Kategorie artykułu: Analizy Sport

Pełne stadiony, miliony z telewizji i długi. Na czym zarabia polski żużel?

Ponad 703 tys. kibiców na stadionach, kontrakt telewizyjny wyceniany na 214,5 mln zł i kluby, które mimo rosnących przychodów notują straty. PGE Ekstraliga pokazuje, że polski żużel to wielki biznes. Pytanie, kto rzeczywiście na nim zarabia.

Włosi Michele Paco Castagna (w czerwonym kasku) i Kevin Melato (w niebieskim) oraz Łotysze Francis Gusts (w żółtym) i Andrzej Lebiediew (w białym) rywalizują w finałowym turnieju żużlowych mistrzostw Europy par w Grudziądzu. Fot. PAP/Agnieszka Bielecka.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Polska stała się najważniejszym rynkiem klubowego żużla i jak dużą publiczność przyciąga PGE Ekstraliga.
  2. Ile kluby zarabiają na prawach telewizyjnych, sponsoringu i biletach, jakie ponoszą koszty oraz dlaczego nie wszystkie osiągają zyski.
  3. Jaką rolę w finansowaniu żużla odgrywają samorządy i państwowe spółki oraz co może zadecydować o przyszłości dyscypliny.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

PRES Toruń pokonał we Wrocławiu BETARD Spartę 46:44 i po raz drugi z rzędu zdobył drużynowe mistrzostwo Polski. Pierwszy finał wygrał 55:35, więc dwumecz zakończył się wynikiem 101:79. Kibice w Toruniu mieli jednak powody do zadowolenia nie tylko ze względu na sukces sportowy. Ich klub okazał się również liderem frekwencji PGE Ekstraligi. Dziewięć domowych spotkań na Motoarenie obejrzało 124 072 osoby, co daje średnio 13 786 widzów na mecz. Wrocław zgromadził 123 075 kibiców, a Leszno – 120 900.

Według oficjalnych danych organizatora 70 meczów sezonu 2026 obejrzało łącznie 703 748 widzów, średnio 10 054 na spotkanie. Rok wcześniej było to 673 778 osób przy takiej samej liczbie meczów. Wzrost wyniósł zatem 4,45 proc., choć na ten wynik warto spojrzeć nieco dokładniej.

Siedem klubów, które występowały w obu sezonach, zgromadziło w 2026 r. łącznie o 18 830 widzów mniej niż rok wcześniej. Leszno, które zastąpiło Rybnik, odnotowało natomiast o 48 800 wejść więcej niż poprzedni beniaminek. W rezultacie frekwencja całej ligi wzrosła o 29 970 widzów. Nie oznacza to jednak spadków na każdym ze stadionów. Toruń, Lublin i Gorzów zanotowały wzrosty, a Wrocław utrzymał wynik z poprzedniego sezonu.

Różnice między poszczególnymi ośrodkami są wyraźne. We Wrocławiu oficjalny wskaźnik wykorzystania miejsc sięgnął 100 proc., w Lublinie niemal 98 proc., a w Toruniu blisko 89 proc. Tymczasem Częstochowa zakończyła sezon ze średnią zaledwie 4389 widzów i zajętością trybun poniżej 27 proc. Nawet klub o bogatej historii może mieć problem z przyciągnięciem publiczności, gdy brakuje wyników sportowych. W innych miastach kibice regularnie walczą o bilety.

Najbardziej niezwykła pozostaje jednak geografia polskiego żużla. Toruń liczy około 200 tys. mieszkańców, Leszno około 60 tys., Gorzów niewiele ponad 100 tys., a Grudziądz mniej niż 100 tys. Żużel nie potrzebował Warszawy ani Krakowa, aby stworzyć silny rynek ligowy. Przez pokolenia stał się częścią lokalnej tożsamości. W Toruniu, Lesznie, Zielonej Górze czy Gorzowie mecz jest wydarzeniem ważnym nie tylko dla kibiców, ale często dla całego miasta i okolic.

Średnia frekwencja na stadionach odpowiada tam znaczącej części liczby mieszkańców. Trzeba jednak pamiętać, że publiczność nie ogranicza się do osób mieszkających w granicach administracyjnych miasta. Wielu kibiców przyjeżdża z okolicznych miejscowości, często uczestnicząc w kilku spotkaniach w ciągu sezonu.

Dlaczego polska liga żużlowa wyprzedza zagraniczną konkurencję?

Szwecja ma bogatą historię ligową, Wielka Brytania była kolebką wielu rozwiązań współczesnego żużla, a Dania wychowała wielkich mistrzów tej dyscypliny. We wszystkich tych krajach nadal ścigają się zawodnicy światowej klasy. Polska wyróżnia się jednak zdolnością do skupienia w jednym systemie silnych klubów, telewizji, sponsorów i tysięcy kibiców regularnie kupujących bilety.

Dla porównania oficjalne statystyki szwedzkiej BAUHAUS Ligan za 2026 r. wskazują średnio około 2828 widzów na meczach, dla których podano frekwencję. W PGE Ekstralidze było ich niemal czterokrotnie więcej.

Różnicę widać także w modelu sprzedaży transmisji. W Polsce prawa do całej PGE Ekstraligi kupuje CANAL+, jeden z największych nadawców sportowych w kraju. W Wielkiej Brytanii ważną rolę odgrywa natomiast wyspecjalizowana platforma British Speedway Network, na której pakiet 18 transmisji Premiership w sezonie 2026 kosztuje 119,99 funta.

To dwa różne sposoby zarabiania na rozgrywkach. Polska liga funkcjonuje jako duży produkt telewizyjny, podczas gdy brytyjska w większym stopniu opiera dystrybucję na abonamentach kupowanych bezpośrednio przez kibiców.

Prawa telewizyjne PGE Ekstraligi warte ponad 200 mln zł

Centralna sprzedaż praw telewizyjnych stała się jednym z głównych motorów rozwoju polskiego żużla. CANAL+ nabył prawa do PGE Ekstraligi na lata 2026-2028 i od sezonu 2026 transmituje wszystkie mecze najwyższej klasy rozgrywkowej, również w serwisie streamingowym. W poprzednim cyklu część spotkań pokazywał Eleven Sports jako sublicencjobiorca.

Transmisje pozwalają nadawcy tworzyć wokół ligi dodatkowe treści: skróty, programy publicystyczne i materiały zza kulis. Mogą one pomagać zarówno w pozyskiwaniu nowych abonentów, jak i utrzymywaniu dotychczasowych.

Oficjalne komunikaty CANAL+ i Ekstraligi nie ujawniły wartości kontraktu. Według „Przeglądu Sportowego Onet” umowa ma być jednak warta 214,5 mln zł za trzy sezony, czyli średnio 71,5 mln zł rocznie.

Kwota ta dotyczy wyłącznie PGE Ekstraligi. CANAL+ ma również odrębną umowę na transmisje Metalkas 2. Ekstraligi w latach 2025–2027, wartą według WP SportoweFakty około 10 mln zł rocznie.

W poprzednim cyklu prawa do najwyższej ligi miały kosztować 242 mln zł za cztery lata, czyli średnio 60,5 mln zł rocznie. Przy porównywalnym zakresie kontraktów oznaczałoby to wzrost rocznej wartości o 11 mln zł, a więc około 18,2 proc.

W dłuższej perspektywie skala wzrostu jest jeszcze większa. Według wcześniejszych doniesień prawa telewizyjne na lata 2019–2021 były warte około 20 mln zł rocznie. W kolejnym cyklu ich wartość miała wzrosnąć ponad trzykrotnie.

Kwoty te nie opisują całej ekonomiki ligi, ale dobrze pokazują, jak bardzo zmieniła się pozycja żużla w oczach dużych nadawców. Organizator rozgrywek zyskuje dzięki temu możliwość finansowania wspólnych projektów i częściowego uniezależnienia rozwoju dyscypliny od sytuacji finansowej poszczególnych klubów czy samorządów.

Nie oznacza to jednak, że osiem klubów otrzymuje po 8,94 mln zł rocznie. Takie wyliczenie pomija koszty organizatora, środki przeznaczane na fundusze i szkolenie oraz szczegółowe zasady podziału wpływów. Przed sezonem media szacowały, że jeden klub może otrzymać z centralnej dystrybucji około 7,5-8 mln zł. Od 2026 r. część pieniędzy ma być ponadto odkładana do rezerwy, zamiast trafiać bezpośrednio do bieżących budżetów drużyn.

Sponsoring w żużlu. Firma staje się częścią nazwy klubu

Polski żużel ma cechę, która rzuca się w oczy kibicom przyzwyczajonym do piłki nożnej. Nazwa sponsora często staje się częścią oficjalnej nazwy drużyny. BETARD Sparta Wrocław, ORLEN OIL Motor Lublin, PRES Toruń, FOGO Unia Leszno czy Gezet Stal Gorzów to w tej dyscyplinie codzienność.

Dzięki temu sponsor pojawia się nie tylko na bandach toru, lecz także w tabelach, transmisjach i materiałach medialnych. Zyskuje więc znacznie więcej niż tradycyjną powierzchnię reklamową. Jednocześnie w codziennych rozmowach kibice często posługują się samymi nazwami miast, mówiąc po prostu „Leszno–Toruń” czy „Gorzów–Zielona Góra”, niezależnie od aktualnych sponsorów.

Sponsorów tytularnych mają również obie najwyższe klasy rozgrywkowe. Partnerem PGE Ekstraligi od 2015 r. jest Polska Grupa Energetyczna, jeden z największych koncernów energetycznych w kraju, zajmujący się m.in. wytwarzaniem, dystrybucją i sprzedażą energii elektrycznej. Obecna umowa obowiązuje do końca 2027 r.

Z kolei drugi poziom rozgrywkowy od 2024 r. nosi nazwę Metalkas 2. Ekstraliga. Jego sponsorem jest bydgoski producent regałów, mebli metalowych, sejfów i drabin. W maju 2026 r. współpracę przedłużono do 2029 r.

Co ciekawe, Metalkas promuje się w żużlu również poprzez własną markę Bayersystem, produkującą drabiny aluminiowe. Jest ona sponsorem tytularnym GKM Grudziądz, występującego w najwyższej lidze. Jedna firma wykorzystuje zatem dwa poziomy sponsoringu: poprzez nazwę drugiej ligi buduje rozpoznawalność marki korporacyjnej, a za pośrednictwem konkretnego klubu PGE Ekstraligi promuje markę produktową.

Oczywiście kluby mają także inne źródła przychodów. Sprzedają bilety, karnety, pakiety dla firm i miejsca VIP. Zarabiają na reklamach, pamiątkach oraz współpracy z lokalnymi przedsiębiorstwami.

Nie wszystkie wpływy związane z organizacją meczu trafiają jednak do klubowej kasy. Gastronomię czy parking może obsługiwać właściciel stadionu albo zewnętrzny operator. Również obecność 10 tys. widzów na trybunach nie oznacza sprzedaży 10 tys. biletów w jednakowej cenie. Część kibiców korzysta z karnetów, ulg i wejściówek partnerskich.

Ile zarabiają żużlowcy? Miliony dla gwiazd i ich zespołów

Model wynagradzania żużlowców różni się od tego, który znamy z piłki nożnej. Kontrakt zawodnika zazwyczaj obejmuje kwotę za podpisanie umowy lub przygotowanie do sezonu, a także wynagrodzenie za zdobyte punkty, w tym płatne bonusy. Im skuteczniejszy żużlowiec, tym wyższy rachunek dla klubu.

Najlepsi zawodnicy mogą zarabiać miliony złotych rocznie, ale utrzymanie ich sportowego zaplecza również pochłania ogromne pieniądze.

Skalę wydatków pokazał Wojciech Stępniewski, prezes Ekstraligi Żużlowej. Według jego szacunków w sezonie 2023 osiem klubów przeznaczyło na kontrakty około 100 mln zł dla mniej więcej 50 zawodników. Blisko 60 mln zł stanowiły wypłaty za punkty, przy średniej stawce około 8 tys. zł. Kolejne 40 mln zł przypadło na kwoty za podpisanie umów.

Największe gwiazdy zarabiają jednak znacznie więcej niż ligowa średnia. Według wyliczeń WP SportoweFakty Bartosz Zmarzlik otrzymał w sezonie 2025 około 4,1 mln zł z kontraktu z Motorem Lublin. Jego wynagrodzenie miało obejmować 1,5 mln zł za podpis oraz 12 tys. zł za każdy zdobyty punkt. Dziennikarze szacowali, że po doliczeniu indywidualnych umów sponsorskich roczne przychody zawodnika mogły sięgać nawet 10 mln zł.

Nie należy jednak utożsamiać tych kwot z zarobkiem netto. Żużlowiec potrzebuje kilku silników, ich regularnego serwisowania i tuningu, części zamiennych, transportu oraz mechaników. Czołowi zawodnicy utrzymują całe zespoły techniczne, a wydatki na sprzęt i obsługę mogą sięgać setek tysięcy, a nawet milionów złotych rocznie. Część kosztów pokrywają sponsorzy lub kluby, zależnie od warunków umów. Dochodzą do tego podatki i pozostałe koszty prowadzenia działalności.

Możliwości zarobkowe zwiększają starty w ligach kilku krajów, zawodach Grand Prix i innych imprezach, a także indywidualne kontrakty sponsorskie. To jednak oznacza również więcej podróży, dodatkowe wydatki i trudniejszą organizację sezonu. Polskie kluby konkurują więc nie tylko o podpis gwiazdy, ale także o jej dyspozycyjność.

W żużlu karierę można rozpocząć jako nastolatek i utrzymywać wysoki poziom jeszcze po czterdziestce. W sezonie 2026 w Ekstralidze startował 41-letni Fredrik Lindgren, a Greg Hancock zdobył mistrzostwo świata w wieku 46 lat.

Milionowe przychody nie gwarantują zysków. Finanse klubów żużlowych

Rosnące wpływy PGE Ekstraligi nie oznaczają, że wszystkie kluby znajdują się w równie dobrej kondycji finansowej.

W roku obrotowym zakończonym w październiku 2025 r. Wrocławskie Towarzystwo Sportowe, prowadzące Spartę, osiągnęło 34,35 mln zł przychodów ogółem i 5,16 mln zł zysku netto. Speedway Lublin, czyli Motor, wykazał 28,62 mln zł przychodów i 1,95 mln zł straty. Z kolei mistrzowski KS Toruń zarobił zaledwie 72 tys. zł netto przy 26,94 mln zł przychodów.

Organizująca rozgrywki Ekstraliga Żużlowa osiągnęła w roku kalendarzowym 83,88 mln zł przychodów i 2,81 mln zł zysku.

Sparta dysponuje również znacznymi rezerwami finansowymi. Jak ustalił Mateusz Puka z WP SportoweFakty, na koniec października 2025 r. klub miał na lokatach bankowych 22,5 mln zł, a roczne przychody z odsetek wyniosły blisko 668 tys. zł. Sama wartość lokat odpowiadała niemal dwóm trzecim rocznych przychodów klubu.

Wrocławianie od lat osiągają wielomilionowe zyski, choć na mistrzostwo Polski czekają od 2021 r. Korzystają przy tym ze wsparcia miasta. Według Interii w 2025 r. Wrocław przekazał 5,85 mln zł, z czego 4,1 mln zł na drużynę seniorską i U24, a 1,75 mln zł na promocję miasta poprzez Speedway Grand Prix.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Stali Gorzów. Klub odnotował 21,06 mln zł przychodów ogółem i 3,94 mln zł straty netto. Rok wcześniej jego strata przekroczyła 10 mln zł.

Aby spełnić warunki licencyjne na sezon 2026, jesienią 2025 r. Stal potrzebowała wsparcia akcjonariuszy i samorządu. Dwóch prywatnych udziałowców objęło akcje za 3 mln zł, jeden z nich poręczył kredyt na 2 mln zł, a miasto udzieliło poręczenia na 3,9 mln zł. Warto podkreślić, że poręczenia zabezpieczały finansowanie, a nie oznaczały bezpośredniego przekazania pieniędzy klubowi.

Stal ostatecznie spełniła wymagania licencyjne, ale nie był to koniec problemów. W stanowisku z 9 września 2026 r. klub zapowiedział spłatę wszystkich zobowiązań do końca października. Była to jednak deklaracja, a nie potwierdzenie uregulowania należności.

Problemy finansowe miał także Falubaz Zielona Góra. Na początku września członek zarządu Rafał Prokopiuk mówił w WP SportoweFakty o 4,5 mln zł należnych zawodnikom. Z kolei 8 października portal podał nieoficjalnie, że zadłużenie sięga 6 mln zł. Prokopiuk zakwestionował tę kwotę i podtrzymał wcześniejsze stanowisko. Równocześnie trwały rozmowy dotyczące przejęcia klubu przez inwestora.

Samorządy finansują żużel na różne sposoby. Nie wszystko jest dotacją

O polskim żużlu często mówi się, że żyje z publicznych pieniędzy. Takie stwierdzenie nie wyjaśnia jednak ani tego, skąd dokładnie środki trafiają do klubów, ani tego, co samorządy otrzymują w zamian.

Miasto może zlecić realizację zadania publicznego, kupić usługę promocji, objąć akcje klubowej spółki, finansować budowę lub modernizację stadionu albo poręczyć zobowiązania klubu. To pięć różnych sytuacji, zarówno pod względem prawnym, jak i ekonomicznym.

Z perspektywy finansów klubu nie można ich traktować jednakowo, nawet jeśli wszystkie wynikają z decyzji władz samorządowych. Poręczenie nie jest przecież przelewem pieniędzy na klubowe konto. Może jednak obciążyć budżet miasta, jeśli zobowiązanie nie zostanie spłacone.

Stal Gorzów zawarła w latach 2016-2022 osiem umów wsparcia związanych z udziałem drużyny w rozgrywkach o mistrzostwo Polski. Z dokumentów zebranych w rozprawie Bartłomieja Gawreckiego wynika, że ich łączna wartość wyniosła co najmniej 7,385 mln zł.

W Częstochowie zastosowano inny mechanizm. Miasto kupowało od Włókniarza usługi promocji poprzez sport. W latach 2017–2024 siedem opisanych umów opiewało łącznie na 17,4 mln zł brutto.

W zamian klub miał eksponować oznaczenia miasta, używać jego nazwy w materiałach, wykorzystywać wizerunki zawodników i przekazywać część karnetów do stref VIP. Mowa więc o zakupie konkretnych usług marketingowych, a nie o nieodpłatnym przekazaniu środków.

Grudziądz to jeszcze inny przypadek. Miasto jest niemal stuprocentowym właścicielem spółki GKM i od lat obejmuje nowe akcje. Według wspomnianego opracowania podwyższenia kapitału w latach 2016-2022 miały łączną cenę emisyjną 27,285 mln zł. Oficjalny raport miasta za 2025 r. wskazuje na kolejne 8 mln zł dokapitalizowania.

Według wyliczeń WP SportoweFakty osiem klubów PGE Ekstraligi otrzymało w 2025 r. od swoich miast łącznie 34,64 mln zł, wobec 32,39 mln zł rok wcześniej. Nie były to jednak wyłącznie dotacje. W zestawieniu znalazły się również pieniądze z umów promocyjnych i środki przeznaczone na dokapitalizowanie klubowych spółek.

Osobnym źródłem finansowania pozostają umowy sponsorskie ze spółkami z udziałem Skarbu Państwa.

Stadion może być atutem albo problemem. Przykład Motoru Lublin

Żużel potrzebuje infrastruktury, której nie da się łatwo zastąpić wynajęciem dowolnego obiektu sportowego. Tor wymaga specjalnego przygotowania, odpowiedniego zaplecza technicznego, oświetlenia i zabezpieczeń. Do tego dochodzą trybuny, których pojemność wyznacza granice przychodów z biletów.

Dlatego znaczenie ma nie tylko to, kto organizuje mecze, ale również to, kto posiada stadion, odpowiada za jego utrzymanie i finansuje modernizację.

Motoarena w Toruniu umożliwia organizację dużych wydarzeń krajowych i międzynarodowych. Stadion Olimpijski we Wrocławiu regularnie przyciąga komplet publiczności, a obiekt w Lesznie stanowi ważny element tamtejszego rynku żużlowego.

Inaczej wygląda sytuacja Lublina. Choć Motor miał w sezonie 2026 wykorzystanie pojemności stadionu bliskie 98 proc., infrastruktura od dawna nie nadąża za sukcesami drużyny.

Miasto początkowo planowało budowę nowego, wielofunkcyjnego stadionu w rejonie ulicy Przeskok. W 2022 r. podpisało umowę na przygotowanie dokumentacji projektowej wartą około 7,4 mln zł. Inwestycja jednak nie ruszyła, a po sporze z projektantami władze zmieniły koncepcję.

Zamiast budowy obiektu w nowej lokalizacji zdecydowano się na gruntowną przebudowę stadionu przy Alejach Zygmuntowskich. Według miejskich zapowiedzi ma on pomieścić 16,6 tys. widzów, otrzymać zadaszenie i nowoczesne zaplecze. Prace miałyby zakończyć się w 2028 r.

Problem w tym, że również ten projekt napotkał przeszkody. W lipcu 2026 r. wybrano ofertę firmy TEXOM za 232,3 mln zł, ale we wrześniu unieważniono wybór i skierowano oferty do ponownej oceny. Nie podpisano umowy z wykonawcą.

Frustracja kibiców była widoczna 3 października podczas meczu z Unią Leszno. Na trybunach pojawiła się oprawa zarzucająca lokalnym władzom niedotrzymanie obietnic dotyczących stadionu, wymierzona m.in. w prezydenta Krzysztofa Żuka i jego zastępcę Tomasza Fularę. Kibice skandowali również hasło „Nowy stadion dla Lublina!”.

Cztery dni później Ekstraliga zapowiedziała negatywną rekomendację dotyczącą dopuszczenia dotychczasowego stadionu do rozgrywek w 2027 r. Nie oznacza to jeszcze odmowy przyznania licencji Motorowi. Klub przygotowuje się jednak do przeniesienia domowych spotkań do Tarnowa, choć szczegóły wymagają uzgodnienia.

Dla drużyny, której mecze regularnie przyciągają niemal komplet publiczności, to poważne wyzwanie organizacyjne i finansowe. Przypadek Lublina pokazuje, że nawet wyjątkowo duże zainteresowanie żużlem nie wystarczy, jeśli przyszłość klubu zależy od terminów i decyzji inwestycyjnych samorządu.

Warto przy tym wyjaśnić, że żużlowy Motor Lublin jest dziś odrębnym klubem, niezwiązanym organizacyjnie z piłkarskim Motorem. Oba mają jednak wspólne korzenie w dawnym wielosekcyjnym RKS Motor, związanym z lubelską Fabryką Samochodów Ciężarowych. Stąd identyczna nazwa, choć obecnie działają jako niezależne spółki.

PGE Ekstraliga chce kontrolować wydatki klubów

Rosnące wpływy z praw telewizyjnych mogą dodatkowo napędzać rywalizację o najdroższych zawodników. Władze Ekstraligi próbują jednak stworzyć mechanizmy, które pozwolą zachować część pieniędzy na przyszłość.

W 2025 r. prezes ligi Wojciech Stępniewski zapowiedział utworzenie Rezerwowego Funduszu Finansowego. W latach 2026–2028 każdy klub ma otrzymać łącznie o 4,5 mln zł mniej z centralnej dystrybucji, a środki te zostaną odłożone na przyszłość. Jeśli mechanizm zostanie zrealizowany zgodnie z zapowiedziami, osiem klubów zgromadzi w ten sposób 36 mln zł.

Drugim kierunkiem jest inwestowanie w szkolenie. W ramach Ekstraliga Pro Junior System zapowiedziano roczną pulę 4,5 mln zł na premiowanie punktów zdobywanych przez wychowanków, również po ich przejściu do innych drużyn. Ma to zwiększać opłacalność inwestowania we własnych zawodników.

Jednocześnie od 2026 r. kluby miały samodzielnie finansować rozgrywki U24 Ekstraligi, bez dotychczasowego wsparcia centralnego. Rozwój młodzieży nie oznacza więc automatycznie ograniczenia wydatków.

Trzecim narzędziem jest Fundusz Atrakcyjności z pulą około 4,5 mln zł. Pieniądze mają być dzielone między kluby w zależności od liczby wyprzedzeń na domowych torach, rejestrowanych za pomocą telemetrii.

Po pięciu kolejkach sezonu 2026 odnotowano 240 wyprzedzeń wobec 61 rok wcześniej. To niemal czterokrotny wzrost. Nie dowodzi on jednak, że za poprawę odpowiada wyłącznie finansowa zachęta. Znaczenie mają również nawierzchnia toru, warunki pogodowe i przebieg poszczególnych zawodów.

Istotny jest sam mechanizm: liga zaczęła nagradzać kluby finansowo za jakość widowiska, która ma znaczenie zarówno dla kibiców, jak i nadawcy telewizyjnego.

Ekstraliga zaostrza również kryteria licencyjne, aby ograniczać ryzyko podpisywania kontraktów z zawodnikami bez odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Nie gwarantuje to jednak utrzymania płynności.

Stal Gorzów otrzymała licencję nadzorowaną na sezon 2026 z powodu ujemnego kapitału własnego i wysokiej straty. Skuteczność nowych regulacji będzie można ocenić dopiero na podstawie terminowości wypłat, wyników finansowych klubów i skali potrzebnego im finansowania ratunkowego.

Granice regulacji wyznacza także prawo konkurencji. W 2023 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Polski Związek Motorowy i Ekstraligę łącznie ponad 5,2 mln zł kar za ustalanie maksymalnych stawek wynagrodzeń zawodników.

W grudniu 2025 r. sąd uchylił decyzję w sprawie odwołania PZM, co nie oznacza jednak analogicznego rozstrzygnięcia wobec Ekstraligi. Według rejestru UOKiK postępowanie w tej części nadal pozostaje w toku.

Spór pokazuje, że dbanie o kondycję finansową klubów i wspólne ograniczanie wynagrodzeń zawodników to dwie odrębne kwestie prawne. Liga musi szukać oszczędności, nie naruszając przy tym zasad konkurencji ani jakości widowiska.

Speedway Grand Prix. Warszawa zarabia na żużlu inaczej niż Toruń

Polska zajmuje również bardzo silną pozycję w międzynarodowym kalendarzu żużlowym. W 2026 r. odbyły się trzy polskie rundy Speedway Grand Prix: we Wrocławiu, Łodzi i Toruniu. Finał cyklu zorganizowano na Motoarenie.

Z kolei 29 sierpnia PGE Narodowy w Warszawie gościł finał FIM Speedway World Cup, czyli Drużynowego Pucharu Świata. Nie była to czwarta polska runda Grand Prix. Rozróżnienie jest istotne, ponieważ obie imprezy mają odrębny format, prawa marketingowe i sposób organizacji.

Od 2026 r. za promocję światowego cyklu odpowiada Mayfield Sports Events, któremu Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) powierzyła rolę globalnego promotora do 2031 r. Warner Bros. Discovery, wcześniej odpowiedzialny również za promocję, pozostał globalnym nadawcą i dystrybutorem praw.

Mayfield wspólnie z Monster Energy stworzył dodatkowy produkt obejmujący trzy polskie rundy Grand Prix – Triple Crown. To kolejny sposób zarabiania na popularności żużla w Polsce, niezależny od regularnych rozgrywek ligowych.

Warszawa ma zresztą własną żużlową historię. W latach 50. w najwyższej lidze startowała Legia, która w 1959 r. zdobyła brązowy medal drużynowych mistrzostw Polski. Rok później jej sekcję połączono z Neptunem Gdańsk, a drużyna przeniosła się nad morze.

Dziś stolica przyciąga żużlowych kibiców przede wszystkim dużymi, pojedynczymi wydarzeniami na PGE Narodowym, a nie regularnymi meczami własnego klubu. To zupełnie inny model biznesowy niż w Toruniu czy Wrocławiu.

Polski żużel zarabia coraz więcej. Ile pieniędzy pozostaje w klubach?

Polski żużel dotarł do momentu, w którym dalszy rozwój nie zależy już wyłącznie od przyciągnięcia kolejnych kibiców czy wynegocjowania droższego kontraktu telewizyjnego.

Największe stadiony regularnie się zapełniają, liczba meczów jest ograniczona, a najlepsi zawodnicy mogą wybierać spośród klubów konkurujących o ich usługi. Zwiększanie przychodów nie jest więc tak proste, jak sprzedaż kolejnego tysiąca biletów.

Coraz większego znaczenia nabiera to, ile klub zarabia na jednym kibicu, jak wykorzystuje swoją markę poza dniami meczowymi i jaką część przychodów pochłania utrzymanie drużyny.

W tym biznesie sukces sportowy potrafi być kosztowny. Im więcej punktów zdobywają zawodnicy, tym wyższe mogą być ich wynagrodzenia. Awans do kolejnego etapu rozgrywek oznacza dodatkowe mecze, ale również dodatkowe wydatki. Nowa umowa telewizyjna zwiększa możliwości finansowe wszystkich uczestników, a jednocześnie pozwala im jeszcze mocniej rywalizować o te same gwiazdy.

Dlatego udany sezon na torze nie musi oznaczać równie dobrego roku w sprawozdaniu finansowym.

Najciekawsze będzie zatem to, co wydarzy się poza stadionami. Czy kluby zaczną budować rezerwy i inwestować w szkolenie, zamiast przeznaczać niemal każdy dodatkowy milion na kontrakty zawodników? Czy będą potrafiły rozwijać własne przychody bez kolejnych zastrzyków kapitału od samorządów? I czy Ekstraliga zdoła sprawić, że jej rosnąca wartość przełoży się na większą stabilność wszystkich uczestników, a nie tylko tych najlepiej zarządzanych?

Polska udowodniła już, że potrafi zbudować z żużla wielki biznes. Otwarte pozostaje pytanie, ile z zarabianych milionów zostaje w klubach po zakończeniu sezonu.

Główne wnioski

  1. Polska jest największym rynkiem klubowego żużla na świecie. W sezonie 2026 mecze PGE Ekstraligi zgromadziły 703 748 widzów. Siła dyscypliny wyrasta przede wszystkim z jej popularności w średnich miastach, takich jak Toruń, Leszno czy Gorzów. Polska jest również jednym z najważniejszych rynków międzynarodowego Speedway Grand Prix.
  2. Żużel stał się biznesem wartym setki milionów złotych, ale wysokie przychody nie gwarantują zysków. Według doniesień medialnych sam kontrakt telewizyjny PGE Ekstraligi na lata 2026-2028 jest wart 214,5 mln zł. Do tego dochodzą sponsoring, sprzedaż biletów i wsparcie samorządów. Znaczną część przychodów pochłaniają jednak kontrakty zawodników i koszty funkcjonowania klubów.
  3. Polskie kluby działają w różnych modelach finansowych, a ich kondycja jest bardzo zróżnicowana. Sparta Wrocław osiąga wielomilionowe zyski, podczas gdy inne drużyny notują straty lub zaległości. Samorządy finansują stadiony, kupują usługi promocyjne, dokapitalizowują klubowe spółki i poręczają kredyty. Ekstraliga wprowadza mechanizmy poprawiające stabilność finansową, ale ich skuteczność pokażą dopiero kolejne sezony.