci szybko pojawiła się teza, że po atakach zniknęły rosyjskie trolle. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, a jej wyjaśnienia nie ułatwiają wykresy, które mogły zostać wygenerowane przez sztuczną inteligencję.

Niedzielne zniszczenie trzech rosyjskich centrów danych przez Ukrainę wzmogło spekulacje o spadku aktywności i widoczności rosyjskich botów w sieci. Sprawa jest jednak nieco bardziej skomplikowana. Fot. Omar Marques/SOPA Images/LightRocket/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego wykres pokazujący rzekomy spadek aktywności wokół AfD po atakach na centra danych Yandexu budzi poważne wątpliwości.
  2. Czym różnią się boty indeksujące strony internetowe od botów szerzących propagandę w mediach społecznościowych.
  3. Czy ukraińskie uderzenia mogły ograniczyć zasięgi rosyjskich treści propagandowych i dlaczego trudno to zweryfikować.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Nagły spokój w mediach społecznościowych, mniej mowy nienawiści, a przede wszystkim treści sprzyjających Kremlowi? Taki, nieznany od lat, krajobraz mediów społecznościowych mieliśmy zobaczyć w ostatnich dniach. Znani komentatorzy przekonywali, że pod ich postami pojawiło się znacznie mniej propagandowych wpisów. O radykalnym spadku aktywności rosyjskich botów, powołując się na ustalenia ABW, mówił również minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Podobną obserwacją podzielił się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas poniedziałkowego wystąpienia na Warsaw Security Forum.

Czy rosyjska propaganda rzeczywiście osłabła?

Źródłem tego dość niezwykłego zjawiska miały być ukraińskie ataki na trzy centra danych rosyjskiego koncernu technologicznego Yandex.

Z czasem jednak niezależni eksperci z Polski, Niemiec i USA zaczęli wskazywać, że brakuje wiarygodnych dowodów na osłabienie rosyjskiej propagandy, a konta rozpowszechniające antyzachodnią narrację nadal pozostają aktywne. Czy zatem sukces ukraińskich wojsk w niszczeniu rosyjskiej infrastruktury cyfrowej rzeczywiście przełożył się na ograniczenie działalności propagandowej Kremla?

Najpierw zrekonstruujmy przebieg wydarzeń.

8, 9 i 11 października ukraińskie drony zaatakowały trzy centra danych Yandexu w Rosji. Uderzenia wyrządziły poważne szkody w infrastrukturze cyfrowej koncernu, powodując m.in. zakłócenia w działaniu usług komercyjnych i finansowych. O problemach informował również szef działu technologii finansowych Yandexu.

Wykres, który miał potwierdzać sukces, mógł być dziełem AI

W sieci szybko pojawiła się narracja, według której innym, znacznie dalej idącym skutkiem ukraińskich uderzeń był zauważalny spadek aktywności rosyjskich trolli w zachodniej przestrzeni informacyjnej.

Na platformie X zaczął krążyć wykres, który miał jednoznacznie pokazywać gwałtowny spadek aktywności w mediach społecznościowych wokół niemieckiej skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD).

Jedną z osób, które udostępniły tę grafikę, był czeski europoseł Tomáš Zdechovský z Europejskiej Partii Ludowej, do której należą także Platforma Obywatelska i PSL.

Europoseł powiązał aktywność partii z ukraińskimi atakami na rosyjskie centra danych. Nie jest tajemnicą, że kierownictwo AfD co najmniej przychylnie spogląda na Rosję. Nie dowodzi to jednak związku między aktywnością partii w sieci a ukraińskimi uderzeniami.

Wykres zaczął żyć własnym życiem, ale szybko pojawiły się wątpliwości dotyczące jego wiarygodności. Na grafice opublikowanej 11 października znalazły się bowiem dane z przyszłości – aż do 15 października. Czy mogła to być zwykła pomyłka? Mogła, ale ustalenia dziennikarza niemieckiego portalu Capital.de wskazują na coś innego.

Jan Vollmer ustalił, że pierwotny post z wykresem był oznaczony jako wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji. Grafika pojawiła się na platformie Threads na koncie użytkownika przedstawiającego się jako 24-letni steward Frank.

Co więcej, jak wskazuje Vollmer, analizy niemieckich ośrodków CeMAS, Instytutu Hasso Plattnera oraz think tanku Polisphere nie potwierdzają trwałego, mierzalnego spadku aktywności botów po ukraińskich atakach.

Nie każdy bot sieje propagandę

Dyskusję komplikuje również powszechne mylenie różnych rodzajów botów. Czym innym są programy automatycznie przeszukujące i indeksujące strony internetowe, czym innym boty wysyłające spam, a jeszcze czym innym konta wykorzystywane do rozpowszechniania propagandy w mediach społecznościowych.

Na poniższym wykresie firmy Cloudflare, opublikowanym przez portal Niebezpiecznik.pl, widać wyraźny spadek zautomatyzowanego ruchu pochodzącego z sieci Yandexu. Dane te jednak nie pokazują aktywności kont szerzących propagandę w mediach społecznościowych. Nie pozwalają też jednoznacznie ustalić, jaka część spadku dotyczy botów indeksujących strony internetowe.

Co to oznacza w praktyce?

– Ten wykres, który podawało dalej mnóstwo osób, mówi o tzw. botach crawlerach. Boty crawlery, czyli boty pełzające, łaziki, to nie są boty w rozumieniu botów w mediach społecznościowych. Są to boty, które między innymi indeksują ruch w sieci – wyjaśnia w rozmowie z XYZ Aleksandra Wójtowicz, analityczka ds. nowych technologii i cyfryzacji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Wójtowicz: To nie znaczy, że nic się nie stało

Jak dodaje ekspertka, indeksowanie stron internetowych jest powszechną praktyką, niezbędną do działania wyszukiwarek.

– Polega to na tym, że jeśli coś ma się znaleźć w wyszukiwarce, musi być zaindeksowane. Wyszukiwarka musi mieć to zapisane, trochę jak w książce. Albo można samemu przejrzeć całą książkę w poszukiwaniu jakiegoś słowa, albo skorzystać z indeksu i wiedzieć, gdzie to słowo jest. Tak samo działa indeksowanie przez te boty. Indeksowanie i boty crawlery w założeniu nie są szkodliwą praktyką. Tego typu narzędzia mają również Google, Bing czy DuckDuckGo. Jest to niezbędne do funkcjonowania jakiejkolwiek wyszukiwarki, bo bez indeksowania nie ma wyszukiwarki – tłumaczy analityczka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Chodzi zatem o zupełnie inne narzędzia niż konta wykorzystywane do szerzenia antyzachodniej propagandy w mediach społecznościowych. Jak jednak zauważa ekspertka, mylenie tych pojęć nie oznacza, że ukraińskie ataki nie mogły w żaden sposób wpłynąć na rosyjskie operacje informacyjne.

– To, że ludzie wpadli w spiralę dezinformacji i pomylili jedne boty, przecież nie znaczy, że nic nie wydarzyło się z drugimi – mówi Wójtowicz.

Analityczka podkreśla, że na szczegółową ocenę skutków ataków na centra danych jest jeszcze za wcześnie. Przedstawia jednak hipotezę, zgodnie z którą automatyczny ruch internetowy może mieć znaczenie także dla zwiększania zasięgów treści w mediach społecznościowych.

– Zakładam, że te crawlery wchodzą na profile w mediach społecznościowych nie tylko po to by je zindeksować, ale także żeby napompować ruch na platformach, zwiększyć liczbę wyświetleń pewnych wpisów i tym samym doprowadzić do tego, żeby dalej pokazywały się ludziom. Tak działają te algorytmy: jeśli ma się więcej nabitych wyświetleń, algorytm pokazuje treść szerzej. To sposób działania algorytmu X i to jest też sposób działania machiny dezinformacyjnej – tłumaczy Aleksandra Wójtowicz.

„Tu nie chodzi o ilość, a o wyświetlenia”

Ekspertka PISM zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt, którego nie uwzględniają przytoczone wcześniej analizy polskich i niemieckich badaczy. Jej zdaniem znaczenie może mieć nie tylko liczba publikowanych treści, lecz także ich zasięg.

– Zwróćmy uwagę na wyświetlenia. Wszyscy mówią o liczbie treści, np. że AfD publikuje tyle samo. Oczywiście, że AfD publikuje tyle samo, bo dlaczego atak na centra Yandeksu w Rosji miałby wpłynąć na to, ile publikuje niemiecka partia? Tu chodzi o wyświetlenia, o to, jak te treści się niosą, bo ten sztuczny ruch w internecie koniec końców wpływa na zasięgi. Nawet działaczka ruchu MAGA Laura Loomer, niegdyś prorosyjska, ale dziś wspierająca Ukrainę, opublikowała grafikę o tym, jak spadły w danym okresie wyświetlenia prorosyjskim zwolennikom ruchu MAGA takich jak np. Tucker Carlson – wyjaśnia ekspertka PISM.

Tego rodzaju zestawienia również wymagają jednak ostrożnej interpretacji. Sam spadek liczby wyświetleń nie przesądza o jego przyczynie. Zwłaszcza jeśli porównywane wpisy zostały opublikowane w różnych terminach i miały różną ilość czasu na zgromadzenie odbiorców.

Na razie mamy więc przede wszystkim poszlaki. Brakuje twardych dowodów na to, że uszkodzenie trzech rosyjskich centrów danych rzeczywiście ograniczyło zasięg kremlowskiej propagandy. Im więcej czasu upływa od ataków, tym trudniejsze może być jednak odtworzenie ich bezpośrednich skutków.

Coraz trudniej ustalić rzeczywiste skutki ataków

– Najgorsze jest to, że im więcej czasu minie, tym ciężej jest to badać. Ewidentnie cokolwiek tam się dzieje, jest już odkręcone, łącznie z botami crawlerami. Kiedy patrzy się na te wykresy, ten ruch działa coraz lepiej, więc po prostu ciężko jest cokolwiek sprawdzić. Mogli oni nadrobić swoje działanie w ciągu dwóch czy trzech dni – kwituje ekspertka.

Czy rzeczywiście tak się stało? Tego nadal nie wiemy. Są jednak przesłanki wskazujące, że ukraińskie uderzenia mogły przejściowo zakłócić działanie przynajmniej części rosyjskiej machiny propagandowej.

Według analizy Dave’a Troya z serwisu America 2.0 automatyczna sieć propagandowa „Pravda”, służąca do masowego rozpowszechniania prorosyjskich artykułów, na około 13 godzin ograniczyła liczbę publikowanych materiałów o połowę. Sieć ta jest wykorzystywana również do rozpowszechniania treści, które mogą trafiać do systemów sztucznej inteligencji i wpływać na generowane przez nie odpowiedzi.

Jak jednak ustalił Troy, po kilkunastu godzinach tempo publikacji wróciło do wcześniejszego poziomu. To wskazuje na możliwość krótkotrwałego zakłócenia części infrastruktury, ale nie dowodzi trwałego osłabienia rosyjskich operacji dezinformacyjnych.

Bardziej zniuansowane niż wcześniejsze doniesienia o radykalnym spadku aktywności rosyjskich botów jest również wtorkowe stanowisko Jacka Dobrzyńskiego, rzecznika prasowego ministra koordynatora służb specjalnych. Dobrzyński zwrócił uwagę, że pojęcie botów obejmuje różne rodzaje automatycznego ruchu internetowego, w tym programy służące do indeksowania stron. Nie należy więc utożsamiać spadku takiego ruchu z ograniczeniem aktywności kont szerzących dezinformację.

Nie ma natomiast podstaw, by zakładać, że rosyjska propaganda na Zachodzie ustanie. Nawet jeśli ukraińskie ataki spowodowały przejściowe problemy techniczne, ich rzeczywisty wpływ na operacje dezinformacyjne wymaga dalszych badań.

Co w takiej sytuacji może zrobić zwykły użytkownik internetu? Dr Łukasz Olejnik, ekspert ds. polityki bezpieczeństwa, zaproponował rozwiązanie zaskakująco proste: przynajmniej na jakiś czas odłożyć media społecznościowe na bok.

„Resztę załatwiła wyobraźnia. Jak leczyć błędne diagnozy? Wyłącz telefon. Odłącz się. Idealnie byłoby na tydzień, ale nawet kilka godzin pomaga” – pisał Łukasz Olejnik na X.

Do tego apelu się przyłączamy.

Główne wnioski

  1. Ukraińskie ataki na centra danych Yandexu wywołały poważne zakłócenia, ale nie ma dowodów, że wyłączyły rosyjskie trolle. Do uderzeń doszło 8, 9 i 11 października. Wkrótce pojawiły się doniesienia o gwałtownym spadku aktywności rosyjskich botów. Jednym z rzekomych dowodów był wykres przedstawiający spadek aktywności wokół niemieckiej AfD, który okazał się niewiarygodny. Grafika została oznaczona jako wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.
  2. Spadek ruchu internetowego nie oznacza automatycznie ograniczenia propagandy. Analizy niemieckich ośrodków badawczych, a także polskiego NASK, nie potwierdzają istotnego osłabienia aktywności kont rozpowszechniających rosyjską dezinformację. Dane Cloudflare pokazywały natomiast gwałtowny spadek zautomatyzowanego ruchu z sieci Yandexu, związanego przede wszystkim z działaniem botów indeksujących strony internetowe. To zupełnie inne narzędzia niż konta wykorzystywane do szerzenia propagandy w mediach społecznościowych.
  3. Ukraińskie uderzenia mogły przejściowo ograniczyć zasięgi niektórych rosyjskich treści, ale brakuje na to wystarczających dowodów. Analityczka PISM Aleksandra Wójtowicz zwraca uwagę, że skutkiem zakłóceń mógł być spadek liczby wyświetleń, a nie publikowanych wpisów. Z kolei analiza Dave’a Troya wskazuje, że propagandowa sieć „Pravda” na około 13 godzin ograniczyła liczbę publikacji o połowę, po czym wróciła do wcześniejszego tempa. Ocena rzeczywistego wpływu ataków wymaga dalszych badań.