Premiera Tesli Roadster: „We broke the system”
Nowe auto Tesli wykonuje salta w powietrzu i robi większe wrażenie niż auta Jamesa Bonda.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak przebiegała najbardziej zaskakująca premiera auta w historii motoryzacji.
- Czym Tesla Roadster różni się od zwykłych samochodów.
- Dlaczego to auto ma pobić większość motoryzacyjnych rekordów, a jedna z jego wersji nie nadaje się na publiczne drogi.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Pewnie wiele rzeczy widzieliście w życiu, ale na pewno nic podobnego – powiedział na wstępie Elon Musk i nie było w tym przesady. Akurat wybiła trzecia nad ranem naszego czasu. Kto zarwał noc – nie żałuje
Lot do góry kołami
Na scenie w ośrodku testowym SpaceX w McGregor w Teksasie pojawił się biały bolid, który wjechał na 12-metrową zakrzywioną rampę i… zawisł dachem do dołu. Z widowni dobiegło gromkie „Wow!”. Potem pojazd zjechał tyłem z rampy i ponownie na nią wjechał, tylko o wiele szybciej. Gdy rampa się skończyła, zaczął się lot – z początku do góry kołami. Ale zamiast spaść na dach, auto wykonało obrót przez lewy bok i stanęło na kołach w kłębach białego dymu. Widownię zatkało. Dopiero po chwili rozległy się krzyki niedowierzania i podziwu.
Ale najlepsze miało dopiero nadejść: bolid błyskawicznie rozpędził się i gnał wprost na stojące w poprzek tesle – „trójki”, „igreki”, Cybercaba i ciężarową Semi. Gdy było jasne, że nie zdoła wyhamować, uniósł się na jakieś pięć metrów, obrócił wzdłuż długiej osi i miękko wylądował już za przeszkodą.
Świat motoryzacji nie widział czegoś takiego. Część komentujących podejrzewała, że akrobacje, które przed chwilą podziwiali, to animacje komputerowe.
– We broke the system – skwitował to Franz von Holzhausen, główny projektant Roadstera.
Roadster? Brzmi znajomo
Tak nazywał się pierwszy samochód Tesli – produkowany w latach 2008–2012 mały (cztery metry długości), dwumiejscowy elektryk bazujący na Lotusie Elise.
Pięć lat później firma z Palo Alto pokazała następcę – wysmakowanego wizualnie czteromiejscowego elektryka, który miał trafić do produkcji w 2020 roku. I przyćmić wszystko, co jeździ – prędkością (ponad 400 km/h), zasięgiem (1000 km) i przyspieszeniem (1,9 sekundy do 60 mil na godzinę, czyli około 97 km/h). Tesla zaczęła przyjmować zamówienia, żądając rekordowej zaliczki – 50 tys. dolarów.
Bateria godna ciężarówki
Niemal od razu Salim Morsy, analityk pojazdów elektrycznych w Bloomberg New Energy Finance, za nierealną uznał obietnicę 1000-kilometrowego zasięgu Roadstera. „Wymagałby baterii o pojemności 200 kWh, zbyt dużej i ciężkiej jak na tak niewielki pojazd” – napisał w artykule „Najnowsze obietnice Tesli łamią prawa dotyczące baterii”. Miał rację.
Elon Musk najpewniej liczył na szybszy rozwój nowej generacji ogniw, w tym głównie 4680, które od lat reklamował jako „przełomowe”, a które pod wieloma względami okazały się porażką (m.in. o 13 proc. niższa gęstość energii niż we wcześniejszych ogniwach 2170).
Pakiet rakietowy
W czerwcu 2018 r. pomyślałem, że Elon Musk zwariował: „Roadster dostanie opcjonalny pakiet SpaceX złożony z 10 małych silników rakietowych, rozmieszczonych dyskretnie wokół auta. Te silniki znacznie poprawią przyspieszenie, prędkość maksymalną, skuteczność hamowania oraz trakcję na zakrętach. Być może nawet pozwolą Tesli latać…” – napisał szef Tesli na Twitterze.
Spytany, czy to żart, Elon Musk doprecyzował, że Roadster nie będzie potrzebował paliwa rakietowego, lecz wykorzysta sprężone powietrze, przechowywane potem w kompozytowych zbiornikach ciśnieniowych (COPV).
Do dziewięciu razy sztuka
Rozbudziwszy ciekawość, szef Tesli zaczął przekładać daty premiery bolidu tyle razy, że ten zyskał status fatamorgany (vaporware car). Dopiero dziewiąty termin okazał się realny.
Czy nowy Roadster spełnia obietnice sprzed dziewięciu lat?
I tak, i nie. Tesla zapowiada prędkość maksymalną przekraczającą 370 km/h. Musk wspomniał nawet o osiągnięciu połowy prędkości dźwięku (0,5 Macha), czyli około 600 km/h, choć nie jest to potwierdzony parametr auta. Jest też zrywniejsze. Nawet w najwolniejszej wersji – Performance – rozpędza się do 60 mil na godzinę (około 97 km/h) w niespełna 1,6 sekundy. Wersji Thrust wystarczy do tego mniej niż 0,9 sekundy, a najszybszej – Rocket – mniej niż 0,59 sekundy. To wyniki znacznie lepsze niż w Formule 1, gdzie rozpędzenie się do 100 km/h zajmuje około 2,2–2,5 sekundy. Jak to możliwe, skoro bolidy F1 mają lepszy stosunek mocy (1000 KM) do masy (minimalnie około 768 kg wraz z kierowcą)? Bo podczas startu od zera ich tylne koła nie są odpowiednio dociskane. Zaś Roadster ma napęd na wszystkie koła i wentylatory, które przysysają go do podłoża – nawet wtedy, gdy stoi (czy raczej wisi) do góry kołami.

Kick-flipy? Nie na drogach publicznych
A jak wykonuje obrót w powietrzu? Dzięki dyszom sprężonego powietrza (attitude-control cold-gas thrusters): unoszą one oraz stabilizują auto w locie i podczas lądowania. Ów skok z obrotem, który Lars Moravy, wiceprezes Tesli ds. inżynierii, nazwał „kickflipem”, to atrybut topowej wersji Rocket, mieszczącej najwięcej sprężonego powietrza, lecz tylko jedną osobę. Nowy Roadster, podobnie jak jego protoplasta sprzed 18 lat, jest co najwyżej dwuosobowy. Wersja Rocket będzie oferowana wybranym klientom i nie będzie dopuszczona do ruchu po drogach publicznych. I dobrze, zważywszy na potencjalne skutki ewentualnej awarii dysz czy chmury pary podczas lądowania na zatłoczonej ulicy.
Przeciążenia jak w myśliwcu
Wszystkie te akrobacje będzie robił… komputer? Nie, człowiek. Elon Musk mówi, że Roadster to jedyny model Tesli nieprzeznaczony do jazdy autonomicznej. To oznacza, że kierowca wersji Rocket będzie zarazem pilotem. I to narażonym na podobne przeciążenia sięgające 4,6 g (przy rozpędzaniu się do 60 mil na godzinę w 0,59 s). Już ostra jazda Teslą Model S Plaid (0–100 km/h w 2 sekundy) bywa katorgą, zwłaszcza dla pasażerów. A to tylko namiastka tego, do czego zdolny jest Roadster Rocket.
Drogowy Sea Harrier
Jak najkrócej go podsumować? To cywilny Sea Harrier. Ów „morski myśliwiec przewagi powietrznej” zyskał sławę podczas wojny o Falklandy w 1982 roku. 28 takich samolotów zestrzeliło wtedy 20 argentyńskich maszyn bez żadnych strat własnych w walkach powietrznych. Sea Harrier miał silnik odrzutowy Pegasus z czterema ruchomymi dyszami kierującymi ciąg. Pozwalały one gwałtownie wytracać prędkość i zmieniać położenie maszyny w locie. Manewr ten, zwany VIFF (Vectoring in Forward Flight), mógł zmusić przeciwnika do przelotu przed brytyjskim myśliwcem i wystawić go na cel. Nie ma jednak podstaw, by przypisywać mu wspomniane zwycięstwa powietrzne. Odpowiednio skierowane dysze Roadstera Rocket mogłyby także radykalnie skrócić drogę hamowania.
Nadzwyczajne auto, zwyczajny zasięg
Zdaniem Muska ten model pobije wszelkie istniejące rekordy torowe. Także w Formule 1, w której zakazane są wentylatory wysysające powietrze spod bolidów.
W jednej tylko kategorii Roadster musi uznać wyższość konkurencji: żadna jego wersja nawet nie zbliżyła się do obiecanych 1 tys. km zasięgu – według deklaracji Tesli mają przejechać (lub przelecieć) ponad 480 km, czyli znacznie mniej niż np. BMW i3 50 xDrive, Lucid Air Grand Touring czy Mercedes-Benz EQS 450+, które według danych producentów oferują zasięg sięgający, a w niektórych przypadkach przekraczający 800 km. Choć to może się poprawić do 2028 roku, kiedy według zapowiedzi ma ruszyć produkcja nowego Roadstera.
Główne wnioski
- Prototyp tego auta Elon Musk zaprezentował już w 2017 r. Wyglądał całkiem inaczej i miał być produkowany trzy lata później. Jednak szef Tesli co kilka lat odkładał premierę produkcyjnej wersji Roadstera.
- Pokazany wczoraj wieczorem (dziś nad ranem naszego czasu) w bazie SpaceX w Teksasie pojazd dowiódł, że potrafi wisieć do góry kołami i kręcić salta w powietrzu. To zasługa wentylatorów ukrytych w podwoziu i 10 dysz na jego obrzeżach. Wentylatory wysysają powietrze spod auta, umożliwiając mu pokonywanie zakrętów z zawrotnymi prędkościami. Dysze pozwalają rozpędzić się do 60 mil na godzinę (około 97 km/h) w mniej niż sekundę i wykonywać powietrzne akrobacje (wersja Rocket).
- Auto będące mariażem technologii Tesli i SpaceX ma wejść do produkcji za dwa lata. Wciąż nieznane są jego cena ani wiele parametrów. Jednak już wiadomo, że może zdominować księgę motoryzacyjnych rekordów.