Kategoria artykułu: Kultura

Niedostępny pałac, do którego wróciła… sztuka

Historia tego miejsca zatoczyła koło. Stworzony z myślą o pomieszczeniu prywatnej kolekcji pałac znów służy sztuce. A do 20 października widzowie mają okazję zobaczyć te niezwykłe wnętrza, które przetrwały wojnę. Wszystko dzięki wystawie Edyty Hul.

Pałac Rusieckiego.
Do 20 października w niedostępnym na co dzień pałacu Rusieckiego można obejrzeć wystawę Edyty Hul. Zorgganizowała ją Piękna Gallery. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Po co zbudowany został pałac ukryty w warszawskim podwórzu.
  2. Jak architektura i heraldyczne dekoracje rezydencji opowiadały o ambicjach jej właściciela.
  3. W jaki sposób malarstwo Edyty Hul, laureatki Bielskiej Jesieni 2023, pozwala odczytać te historyczne wnętrza na nowo.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

To miejsce niezwykłe. Piękna Gallery przygotowała pokaz Edyty Hul w niedostępnym na co dzień pałacu Rusieckiego, ukrytym w podwórzu przy warszawskiej ulicy Lwowskiej. Wystarczy przejść przez bramę kamienicy pod numerem 13, żeby odkryć, że miasto ma jeszcze drugą linię zabudowy i drugą linię opowieści. Za fasadą domu czynszowego kryje się rezydencja człowieka, który dla swojej kolekcji postanowił zbudować osobny świat. Dziś do tego świata wprowadza się malarstwo artystki, której formy mają szczególną skłonność do wymykania się porządkowi. Już samo to spotkanie zapowiada coś więcej niż wystawę w efektownych wnętrzach.

Kolekcjoner buduje sobie świat

Stanisław Ursyn-Rusiecki miał kolekcjonerski rozmach, podbudowany dodatkowo wiedzą. Urodzony w 1862 roku w Trojance na Podolu, odziedziczył po ojcu, Józefie, nie tylko spory majątek, ale i zbiory, a także – a może nawet przede wszystkim – zamiłowanie do ich pomnażania.

Studiował m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim, słuchając wykładów z historii i archeologii. Później przeszedł do działania. Przedmioty znajdował niekoniecznie sam. Wyszukiwali je dla niego także agenci-marszandzi, jak na nowoczesnego i zamożnego  kolekcjonera przystało. Stanisław Ursyn-Rusiecki należał również do Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości, a jego wiedzę o dawnym szkle ceniono jako wiedzę eksperta.

Zgromadził ponad trzy tysiące obiektów. Malarstwo i miniatury, porcelana i fajans, szkło i zwierciadła, a do tego tkaniny, rękopisy, starodruki, ryciny, militaria – ten katalog zainteresowań przypomina muzealny inwentarz. I właśnie muzeum, połączone z rezydencją, miało powstać na ul. Lwowskiej. Kamienica frontowa miała przynosić dochód, a ukryty za nią pałacyk zapewnić kolekcji odpowiednią oprawę.

Znaczna część zbiorów Rusieckiego trafiła ostatecznie do publicznych instytucji. Powodem były zakręty historii. Po I wojnie światowej i zmianach granic Rusiecki stracił swój podolski majątek, a wraz z nim nie tylko możliwość kolekcjonowania, ale i życia na poziomie, do którego był przyzwyczajony. To oznaczało, że musiał nie tylko zacząć wynajmować kolejne pomieszczenia, ale i pożegnać się ze swoimi zbiorami. Sporo trafiło m.in. do Muzeum Narodowego w Warszawie.

W 1932 roku zadłużony i pozbawiony stałego dochodu Stanisław Ursyn-Rusiecki sprzedał całą nieruchomość przy Lwowskiej Ludwikowi i Marii Pannenkom, którzy na parterze uruchomili klinikę położniczą „Sano”. W mieszkanku Rusieckiego, złożonym z dwóch pokoi, z zabytków został tylko masywny, rzeźbiony stół gdański…

Sufit ma coś do powiedzenia

Pałacyk powstał w 1912 roku. Następnie go jeszcze dekorowano. Autorstwo projektu przypisuje się (bez pewności, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa) Józefowi Napoleonowi Czerwińskiemu i Wacławowi Heppenowi. Architektura łączy rozmaite historyczne kostiumy: neobarok i neorokoko, z dużą domieszką inspiracji secesją i wczesnym modernizmem. Wejście ujmują jońskie kolumny podtrzymujące balkon, a nad drzwiami pojawia się herb Rawicz, czyli panna na niedźwiedziu. Rezydencja jest schowana przed ulicą, ale jej właściciel bynajmniej nie zamierzał ukrywać własnych ambicji.

Wejście do pałacu Rusieckiego zdobią jońskie kolumny podtrzymujące balkon. Fot Łukasz Gazur

Prawdziwa architektoniczna opowieść rodzi się w środku. To dębowe schody, kasetonowy strop holu, sztukateria, marmurowy kominek, a także amfiladowy układ pomieszczeń. Klatka schodowa kryje militarne dekoracje, czyli wyobrażenia zbroi, chorągwi, husarskich skrzydeł. Nawet łazienka otrzymała osobny wygląd, czyli arabizujące polichromie i mozaikową posadzkę.

Klatka schodowa z ozdobami militarnymi. Fot. Łukasz Gazur

Plafony wykonał w 1914 roku Antoni Piotrowski. W salonie malarz przywołał legendę herbu Rawicz; w antykamerze pojawiły się „Trzy Gracje”, „Noc” i „Jutrzenka”. Heraldyka spotyka się z alegorią, rodowa pamięć z repertuarem reprezentacyjnego malarstwa. Pałac okazuje się wielką ramą, która sama została zapełniona obrazami.

Plafony w pałacu Rusieckiego. Fot. Łukasz Gazur

Forma, która nie chce się uspokoić

Do takiego wnętrza wchodzi Edyta Hul, laureatka Grand Prix 46. Biennale Malarstwa Bielska Jesień w 2023 roku. Nagrodę otrzymała ex aequo z Karoliną Jarzębak i Adamem Kozickim.

Jury doceniło jej obrazy „zawieszone pomiędzy hipnotyzującą abstrakcją a pulsującym przedstawieniem flory”. To trafne rozpoznanie malarstwa, w którym skojarzenie z naturą pojawia się szybko.

Zdjęcia wystawy Edyty Hul w pałacu Rusieckiego. Fot. Łukasz Gazur

Edyta Hul, absolwentka gdańskiej ASP, łączy farby olejne z emaliami przemysłowymi. Buduje gęste, wielowarstwowe struktury przywołujące organiczne kształty. Wyobrażenie przyrody spotyka tu abstrakcyjne spojrzenie. Jej malarstwo można czytać jako próbę uchwycenia natury w trakcie przeobrażenia. Oko szuka liścia, tkanki, fragmentu ciała, czegoś, co pozwoliłoby nadać temu światu znajome nazwy. Obraz podsuwa taką możliwość, po czym znów ją komplikuje.

Przygotowana przez Piękna Gallery warszawska wystawa nosi tytuł „Haloxylon”, odwołujący się do pustynnej rośliny, którą organizatorzy traktują jako metaforę przetrwania i adaptacji. W nowych pracach istotny jest powtarzany gest rysunkowy, pętla. Towarzyszy im instalacja dźwiękowa Agaty Polak, wykorzystująca zapis bioelektrycznej aktywności organizmu Edyty Hul podczas pracy. Możemy usłyszeć biologię procesu twórczego.

Mapa ekspozycji wymienia 25 prac. Obok wielkich znajdują się i mniejsze, a nawet niewielkie prace. Same tytuły otwierają pole skojarzeń: „Ghost Cells”, „Flytrap”, „Moth”, „Amfisbena”.

Zdjęcia wystawy Edyty Hul w pałacu Rusieckiego. Fot. Łukasz Gazur

Ornament zmienia zdanie

Najciekawsza wydaje mi się możliwość odczytania tej wystawy poprzez napięcie między dwoma sposobami używania ornamentu. U Stanisława Ursyn-Rusieckiego dekoracja potwierdzała ciągłość dziejów rodu, historii, pozycji właściciela. U Edyty Hul powtarzalny znak uczestniczy w budowaniu form, których trwałość pozostaje niepewna. W opisie wystawy pojawia się odniesienie do asyryjskiego Drzewa Życia, struktury porządkującej świat, tutaj poddanej próbie niestabilności.

Zdjęcia wystawy Edyty Hul w pałacu Rusieckiego. Fot. Łukasz Gazur

Można więc zobaczyć w tym spotkaniu mały spór o porządek świata. Stałość i przeszłość spotykają ciągły ruch i stały rozwój pnączy. Heraldyczna panna pozostaje na swoim niedźwiedziu, podczas gdy formy Edyty Hul trudno przyszpilić choćby nazwą. Cóż, dekoracja bywa deklaracją światopoglądową… Stanisław Ursyn-Rusiecki zbudował dom, w którym sztuka miała znaleźć swoje miejsce. Edyta Hul przynosi sztukę, która samo pojęcie stałego miejsca podaje w wątpliwość. Dla pałacu to całkiem interesujące drugie życie.

Główne wnioski

  1. Pałac Stanisława Ursyn-Rusieckiego jest świadectwem kolekcjonerskiej pasji, która przekroczyła granice prywatnego posiadania. Znaczna część zbiorów właściciela zasiliła publiczne instytucje.
  2. Pałac powstał w 1912 roku. Następnie go jeszcze dekorowano. Autorstwo projektu przypisuje się (bez pewności, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa) Józefowi Napoleonowi Czerwińskiemu i Wacławowi Heppenowi. Architektura łączy rozmaite historyczne kostiumy: neobarok i neorokoko z dużą domieszką inspiracji secesją i wczesnym modernizmem.
  3. Wystawa „Haloxylon” pozwala zobaczyć w pałacu partnera dla sztuki współczesnej: dawny ornament potwierdzał porządek świata, dzisiejszy ujawnia jego chwiejność.