Kategoria artykułu: Sport
Sport to pieniądz Sezon 2 Odc. 43

Ile kalorii potrzebuje medalista olimpijski? „Czasami trudno to przejeść”

Cztery i pół godziny treningu dziennie, łódź warta 80 tys. zł i tysiące kalorii, które trzeba zjeść, żeby nie tracić masy. Dominik Czaja, medalista olimpijski z Paryża, opowiada, dlaczego wioślarstwo daje ogromną satysfakcję, ale niekoniecznie finansowe bezpieczeństwo na całe życie. I o tym, jakie zmiany czekają wioślarzy na najbliższych igrzyskach.

Dominik Czaja

Z tego odcinka dowiesz się…

  1. Dlaczego starty wioślarzy na igrzyskach w Los Angeles będą zupełnie inne niż na tradycyjnych zawodach.
  2. Jak wioślarze trenują zimą.
  3. Dlaczego usadowienie wioślarzy w łódce ma tak duże znaczenie i wymaga od nich różnych kompetencji.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

Dominik Czaja od lat jest ostoją wioślarskiej czwórki podwójnej reprezentacji Polski. W różnych składach przywoził medale z mistrzostw świata, Europy i ten najważniejszy – wywalczony na igrzyskach w Paryżu brąz, w składzie z Mateuszem Biskupem, Mirosławem Ziętarskim i Fabianem Barańskim. Medal smakował tym lepiej, że na poprzednich igrzyskach polska osada dopłynęła do mety na czwartym miejscu.

– Po Tokio dobrze znałem gorycz porażki, bo czwarte miejsce było dla mnie sportową porażką. Mimo, że do srebra i brązu zabrakło naprawdę niewiele. Jeśli trenuje się dyscyplinę olimpijską, to wydaje mi się, że dla każdego spełnieniem marzeń jest ten najwyższy cel, a więc medal olimpijski – mówi Dominik Czaja w podcaście „Sport to pieniądz”.

Ale choć polscy wioślarze regularnie przywożą z każdych igrzysk co najmniej jeden medal, nie przekłada się to na popularność tego sportu.

Krótkie okienko popularności

Największe zainteresowanie wioślarstwem pojawia się podczas igrzysk. To wtedy zmagania wioślarzy można śledzić w ogólnopolskiej telewizji, a media rozpisują się o szansach i wynikach polskich osad. Przy okazji innych wydarzeń – z mistrzostwami świata i Europy włącznie – startami Polaków emocjonują się właściwie wyłącznie pasjonaci wioseł.

Pewnym papierkiem lakmusowym jest tutaj plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego polskiego sportowca roku. Ostatnim i jedynym wioślarzem, który w nim zwyciężył, był Roger Verey w 1935 roku. Osada Czaja, Biskup, Ziętarski, Barański znalazła się w czołowej dziesiątce za rok 2022, gdy wywalczyła mistrzostwo świata.

Dominik Czaja nie uzależnia jednak własnej satysfakcji od popularności dyscypliny ani miejsca w plebiscytach.

– Nie robię tego dla kogoś, tylko dla siebie, żeby czuć własną satysfakcję i spełnienie. Ważniejsze jest dla mnie to, jaki tytuł zdobędę w swojej dyscyplinie. Jeśli będę najlepszy na świecie, to jestem najlepszy na świecie i nie muszę być najlepszy w żadnym plebiscycie – tłumaczy wioślarz AWF-u Warszawa.

Sportowe sukcesy, finansowe ograniczenia

Wioślarstwo pozwala zarabiać – zwłaszcza jeśli przywozi się medale największych imprez. Ale trudno porównywać jego finansowe możliwości z piłką nożną czy innymi mocno skomercjalizowanymi dyscyplinami. Tutaj nie ma dobrze płatnych mityngów czy wysokich czeków za najlepsze miejsca. W Pucharach Świata organizowanych przez światową federację zawodnicy nie otrzymują żadnych premii za wyniki.

Reprezentanci Polski korzystają ze wsparcia systemowego, między innymi stypendiów sportowych i możliwości, jakie daje Centralny Wojskowy Zespół Sportowy. Ważnym partnerem polskiego wioślarstwa jest także Enea, sponsor generalny związku, premiująca wyniki osiągane w sezonie.

Pozyskiwanie sponsorów tytularnych dla konkretnych zawodów czy partnerów indywidualnych przez pojedynczych zawodników pozostaje jednak trudne, bo dyscyplina nie oferuje firmom takiej ekspozycji medialnej jak najpopularniejsze sporty.

– W wioślarstwie nie zarobię tyle pieniędzy, żeby do końca życia leżeć i nic nie robić albo spełniać się w inny sposób. Po karierze na pewno będę musiał się czymś zająć i zaangażować. Jeśli będę chciał zarabiać sensowne pieniądze, to podejdę do tego z taką samą wiarą, z jaką wiosłuję. Na razie skończyłem studia i współpracuje ze szkołą policealną Pascal – tłumaczy wioślarz.

Póki o końcu kariery Dominik Czaja nie myśli. Po spełnieniu marzenia o olimpijskim medalu, pojawiło się kolejne: o olimpijskim złocie. Na igrzyskach w Los Angeles przed wioślarzami stanie spore wyzwanie: na historycznym torze, pamiętającym igrzyska z 1932 roku, będą się ścigać na dystansie 1500, a nie tradycyjnych 2000 metrów.

– Nigdy nie ścigaliśmy się na 1500 metrów. Trzeba będzie zupełnie inaczej rozłożyć siły i na pewno czeka nas duże wyzwanie. Tym większe, że na najważniejszych zawodach przed igrzyskami nadal będziemy startować na 2000 metrów. Nawet kwalifikacje olimpijskie będą rozegrane na tym dystansie – mówi Dominik Czaja.

Wioślarz to też narciarz

Program szkolenia centralnego obejmuje około 270 dni rocznie. Wiele z nich Polacy spędzają za granicą, m.in. w Portugalii, gdzie przygotowują się do startów.

W okresie przygotowawczym trening potrafi zajmować cztery - cztery i pół godziny dziennie. Zapotrzebowanie energetyczne Czai przekracza wówczas 5 tys. kalorii na dobę.

– Czasami trudno jest przejeść tyle kalorii – mówi medalista z Paryża.

Zimą zawodnicy ćwiczą na ergometrach i spędzają czas na siłowni. Budują też wydolność na nartach biegowych.

– Jeśli ktoś nie lubi biegówek, to ma duży problem, bo naprawdę dużo czasu na nich spędzam: często od półtorej do dwóch i pół godziny dziennie. Ja biegam już od 2013 roku i polubiłem ten sport. To jest nasza główna jednostka treningowa na równi z ergometrem wioślarskim – opowiada Dominik Czaja.

Profesjonalne wioślarstwo wymaga nie tylko czasu, siły i wytrzymałości, ale również kosztownego sprzętu. Jedynka najwyższej klasy kosztuje obecnie około 80 tys. zł, do czego trzeba doliczyć wiosła. Łódź ma mniej więcej osiem metrów długości, a waży zaledwie 14 kilogramów. Wykorzystuje się w niej włókno węglowe, które zapewnia odpowiednią sztywność i pozwala efektywnie przenosić siłę zawodnika na napęd.

Reprezentanci nie muszą kupować sprzętu z własnej kieszeni. Łodzie zapewnia im związek, a ich regularna wymiana pozwala utrzymywać poziom niezbędny do rywalizacji na świecie. Także możliwości technologicznego ulepszania sprzętu są ograniczone: obowiązują przepisy dotyczące minimalnej masy łodzi, a regulacje zabraniają stosowania substancji, które mogłyby poprawiać jej właściwości na wodzie.